„Anatomia Liverpoolu. Historia w dziesięciu meczach” – recenzja

L iverpool Football Club ma w Polsce wielu kibiców, gra wspaniałą piłkę i odnosi sukcesy. Nie dziwi więc, że w przeciągu roku pojawiła się już druga książka o „The Reds”. Mowa tutaj o publikacji “Anatomia Liverpoolu. Historia w dziesięciu meczach”, którą w marcu wydało krakowskie SQN. Jonathan Wilson wybrał dziesięć najważniejszych meczów w dziejach LFC, na podstawie których opowiedział całą historię klubu.

Jonathan Wilson to jeden z najlepszych autorów książek sportowych na świecie. Współpracował z „The Independent”, „Four Four Two” czy „The Daily Telegraph”, w latach 2002-2006 był futbolowym korespondentem „Financial Times”. Obecnie publikuje artykuły w „The Guardian”, „Sports Illustrated”, „Bleacher Report” czy „World Soccer”. W 2011 r. założył „The Blizzard” – kwartalnik o historii futbolu, w którym także sam sporo publikuje. Do tego ma na swoim koncie już 11 książek (najnowsza opowiada o dawnej węgierskiej myśli szkoleniowej: „The Names Heard Long Ago: How the Golden Age of Hungarian Soccer Shaped the Modern Game”). Imponujący dorobek jak na człowieka raczej wciąż młodego (rocznik 1976).

Kiedy książka sportowa stała się czymś popularnym w Polsce, szybko musiały się też pojawić przekłady Wilsona. Jako pierwsza ukazała się „Odwrócona piramida. Historia taktyki piłkarskiej” (angielska wersja pochodzi z 2008 r.) – wydała ją w przekładzie Bartosza Lewandowskiego „Polityka” tuż przed Euro 2012 jako tom 11. „Kolekcji piłkarskiej złota jedenastka”. W 2014 r. wydawnictwo Bukowy Las przygotowało polską wersję „Bramkarza, czyli outsidera” (wersja angielska z 2012 r.) w przekładzie Seweryna Dmowskiego. Potem do gry weszło przodujące w książkach sportowych wydawnictwo SQN z Krakowa – rok 2018 przyniósł fenomenalną i bardzo obszerną pozycję „Aniołowie o brudnych twarzach. Piłkarska historia Argentyny” (tłumaczenie Michała Okońskiego). Została ona uznana za najlepszą książkę o piłce nożnej i najlepszą książkę sportową o historii w plebiscycie „Sportowa Książka Roku”. „Anatomia Liverpoolu. Historia w dziesięciu meczach” to więc czwarta pozycja Jonathana Wilsona w języku polskim. Trzy poprzednie należały do czołówki książek futbolowych (może ewentualnie „Bramkarz, czyli outsider” nieco odstawała) – jak  w tym kontekście ocenić tę o Liverpoolu? Ogólnie jest bardzo dobra, choć jak na Wilsona… taka sobie.

Na pewno trzeba docenić nietypowe podejście do tematu – zamiast tradycyjnej, chronologicznej opowieści, autor postanowił wybrać dziesięć meczów, które odcisnęły największe piętno na historii „The Reds”. Dużo większy nacisk jest położony na nowszą historię, począwszy od połowy lat sześćdziesiątych. Wynika to trochę z dostępności źródeł, ale też w przypadku Liverpoolu wszystko, co najlepsze, zaczęło się wraz z przyjściem do klubu legendarnego trenera Billa Shankly’ego (grudzień 1959). Dlatego aż 73 lata istnienia klubu (1892-1965) mieszczą się w dwóch pierwszych rozdziałach, a trzeci kręci się już wokół finału FA Cup w 1965 r. (Liverpool wygrał po dogrywce 2:1 z Leeds i po raz pierwszy zdobył to trofeum). Meczem przewodnim pierwszego rozdziału jest porażka z Aston Villą 0:5 (29 kwietnia 1899 r.), a drugiego wyjazdowe zwycięstwo z Wolverhampton 2:1 (31 maja 1947 r.). Między pierwszym a drugim mamy prawie pół wieku. Był to czas dwóch wojen światowych, kiedy piłka nożna schodziła na drugi plan, ale z pewnością znalazło by się do opisania wiele futbolowych historii z wojenną traumą w tle (w „Aniołach o brudnych twarzach” pojawia się np. kapitalna dygresja o Juanie Perónie i jego ukochanej Evicie). Jonathan Wilson zdecydowanie postawił historię stricte futbolową na pierwszym miejscu. Po tytułach mistrza Anglii w 1922 r. i 1923 r. na następne kibice z Anfield musieli czekać aż do 1947 r. Tym też można tłumaczyć, że już w trzecim rozdziale dochodzimy do pierwszego zwycięskiego finału Pucharu Anglii.

Kolejne rozdziały to szczegółowy opis najpiękniejszych kart w historii „The Reds”, czyli wielkie triumfy w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Jonathan Wilson wspomina najważniejsze mecze, punkty zwrotne, ale narracja pełna jest retrospekcji i ciekawostek, dzięki którym nie mamy poczucia jakiejkolwiek „dziury” w opowieści. Irytują jedynie zbyt długie i szczegółowe opisy meczów. Z jednej strony ma to uzasadnienie w przypadku gier sprzed ery telewizji (z drugiej jednak – opisy pochodzą z prasy, a pamięć ludzka jest bardzo zawodna – Alessandro Del Piero w swojej autobiografii wspominał, że czasem podczas oglądania swoich akcji w telewizji dziwił się, bo w jego pamięci wyglądały one zupełnie inaczej), jednak jest to całkowicie niepotrzebne, kiedy daną akcję możemy w ciągu kilku sekund znaleźć na YouTube. Poniżej przykład:

Wreszcie w ostatniej minucie pierwszej połowy doszło do znaczącej obrony. Smith przejął słabe podanie Peacocka do Johannesona i posłał piłkę szeroko na lewo do St. Johna. Ten zagrał do środka do Thompsona, który oddał ją nadbiegającemu Smithowi. Smith podał z powrotem do Thompsona, a potem Hunt, przyjmując podanie, przebiegł obok Huntera, lecz piłkę trącił Bell. Johanneson się zawahał, Hunt odzyskał piłkę i strzelił z dwudziestu trzech metrów, zmuszając Sprake’a do przerzucenia piłki nad poprzeczką. Gdyby nie finał, bramkarz byłby we Florencji z zespołem narodowym Walii i przygotowywał się do meczu towarzyskiego z Włochami, który odbył się następnego dnia. Bez niego w składzie Walia przegrała 1:4. Gra na krótko się ożywiła. Collins podał na skrzydło do Johannesona, który kopnął piłkę do środka do Huntera. Ten ze swoją pokraczną gracją podał… (s. 109-110)

Nasuwa się analogia ze słynnymi opisami przyrody w „Nad Niemnem”. Takie fragmenty można po prostu opuścić, bo poza tym mamy do czynienia ze świetną opowieścią. Oczywiście z punktu widzenia polskiego kibica bardzo ciekawe są fragmenty dotyczące finału LM z 2005 r. w Stambule:

Jednak prawdziwym bohaterem tego wielkiego meczu został Jerzy Dudek. Polak, pomimo nierównej kariery na Anfield, był popularny wśród kibiców – jego górnicze pochodzenie łączyło się z etosem ciężkiej pracy i twardym stąpaniem po ziemi wyznawanym w klubie i mieście. Dudek wiedział, że czas ucieka, a plan ściągnięcia z Villarealu José Reiny po finale w Stambule nie był żadnym sekretem. Niewielu zakładało, że to właśnie polski bramkarz będzie błyszczał w tym meczu. W gruncie rzeczy jego gra w tym spotkaniu była nierówna, jak przewidziała większość kibiców The Reds. I choć nie można winić Polaka za żadną ze straconych bramek i zapominać o kluczowej obronie rzutu wolnego Szewczenki, który rozpoczął powrót Liverpoolu, tak Dudek nie ustrzegł się kilku błędów, które mogły doprowadzić do utraty goli. Jednak żaden z piłkarzy Liverpoolu występujących w tym meczu nie zagrał idealnie, więc byłoby nie fair krytykować zbytnio Dudka za jego błędy. I kiedy Liverpool powoli gasł, to właśnie Dudek dosłownie wziął sprawy w swoje ręce i stał się autorem finałowej sceny. Od momentu podwójnej obrony strzału Szewczenki do serii rzutów karnych było to przedstawienie jednego artysty. Żaden inny piłkarz nie miał takiego wpływu na ostateczny sukces. (s. 398-399)

Oprócz nużących opisów meczów autor przedstawia też sytuacje, których kibice widzieć nie mogli, np. wielkie zamieszanie w szatni Liverpoolu w przerwie meczu z Milanem w Stambule. Wielkim plusem są także trafne i dogłębne analizy taktyczne kolejnych wcieleń Liverpoolu; nie może być inaczej w przypadku autora „Odwróconej piramidy” (czekamy na drugie polskie wydanie od SQN). „Anatomia Liverpoolu” to świetne kompendium wiedzy o klubie nie tylko dla kibiców „The Reds” (dla nich to pozycja obowiązkowa), ale dla wszystkich miłośników piłki nożnej – 18-krotny mistrz Anglii i 6-krotny zdobywca Pucharu Europy rozegrał wiele meczów, które trwale zapisały się w historii futbolu. Po rewanżowym meczu półfinałowym ubiegłorocznej Ligi Mistrzów (wspaniała remontada i zwycięstwo 4:0 nad Barceloną) w mediach społecznościowych krążyła grafika, że podtytuł książki powinien odtąd brzmieć „Historia w jedenastu meczach”. Jürgen Klopp i jego chłopcy piszą historię futbolu i książka Jonathana Wilsona jest świetnym narzędziem do zrozumienia fenomenu klubu z miasta Beatlesów.

„Anatomia Liverpoolu. Historia w dziesięciu meczach” stanowi też świetne uzupełnienie książki „LFC 125 lat: historia alternatywna”, którą 2018 r. wydała krakowska „Arena”. Obie pozycje łączy osoba tłumacza Radosława Chmiela, pracownika mediów społecznościowych LFC i zarazem wielkiego kibica „The Reds”. W przypadku książki Jonathana Wilsona pomagał mu Bartłomiej Łopatka, a efektem są ciekawostki w przypisach – coś oczywistego dla kibiców z Liverpoolu, ale nie zawsze dla czytelnika polskiego, np.:

Zespół Maców – ang. Team of the Macs, nazwa wynika z faktu, że drużyna Liverpoolu składała się w większości ze szkockich zawodników, których nazwiska często zaczynały się od przedrostka Mc- albo Mac-. (s. 21)

Albo:

Scouser, scouserzy – lokalne określenie mieszkańców Liverpoolu, które wywodzi się od słowa lobscouse, oznaczającego rybną potrawę jednogarnkową jedzoną przez marynarzy i biednych mieszkańców Liverpoolu w XIX wieku. (s. 63)

Historia Liverpool Football Club pióra Jonathana Wilsona to półka najwyższa w dziedzinie książek sportowych, choć akurat sam autor pisał już lepsze. Wspominaliśmy już o zbyt rozwlekłych opisach meczów, ale poza tym mamy do czynienia z kawałem świetnie opisanej historii jednego z największych klubów na świecie. Polecamy z czystym sumieniem.

BARTOSZ BOLESŁAWSKI

Książkę Jonathana Wilsona możesz kupić tutaj.

#wspieramretro
O Bartosz Bolesławski 45 artykułów
Psychofan i zaoczny bramkarz KS Włókniarz Rakszawa. Miłośnik niesamowitych historii futbolowych, jak mistrzostwo Europy Greków w 2004 r. Zwolennik tezy, że piłka nożna to najpoważniejsza spośród tych niepoważnych rzeczy na świecie.