Król na stare lata – Zenon Burzawa

Zdjęcie pochodzi z portalu: echogorzowa.pl

„Zenek Burzawa to nasza duma i sława, Zenek Burzawa…” – ten okrzyk na stadionie Stilonu Gorzów można było usłyszeć jeszcze wiele lat po zakończeniu przez niego kariery. Piłkarza, który już pewnie na zawsze zostanie zapamiętany przez sympatyków polskiego futbolu jako sensacyjny król strzelców ekstraklasy. Został nim debiutując w krajowej elicie dopiero w wieku 32 lat. Przed wami – Zenon Burzawa.

Zenon Burzawa zostawał królem strzelców w 1994 roku. Wydaje się to już dziś z wielu względów piłkarską prehistorią. Jego bramek nie można zobaczyć na YouTube. Mimo świetnego sezonu nigdy nie zagrał w reprezentacji. Dopiero później nadeszła pewna moda powoływania do reprezentacji każdego, kto potrafi kilka razy dobrze kopnąć piłkę. Dodatkowo niesłusznie przez wiele osób Burzawa traktowany jest i był jako efemeryda, człowiek z przypadku, któremu udał się jeden sezon. Lekceważono jego osiągnięcie w Sokole Pniewy, a przecież prawie cała kariera tego napastnika może być potwierdzeniem, jakiego miał nosa do strzelania bramek. Przede wszystkim w drugiej lidze, z której mógł się wydostać już dobrych kilka lat wcześniej niż ostatecznie to się stało. Kariera urodzonego 1 lipca 1961 roku Burzawy to nie tylko korona króla strzelców, ale też pasmo sukcesów i dramatów w klubie z rodzinnego miasta.

Skazany na drugą ligę

Zenon Burzawa dziś jest największą legendą Stilonu Gorzów. Klubu, któremu mimo ponad dwudziestu lat gry w drugiej lidze, nigdy nie udało się awansować do ekstraklasy. Mimo że urodził się w Gorzowie, w Stilonie zadebiutował dopiero w wieku 23 lat, po kilku sezonach spędzonych w lokalnych klubach z niższych klas, czyli: SHR Wojcieszyce, Pogoni Skwierzyna i Stoczniowcu Barlinek. Zaczynając w 1984 roku grę na drugoligowych boiskach nie od razu stał się superstrzelcem. Musiało minąć trochę czasu, zanim popularny „Burza” został czołowym snajperem w tej klasie rozgrywkowej. Na dobrą sprawę nastąpiło to dopiero w sezonie 1988/1989, kiedy jako 28-latek zdobył 11 bramek. Wtedy mało kto się spodziewał, że pierwsza połowa lat 90. będzie częściowo należała do tego skromnego napastnika o niepozornej posturze.

Przeczytaj także: „Wywiad: Piotr Reiss”

Nowa dekada rozpoczęła się jednak od mocnego uderzenia i sezonu, w którym Burzawa był najbliżej awansu do ekstraklasy ze swoim ukochanym Stilonem. W rozgrywkach 1990/1991, na jedenaście kolejek przed końcem, gorzowski zespół znajdował się na czele tabeli w dużym stopniu dzięki bramkom Burzawy i kroczył pewnie do pierwszej ligi. Wtedy nastąpiła jednak przedziwna niemoc, którą wielu do dziś utożsamia z celowym odpuszczeniem awansu przez włodarzy piłkarskiej sekcji klubu. Mimo to piłkarze do samego końca mieli szansę na grę w wyższej lidze.

W przedostatniej kolejce odbywało się decydujące spotkanie w Łodzi, gdzie Stilon mierzył się z legendarnym Widzewem. Wszyscy w Gorzowie liczyli na to, że „Zenek” coś ustrzel. Dla samego piłkarza był to jednak jeden z tych najsmutniejszych momentów kariery. Przy wyniku 1:0 dla Stilonu, sędzia Roman Kostrzewski podyktował rzut karny dla Widzewa (wykorzystany potem przez Leszka Iwanickiego), a wyjątkowo z tą decyzją nie mógł pogodzić się właśnie Burzawa, który, obrażając sędziego, skazał siebie na czerwoną kartkę. To był osobisty dramat piłkarza, gdyż w całym sezonie strzelił 19 goli, a osłabił zespół w kluczowym momencie i nie mógł zagrać w ostatnim, decydującym jeszcze o barażu meczu z Jagiellonią Białystok.

Zenon Burzawa Stilon Gorzów

Po tym sezonie, mający wtedy już 30 lat Burzawa, mimo kilku ofert z pierwszej ligi, postanowił jeszcze raz spróbować walczyć o awans w swoim rodzinnym mieście. W lidze zupełnie to nie wyszło, ale to głównie dzięki swojej legendzie Stilon osiągnął w 1992 roku największy sukces w historii klubu – awansował aż do półfinału Pucharu Polski. „Burza” w tamtej edycji strzelił sześć bramek w siedmiu spotkaniach, a tylko w samych rozgrywkach ligowych dołożył tuzin goli. Po kolejnej nieudanej kampanii w drugiej lidze było jednak wiadomo, że formuła występów w Gorzowie się wyczerpała.

Zenon Burzawa – sensacja z prowincji

Piłkarz osiągnął maksimum tego, co mógł w swoim klubie i szukając nowych wyzwań – przyjął kuszącą ofertę pod względem finansowym i sportowym z Sokoła Pniewy. Jeśli ktoś płacił w tamtych latach dobre pieniądze w drugiej lidze, wzrok w pierwszej kolejności trzeba było wskazywać na niewielkie miasteczko w Wielkopolsce, które pojawiło się na piłkarskiej mapie szybciej niż Wronki i Grodzisk Wielkopolski. Zresztą już sama nazwa sponsora – Miliarder – musiała działać na wyobraźnię.

Burzawa już w pierwszym sezonie występów w Pniewach osiągnął to, czego nie udało mu się przez prawie dekadę w Gorzowie i w końcu awansował do piłkarskiej elity. W momencie debiutu miał 32 lata i ogromny, ale tylko drugoligowy bagaż doświadczeń za sobą. Przy zdrowych zmysłach nikt nie spodziewałby się, że nieznany szerzej weteran z zaplecza utrze nosa ciągle młodym wilczkom z igrzysk w Barcelonie oraz całej plejadzie utytułowanych ligowców, między innymi z Legii Warszawa czy Lecha Poznań.

To jednak ten kieszonkowy napastnik, bazujący w dużym stopniu na sprycie, którego kilka lat później mógł przypominać Tomasz Frankowski, po strzeleniu w 33 spotkaniach aż 21 bramek bezapelacyjnie sięgnął po koronę króla strzelców, co było ogromnym szokiem dla całego środowiska piłkarskiego. Najlepszy strzelec Sokoła miewał niesamowite mecze, szczególnie trzeba do takich zaliczyć spotkanie rozegrane w marcu 1994 roku w Pniewach przeciwko Wiśle Kraków. Sokół wygrał wówczas 5:0, a Burzawa ustrzelił hat-tricka. Gazeta Krakowska po tym meczu w swojej relacji napisała nad tytułem krótko, ale bardzo wymownie: „Bezlitosny Burzawa”.

Zenon Burzawa

Oto w pełnej krasie na salony wkroczył facet, któremu do końca kariery było już bliżej niż dalej, dodatkowo z prowincjonalnego miasteczka. Mimo nacisków ,szczególnie ze strony dziennikarzy, ówczesny selekcjoner Henryk Apostel nigdy nie zdecydował się powołać Burzawy do kadry. Tajemnicą poliszynela pozostawał fakt, iż gorzowianin był spoza układu i wpływowego środowiska mającego siłę przebicia, by forować drogę napastnika do kadry. Przypomina to późniejszą historię Grzegorza Piechny, który jednak zdołał zaliczyć debiut w kadrze. Strzelił nawet gola, ale selekcjoner Paweł Janas nigdy nie traktował jego osoby poważnie w kontekście kadry. Tak było z Burzawą, któremu przeszkadzał także zaawansowany wiek, a także spora konkurencja wśród napastników, nawet jeśli nie tak skutecznych, to jednak występujących głównie w zachodnich klubach.

Z dzisiejszej perspektywy wydaje się to niepojęte – przecież wystarczy strzelić kilka bramek w sezonie, rozegrać parę dobrych spotkań i już relatywnie można myśleć o powołaniu. Tego jednak Zenon Burzawa nie doświadczył. Po rozegraniu zaledwie jednego spotkania w kolejnym sezonie w Pniewach (w którym także strzelił gola), podjął prawdopodobnie najbardziej niekorzystną dla siebie sportową decyzję. Wyjechał do Francji. Tam Polak miał wylądować w drugiej lidze, żeby przede wszystkim dobrze zarabiać. Chciał przed końcem kariery dorobić sobie trochę pieniędzy. Brak znajomości realiów i duża ufność do menedżerów w dużym stopniu sprawiły, że Burzawa wylądował jedynie w trzeciej lidze. Tym samym piłkarz, który ledwie kilka miesięcy wcześniej zostawał królem strzelców w Polsce, kopał teraz piłkę na absolutnych peryferiach we Francji!

Powrót do domu

Francja miała okazać się finansową petardą, ale wyszedł z tego spory niewypał. Zenon Burzawa już po kilku miesiącach wrócił do Polski, do swojego domu, w którym zawsze czuł się najlepiej. Na wiosnę 1995 roku znów reprezentował coraz biedniejszy Stilon Gorzów, dla którego strzelił pięć bramek. Ten powrót do Gorzowa związany jest również z innym, niechlubnym wątkiem, o którym piłkarz pewnie chciałby zapomnieć. W kolejnym sezonie na drugoligowych boiskach strzelił 13 bramek, ale nie to zostanie zapamiętane w Gorzowie na lata.

Wówczas już 35-letni napastnik mierzył się w Zielonej Górze w meczu z Lechią, a stosunki zielonogórsko-gorzowskie praktycznie od zawsze były bardzo napięte. Stilon nie grał już wtedy właściwie o nic, gdyż miał zapewnione miejsce w drugiej lidze na kolejny sezon, natomiast Lechia Zielona Góra broniła się przed degradacją. Potrzebująca punktów Lechia wygrała ze Stilonem 3:2 (mimo bardzo długiego prowadzenia gorzowian 2:0), co większość kibiców skwitowała określeniami w stylu: „sprzedaż”, „przekręt”, „wałek”, gdyż bramki dla gospodarzy padły w odstępie siedmiu minut po… identycznych trzech akcjach.

Burzawa strzelił w tamtym meczu pierwszą bramkę, ale to i tak nie miało znaczenia. Wszyscy zawodnicy, którzy wtedy zagrali, zostali na lata zapamiętani jako ci, którzy podłożyli się odwiecznemu wrogowi. Kibice rozpoczęli protest, a atmosfera wokół piłki nożnej w Gorzowie zrobiła się fatalna. Oberwało się także klubowej legendzie. Również usłyszał pod swoim adresem zwroty w stylu „sprzedawczyk”. Kilka miesięcy po tamtych wydarzeniach, Burzawa przeniósł się jeszcze do Konina, po czym latem 1997 roku po raz ostatni wrócił do Gorzowa. Wówczas już tylko do trzeciej ligi, ale napastnik był nadal niesamowicie skuteczny, o czym świadczyły aż 24 strzelone gole w całym sezonie. Niestety rok 1998 to także skomplikowana kontuzja złamania nogi, która definitywnie już zakończyła w wieku 37 lat długoletnią karierę piłkarską.

Ostatnie lata kariery Zenona Burzawy. Na zdjęciu w barwach drużyny GKP Gorzów Wielkopolski. Źródło: Multimedialna Encyklopedia Gorzowa Wielkopolskiego

Legenda na zawsze

Dla swojego wieloletniego klubu Zenon Burzawa strzelił w sumie 133 gole w ponad 250 występach, stając się największym zawodnikiem w historii gorzowskiego futbolu. Po zakończeniu kariery, już jako trener, przyczynił się do odbudowy piłki w Gorzowie, awansując z zespołem ze swojego miasta w 2004 roku do czwartej ligi. Przyłożył fundament pod drużynę, która jakiś czas później powróciła po latach na drugi szczebel rozgrywek w Polsce. Burzawa natomiast skupił się głównie na niższych szczeblach i tam trenował kolejne zespoły w takich miejscowościach jak: Barlinek, Ośno Lubuskie, Dębno czy Stare Kurowo.

Obecnie znajduje się na peryferiach poważnej piłki i jest postacią w kraju raczej zapomnianą. Zupełnie inaczej niż w Gorzowie, gdzie o jego golach pamięta się doskonale do dziś. Tylko dzięki swojej sportowej karierze w 2010 roku popularny „Zenek” znalazł się na liście kandydatów do Rady Miasta z ramienia Platformy Obywatelskiej. Wygrał wyborczy wyścig w cuglach nawet bez prowadzonej szerszej kampanii. Niestety, jako samorządowiec nie był tak skuteczny, jak na boisku – jego postawa radnego w czasie czteroletniej kadencji przeszła właściwie bez echa.

Zenon Burzawa jako trener. Źródło zdjęcia: Gazeta Lubuska

Dziś, gdy minęło już ponad dwadzieścia lat od zdobycia tytułu króla strzelców, Burzawa prowadzi spokojne życie, w którym jest miejsce na futbol, ale tylko w tym bardzo lokalnym wydaniu. Taki był też jako zawodnik. Zawsze najlepiej było mu w domu, w rodzinnym mieście, gdzie obecnie skromnie mieszka w jednym z bloków. To tu przeżywał swój pierwszy sportowy awans, sukcesy, ale i największe dramaty w karierze. Mimo nieprzyjemnego epizodu, to chyba już zawsze, gdy na stadionie przy ulicy Myśliborskiej w Gorzowie pojawi się legendarny napastnik, z kibicowskich sektorów ryk gardeł zaintonuje „Zenek Burzawa – nasza duma i sława, Zenek Burzawa…”.

PIOTR GRABOWSKI

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl