Robert Lewandowski. „Nienasycony” – recenzja

Czas czytania: 2 m.
0
(0)

Za książkę Pawła Wilkowicza: Robert Lewandowski. „Nienasycony” zabrałem się dość późno. Miałem więc czas zapoznać się z opiniami czytelników i z recenzjami tej pozycji. Mając gdzieś z tyłu głowy te opinie, spodziewałem się, że uczucia po przeczytaniu tej książki będą idealnie pasowały do tytułu. Nic z tych rzeczy, dostałem więcej niż się spodziewałem, choć może trochę mniej o samym Lewandowskim, a więcej o diecie, samodoskonaleniu czy marketingu.

Biografie mają to do siebie, że często skupiają się wyłącznie na samym głównym bohaterze i jego najbliższym otoczeniu. I w sumie nie ma w tym nic złego. Paweł Wilkowicz nieco odszedł od tego schematu, rozwijając bardzo mocno tematy poboczne. Byłem zaskoczony, że po przeczytaniu ostatniej strony, w pamięci miałem  nie pięć bramek strzelonych przez Lewego w dziewięć minut, nie cztery gole strzelone z Realem, ale wspomniane we wstępie momenty dotyczące diety. Takie postawienie sprawy powoduje, że książkę, która ukazała się nakładem wydawnictwa Agora, śmiało można polecić czytelnikowi, który o samym futbolu nie ma wielkiego pojęcia. „Nienasycony” to nie jest tylko opowieść o Robercie Lewandowskim, ale też o tym, jak młody człowiek utorował sobie drogę do sukcesu ciężką pracą i jak sobie z tym sukcesem poradził.

Owszem, można przyczepić się do tego, że jeśli chodzi o samego Lewandowskiego, to jest on przedstawiony jako sportowiec idealny. Brakuje czegoś, co sprawi, że uwierzymy, iż mamy do czynienia ze zwyczajnym człowiekiem, który czasem popełnia błędy. Czegoś, co pozwoli nam pomyśleć: „No tak, Lewy też nie potrafił sobie z tym poradzić, również jest zwykłym człowiekiem, jak ja”. Nawet w momencie, kiedy Robert został odstrzelony z Legii Warszawa, książka nie oddaje takich emocji, jakich oczekiwałby czytelnik. Z drugiej strony, oglądając Roberta na boisku, można się zastanawiać czy on w ogóle ma jakiś układ nerwowy.

Warto powiedzieć, że w książce jest historia, która daje nam obraz tego, że kiedyś było zupełnie inaczej. Opowiada ona o młodym Lewandowskim, nazywanego „Bobkiem”, który nie miał cukierków, żeby poczęstować kolegów.

Obchodził domek raz, drugi, trzeci.
– Bobek, co ty tak krążysz? – pytali trener Sikorski i kierownik Zawiślak. Byli na letnim obozie z Varsovią, sierpień, oni siedzą na werandzie, a on kursuje wokół ich domku. Głowa spuszczona, ale widać, że chce, żeby go zauważyli i zagadywali.
– No chodź, o co chodzi?
– Nic, nic, wszystko w porządku – i dalej robi te swoje kółka.
– No chodź!
– Nie, nie, naprawdę wszystko w porządku.
– Masz tu przyjść i mówić!
– Bo się moje urodziny zbliżają… I zapomnieliśmy z mamą spakować cukierki, nie mam czym chłopaków poczęstować…

Takich historyjek jest niewiele i być może właśnie to powoduje pewien niedosyt, ale trzeba przyznać, że historia kariery „Lewego” jest opisana szczegółowo: od czasów Varsovii, przez Legię, Znicz Pruszków, Lecha Poznań, Borussię Dortmund, aż po czasy gry w Bayernie Monachium. Możliwe, że brakuje jakiejś samokrytyki, bo w końcu jest to autoryzowana biografia, jednak moim zdaniem jest to po prostu dobra książka. Problem w tym, że oczekiwania wobec niej były takie, jak wobec samego Lewandowskiego – musi być najlepsza i na każdej stronie musi dać czytelnikowi tyle emocji, co Robert podczas przeciętnego meczu Bundesligi czy Ligi Mistrzów.

GRZEGORZ IGNATOWSKI

Zachęcamy do polubienia nas na FACEBOOKU, a także obserwacji na TWITTERZE , INSTAGRAMIE i YOUTUBE

Jak bardzo podobał Ci się ten artykuł?

Średnia ocena 0 / 5. Licznik głosów 0

Nikt jeszcze nie ocenił tego artykułu. Bądź pierwszy!

Cieszymy się, że tekst Ci się spodobał

Sprawdź nasze social media - znajdziesz tam codzienną dawkę ciekawostek.

Przykro nam, że ten tekst Ci się nie spodobał

Chcemy, aby nasze teksty były możliwie najlepsze.

Napisz, co moglibyśmy poprawić.

spot_img
Redakcja
Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians — przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie, to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku.

Więcej tego autora

Najnowsze

Puchar Niemiec według Friedhelma Funkela

Jest wiele osób, które są mocno związani z Bundesligą. W pierwszym takim szeregu można umieścić imię i nazwisko Friedhelm Funkel. Ponad 830 spotkań w...

Królu złoty, gdzie są banknoty? – historia upadku Polonii Warszawa

Ireneusz Król miał zapewnić porządek i nowy start Polonii Warszawa. Tymczasem po zakończeniu współpracy przez byłych zawodników warszawskiego klubu nazywany jest kłamcą i największym...

Kiedyś o awans, dziś o utrzymanie – reminiscencje po meczu Resovii z Motorem Lublin

17 maja 2024  roku Retro Futbol gościło na meczu 33. kolejki Fortuna 1. Ligi. Resovia podejmowała Motor Lublin i liczyła na ważne punkty, gdyż...