Piłkarze Resovii do samego końca walczyli o utrzymanie w Betclic 2. Lidze. Wydarzenia z ostatnie kolejki sezonu zasadniczego sprawiły, że zawodnicy z Rzeszowa o pozostanie na szczeblu centralnym musieli rywalizować w barażach. Końcówka rozgrywek dostarczyła więc kibicom tego klubu dużych emocji.
Kilka tygodni temu szeroko pisaliśmy o derbach Podkarpacia, w których Resovia podejmowała Stal Stalowa Wola. Piłkarze Kamila Kuzery mieli rzut karny przy prowadzeniu 2:1, ale go nie wykorzystali, a chwilę później stracili bramkę, przez co tylko zremisowali.
Niewykorzystana przewaga
Nieco ponad tydzień później Resovia podejmowała Podbeskidzie Bielsko-Biała. Faworytem starcia była zajmująca miejsce w czołówce tabeli drużyna gości. Rzeszowianie mogli jednak wygrać. Na początku drugiej połowy objęli prowadzenie po trafieniu Mateusza Czyżyckiego.
W dodatku niecały kwadrans później czerwoną kartkę, będącą konsekwencją dwóch żółtych, otrzymał Marcin Biernat, przez co przyjezdni musieli grać w osłabieniu. Wydawało się, że przed gospodarzami otworzyła się wielka szansa na sprawienie niespodzianki.
Po zaledwie pięciu minutach gry w dziesiątkę Podbeskidzie doprowadziło jednak do remisu po golu Bartosza Martosza. Miejscowi próbowali się otrząsnąć, ale nie zdołali odzyskać prowadzenia.

W końcówce czerwony kartonik powędrował też na konto Resoviaków, gdy boisko musiał opuścić Javier Ortiz. Mecz zakończył się remisem, a wynik ten odniesiony w takich okolicznościach był dla rzeszowskiej drużyny czymś więcej niż niedosytem.
Sekundy od utrzymania
W ostatniej kolejce Resovia jechała do Poznania na potyczkę z walczącą o awans do Betlic 1. Ligi Wartą. Goście niespodziewanie objęli prowadzenie po trafieniu Dawida Bałdygi, ale jeszcze przed zejściem na przerwę gospodarze odzyskali remis po bramce Marcela Stefaniaka.
Gdy do końca pozostawało dwadzieścia minut, zawodnicy trenera Kuzery znów mieli w rękach korzystny wynik dzięki trafieniu Patryka Romanowskiego. W tym momencie, w wirtualnej tabeli, Resovia była na bezpiecznym miejscu, a Warta znajdowała się poza pozycją dającą bezpośredni awans.
Radowali się za to kibice Olimpii Grudziądz, gdyż ich drużyna prowadziła w Szczecinie ze Świtem (ostatecznie wygrała) i to ona, obok Unii Skierniewice, już wcześniej cieszącej się z przepustki na zaplecze elity, zajmowała miejsce dające grę na wyższym szczeblu.
Wszystko zmieniła siódma doliczona minuta meczu rozgrywanego w stolicy Wielkopolski. Kiedy od zakończenia sezonu wszystkich dzieliły sekundy, Dmitry Avdeev doprowadził do remisu. Ta bramka dała bezpośredni awans Warcie, Olimpię zepchnęła do baraży o 1. Ligę, Resovię skazała na grę w barażach o utrzymanie, a Świtowi pozwoliła pozostać na poziomie centralnym. Tak wiele zmienił jeden gol.
Pracujemy, zespół wygląda coraz lepiej, chłopcy walczą, starają się grać w piłkę na tyle, na ile potrafimy – mówił na pomeczowej konferencji prasowej Kamil Kuzera, starając się nie tracić nadziei.
Wygrane baraże
Resovia w barażach o Betlic 2. Ligę rywalizowała z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski, wicemistrzem grupy 4 Betclic 3. Ligi. Zespół z województwa świętokrzyskiego musiał jeszcze pokonać Wikęd Luzino, wicemistrza grupy 2, i uczynił to, zwyciężywszy 2:1.
Pierwsze spotkanie między KSZO a Resovią odbyło się 6 czerwca w Ostrowcu Świętokrzyskim. Goście wygrali 1:0 po bramce Mateusza Czyżyckiego, choć przez ostatnie ponad dwadzieścia minut musieli grać w osłabieniu. Dowieźli prowadzenie, dzięki czemu mocno przybliżyli się do utrzymania.
Trzy dni później w Rzeszowie doszło do rewanżu. Zapowiadały się spore emocje, ale Resovia szybko rozstrzygnęła losy rywalizacji. Już w ósmej minucie objęła prowadzenie po tym, jak do siatki trafił Mateusz Geniec. Nie minęło pół godziny od pierwszego gwizdka, a drużyna Kuzery miała dwie bramki przewagi po strzale Bartosza Zimnickiego.

Na początku drugiej połowy na 3:0 podwyższył Dawid Bałdyga. Gospodarze do końca kontrolowali sytuację. Więcej goli nie padło, a Resovia zapewniła sobie utrzymanie na szczeblu centralnym.
Zadanie zostało wykonane i to jest dla nas najważniejsze. Cieszymy się z tego bardzo mocno. Końcówka sezonu była bardzo szalona. Pojawiły się urazy, nieobecności, lecz daliśmy radę, a zespół pokazał, że coś w nim jest. Teraz po prostu trzeba odpocząć i skupić się na tym, co w przyszłości – powiedział na pomeczowej konferencji prasowej Kamil Kuzera.
Łukasz Tarkowski, szkoleniowiec KSZO, przeżywał porażkę, ale docenił walkę i ambicję swoich zawodników:
W dwumeczu byliśmy drużyną gorszą, nie da się tego ukryć. Pierwszy mecz był bardziej na styku, dziś natomiast już pierwsza połowa pokazała, że brakowało nam pary, żeby grać w kontakcie. Gdybyśmy byli w kontakcie z Resovią, to byłaby szansa dla zmienników, by w drugiej połowie to pociągnąć. Muszę natomiast powiedzieć, że mam duży szacunek do swoich zawodników, bo dali z siebie wszystko. Wielu z nich grało na środkach przeciwbólowych, miało różne urazy. Walczyli sami ze sobą, a później musieli jeszcze walczyć z rywalem.
Trener pokonanych komplementował również rywali, twierdząc, że Rzeszowianie powinni walczyć o wyższe cele niż utrzymanie:
Resovia to nie był zespół na baraże. To był zespół, który powinien walczyć o baraże, ale te o pierwszą ligę. Tak się życie ułożyło, że walczyli z nami o utrzymanie w drugiej lidze.
Unia, Warta i Podbeskidzie
W Betclic 2. Lidze pozostał też Sokół Kleczew, który nie bez problemów poradził sobie z Górnikiem Polkowice. Spadły Zagłębie Sosnowiec, KKS Kalisz, ŁKS II Łódź i wycofany z rozgrywek już wcześniej GKS Jastrzębie.
Do grona pierwszoligowców, oprócz Unii Skierniewice i Warty Poznań, awansowało też Podbeskidzie. Drużyna z Bielska-Białej w półfinale barażowej rywalizacji pokonała rezerwy Śląska Wrocław.
Na tym etapie poległa Olimpia, którą, jak już wspomniano, sekundy dzieliły od bezpośredniego awansu. W walce o finał baraży zespół z Grudziądza uległ natomiast Sandecji Nowy Sącz, tracąc decydującą bramkę w doliczonym czasie!
Mecz o awans do Betclic 1. Ligi został rozegrany 6 czerwca w piękne, słoneczne popołudnie w Bielsku-Białej. Gospodarze wygrali 3:1 i po dwóch sezonach wrócili na zaplecze Ekstraklasy. Kamil Socha z Unii, Maciej Tokarczyk z Warty i Marcin Włodarski z Podbeskidzia to trenerzy, którzy kończą sezon z podniesionymi głowami. Czas pokaże, jak ich zespoły spiszą się na pierwszoligowych boiskach.

