Transfer Schrodingera. John Obi Mikel w Chelsea

Gdzie się podział młody talent?

Cały piłkarski świat zastanawiał się, gdzie podziewa się młody piłkarz. W gąszczu plotek popularna stała się opinia o jego porwaniu. Według poważniejszych źródeł miał przebywać w bliżej niezlokalizowanej leśniczówce bądź w równie tajemniczym pokoju w Londynie. Pewne jest to, że towarzyszył mu John Shittu, agent Mikela, który odgrywał jedną z kluczowych ról w całej szopce. Na szczęście, obaj panowie ujawnili się światu cali i zdrowi, choć młodszy z nich nie był już tym samym uśmiechniętym chłopcem w czerwonej koszulce z logiem Vodafone. Jakby tego było mało, stwierdził nawet, że do podpisania umowy z Diabłami został zmuszony, działał pod presją i nie dopuszczono go do konsultacji z agentem.

John Obi Mikel prezentujący koszulkę Manchesteru United z numerem 21

United nie odpuszczało, a lot do stolicy Norwegii miał już zabukowany sir Alex Ferguson (Szkot miał zrezygnować z wycieczki do Oslo na wieść o domniemanym porwaniu Mikela). Pomimo jasnych deklaracji z ust samego piłkarza, na Old Trafford wciąż panowało przekonanie, że podpisany wcześniej przez obie strony kontrakt kończy wszelkie spekulacje i czyni z Nigeryjczyka piłkarza MU. Cała sprawa stała się mieszanką prawniczego bełkotu i grania na emocjach – również samego Mikela.

Nie chciałem tego zrobić [podpisać kontraktu z United – przyp. red.], nie dostałem nawet tygodnia, by się zastanowić. Moje serce bije dla Chelsea.

John obi mikel

Te słowa, wypowiedziane przez nastoletniego pomocnika w Londynie, sprowokowały Carlosa Queiroza, ówczesnego asystenta Fergusona. Portugalczyk oskarżył Chelsea o ingerencję w podejmowaniu decyzji przez piłkarza. Andersen znosił wszystko niewiele lepiej. Mikel, formalnie wciąż związany kontraktem z Lyn, przebywał w Wielkiej Brytanii. Skandynawski działacz, choć nie winił nastolatka o całe zamieszanie, zwrócił się do norweskiego związku piłkarskiego o uniemożliwienie Johnowi Obiemu występu na zbliżających się mistrzostwach świata do lat 20.

Dlaczego piłkarz nie chciał wrócić do Oslo? Wraz z Johnem Shittu całą odpowiedzialnością za transferową szopkę obarczyli właśnie Morgana Andersena. Mikel odgrażał się, że to Norweg nagabywał go do podpisania umowy z MU. Shittu był konkretniejszy w swoich zarzutach:

„29 kwietnia [2005 – przyp. red.] dostałem faksem wypowiedzenie umowy przez Mikela. Poprosiłem sekretarkę, by zignorowała tę wiadomość – znaliśmy się już 2 lata i wiedziałem, że nigdy by w ten sposób nie postąpił. Morgan Anderson zaprosił go do pokoju dzień przed przyjazdem ludzi z Manchesteru United. Nie pozwalał mu pozbierać myśli, nie zezwolił na konsultacje ze mną. Papiery były przygotowane bez naszej intencji.”

Całe zamieszanie powinno Mikelowi wyjść bokiem podczas MŚ U-20 w Holandii, ten jednak wykazał się ogromną dojrzałością i chłodną głową, rozgrywając zawody, o jakich nigdy wcześniej i później nie mógłby nawet pomarzyć. Chciał udowodnić, że każdy funt, o który toczy się gra, jest na wagę złota. Nigeria została drugą drużyną świata, ustępując tylko naszpikowanej przyszłymi legendami futbolu Argentynie. John Obi zdobył tylko jedną bramkę podczas turnieju (w wygranym 3-0 meczu ze Szwajcarią w fazie grupowej), co nie przeszkodziło mu w sięgnięciu po srebrną piłkę – wyróżnienie dla drugiego najlepszego zawodnika MŚ. Złotą, a jakże, zdobył Leo Messi.

FIFA wkracza do gry

Gdy Nigeryjczyk czarował na tle rówieśników z całego globu, jego sprawie bacznie przyglądała się FIFA. Piłkarz apelował do światowych władz o uwzględnienie jego woli, ciężko było jednak o jednoznaczne dowody umożliwiające rozwiązanie umowy z Manchesterem United. Wyjątkowo trudne chwile chwile przeżywał też Andersen. Ezekiel Bala i Emmanuel Sarki, dwóch innych Nigeryjczyków reprezentujących zespół ze stolicy Norwegii, miało odmówić powrotu do klubu przed rozpoczęciem sezonu 2005/06. Wszystko w geście solidarności z Mikelem.

Sytuacja była patowa. Piłkarz bez zgody Lyn przedłużył swój urlop po holenderskich MŚ, Chelsea i United nie posypywały publicznie solą ran, najciekawsze były słowne utarczki między Shittu a Andersenem. „Andersen to oszust, cała Norwegia powinna się o tym dowiedzieć. Ujawnimy wszystko, nagramy film i pokażemy go w telewizji” – grzmiał agent piłkarza. Działacz z Lyn publicznie kazał mu mieć baczenie na swoje słowa. Jakikolwiek przełom miał miejsce w połowie sierpnia 2005 roku – FIFA nakazała piłkarzowi wrócić do Oslo i uszanować kontrakt z norweską drużyną. Dzień później z ukrycia wyszedł sir Alex, lakonicznie rzucając, że Mikel prawnie jest piłkarzem Manchesteru United, a wszystkie dokumenty zostały podpisane zgodnie z wolą każdej ze stron.

Czerwone Diabły robiły wszystko, aby zapewnić norweskie Lyn o solidarności i pełnym wsparciu. Wyrazem tego było wypożyczenie do Lyn Madsa Timma – młodego piłkarza United, który kilkanaście lat temu uchodził za talent czystej wody. Mimo to, we wrześniu doszło do zaskakującego sojuszu. Shittu i Andersen spotkali się wespół z Mikelem i Henningiem Bergiem za zamkniętymi drzwiami, po czym wydali oświadczenia o przyjaznych relacjach, klepiąc się po plecach i komplementując nawzajem. Shittu zapewnił, że pieniądze nie są kluczowym elementem sprawy, a Mikel zagra tam, gdzie zechce. Piłkarz zapewnił, że z przyjemnością wypełni swoje zobowiązania wobec Lyn i jest do dyspozycji Berga.

Henning Berg na Old Trafford spędził wspaniałe lata, a w 1999 roku sięgnął po historyczną potrójną koronę. Norweg nie potrafił lub nie chciał zatrzymywać pochwalnych poemów w kierunku młodego podopiecznego. Nie zamierzał wywoływać na nim presji, ale gdy tylko mógł, opowiadał o wspaniałości klubu z Old Trafford.

I choć Mikel sobie, a Andersen sobie, angielskie media wciąż wskazywały właśnie Manchester United jako przyszłego pracodawcę Nigeryjczyka. W październiku nastąpił jednak wybuch, a lont podpalił sir Alex Ferguson. Szkocki menedżer zarzucił agentowi Mikela, że pracuje dla Chelsea, a piłkarz i jego rodzina są zastraszani przez ludzi związanych z The Blues. Zarząd klubu z Old Trafford był zniecierpliwiony, pozostałe strony spokojnie wyczekiwały kolejnych ruchów. United wcale nie prowadziło w tej grze. Transfer Johna Obiego był jak Kot Schrodingera – jednocześnie był i go nie było.

John Obi Mikiel jednak w Londynie

W styczniu 2006 roku Mikel formalnie powinien być już Czerwonym Diabłem z krwi i kości. Zupełnym przypadkiem świat dowiedział się o oficjalnym piśmie, które w maju 2005 roku Manchester United wespół z Lyn wystosowało do FIFA. Według treści, Chelsea stosowała niedozwolone praktyki, za które powinna zostać ukarana zakazem transferowym i wykluczeniem z europejskich rozgrywek.

Punkt dla United. The Blues byli pod ścianą, wydali oświadczenie, według którego zostali stroną poszkodowaną w całym zamieszaniu, wszystkie zarzuty są bezpodstawne, a dobre imię klubu zostało oczernione. To właśnie zimą londyński klub przestał chować głowę w piasek i głośno obnosił się ze swoimi zamiarami wobec Nigeryjczyka. Prawdę mówiąc, byli już jedyną „głośną” stroną w tym zamieszaniu, cała reszta czekała na werdykt światowej federacji. Ta była jednak bezradna. Jak twierdzili, rozwiązywali setki podobnych spraw, problem Mikela jednak wydawał się przeciągać w nieskończoność.

Wszystko zakończyło się w czerwcu 2006 roku – nie z inicjatywy FIFA, tylko ugody angielskich kolosów. MU ugiął się, tracąc wiarę w przekonanie Mikela do gry na Old Trafford. Chelsea, nie chcąc pozostać dłużną, ostatecznie zaakceptowała obowiązujący kontrakt i wypłaciła ligowym rywalom 12 milionów funtów odszkodowania. 4 kolejne trafiły na konto Lyn. Nigeryjczyk znów podpisał kontrakt i uśmiechnięty przyodział nowy trykot – tym razem niebieski, nie czerwony. Tym razem z numerem 12, nie 21.

John Obi Mikel prezentujący koszulkę Chelsea z numerem 12

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…