Transfer Schrodingera. John Obi Mikel w Chelsea

Henning Berg zapowiadał go jako piłkarza, który przyćmi Stevena Gerrarda. Włodarze Manchesteru United i Chelsea wierzyli, że walczą o chłopaka, który może zmienić oblicze futbolu. I choć – pisząc jak najbardziej tendencyjnie – w swojej kategorii wiekowej swojego czasu lepszy był tylko Leo Messi, o Złotą Piłkę się nawet nie otarł. Niewiele było zresztą indywidualnych nagród w pokoju Johna Obiego Mikela, jednak z Nigeryjczykiem w składzie Chelsea zdobywała wszystko, co było możliwe. Niewielu mało wybitnych futbolistów zapisywało tak wybitne historie.

Gwiazda Mikela zaczęła nieśmiało błyszczeć na początku 2005 roku, gdy niespełna 18-letni ofensywny pomocnik etatowo przyćmiewał kolegów z młodzieżowych zespołów Lyn Oslo, przerastając ich umiejętnościami o co najmniej kilka klas. Kwestią czasu był transfer w bardziej piłkarskie rejony Europy, a jako pierwsi perłę na norweskim bezrybiu zauważyli skauci z Manchesteru United i Chelsea.

John Obi Mikel czerwonym diabłem

Stara potęga z Old Trafford była pogrążona w lekkim kryzysie i za punkt honoru postawiła sobie uprzedzenie nowej potęgi ze Stamford Bridge. Tak też się stało. Przedostatniego dnia kwietnia MU ogłosił oficjalnie pozyskanie Nigeryjczyka. Ten, uśmiechnięty od ucha do ucha, paradował już w czerwonym trykocie Diabłów na sesji zdjęciowej po parafowaniu umowy z nowym klubem. W tamtej chwili historia ta mogła, w zasadzie powinna się zakończyć, tymczasem, to był dopiero początek wojny.

John Obi Mikel w koszulce Manchesteru United

Zanim jednak padły pierwsze strzały, w okolicach Sir Matt Busby Way wybuchła Mikelomania. W okresie przejściowym między Royem Keanem a Michaelem Carrickiem, fani United rozkoszowali się grą Erica Djemby-Djemby i Klebersona, a Paul Scholes, który dwoił się i troił, wciąż był tylko jeden. Trudno więc dziwić się, że nawet sprowadzenie nastolatka, który, bagatela, do stycznia 2006 roku miał zostać w Norwegii, dla kibiców było manną z nieba.

Temperatura rosła. Szaleństwo wokół Johna Obiego zdawało się przekraczać wszelkie granice. Henning Berg, ówczesny menedżer Lyn, stwierdził, że jego młody podopieczny dysponuje talentem o skali nieosiągalnej dla Stevena Gerrarda. Warto dodać, że 15 lat temu maniera porównywania nieoszlifowanych zawodników do utytułowanych legend dopiero raczkowała, a nazywanie kogoś nowym Maradoną lub następcą Platiniego miało jeszcze jakiekolwiek znaczenie i robiło jako-takie wrażenie.

ZOBACZ TEŻ:

Pierwszy kamyczek do ogródka z marzeń został rzucony z niebieskiej części Londynu i trafił w samo serce. Działacze Chelsea stwierdzili, że byli już po słowie z piłkarzem, jego agentem oraz Lyn, a Manchester United, który pojawił się ni z gruszki, ni z pietruszki, chwytał się działań nie tylko nieetycznych, ale i nielegalnych, wobec czego podpisany wcześniej kontrakt powinien zostać anulowany.

Jako pierwszy głos zabrał Morgan Andersen, dyrektor norweskiego klubu i były reprezentant kraju w hokeju na lodzie. Jego zdaniem transfer został przeprowadzony zgodnie z prawem i normami etycznymi, a Chelsea może mieć pretensje sama do siebie za opieszałość w podejmowaniu kluczowych decyzji. Dzień później z Anglii i Nigerii zaczęły wpływać anonimowe groźby śmierci pod adresem 18-latka. Co na to sam zainteresowany? Otóż… zniknął!

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…