Wywiad: Zuza Walczak

Jedną z wielkiej idei portalu Retro Futbol, oczywiście oprócz szerzenia wiedzy, jest promowanie ludzi z pasją. Dziś przedstawiamy Wam wywiad z kobietą, która urodziła się dla piłki nożnej. W jej życiowym CV można wypisać chociażby: sędzia piłkarski, wolontariusz czy osiedlowy trener dla dzieciaków. Dziś spotkać można ją na stadionach świata. Przed Wami Zuza Walczak – kobieta groundhopper.

 

Skąd w Twoim życiu wziął się futbol?

Myślę, że piłka nożna pojawiła się w moim życiu zupełnie naturalnie. Zaczęło się od zwykłego grania z innymi dzieciakami na podwórku. Pochodzę z małej miejscowości, więc nie było tu zbyt wielu możliwości spędzania czasu wolnego. Wymyślaliśmy przeróżne gry, ograniczała nas jedynie nasza wyobraźnia, ale wiadomo – bezkonkurencyjna zawsze okazywała się piłka nożna. Po jakimś czasie zaczęłam szerzej interesować się futbolem, a od kilku lat większą uwagę przywiązuje też do tego co dzieje się na trybunach.

Jesteś jedyną znaną mi kobietą groundhopperem. Jak środowisko na Ciebie reaguje?

Z tego, co się orientuję, jest jeszcze przynajmniej kilka kobiet w Polsce, które również uprawiają turystykę stadionową, choć na ogół łączą one pracę fotografa z groundhoppingiem.

Przeczytaj także:”Wywiad: Grzegorz Lato”

Mam nadzieję, że środowisko odbiera mnie pozytywnie, bo prawdę mówiąc jedyne co mnie odróżnia od chłopaków zajmujących się groundhoppingiem to właśnie płeć. A w pozostałych kwestiach jesteśmy do siebie bardzo podobni – pasjonujemy się piłką nożną bez względu na jej poziom ligowy i lubimy piwo. Zatem więcej nas łączy niż dzieli.

A skąd wziął się pomysł na taką pasję?

Tak jak wspominałam, piłka towarzyszyła mi od najmłodszych lat. Niestety w ostatnim czasie, choć teoretycznie było jej w moim życiu więcej, bo zajęłam się nią też zawodowo i naukowo, to przestałam pojawiać się na samych meczach. A przecież to właśnie w piłce nożnej jest najpiękniejsze. Na stadionie, czy nawet na małym, wiejskim boisku mecz przeżywa się zupełnie inaczej, widzi i czuje się znacznie więcej niż siedząc na kanapie przed telewizorem. I tak pewnego dnia postanowiłam, że najwyższa pora zacząć lepiej wykorzystywać wolne weekendy, a że lubię też podróże – groundhopping okazał się idealny dla mnie.

Wspomniałaś, że zajęłaś się piłką również naukowo. Opowiedz o tym.

Jestem w trakcie pisania swojej rozprawy doktorskiej na temat społecznej odpowiedzialności biznesu (CSR) w klubach piłkarskich. Procesy komercjalizacji w sporcie są coraz bardziej odczuwalne przez nas kibiców. W niektórych skrajnych przypadkach kluby zapominają o swojej funkcji społecznej i skupiają się wyłącznie na biznesowych aspektach swojej działalności. Dochodzi do absurdów, kiedy zmieniana jest nazwa klubu, jego herb, a widownia zostaje wymieniona poprzez drastyczne podniesienie cen biletów. Koncepcja CSR jest moim zdaniem czymś, co może zminimalizować negatywne skutki komercjalizacji i poprawić sytuację między włodarzami klubów a kibicami. Klub piłkarski zawsze będzie specyficznym rodzajem organizacji, który musi dbać o długotrwałe i partnerskie relacje ze swoimi fanami. Mam nadzieję, że dzięki moim badaniom uda się pokazać naszym rodzimym klubom, jak istotni powinni być dla nich kibice i to nie tylko Ci najbardziej zamożni, którzy potencjalnie są w stanie mocniej zasilić kasy klubowe.

Czym dokładnie jest CSR?

Corporate Social Responsibility czyli Społeczna Odpowiedzialność Biznesu to odpowiedzialność przedsiębiorstw za wpływ jego decyzji i działań na otoczenie. Koncepcja ta polega na tym, że firmy w swojej działalności biznesowej poza realizacją działań nastawionych na zysk, uwzględniają również aspekt społeczny lub środowiskowy.W przypadku klubów piłkarskich idea CSR powinna skupić się przede wszystkim na wspieraniu budowania tożsamości kibiców i pielęgnowaniu tradycji tak ważnej dla fanów. Podjęcie współpracy z lokalną społecznością oraz zaangażowanymi kibicami zdecydowanie sprzyja realizacji celów klubu piłkarskiego. Myślę, że w tym obszarze mamy w Polsce naprawdę dużo do zrobienia. Bo choć co prawda kluby podejmują różne inicjatywy, to na ogół są one przypadkowe i niespójne – brak na nie szerszego pomysłu i długofalowej strategii. A mamy w naszym kraju niesamowity kapitał drzemiący w kibicach – pozostaje zatem go wykorzystać i dbać również o ich interesy, a nie jedynie aspekt finansowy klubu piłkarskiego.

Co zatem myślisz o casusie firmy Red Bull, która wykupuje kluby piłkarskie, zmienia im historię i barwy na rzecz reklamy swojego koncernu?

Kluby tworzone przez firmę Red Bull są przykładem skrajnej komercjalizacji, kiedy to w sposób drastyczny odcina się od historii, tradycji, a nawet kibiców. Oczywiście dla mnie to sytuacja niedopuszczalna, bo zostało w niej pominięte to, co najważniejsze – kapitał społeczny, jaki jest tworzony wokół klubu. Takie działania prowadzą do tego, że coraz więcej osób wyraża swoją dezaprobatę wobec zbyt szybkiej i intensywnej komercjalizacji. W ten sposób pojawiają się akcje bojkotujące takie konsumpcyjne podejście do sportu. Najbardziej znane z nich to: Against Modern Football i Support Your Local Team.

Z drugiej strony chciałabym też zwrócić uwagę na to, że komercjalizacja jest czymś właściwie nieuniknionym. Często przynosi ona pewne korzyści: napływają pieniądze do zadłużonych klubów, poprawia się atrakcyjność obiektów, na boisko wybiegają lepsi piłkarze, co wpływa na poziom sportowy. Najważniejsze jest zatem, aby wszystkie procesy z nią związane przebiegały w sposób stopniowy, łagodny i we współpracy z kibicami. Fani piłkarscy, nawet ci najbardziej zagorzali, mają świadomość tego, że do właściwego funkcjonowania ich klub potrzebuje budżetu na odpowiednim poziomie. Najważniejsze jest jedynie to, aby poprzez swoje działania nie przekroczyć pewnej granicy, tej, która moim zdaniem została przekroczona przez firmę Red Bull. Kiedyś przeczytałam taką wypowiedź jednego z kibiców: „Najważniejsze jednak by nie stojąc w miejscu – pozostać sobą”. I chyba o to właśnie chodzi. Zmiany są nieuchronne, ale ważne jest, aby nie zatracić swojej tożsamości.

Przewidujesz, że to dopiero początek masowego wyprzedawania klubów w ręce wielkich koncernów?

Jak widać, takie koncerny jak Red Bull nie mają większych skrupułów, aby kontynuować swoje działania i nie sądzę, aby się coś w tej kwestii zmieniło, więc niestety, ale pewnie w najbliższym czasie ten proces będzie postępować. Ja natomiast mocno wierzę w to, że znajdą się też korporacje, które oprócz wsparcia finansowego klubu, będą również potrafiły uszanować tradycje w nim panujące i wykorzystać wspomniany wcześniej kapitał społeczny w swoich strategiach biznesowych. Takie wyprzedawanie dużych klubów piłkarskich ma jednak jeden pozytywny aspekt – ludzie często dopiero kiedy widzą, że ich klub stał się zwykłym biznesem, zaczynają interesować się mniejszymi, lokalnymi klubami, które do tej pory były dla nich do tej pory nieatrakcyjne.

Jak szybko ta komercjalizacja może dotrzeć do Polski?

Już teraz możemy dostrzec komercjalizację na naszych rodzimych stadionach. Co prawda nie jest ona tak drastyczna i nie na tak wielką skalę, jak na zachodzie Europy, ale występuje. Jednym z przykładów na to jest choćby wykupienie drużyny Dyskobolii Grodzisk Wielkopolski w 2008 roku przez Józefa Wojciechowskiego i nabycie dzięki temu przez Polonię Warszawa prawa do wystąpienia o licencję gry w Ekstraklasie, pomimo 7 miejsca w II lidze. Inny przykład to tzw. naming rights, czyli wykupywanie praw do nazwy obiektu, jak to się dzieje np. w Poznaniu, gdzie mamy Inea Stadion. Mimo wszystko w ciągu najbliższych lat nie spodziewam się jakiś drastycznych zmian. Nasze kluby wciąż mają jeszcze sporo do zrobienia w zakresie profesjonalizacji swojej działalności. Wciąż pozostajemy bez sukcesów w europejskiej piłce, a nasza liga nie jest atrakcyjna dla inwestorów. Dodatkowo mamy bardzo zaangażowane środowisko kibicowskie, które na pewno łatwo nie pozwoli na wprowadzenie zmian zbyt mocno ingerujących w tożsamość klubową.

Wróćmy do podróży. Opowiedz o tym, jak wygląda przygotowanie do wyprawy?

Jeśli chodzi o wybór miejsca, do którego się udaję, to nie mam na to konkretnej metody selekcji. Czasami po prostu mam upatrzone wcześniej jakieś spotkanie i wiem dokładnie, że chce się na nie wybrać. Wtedy pozostaje jedynie sprawdzić terminarz. Innym razem sugeruje się nadesłanymi do mnie poleconymi meczami lub zaproszeniami od osób, które dzięki stronie dowiedziały się o mojej pasji. A niekiedy zdarza się po prostu tak, że jestem gdzieś w innym celu, a przy okazji uda mi się wygospodarować czas na mecz.

Jakoś wyjątkowo się do moich meczowych wypadów nie przygotowuje. Jeśli chodzi o nocleg i transport – z chęcią korzystam z serwisów bazujących na czymś, co się określa terminem „sharing economy”, czyli ekonomia dzielenia się. Dzięki portalom takim jak np. couchsurfing – nie dość, że mogę przenocować u kogoś praktycznie za darmo (praktycznie – bo zawsze staram się podziękować jakimś smacznym alkoholem), to mam okazję poznać świetnych ludzi i to bardzo często mających podobną zajawkę na punkcie piłki jak ja. To wartość dodana takich wypadów i choć pozornie podróżowanie w wydaniu groundhopperskim to przede wszystkim docieranie do konkretnych boisk i stadionów, ja dużą wagę przywiązuje także do poznawania ludzi, najchętniej kibiców, którzy mogą mi o klubie opowiedzieć coś bardziej osobistego i emocjonalnego.

Który wypad wspominasz najmilej?

Z jednej strony najciekawszy pod względem kibicowskim był wyjazd na derby Belgradu, był to dla mnie mecz, o którym zawsze marzyłam. Z drugiej strony takim najbardziej emocjonalnym i dostarczającym mi masę pozytywnej energii był weekend spędzony w Dreźnie, gdzie w pierwszy dzień wybrałam się na mecz III ligowego Dynama z Hansą Rostock, a wieczór spędziłam z lokalnymi ultrasami i miałam możliwość porozmawiania z nimi o niemieckiej i polskiej scenie kibicowskiej. Natomiast drugiego dnia oglądałam mecz drużyny SpVgg Dresden-Löbtau z SG Weixdorf (8 poziom rozgrywkowym w Niemczech). Klub ten posiada bardzo mały, ale żywiołowy młyn i było to dla mnie niesamowitym doświadczeniem spędzić cały swój dzień z tak pozytywnymi ludźmi, kibicującymi z tak dużym zaangażowaniem drużynie, której poziom sportowy pozostawia wiele do życzenia.

Jak niemieccy kibice postrzegają naszych rodaków?

Miałam do czynienia głównie z osobami aktywnymi w tamtejszym środowisku ultras i byłam mocno zaskoczona, kiedy zdałam sobie sprawę, jak obszerną wiedzą dysponują niemieccy kibice o naszej scenie kibicowskiej. W naszych rozmowach pojawiały się często nawet kluby z niższych lig, ale posiadające dobre ekipy kibicowskie. Oprócz samej wiedzy na temat tego, jak to wygląda u nas i kto z kim trzyma, sami bardzo często przyjeżdżają do Polski, szukając na naszych stadionach tego, co w Niemczech jest coraz rzadszym widokiem wynikającym z restrykcyjnych kar dla kibiców. U nas prawo również się zaostrzyło, ale nie oszukujmy się – chociażby pirotechnika – wciąż jest na porządku dziennym na trybunach. Wyraźnie widać u Niemców tęsknotę za starymi dobrymi czasami, których namiastkę mogą doświadczyć u nas w Polsce. Odniosłam wrażenie, że kibice zza naszej zachodniej granicy, mocno nas szanują pod względem kibicowskim.

Byłaś także sędzią piłkarskim.

Zgadza się. Chwilę po tym, jak uświadomiłam sobie, że nie zrobię kariery piłkarskiej, stwierdziłam, że bez piłki żyć nie potrafię i tak wpadłam na pomysł, aby zacząć przygodę z gwizdkiem. Zaczęłam i skończyłam ją dość szybko, ale mam z tego okresu sporo wspomnień, o dziwo nie tylko tych negatywnych. Zawsze bawiły mnie obierane różne strategie przez zawodników, kiedy zobaczyli, że w obsadzie sędziowskiej jest kobieta (8-9 lat temu sędziowanie wśród kobiet nie było tak popularne jak ma to miejsce teraz). Jedni flirtowali, drudzy nie wiedzieli jak się zachować, a jeszcze inni bywali chamscy i można było łatwo wywnioskować, co sądzą o kobiecie na boisku. Z perspektywy czasu doceniam ten okres związany z sędziowaniem, bo była to dla mnie świetna szkoła charakteru. A jeśli od czasu do czasu od przegranej drużyny udało się usłyszeć, że mecz był bardzo dobrze sędziowany i mimo porażki nie mają zastrzeżeń – było to coś naprawdę budującego.

Flirtowali? Opowiadaj!

Czasami w klubie zostawało się odrobinę dłużej po meczu, bo akurat w miejscowości, w której sędziowaliśmy był festyn czy jakaś inna wiejska impreza. Wtedy wszyscy z klubu nalegali, aby zostać jeszcze chwilę i zawsze nas odpowiednio ugościli. Często alkohol dodawał zawodnikom odwagi i prosili o mój numer telefonu – to była jeszcze era przedfacebookowa. Ale to było jakieś 8-9 lat temu, teraz pewnie po meczach do sędziujących dziewczyn lecą od razu zaczepki na facebooku.

To sędziowie mogą po meczu ot tak wypić piwo z zawodnikami?

A kto to weryfikuje na poziomie A klasy?

Jakie jest Twoje największe marzenie związane z futbolem?

Pewnie Cię zaskoczę – zobaczyć mecz A-League w Australii.

Zaskoczyłaś. Normalni ludzie marzą o Old Trafford albo Camp Nou.

To akurat ściśle łączy się z moim prywatnym marzeniem, aby kiedyś zamieszkać w Australii. A gdybym mogła przy okazji tego znaleźć tam pracę w sporcie i móc, choć w małym stopniu wpłynąć na popularyzację piłki nożnej na tym kontynencie – byłabym bardzo szczęśliwa.

A jaką osobą jest Zuza prywatnie?

Normalną. W jednym z kawałków Białasa jest fragment, który bardzo lubię: „To bycie normalnym cię czyni wyjątkowym”. I właśnie taką osobą staram się być. Choć w sumie sporo we mnie sprzeczności, bo z jednej strony mogłabym całymi dniami oglądać mecze i pić piwo, a z drugiej – mam spore ambicje, chce się rozwijać i naprawdę dużo od siebie wymagam. Na szczęście, póki co udaje mi się to wszystko jakoś równoważyć.

Czego Ci życzyć?

Syna piłkarza, ale to długofalowy plan! A tak całkiem serio – zrozumienia otoczenia. Bo choć widzę, że wielu ludzi, często zupełnie obcych jest pod wrażeniem mojej pasji, to czuję, że większość osób z mojego bezpośredniego otoczenia, wciąż traktują to moje podporządkowanie całego życia piłce, jako coś chwilowego, coś, co mi za jakiś czas przejdzie. I choć konsekwentnie robię i tak to, co mi się żywnie podoba, to mimo wszystko trochę wsparcia by nie zaszkodziło.

 

ROZMAWIAŁ: DAMIAN BEDNARZ

 

OBSERWUJ NAS NA INSTAGRAMIE! POLUB NAS NA FACEBOOKU!

Damian Bednarz
O Damian Bednarz 76 artykułów
Redaktor naczelny Retro Futbol. Jeden z ostatnich przedstawicieli gatunku romantyków futbolowych. Wyznawca kultu Erica Cantony.