Tragedia na Ibrox

2 stycznia 1971 roku szóstka przyjaciół z niewielkiego, liczącego około 2000 mieszkańców, szkockiego miasteczka Markinch, wyruszyła do oddalonego o pół godziny marszu Glentrohes. To właśnie stamtąd odjeżdżały do Glasgow autobusy zabierające zarówno fanów Celticu jak i Rangersów na mecze ich ukochanych drużyn. Chłopcy byli podekscytowani. Choć na meczach swoich klubów byli niejednokrotnie, tradycyjne noworoczne derby Glasgow to okazja specjalna – piłkarskie święto, którym zawsze żyje cała Szkocja. A oni mieli być pośród około 80 000 szczęśliwców oglądających tę piłkarską ucztę z trybun Ibrox.

Trzynastoletni Peter Easton, czternastolatkowie Bryan Todd, Ronald Paton, Mason Philip i piętnastoletni Douglas Morrison kibicowali Rangersom. Ostatni z tej szóstki, Shane Fenton, był fanem Celticu. Choć dzieliło ich uwielbienie drużyn stojących po przeciwnych stronach barykady, łączyło wszystko inne. Przede wszystkim miłość do piłki nożnej. Wszyscy mieszkali w tej samej okolicy (czwórka z nich mieszkała na tej samej ulicy – Park View), uczęszczali do tej samej szkoły, wszyscy byli członkami juniorskich drużyn Markinch United. W piłkę grali zawsze i wszędzie. Futbolówkę kopali w szkole, a po lekcjach na boiskach klubowych. Później do zmierzchu doskonalili swoją piłkarską technikę w pobliskim parku. Aby zebrać pieniądze na koszulki dla swojej drużyny, pukali do drzwi domów i zbierali szmaty i butelki, odnosząc je następnie do skupu. Bryan przygotowywał szopę w ogrodzie przy domu swoich rodziców, która służyła chłopcom za szatnię. Pete był świetnym uczniem, a poza szkołą cichym, spokojnym chłopcem, którego pokój wytapetowany był zdjęciami zawodników Glasgow Rangers. Ronald był niezłym piłkarzem i jeszcze lepszym golfistą, wróżono mu profesjonalną karierę sportową. Cała szóstka miała opinię świetnych uczniów, bystrych inteligentnych młodych ludzi.

Mama Petera, Gisela Easton, do dziś pamięta każdy szczegół tego dnia:

Mąż nie chciał zgodzić się, by Peter pojechał na mecz. Przekonałam go dopiero mówiąc, żeby pozwolił mu jechać w nagrodę za dobre zachowanie. Zanim wyszedł , pożegnał się ze mną. Chciałam go przytulić i ucałować, ale wiedziałam, że czułby się tym zakłopotany. Był taki dorosły, jak na swój wiek. Patrzyłam z okna sypialni jak wraz z kolegami szedł ulicą śpiewając piosenki Rangersów.

Kiedy chłopcy dotarli na miejsce, pożegnali się z Shane’em, który wsiadł do autobusu pelnego fanów Celticu. Reszta chłopaków wdrapała się po schodkach do pojazdu wiozącego kibiców Rangers. Shane Fenton miał być jedynym z szóstki przyjaciół, który po meczu wrócił do domu.

images
Niesławne schody nr 13

Stadion Ibrox Park miał wśród kibiców złą sławę, którą zawdzięczał serii groźnych wypadków do których dochodziło w czasie odbywających się na nim imprez sportowych. W 1902 roku, podczas meczu pomiędzy Szkocją i Anglią zawaliła się jedna z trybun otaczających murawę obiektu. Stalowo-drewniana konstrukcja, nadmiernie obciążona zbyt dużą liczbą kibiców, podmyta przez ulewne deszcze poprzedzające mecz, nie wytrzymała ciężaru tłumu. Zginęło 25 osób, a ponad sto zostało rannych. W późniejszych latach trybuny tego typu zostały uznane za niebezpieczne i zastąpiono je konstrukcjami betonowymi wspartymi na wale ziemnym. Jednak  nierozwiązany pozostał problem zbyt dużego zagęszczenia tłumu. W latach sześćdziesiątych miała na Ibrox miejsce cała seria bliźniaczo podobnych wypadków. W 1961 roku pod naporem tłumu zginęły dwie osoby. W incydentach w 1967 i 1969 roku rannych zostało w sumie 32 fanów. Trudno było oprzeć się wrażeniu, że nierozwiązany problem zbyt dużej ilości kibiców na stadionie, oraz zbyt mała liczba wyjść prowadzących na ulice Glasgow, prędzej czy później doprowadzi do tragedii. Ta tragedia wydarzyła się właśnie podczas derbowego spotkania pomiędzy drużynami Celtic i Rangers, 2 stycznia 1971 roku.

ibrox-disaster-159780362Ibrox Park wypełniony był po brzegi 80 000 kibiców obydwu drużyn z Glasgow. Wynik bezbramkowy utrzymywał się przez niemal cały mecz, aż do ostatniej minuty regulaminowego czasu gry, kiedy to Jimmy Jonhstone wyprowadził Celtic na prowadzenie. Kibice Rangersów poczęli masowo opuszczać stadion, gdy w doliczonym czasie, Colin Stein doprowadził do remisu. Schody prowadzące z korony stadionu do najbliższej stacji kolejowej, tak zwane wyjście numer 13, całkowicie wypchane były fanami opuszczającymi stadion. Szacuje się, że nawet połowa zebranych na stadionie kibiców mogła właśnie tędy próbować opuścić Ibrox. To właśnie tutaj rozegrała się jedna z największych tragedii w historii brytyjskiego futbolu. Początkowo sądzono, że ryk kibiców Rangers po zdobyciu przez ich drużynę wyrównującej bramki spowodował odwrócenie ruchu na schodach w wyniku którego fala kibiców opuszczających stadion zderzyła się z kibicami próbującymi na stadion wrócić. Policyjne śledztwo wykluczyło jednak taką możliwość, wskazując na inny bieg wydarzeń. Według zeznań świadków, tragedia rozpoczęła się od dwóch chłopców, którzy pochylili się, aby podnieść przedmioty upuszczone na schodach. Popchnięci przez podążających za nimi kibiców upadli, wywołując reakcję łańcuchową. Nic nie mogło zatrzymać naporu tłumu, padały kolejne osoby. A na nich lądowały kolejne. Według świadków masa ludzka dosłownie przesypywała się przez barierki rozdzielające schody na węższe korytarze. Barierki ugięły się pod naporem kłębowiska ciał, przygniatając leżących na schodach ludzi. Kłębowisko ludzkich ciał sięgało w niektórych miejscach dwóch metrów. Kilka minut po zakończeniu meczu, wzdłuż linii końcowej boiska porządkowi zaczęli układać ofiary tragedii. Główną przyczyną zgonów okazała się asfiksja, czyli stan niedoboru tlenowego, spowodowany nadmiernym uciskiem na klatkę piersiową. Śmierć poniosło 66 osób, ponad 200 odniosło obrażenia. Wśród ofiar śmiertelnych było wiele dzieci, najmłodsze z nich miało 8 lat. Zginęło także pięciu chłopców z Markinch.

 

images2Od wydarzeń stycznia 1971 roku minęło już ponad 40 lat, jednak mieszkańcy Markinch nadal pamiętają Petera, Bryana, Todda, Ronalda,Masona i Douglasa. Pamiętają o nich także kibice z Glasgow. To właśnie oni zainicjowali akcję, dzięki której zebrano środki finansowe potrzebne do odnowienia obelisku z pamiątkowa tablicą, który po wydarzeniach 1971 roku stanął przy ulicy Park View w Markinch. Podczas uroczystości upamiętniających czterdziestą rocznicę wydarzeń na Ibrox  wokół niewielkiego pomnika zebrało się kilkaset osób, rodzin i przyjaciół ofiar, byłych i obecnych piłkarzy Rangers, lokalnych urzędników, mieszkańców miasteczka. Sygnał do rozpoczęcia dwóch minut ciszy dał Shane Fenton – jedyny z szóstki przyjaciół, który tego ponurego styczniowego dnia 1971 roku powrócił do domu.

Chciałoby się na koniec powiedzieć, że tragedia ta nie poszła na marne, że w jej wyniku na brytyjskich stadionach w końcu priorytetem stało się bezpieczeństwo fanów piłki. Niestety choć ostatecznie Rangers zmuszone zostało do wypłacenia odszkodowań rodzinom ofiar, nikt nie poniósł kary za śmierć 66 kibiców. Także Ibrox po tragedii niewiele się zmieniło. Kosmetyczne naprawy na stadionie pprzeprowadzone niewielkim kosztem nie rozwiązywały problemów bezpieczeństwa. Na rozpoczęcie gruntownej przebudowy trzeba było czekać do 1977 roku, w którym zmarł panujący od 1963 prezes klubu John Lawrence. Nowy zarząd postanowił za wszelką cenę zerwać z wizerunkiem klubu nie dbającego o bezpieczeństwo fanów. W ciągu kilku lat zbudowano jeden z najnowocześniejszych na Wyspach stadionów. Nowe Ibrox zyskało uznanie FIFA, która przyznała mu najwyższą, pięciogwiazdkową kategorię.

W wyniku rządowego śledztwa powstał tak zwany Raport Wheatley’a, który jako przyczyny tragedii wskazywał brak reakcji Rangers na poprzednie wypadki na stadionie, zignorowanie ostrzeżeń Szkockiej Federacji Futbolowej dotyczących zagrożeń, a przede wszystkim brak jednolitych przepisów dotyczących bezpieczeństwa na obiektach piłkarskich. I choć na podstawie wspomnianego raportu prawo regulujące zasady zapewnienia bezpieczeństwa na stadionach powstało, to służby odpowiedzialne za egzekwowanie owych przepisów nie były odpowiednio sprawne. Potrzeba było kolejnych tragedii (Bradford, Hillsborough, a także – pośrednio – Haysel) i kolejnych ofiar, aby brytyjska piłka zmieniła się na zawsze.

Autor: Jakub Budny

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl