Jesus Maria Satrustegui – muzyka, futbol i wino

Piękna i romantyczna legenda głosi, że ten utalentowany muzycznie chłopiec pewnego dnia po prostu odszedł od pianina i wybiegł na boisko – tak miała zacząć się jego wielka kariera. Kochał się w stylu gry Quiniego i Gerda Muellera; sam na przestrzeni lat 80. stanowił inspirację dla młodych chłopców z Donostii i Pampeluny. Najlepszy strzelec w historii i jeden z architektów potęgi Realu Sociedad – choć dla bramkostrzelnego, klasycznego żądła chyba lepiej pasuje mało poetyckie określenie: wykończeniowiec.

Postać niemalże zapomniana w panteonie najlepszych hiszpańskich napastników. Można to dość łatwo wytłumaczyć – świetna forma, jaką prezentował w barwach Txuri-Urdin, nie przełożyła się na skalę reprezentacyjną, by nie powiedzieć, że przygoda Satrusteguiego w kadrze była zupełnie nieudana. Ponadto siłę baskijskiego equipazo stanowił cały szereg charyzmatycznych piłkarskich osobowości – wszak zwycięską ekipę tworzyli między innymi Zamora, Ufarte, Periko Alonso czy niezniszczalny Luis Arconada. Ale od początku…

Jesus Maria Satrustegui urodził się w dwunastego dnia stycznia 1954 roku w Pampelunie. Nigdy zresztą nie ukrywał, że jest żarliwym lokalnym patriotą i często podkreślał emocjonalne przywiązanie do Nawarry. Później zwykł mawiać o sobie, że jest Baskiem i nawarryjczykiem jednocześnie. Mieszkał przy Estafeta 75 – to jedna z czterech ulic stanowiących trasę najsłynniejszej gonitwy byków na świecie – encierro de San Fermín. Jak na nawarryjczyka z krwi i kości przystało, brał w niej udział.

Jako dziecko pasjonował się muzyką; ćwiczył grę na pianinie oraz na gitarze klasycznej, czemu gorąco przyklaskiwał jego ojciec. Zanim jednak na dobre rozkochał się w koncertach Maurice’a Ravela, poznał inną namiętność: futbol.

Muszę przyznać, że dziś trochę żałuję, że porzuciłem studia muzyczne. Czasami – ale tylko czasami – nadal widzę się w tej roli – przyznawał pół żartem, pół serio jeszcze nie jako legenda, ale już jako ukształtowany piłkarz w wywiadzie z El Pais z 1982 roku.

Autobusem do Donostii

Po upływie kilkunastu lat od symbolicznej sceny porzucenia sztuki na rzecz sportu okaże się, że młody Jesús podjął słuszna decyzję. Pierwsze kroki – z drogi na Parnas ku piłkarskiemu Olimpowi – Satrus chłopiec z ulicy Pocztowej, kieruje ku małemu klubikowi z rodzinnego miasta – Club Deportivo.

W maleńkim klubie spisuje się na tyle dobrze, że ściąga na siebie uwagę piłkarskich tuzów znacznie poważniejszego formatu niż niespieszne, trzecioligowe rozgrywki w swojskim mikroklimacie. Interesuje się nim między innymi Osasuna, o dołączeniu do której od zawsze marzył – a jeśli nie od zawsze, to od momentu, w którym porzucił muzykę. Jest blisko transferu do wymarzonej drużyny, ale na skutek nieporozumienia i finansowych kłopotów odpowiedzialni za transfery działacze Los Rojillosodprawiają młodziutkiego gracza z kwitkiem. Nie są świadomi, że załamany chłopiec w przyszłości będzie współautorem jednego z najpiękniejszych rozdziałów w historii jednego z rywali Osasuny.

Rad nierad, bo marzeń o gry dla ukochanego klubu z Pampeluny przecież nie porzucił, za dwieście pięćdziesiąt tysięcy hiszpańskich peset odchodzi do Realu Sociedad; dodatkowo w ramach rozliczenia Txuri-Urdin do Club Deportivo przysyła także jednego z rezerwowych napastników, Azkue. Biorąc na poprawkę fakt, że były to wczesne lata 70. i sumę tę przeznaczono na siedemnastolatka – ćwierć miliona peset, około półtora tysiąca dolarów, to kwota zupełnie poważna. Na dworcu w San Sebastián na siostrzeńca czeka wujostwo. Podobnie jak włodarze Osasuny, niekoniecznie świadome, że z autobusu regionalnej linii La Roncalesa wysiądzie jeden z najlepszych napastników, jakiego wydała na świat żyzna Nawarra.

W oczekiwaniu na szansę

W tym momencie zaczyna się prawdziwie piłkarska część przygody młodziutkiego napastnika. Jest rok 1971. W wieku 17 lat Jesús ląduje w Sanse – przybudówce Realu Sociedad. Jest cierpliwy, powoli pracuje na swoją pozycję i czeka na szansę – w barwach rezerw Txuri-Urdin w ciągu dwóch sezonów zdobywa trzynaście bramek. Trener drużyny seniorów Rafa Iriondo dostrzega, że na talent i tożsamość młodego zawodnika oprócz skromnego dorobku bramkowego składają się inne cechy: między innymi podejście do treningu, zaangażowanie w grę i warunki fizyczne – szczególnie jego siła. W barwach dorosłej drużyny debiutuje dwa lata po debiucie w Sanse, w starciu z Murcią, zremisowanym 1:1.

Jesus Maria Satrustegui
Czterech wspaniałych: Satrustegui, Arconada, Zamora i López Ufarte.

Staje się podstawowym zawodnikiem zespołu, w którym obok niego powoli rozkwitają kolejne talenty – w tym i Inaxio Kortabarria, defensywny filar najsilniejszego Realu Sociedad w historii. Wkrótce do drużyny dołączą także wspomnieni wcześniej Arconada, Zamora i López Ufarte. Do składu wskakuje szybko, ale jako strzelec Satrustegui rozkręca się bardzo powoli. Z sezonu na sezon aplikuje stopniowo coraz więcej trafień – w debiutanckiej temporadzie to tylko trzy bramki, w następnym zaledwie osiem. Mimo to Estadio Anoeta jest zauroczone ciemnowłosym napastnikiem. W kolejnych sezonach zdobywa odpowiednio po 19, 18, 20, 17, 16 i 13 goli. Anoeta jest już zakochane w charakternym, walecznym i piekielnie dobrze grającym w powietrzu zawodniku z obcej Nawarry.

Doskonała forma napastnika w pewnym momencie umyka jednak jednej, tak ważnej dla jego rozwoju, osobie – Laszlo Kubali, legendzie Barcelony, podwówczas selekcjonerowi reprezentacji Hiszpanii. Wprawdzie to węgierski szkoleniowiec – dla Satrusteguiego bardzo ciepły i budzący sympatię – dał młodemu nawarryjczykowi szansę debiutu w kadrze, ale zapomniał o nim na okres argentyńskiego mundialu w 1978 roku, o co zresztą Satrus ma skryty żal do swojego selekcjonera. Kubala stawia na Quiniego, Santillanę czy Juanito. Nie przynosi to korzystnych efektów – Hiszpanom nie udaje się wyjść z grupy. Błędu Kubali nie popełnia Jose Luis Santamaria, jego następca. Zabiera snajperaTxuri-Urdin na mistrzostwa Europy we Włoszech i na pierwsze dwa spotkania wystawia go w pierwszym składzie – w ostatnim meczu Jesús w ogóle nie wyszedł na boisko. Okazuje się, że to nie absencja Satrusteguiego stanowiła problem przy klęsce na argentyńskim mundialu – on sam na czas europejskiego czempionatu także nie dał drużynie najważniejszego: bramek.

Decydujący moment

Na płaszczyźnie klubowej nadal wiedzie mu się znakomicie. Jedenastka baskijskiej drużyny jest już niemal skrystalizowana: Arconada, Celayeta, Kortabarría, Alonso, Gorriz, Olaizola, Idigoras, Diego, Satrustegui, Zamora i Lopez Ufarte prowadzą Sociedad do pierwszego w historii mistrzostwa kraju, a bohater artykułu jest o krok od zdobycia Trofeo Pichichi. Za rok bronią mistrzowskiego tytułu. Jose Luis Santamaria jest pewien – to teraz albo nigdy dla eksplozji talentu: zbliża się mundial na hiszpańskiej ziemi, przez dwa lata od klęski na Euro piłkarz dojrzał, a sukcesy ukształtowały jego zwycięską mentalność.

Jesus Maria Satrustegui

Niech za krótkie streszczenie występu Hiszpanów na światowym czempionacie posłuży wspomnienie Satrusteguiego: „Czuliśmy, że piłka nas parzy. Nie robiliśmy tego, co powinniśmy, chociaż dobrze znaliśmy swoje założenia i role. Brakowało nam płynności, a psychicznie czuliśmy się przytłoczeni. Cała odpowiedzialność związana z rolą gospodarzy zdecydowanie nas przerosła.” Dodajmy: Hiszpanie odpadli w drugiej rundzie, w czasie turnieju wygrywając zaledwie jeden mecz. W ostatecznym rozrachunku napastnik Realu Sociedad zdobył osiem trafień w trzydziestu dwóch spotkaniach w kadrze narodowej. Wszystkie w meczach towarzyskich.

W spotkaniu z Saragossą, w rundzie jesiennej sezonu 1982/1983, po agresywnym wejściu obrońcy rywali, Zayasa, boleśnie upada. Początkowo myśli, że to jedynie nadwyrężenie w kolanie. Drobnostka. Gdy kolano nadal pozostaje niestabilne, a opuchlizna nie schodzi, sztab klubu z Donostii wysyła Satrusa na artroskopię do kliniki we Francji. Diagnoza jest być może jeszcze bardziej bolesna niż sam upadek po faulu: zerwane więzadło krzyżowe i uszkodzona łąkotka. Dla wielu sportowców tego rodzaju kontuzja zwykle oznacza ponure rozstrzygnięcie w kwestii dalszego rozwoju i kariery. Do futbolu wrócił – niestety już jako cień samego siebie. Jego pozycję dodatkowo skomplikowało odejście trenera Ormaetxei i zastąpienie go przez Johna Toshacka.

Epilog

Zakończył przygodę z futbolem w wieku 32 lat, w 1986 roku. Osasuna zaproponowała mu angaż na ostatnie lata kariery – choćby dla uhonorowania jego zasług dla promocji Nawarry i stolicy regionu, bo przecież nikt nie przyzna, że włodarze Rojillos chcieli w jakiś sposób nadrobić PR-owo albo zrekompensować Satrusowi rezygnację z jego talentu. Rezygnację, która w przeszłości przyszła sternikom klubu z Pampeluny tak łatwo. Napastnik odmówił – nie z powodu urażonej dumy czy z chęci zemsty; czuł, że jego dyspozycja po koszmarnej kontuzji coraz bardziej zbliża go do piłkarskiej śmierci.

Przygodę z futbolem zakończył tak zdecydowanie i definitywnie jak to tylko możliwe. Nie został trenerem, nie pracuje w telewizji jako ekspert, nie został też agentem. Co ciekawe, nie wrócił też do muzyki. Jesús postanowił, że dołoży się do biznesu, który powoli, coraz prężniej rozwijał jego brat: do produkcji rioji w zakupionej przez José Ignacio winnicy w Usurbil. Zważywszy, że firma działa do tej pory, nadal sygnowana imionami dwóch braci, można jedynie przypuszczać, że biznes świetnie prosperuje, a samo rozstanie z futbolem przyszło Satrusowi łatwo. Zupełnie jak odejście od pianina…

MARIUSZ JAROŃ

Tekst pochodzi ze strony naszych przyjaciół z Ole Magazyn. Polecamy ich obserwować, a zrobić to możecie tutaj.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz