100 zapomnianych piłkarzy na stulecie niepodległości #1

zapomniani

Wielkimi krokami zbliża się setna rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości. Z tej okazji postanowiliśmy przypomnieć sylwetki stu piłkarzy, którzy występowali w biało-czerwonych barwach. Nie będzie to jednak zestawienie najlepszych, czy najpopularniejszych zawodników, bo podobnych list jest multum. Skupiliśmy się na postaciach mniej znanych, czasem trochę zapomnianych, o których albo pisze się sporadycznie, albo wcale. Każdy z nich miał swój wkład w rozwój futbolu nad Wisłą, a stulecie naszej niepodległości to dobra okazja, żeby przypomnieć ich sylwetki szerszej publiczności. Oczywiście nie udało się zamknąć listy setką nazwisk, więc będzie ich troszkę więcej. Przed Wami pierwsza część zestawienia.

Spirydion Albański

Bramkarz Pogoni Lwów i reprezentacji Polski. W dwudziestoleciu międzywojennym jeden z symboli Lwowa, także dzięki żonie Eustachii, znanej śpiewaczce operetkowej. „Spirytus” (jak mówili na niego koledzy) był znany ze swej sprawności, refleksu i wyszkolenia technicznego. Mierzył 176 cm wzrostu, jednak niemal sto lat temu nie było to wcale mało. Jego pech polegał na tym, że urodził się o kilka lat za późno i do Pogoni dołączył już po jej złotym okresie, w którym to lwowianie zdobyli cztery tytuły mistrzów Polski (1922, 1923, 1925, 1926). Debiutował 6 maja 1928 r. w wygranym 3:2 meczu z Cracovią, a trzy lata później (5 lipca 1931 r.) wystąpił po raz pierwszy w reprezentacji Polski (wygrana z Łotwą 5:0). W sumie w reprezentacji Polski wystąpił 21 razy, w tym na Igrzyskach Olimpijskich w Berlinie w 1936 r. W meczu o trzecie miejsce wyprowadzał Polaków jako kapitan, jednak niestety przegraliśmy z Norwegią 2:3, a sam Albański akurat tego meczu nie mógł zaliczyć do udanych. Ostatni raz w reprezentacji Polski zagrał z Danią 4 października 1936 r. (przegraliśmy 1:2). W 1933 r. został uznany za najlepszego polskiego piłkarza.

Spirydion Albański w interwencji. W tle Ernest Wilimowski. Zdjęcie: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Był pierwszym bramkarzem Pogoni aż do wybuchu wojny, którą spędził w swoim mieście, zaliczając występy w nowych lwowskich klubach Dynamie i Spartaku. Kiedy okazało się, że Lwów nie będzie już w Polsce, przez Rzeszów (kilka występów dla Resovii) trafił na Śląsk. Karierę zakończył w Pogoni Katowice, był także trenerem śląskich drużyn z niższych lig. Zawodowo związał się z Głównym Instytutem Górniczym, miał także uprawnienia sędziego piłkarskiego i hokejowego. Kilka lat temu prezes PZPN Zbigniew Boniek zaangażował się w renowację grobu Spirydiona i Eustachii Albańskich na cmentarzu przy ul. Francuskiej w Katowicach.

Więcej na jego temat pisaliśmy w tym miejscu.

Urodził się 4 października 1907 r. we Lwowie, zmarł 28 marca 1992 r. w Katowicach.

Reprezentacja: 18 meczów, 30 straconych bramek

Henryk Alszer

Jeden z czołowych napastników chorzowskiego Ruchu w latach powojennych. Swoją piłkarską karierę rozpoczął w 1934 r. w RKS Hajduki. Później grał jeszcze w Hajduczance i KS CHorzów. Kiedy wybuchła wojna występował w zespole 06 Załęże. W czasie okupacji był zawodnikiem Bergknappen. To właśnie wojna zabrała mu najlepsze piłkarskie lata. Jako zawodnik niemieckiego klubu zyskał opinię niezwykle skutecznego napastnika, co zaowocowało powołaniem do reprezentacji Śląska. W 1944 r. został przymusowo wcielony do Wehrmachtu, ale wkrótce zdezerterował na terenie Francji i przedostał się do Wielkiej Brytanii. Tam zgłosił się jako ochotnik do służby w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie. W 1945 r. występował we francuskim Lens, a później w szkockim Forres. Kiedy w 1946 r. na tournée w Szkocji przebywał Team Silesia, to do drużyny zgłosiło się kilku przedwojennych piłkarzy, którzy służyli u generała Andersa. Wśród nich był też Alszer. Podpisali karty zgłoszenia do Ruchu i wkrótce wszyscy pojawili się w Chorzowie.

Alszer znakomicie rozumiał się z młodym Gerardem Cieślikiem. Kiedy Niebiescy pokonywali 5:0 kijowskie Dynamo, to właśnie ta dwójka była nieuchwytna dla zawodników rywali. Sam Cieślik wspominał, że to był chyba najlepszy mecz Alszera w klubowych barwach. W szczytowym okresie formy imponował szybkością i energią. Grał na środku ataku i był raczej egzekutorem niż konstruktorem akcji. Obok niego grali Cieślik i Breitner, z którymi stworzył trio ABC. Równie dobrze radził sobie jednak na prawym skrzydle. W zależności od sytuacji potrafił wrzucać miękkie centry w pole karne albo posyłać ostre, przeszywające piłki. Był filarem mistrzowskiego zespołu z lat 1951-1953. Już w 1950 r. próbował swoich sił jako trener – dojeżdżał wtedy raz w tygodniu do Głuchołaz, gdzie pomagał miejscowej Unii. W Ruchu grał do 1957 r., potem jako grający trener występował w Górniku Katowice i Pogoni Nowy Bytom. Fatalnie znosił podróże, nawet te samochodowe. Kiedy jego szkoleniowa kariera zaczynała się rozwijać, zginał tragicznie pod kołami samochodu.

Do tragedii doszło w Sylwestra, więc wielu myślało, że „Walek” był pijany. Zapewniam, że to nieprawda. Przyszedł do mnie wieczorem feralnego dnia, był zupełnie trzeźwy. Wybierał się dopiero na sylwestrową zabawę. Dla wszystkich, którzy go znali, była to wielka strata – opowiadał jego przyjaciel Henryk Hajduk.

Urodził się 7 maja 1918 r. w Bismarchütte, zmarł 31 grudnia 1959 r. w Rudzie Śląskiej.

Reprezentacja: 13 meczów, 2 bramki

Zygmunt Anczok

Na przełomie lat 60. i 70. był czołowym lewym obrońcą Europy. Razem z Włodzimierzem Lubańskim zagrał w pożegnalnym meczu Lwa Jaszyna, w którym wystąpił na boisku obok swojego wielkiego idola Giacinto Facchettiego. Był jedynym zawodnikiem, który zagrał pełne 90 minut we wszystkich meczach turnieju olimpijskiego w Monachium, jak i w eliminacjach do niego. Kopać piłkę zaczął w Sparcie w rodzinnym Lublińcu. Pod okiem trenera Helmuta Cichonia robił znaczące postępy i wkrótce trafił do bytomskiej Polonii. Wtedy jeszcze występował na pozycji prawego łącznika. Kontuzja kolegi spowodowała, że przesunięto go na lewą obronę i tak już później zostało. Jako 19-latek był podstawowym zawodnikiem zespołu. W 1965 r. Polonia zwyciężyła w rozgrywkach o Puchar Karla Rappana (później znany jako Puchar Intertoto), dzięki czemu została zaproszona do udziału w amerykańskiej Interlidze. Również tam Anczok i koledzy okazali się najlepsi, a w finale pokonali praską Duklę z wielkim Josefem Masopustem w składzie.

Uradowany Zygmunt Anczok po powrocie z Ameryki
Po powrocie z Ameryki Anczok miał się z czego cieszyć;
źródło: poloniabytom.com.pl

W tym samym roku trener Koncewicz dał mu zadebiutować w reprezentacji w meczu ze Szkocją na Hampden Park. Rok później wystąpił w przegranym 0:1 meczu z Anglią. Mimo porażki Polacy pokazali się z bardzo dobrej strony. Sam Anczok po latach wspominał, że był to mecz, dzięki któremu udało mu się wejść na najwyższy poziom. Sport uznał go wówczas za Piłkarza Roku. W tym samym roku w towarzyskim meczu z Brazylią grał naprzeciwko legendarnego Garrinchy, ale nie pozwolił brazylijskiemu wirtuozowi na zbyt wiele. W 1971 r. przeszedł do Górnika, skąd było wówczas bliżej do kadry. W Zabrzu zdobył mistrzostwo i puchar Polski. Wyjazd na mistrzostwa świata do RFN uniemożliwiła mu kontuzja stopy i związane z nią powikłania. Szereg zaniedbań i brak odpowiedniej rehabilitacji spowodowały, że kilkukrotnie się odnawiała i praktycznie zakończyła jego karierę. Później wyjechał do USA, gdzie amatorską grę w piłkę łączył z pracą fizyczną. Zaliczył jeszcze pobyt w Skeid Oslo, gdzie jego drogi skrzyżowały się z Jackiem Gmochem i pod koniec lat 70. wrócił do Polski. Pracował jako taksówkarz i prowadził sklep spożywczy.

O Anczoku przeczytacie w tym miejscu. Zachęcamy również do lektury wywiadu.

Urodził się 14 marca 1946 r. w Lublińcu.

Reprezentacja: 48 meczów

Teodor Anioła

W Poznaniu też mieli swój tercet ABC. Na pozycji lewego łącznika grał Edmund Białas, centralnie w środku Henryk Czapczyk, a prawym łącznikiem był właśnie Teodor Anioła, którego imię nosi dziś jedna z trybun stadionu przy ul. Bułgarskiej. W latach 1949-1951 trzykrotnie zdobywał tytuł króla strzelców ekstraklasy. Już w swoim debiucie strzelił hat-trick, godnie witając się z kibicami. Przerastał partnerów niemal o klasę. To w dużej mierze dzięki niemu Lech dwukrotnie w latach 1949 i 1950 zdobywał trzecie miejsce w lidze. Anioła nie miał inklinacji do gry kombinacyjnej. Był typem zawodnika, który wolał wziąć ciężar gry na siebie, wywalczyć sobie miejsce w polu karym rywala i szukać szansy na oddanie strzału. Bramki zdobywał z pozycji, które sam sobie ciężko wypracowywał. Znakomicie spisywał się w zaciętych pojedynkach, które rozstrzygały się jedną bramką.

Był najbardziej bojowym napastnikiem, jakiego kiedykolwiek widziałem na naszych boiskach. Szybki start, zdecydowane wejście w obrońców i nagły, zaskakujący strzał stanowiły jego największe zalety. Może nie zawsze celnie strzelał, może miał za duży rozrzut, ale za to uderzał piłkę błyskawicznie. Zamach nogi miał nieomal niewidoczny. I dlatego jeżeli trafił w światło bramki… był gol – mówił o koledze Edmund Białas.

W poznańskim klubie jest ikoną, a 1985 r. w plebiscycie Gazety Poznańskiej wybrany został sportowcem 40-lecia Wielkopolski, wyprzedzając choćby Wojciecha Fibaka. Niestety nie potrafiono, a według niektórych nie chciano wykorzystać jego umiejętności w reprezentacji. Wystąpił tylko w siedmiu meczach i strzelił dwie bramki, ale potencjał miał dużo, dużo większy. Polskim futbolem rządzili wtedy działacze lwowscy, śląscy i krakowscy, którzy niezbyt przychylnie patrzeli w stronę Poznania. Karierę zakończył w 1961 r. Próbował też swoich sił jako trener.

O Aniole pisaliśmy w tym miejscu.

Urodził się 4 listopada 1925 r. w Poznaniu, zmarł 10 lipca 1993 r. w Strykowie.

Reprezentacja: 7 meczów, 2 bramki

Mieczysław Batsch

Niechaj zwycięstw wciąż seria nowa wieńczy łuki twoich bram, strzelaj bramki na chwałę Lwowa, Pogoń niechaj żyje nam – tak brzmi fragment przedwojennego hymnu Pogoni Lwów, czterokrotnego mistrza Polski, drużyny 19 reprezentantów Polski. Mieczysław Batsch jest jednym z symboli najlepszego okresu „Pogoniarzy”. Przygodę z piłką zaczynał w uczniowskim klubie Hellada Lwów, jednak jako 16-latek przeszedł do Pogoni i jest powszechnie uważany za jej wychowanka. Razem z Wacławem Kucharem i Józefem Garbieniem tworzył słynne ofensywne trio Pogoni w jej najlepszym okresie przed powstaniem ligi polskiej (tytuły mistrzowskie w latach 1922, 1923, 1925, 1926). Niezwykle przebojowy, waleczny, świetnie wyszkolony technicznie, z nosem do strzelania goli – to wszystko zjednało mu szerokie grono entuzjastów w całym kraju.

Był członkiem reprezentacji olimpijskiej, która przygotowywała się do występu na igrzyskach w Antwerpii w 1920 r. (do startu nie doszło wskutek wojny polsko-bolszewickiej). W 1924 r. do Paryża już pojechał, jednak tam Polacy zakończyli udział w turnieju po porażce 0:5 z Węgrami. Jako rezerwowy był obecny na pierwszym historycznym meczu Polaków w Budapeszcie (18 grudnia 1921 r.), a zadebiutował ostatecznie 2 grudnia 1923 r. z Rumunią (remis 1:1). W sumie w reprezentacji zagrał 11 razy i strzelił osiem goli, w tym aż cztery w wygranym 7:1 meczu z Finlandią (Poznań, 8 sierpnia 1926 r.). Z koszulką z orłem na piersi pożegnał się 12 września 1926 r. – Polska wygrała z Turcją 6:1, a Batsch dwa razy trafił do siatki rywali. Debiutował i żegnał się z reprezentacją w swoim ukochanym Lwowie.

Po zakończeniu kariery w 1929 r. grywał w Oldboyach Lwów, był także członkiem Sądu Koleżeńskiego LKS Pogoń Lwów. Znalazł czas na naukę i w 1931 r. ukończył Wydział Mechaniczny Politechniki Lwowskiej. Pracował w okręgowej dyrekcji PKP we Lwowie, po wojnie to samo robił w Przemyślu i Medyce. Tuż przy nowej granicy z ZSRR codziennie obserwował odjeżdżające do Lwowa pociągi, jednak sam nigdy nie zdecydował się pojechać do miasta swojej młodości. Do pięknych lwowskich czasów miał okazję wrócić na chwilę w 1957 r. Odbył się wtedy w Warszawie z okazji jubileuszu 50-lecia kariery sportowej Wacława Kuchara mecz byłych zawodników Pogoni z Polonią Warszawa. Zmarł 27 września 1977 r. w Przemyślu i tam został pochowany.

Urodził się 1 stycznia 1900 r. we Lwowie, zmarł 27 września 1977 r. w Przemyślu.

Reprezentacja: 11 meczów, 8 bramek

Roman Bazan

Wychowanek AKS-u Chorzów, skąd w wieku 15 lat przeniósł się do Startu. W 1958 r. został graczem Zagłębia Sosnowiec. Początkowo występował jako napastnik, ale później przekwalifikowano go na środkowego obrońcę. Kiedy kontuzję odniósł jeden ze stoperów zespołu, to trener stwierdził, że w ataku sobie jakoś poradzą, ale na obronę nie ma kogo dać. Wybór pasł na Bazana. Mimo że był przeciętnego wzrostu, to poradził sobie bardzo dobrze i już tak zostało. Po jednym sezonie przeszedł do Śląska Wrocław, ale po dwóch latach wrócił nad Brynicę. W sosnowieckim klubie występował przez kolejne 13 lat. W sumie reprezentował jego barwy w 305 ligowych spotkaniach, co jest rekordem do dzisiaj.

W Sosnowcu stał się królem klubowej defensywy i prawdziwym liderem zespołu. Spokój, jaki zapewniał w tyłach, pozwolił zawodnikom osiągać znaczące sukcesy w latach 60. Zagłębie z Bazanem w składzie dwukrotnie sięgnęło po Puchar Polski (1962 i 1963) oraz trzykrotnie finiszowało w lidze na drugim miejscu (1964, 1967 i 1972). W 1964 r. klub zaproszono do wzięcia udziału w rozgrywkach amerykańskiej Interligi. Polacy spisali się znakomicie i zdecydowanie wygrali swoją grupę. W finale nie dali szans Werderowi Brema i wygrali całe rozgrywki. Zwycięzca zyskiwał prawo gry o Puchar Ameryki z Duklą Praga, ale Czesi okazali się wówczas zbyt wymagającym rywalem.

W reprezentacji Bazan rozegrał 21 meczów i strzelił dwie bramki – obie w wygranym 9:0 meczu z Norwegią w Szczecinie. Po odejściu z Zagłębia w 1973 r. próbował swoich sił przez jeden sezon w amatorskim Racingu Calais we Francji. Wkrótce jednak wrócił do Sosnowca, gdzie cieszył się z tego, że w spokoju może sobie przyjść na stadion i oglądać mecze ukochanej drużyny.

Urodził się 19 sierpnia 1938 r. w Chorzowie, zmarł 18 czerwca 2012 r. w Sosnowcu.

Reprezentacja: 21 meczów, 2 bramki

Jan Benigier

Pierwsze piłkarskie lekcje pobierał w zespołach Stali i Czarnych w rodzinnym Radomsku. Jako 16-latek trafił do Hali Sportowej Łódź, gdzie pod okiem trenera Leszka Jezierskiego wywalczył z kolegami tytuł mistrza Polski juniorów. Po pół roku zaliczył debiut w II-ligowym Starcie. Z Łodzi przeniósł się do Bydgoszczy, gdzie od 1970 r. występował dla Zawiszy. Dobre występy nad Brdą zaowocowały transferem na Śląsk. Do Ruchu ściągnął go czeski trener Michal Vičan. W Chorzowie współtworzył jedną z najlepszych drużyn lat 70. w polskiej piłce klubowej. Trzykrotnie sięgał po mistrzostwo Polski (1974, 1975 i 1979) i raz po puchar Polski (1974). Chorzowska drużyna świetnie radziła sobie również w europejskich pucharach. W Pucharze UEFA odpadła w ćwierćfinale po ciężkim, zakończonym dogrywką boju z Feyenoordem, a w Pucharze Europy w tej samej fazie pechowo odpadli z AS Saint-Étienne.

Kazimierz Górski powoływał go do kadry, ale głównie na mecze nieoficjalne. Znalazł się nawet w szerokiej kadrze piłkarzy na mistrzostwa świata w Niemczech, ale na mundial nie pojechał. Sam wspominał, że doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak wielka jest konkurencja na jego pozycji, ale po cichu liczył, że w końcu przyjdzie jego czas. W oficjalnym meczu zadebiutował 24 marca 1976 r. z Argentyną. Latem pojechał z kadrą na igrzyska olimpijskie w Montrealu. Tam wystąpił jednak tylko w jednym spotkaniu. W wygranym 3:2 pojedynku z Iranem wszedł na boisko w 65. minucie, zmieniając Kazimierza Kmiecika. To był jego ostatni występ w kadrze, których uzbierał w sumie ledwie cztery.

W Ruchu grał do 1980 r. Później swoim Polonezem wyjechał do Belgii, gdzie został zawodnikiem RFC Seraing, ale po dwóch latach wrócił do Chorzowa. Karierę kończył w bytomskiej Polonii, choć dał się jeszcze namówić na występy w Przemszy Siewierz. Pracował jako trener w GKS-ie Tychy, Szombierkach Bytom, Polonii Bytom czy Rymerze Niedobczyce. Ukończył szkołę trenerów PZPN w Warszawie.

Urodził się 18 lutego 1950 r. w Radomsku.

Reprezentacja: 4 mecze

Edmund Białas

Drugi członek poznańskiego tercetu ABC. Grał na środku ataku, ale wiedział, że prawdziwym liderem ofensywy jest Teodor Anioła. Ustępował mu w umiejętnościach strzeleckich, ale przewyższał zmysłem taktycznym. Pochodził z rodziny o tradycjach kolejarskich i pisarskich. Od dziecka wiedział, że chce grać w Lechu. Treningi zaczął w 1931 r., a cztery lata później jako niespełna 16-latek zadebiutował w barwach zespołu KPW – Liga Dębiec (pod taką nazwą występował wówczas klub, który po wojnie stanie się znany jako Lech). Swoje pierwsze trafienie zaliczył w tym samym roku w pojedynku z Ostrovią. Jeszcze przed wojną zaliczano go do czołowych snajperów w Wielkopolsce, co zaowocowało włączeniem do reprezentacji Poznania. Latem 1939 r. został powołany przez Józefa Kałużę na mające się odbyć we wrześniu wyjazdowe spotkania z Bułgarią i z Jugosławią. Jest kolejnym przedstawicielem pokolenia, któremu wojna zabrała najlepsze lata sportowej kariery.

W czasie okupacji Białasów wysiedlono do Ostrowca Świętokrzyskiego. Stamtąd Edmund przedostał się wuja Derezińskiego do Rzeszowa. W mieście istniał niemiecki klub, któremu brakowało rywali do meczów sparingowych. Naczelnik powiatu zezwolił w drodze wyjątku na zorganizowanie spotkania z Polakami. Polacy oczywiście wygrali 2:0, ale narazili się tym samym na represje okupanta i musieli uciekać. Białas trafił aż do Przemyśla, skąd tuż po wojnie wrócił do Poznania, gdzie pomagał swojemu klubowi stanąć na nogi w trudnej, powojennej rzeczywistości.

Był pierwszym lechitą, który zagrał w reprezentacji. Koszulkę z białym orłem po raz pierwszy założył 4 kwietnia 1948 r. w wyjazdowym meczu z Bułgarią (1:1). Nigdy nie opuścił Lecha. Po zakończeniu kariery w 1951 r. został instruktorem i był wierny klubowym barwom praktycznie aż do śmierci. Kilkukrotnie przejmował pierwszy zespół. Do niego należy klubowy rekord meczów bez porażki (61 meczów od listopada 1969 do listopada 1971). Zawsze życzliwy dla innych ludzi, świetnie grał na akordeonie.

Białasa opisaliśmy tutaj.

Urodził się 15 sierpnia 1919 r. w Poznaniu, zmarł 24 lipca 1991 tamże.

Reprezentacja: 2 mecze

Bernard Blaut

Na zewnątrz mógł sprawiać wrażenie spokojnego, czasami wręcz flegmatycznego, ale ci, którzy z nim grali, mówili, że miał cechy dyktatora. Był jednym z czołowych defensywnych pomocników w Europie. Świetnie potrafił organizować grę, a po boisku poruszał się z wielką gracją. Przygodę z piłką rozpoczął dzięki rodzicom, którzy byli mocno zaangażowani w działalność klubu Strzała w Gogolinie. To tam stawiał pierwsze piłkarskie kroki, ale szybko poznano się na jego talencie i wkrótce trafił do opolskiej Odry. Po trzech latach zdolny pomocnik zasilił szeregi warszawskiej Legii. W stolicy udowodnił swoją klasę i szybko wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie. Miał niesamowitą wydolność, dzięki czemu mógł biegać po całym boisku i w razie potrzeby wspierać kolegów w ataku lub w obronie. Z czasem dorobił się w Legii funkcji kapitana zespołu. Był starszy od większości kolegów, którzy nazywali go Dziadkiem. Kiedy trener Jaroslav Vejvoda, chciał chodzącego swoimi ścieżkami Deynę wyrzucić z drużyny, to właśnie Blaut, wraz z grupą starszych zawodników, ujęli się za młodym zawodnikiem. W Legii spędził 12 sezonów, w których trakcie dwukrotnie zdobył puchar Polski (1964 i 1966) i dwukrotnie mistrzostwo Polski (1969 i 1970).

W kadrze zadebiutował jeszcze jako zawodnik Odry w 1960 r. Łącznie rozegrał w narodowych barwach 36 spotkań i strzelił trzy gole. Kiedy polska reprezentacja pod wodzą Kazimierza Górskiego wkraczała na salony, Blaut był nękany kontuzjami. Głównie dlatego nie pojechał na igrzyska do Monachium. Po zakończeniu czynnej kariery zawodniczej zajął się trenerką. Był współpracownikiem czterech kolejnych selekcjonerów. Kazimierza Górskiego wspierał w Montrealu, a Jacek Gmoch uczynił go odpowiedzialnym za bank informacji. Pomagał Ryszardowi Kuleszy i Antoniemu Piechniczkowi. Pracował też w Tunezji i Zjednoczonych Emiratach Arabskich.

Urodził 3 stycznia 1940 r. w Otmęcie, zmarł 19 maja 2007 r. w Warszawie.

Reprezentacja: 36 meczów, 3 bramki

Walter Brom

Dysponował fenomenalnym wręcz refleksem i intuicją oraz kocią zwinnością i zręcznością. W wieku 17 lat pojechał z reprezentacją na mistrzostwa świata do Francji w 1938 r. Do dzisiaj jest najmłodszym powołanym bramkarzem na tę imprezę i raczej się nie zanosi, żeby ktoś miał go pobić. Od najmłodszych lat związany z Ruchem. Został jego zawodnikiem już w wieku 13 lat. Wcześniej występował w szkolnym zespole z ulicy 16 sierpnia. Nie było wówczas żadnych szkółek ani juniorskich zespołów, a młodzi adepci futbolu grali najczęściej w parkach, na skwerach czy na placach. Brom chętnie brał udział w tych meczach, choć nie zawsze występował w bramce. Jego brat wspominał, że Walter lubił też strzelać gole. Szybko jednak poznano się na jego bramkarskim talencie. Kiedy Józef Kałuża powołał go do reprezentacji, Brom miał ledwie dziewięć ligowych meczów na koncie. We Francji co prawda nie zagrał, ale Edward Madejski bardzo cenił swojego młodego konkurenta.

walter_brom_100_zapomnianych

Znakomicie rozwijającą się karierę przerwał kataklizm II wojny światowej. W czasie okupacji Brom występował w klubach niemieckich. Na krótko został wcielony do Wehrmachtu, ale zwolniono go z powodu choroby uszu. W 1942 r. został dożywotnio zdyskwalifikowany za uderzenie sędziego. Brom przerzucił się wtedy na piłkę ręczną, ale karę wkrótce złagodzono i w latach 1943-44 występował już w reprezentacji Śląska. Kiedy w marcu 1945 r. Ruch rozgrywał swoje pierwsze mecze, to z przedwojennej ekipy zostali tylko Karol Dziwisz i właśnie Walter Brom. Razem z reprezentacją Śląska pojechał na tournée do Szkocji, gdzie swoją grą oczarował miejscowych dziennikarzy. Dziwili się oni jak to możliwe, że bramkarz o takich umiejętnościach nie grał w reprezentacji Europy. Najlepsze lata zabrała mu wojna, ale w pełni rozwinąć talentu nie pomogły też nałogi. Brom miał problem, żeby odmówić kolegom od kieliszka, co powodowało coraz częstsze zawieszenia. W Ruchu grał do 1950 r., potem przeniósł się do RKS Batory, a następnie do Stali Poręba. Karierę chciał zakończyć w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie trenerem był Teodor Peterek, ale postawione przez żonę ultimatum spowodowało, że po tygodniu wrócił do domu.

Talentem przerastał wszystkich bramkarzy jakich kiedykolwiek widziano w Polsce. Człowiek o niewiarygodnym refleksie, wspaniałej technice chwytów i bezbłędnej grze na przedpolu – charakteryzowali go fachowcy.

Urodził się 14 lutego 1921 r. w Bismarckhütte, zmarł 18 czerwca 1968 r. w Chorzowie.

Reprezentacja: 2 mecze, 5 straconych bramek

Andrzej  Brończyk

Wychowanek Goplanii Inowrocław, który został legendą Zawiszy Bydgoszcz. W barwach Rycerzy Pomorza grał w latach 1970-1991. Niebiesko-czarne barwy zakładał 693 razy! Reprezentował ten klub zarówno w najwyższej klasie rozgrywkowej, jak i dwa szczeble niżej. W sezonie 1989/90 został wybrany w plebiscytach TempaPrzeglądu Sportowego najlepszym bramkarzem  Ekstraklasy. Zagrał osiem razy w reprezentacji olimpijskiej. Nigdy nie doczekał się powołania do dorosłej kadry, choć liczył na wyjazd na Mundial w 1978 r. w roli trzeciego bramkarza. Problemem mogły być jego warunki fizyczne. Mierzył zaledwie 179 cm. Sam uważał, że brak debiutu w pierwszej reprezentacji, to wina jego zbytniego przywiązania do ukochanego Zawiszy. Twierdził, że większe szanse na grę z orzełkiem na piersi miałby jako gracz klubów ze stolicy lub Śląska. Mimo to nigdy nie zdecydował się opuścić Bydgoszczy.

Dziś cieszy się wśród kibiców Zawiszy chwałą równą tej, jaką w Warszawie otoczony jest Kazimierz Deyna. Jego postać można ujrzeć na rozmaitych gadżetach, flagach a najwierniejsi fani tworzyli dedykowane mu oprawy. Po zakończeniu kariery, związany był nadal z ukochanym klubem. Pracował jako trener młodzieży, trener bramkarzy i opiekun rezerw. Dwa razy na krótko samemu obejmował stery pierwszego zespołu. Zmarł w Sylwestra 2000 r. W bydgoskiej hali Łuczniczka, co roku odbywa się memoriał jego pamięci.

Tutaj przeczytasz więcej o Brończyku.

Urodził się 4 lutego 1951 r. w Inowrocławiu, zmarł 31 grudnia 2000 r. w Bydgoszczy.

Reprezentacja: bez występów

Bronisław Bula

Niektórzy są zdania, że skalą talentu dorównywał Kazimierzowi Deynie. Karierę zaczynał w Starcie Chorzów, ale szybko trafił do Ruchu. Był wszechstronnie uzdolniony. W młodości uprawiał wiele dyscyplin i zapowiadał się nawet na całkiem niezłego hokeistę, ale wygrała piłka. Zachwycał kibiców sowimi kilkudziesięciometrowymi podaniami i doskonałym dryblingiem. Antoni Piechniczek mówił o nim, że na boisku był prawdziwym profesorem. Świetnie grał w europejskich pucharach. Strzelał sporo bramek, dobrze odnajdywał się w grze kombinacyjnej, na co pozwalała mu nienaganna technika. Z Ruchem trzykrotnie sięgał po krajowy prymat (1968, 1974 i 1975) i raz po puchar Polski (1974). W 1978 r. opuścił zespół i przeniósł się do Francji.

Debiutował w narodowej drużynie w 1968 r. w wygranym 8:0 meczu z Turcją. W tym samym meczu debiutował też Deyna, ale to Bula swój występ uświetnił zdobyciem gola. Do roku 1971 był podstawowym elementem zespołu. Grał w eliminacjach do mistrzostw świata w 1970 r. i mistrzostw Europy w 1972 r. Później jednak stracił miejsce w reprezentacji. Wspominał, że nie czuł się gorszy od Deyny, a trenerzy Koncewicz, Foryś i Górski uważali, że prezentują równy poziom. Miejsce w zespole było jednak tylko jedno. Obaj piłkarze razem przez pełne 90 minut zagrali w reprezentacji Polski zaledwie siedem razy. Bula wrócił na eliminacje mistrzostw Europy w 1976 r. Grał w przegranym spotkaniu z Holandią w Amsterdamie. Z kadrą pożegnał się kilkanaście dni później w bezbramkowo zremisowanym meczu z Włochami. Ogółem zaliczył 26 występów i strzelił pięć bramek.

Urodził się 28 września 1946 r. w Rudzie Śląskiej.

Reprezentacja: 26 meczów, 5 bramek

Zenon Burzawa

Król strzelców ligi polskiej z 1994 r. Co ciekawe – to był jedyny, pełny sezon, który rozegrał w ekstraklasie. W sezonie 1994/95 zagrał już tylko raz, strzelił bramkę i czmychnął do francuskiego AS Lyon-Duchere. Koronę króla strzelców zakładał na głowę jako piłkarz Sokoła Pniewy, ale to w rodzinnym Gorzowie Wielkopolskim cieszył się największym uznaniem.  Nigdy nie zagrał w kadrze narodowej. Mógł o tym przesądzić fakt, że w na ekstraklasowych boiskach pojawił się dopiero w wieku 32 lat. Zanim trafił do Sokoła, doprowadził ukochany Stilon do półfinału Pucharu Polski.

Do I ligi zespołowi ze ściany zachodniej, już się awansować nie udało. Żeby spełnić marzenie o grze w najwyższej lidze, „Burza” musiał zmienić barwy klubowe. Zdecydował się na przejście do niewielkiej mieściny w Wielkopolsce. Co prawda, drużyna ta także występowała na drugim szczeblu rozgrywkowym, ale miała ambitne plany i pieniądze potrzebne, by je zrealizować. Już w pierwszym sezonie to się udało i Burzawa, wraz ze swoim nowym pracodawcą, zameldowali się na salonach polskiej piłki. Wtedy nastąpił sezon życia naszego bohatera. 21 bramek w 33 meczach, pozwoliło na zdobycie tytułu najlepszego strzelca w Polsce. Najlepszym meczem Burzawy był chyba ten przeciwko krakowskiej Wiśle, w którym ustrzelił hat-tricka. Po krótkim epizodzie, we wspomnianej Francji, gdzie grał zaledwie w trzeciej lidze, wrócił do rodzinnego Gorzowa. W Polsce błąkał się już tylko po niższych ligach.

Był podręcznikowym przykładem „meteorytu”. Piłkarza, który pojawił się na moment na salonach i zrobił tam zamieszanie, po czym zniknął bezpowrotnie, równie szybko, jak się pojawił. Tak było dla większości polskich kibiców. W rodzinnym mieście pamięć o nim trwa jednak do dziś. W Stilonie wystąpił ponad 250 razy i strzelił 133 gole. Po zakończeniu kariery trenował Stilon i kluby niższych lig. Był również radnym Gorzowa Wielkopolskiego.

Zapraszamy do lektury naszego tekstu o Burzawie

Urodził się 1 lipca 1961 r. w Gorzowie Wielkopolskim.

Reprezentacja: bez występów

Włodzimierz Ciołek

Wychowanek Górnika Wałbrzych. W 1978 r. przeszedł do Stali Mielec. W zespole z Podkarpacia spędził pięć lat. Po tym okresie wrócił do klubu z rodzinnego miasta. Pierwszy sezon po powrocie był najbardziej udany. Ciołek zdobył w lidze 14 bramek, co dało mu tytuł króla strzelców rozgrywek o mistrzostwo Polski. W macierzystym klubie grał do 1987 roku. Właśnie wówczas przeniósł się do Szwajcarii, gdzie reprezentował barwy FC Grenchen. W reprezentacji rozegrał 29 meczów i zapisał się w jej historii jako medalista mistrzostw świata. Był bowiem częścią prowadzonej przez Antoniego Piechniczka kadry, która w 1982 r. zajęła trzecie miejsce na mundialu w Hiszpanii. Dla biało-czerwonych strzelił cztery gole. Najważniejszym jego trafieniem była bramka zdobyta w mundialowym meczu grupowym przeciwko Peru, kiedy nasza drużyna wygrała 5:1. Ciołek trafił do siatki po wejściu z ławki rezerwowych.

Zauważyłem, że bramkarz Peru stoi przy krótkim słupku i odsłania drugą część bramki.  Dośrodkowanie było idealne, kopnąłem piłkę niezbyt silnie, ale precyzyjnie i zmieniłem wynik meczu na 5:0. To było wspaniałe uczucie strzelić gola na mistrzostwach świata zaraz po wejściu na boisko – opowiadał na łamach wałbrzyskiego oddziału portalu naszemiasto.pl.

Karierę zakończył w 1990 roku. Po zawieszeniu butów na kołku zajął się prowadzeniem szkółki piłkarskiej. Może się pochwalić sukcesami na arenie lokalnej.

Urodził się 24 marca 1956 r. w Wałbrzychu.

Reprezentacja: 29 meczów, 4 bramki

Bogusław Cygan

Kolejny z zacnego grona piłkarzy, którzy mogą poszczycić się zdobyciem korony króla strzelców polskiej ekstraklasy. Wychowanek Uranii Ruda Śląska. Jeszcze jako junior przywdział jednak barwy Szombierek Bytom. To właśnie w drużynie „Szombrów” spędził większą część swojej kariery. W biało-zielonej koszulce debiutował w ekstraklasie. Kibice z Bytomia zapewne wciąż mają w pamięci ofensywny superduet Cygan-Lissek. Obydwaj piłkarze świetnie się rozumieli na boisku. Współpraca układała im się na tyle owocnie, że w pakiecie postanowił ich ściągnąć Górnik Zabrze. W drużynie czternastokrotnych Mistrzów Polski nie było już jednak tak dobrze. Po zaledwie jednym sezonie obydwaj odeszli. Cygan dostał w Górniku jeszcze jedną szansę. W sezonie 1992/93 rozegrał przy Roosvelta 30 spotkań i odwdzięczył się zdobyciem 11 bramek. Skuszony wizją zarobku, odszedł do Szwajcarii. Epizod w kraju serów i czekolady nie był jednak udany.

Przygarnęła go Stal Mielec. W zespole z Podkarpacia święcił swój największy sukces. W sezonie 1994/95 zdobył 16 goli. Ten wynik pozwolił mu się zapisać w annałach, jako najlepszy strzelec tamtej kampanii ligowej. Gdy po ostatnim meczu sezonu, dziennikarz poinformował go o tym sukcesie, Cygan spojrzał na niego z niedowierzaniem i rzucił tylko pod nosem: Tyś jest chory?. W następnym sezonie zdobył 13 goli, ale ten wynik nie pozwolił na to, by Stal utrzymała się w gronie najlepszych. Cygan w ekstraklasie zaliczył jeszcze epizod w Śląsku Wrocław, po czym wrócił do rodzinnego Bytomia.  Łącznie w najwyższej lidze zagrał 212 razy i zdobył 69 goli. Nigdy nie dostał szansy gry w reprezentacji. Po zakończeniu kariery był trenerem w niższych ligach. Pracował też w kopalni. Zmarł na początku tego roku.

Urodził się 3 listopada 1964 r. w Rudzie Śląskiej, zmarł 15 stycznia 2018 r.

Reprezentacja: bez występów

Wawrzyniec Cyl

Na świat przyszedł 2 lipca 1900 r., kiedy Polski nie było jeszcze na mapach. Wychowywał się w rodzinie inteligenckiej w Łodzi. Był absolwentem gimnazjum, a dzięki temu, że ukończył wieczorowy kurs handlowy, zdobył prestiżowy zawód księgowego. Z piłką zetknął się już w szkole. Jako nastolatek wstąpił w szeregi ŁKS-u. W pierwszej drużynie zadebiutował krótko po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej. Początkowo występował jako napastnik i w pierwszych zakończonych mistrzostwach Polski w 1921 r. był najlepszym strzelcem swojego zespołu. Wkrótce jednak został przesunięty do defensywy i na pozycji obrońcy występował do końca kariery.

Dzięki dobrej postawie na arenie krajowej dostał szansę występu w reprezentacji. Debiut zaliczył 29 września 1923 r. w przegranym 3:5 pojedynku z Finlandią w Helsinkach. Narodowe barwy reprezentował później jeszcze trzykrotnie. W 1924 r. zagrał z Turcją (wygrana 2:0), a rok później z amatorami z Czechosłowacji (porażka 1:2). Największym jego osiągnięciem w reprezentacji był wyjazd na igrzyska olimpijskie do Paryża. Tuż przed rozpoczęciem turnieju ze składu wypadł jeden z czołowych polskich obrońców Ludwik Gintel i Cyl wskoczył na jego miejsce. Nie było to jednak powołanie na wyrost, bo zawodnik ŁKS-u należał do ścisłej krajowej czołówki. Dzięki występowi w meczu z Węgrami stał się pierwszym olimpijczykiem w historii łódzkiego klubu. Braki techniczne nadrabiał pracowitością i zaangażowaniem. Zawsze grał bardzo ofiarnie. Był wieloletnim kapitanem zespołu, a później spełniał się w roli działacza. W łódzkim OZPN był kaptanem okręgowym, a w klubie pełnił funkcję wiceprezesa.

Urodził się 2 lipca 1900 r. w Łodzi, zmarł 7 lutego 1974 r. tamże.

Reprezentacja: 3 mecze

BARTOSZ BOLESŁAWSKI, BARTOSZ DWERNICKI, RAFAŁ GAŁĄZKA, GRZEGORZ ZIMNY

Bartosz Dwernicki
O Bartosz Dwernicki 65 artykułów
Pasjonat podróży i gór. Wielbiciel futbolu latynoskiego i afrykańskiego. Lubi zagłębiać się w piłkarskie historie zza żelaznej kurtyny. Od 20 lat kibic Borussi Dortmund i Realu Madryt