„Arsene Wenger. Autobiografia” – recenzja

Mamy dla Was dwie wiadomości: dobrą i złą. Arsene Wenger postanowił wydać swoją autobiografię. To dobra wiadomość i to nie tylko dla fanów Arsenalu. Książka mimo kilku zalet jest raczej przeciętna. To ta druga, zła wiadomość. Czy w związku z tym nie należy sięgać po tę lekturę? To byłby wniosek zbyt pochopny.

Z okładki książki (z nadtytułem „Innowator, mistrz, legenda”) spogląda na nas, a jakże, sam Arsene Wenger z nieco surową, typową dla siebie miną. Liczącą 272 strony polską edycję przygotowało wydawnictwo Znak. W książce są dwie wkładki z kolorowymi zdjęciami – łącznie 24 strony.

Wenger stara się przedstawić swój życiorys w kolejności chronologicznej. Wszystko zaczyna się w Duttlenheim, małej wiosce przy granicy francusko-niemieckiej. Wenger wspomina małe bistro, prowadzone przez swoich rodziców i ich codzienną ciężką pracę. Czasy swojego dzieciństwa postrzega z jednej strony jako beztroskie, ale z drugiej uważa, że był to okres, który ukształtował w nim mocny charakter. Opis życia na wsi w latach 50. i na początku 60. daje nam dość klarowny obraz okoliczności, w których wyrastał mały Arsene.

„Życie toczyło się w przestrzeni wyznaczanej  przez bistro, szkołę, kościół, merostwo, sklepy i stadion leżący dwa kilometry od dworca, gdzie nikt nigdy nie chodził: po co wyjeżdżać z wioski, z której wszyscy sobie pomagają? Otaczały ją pola, na których spędzałem sporo czasu, także w weekendy i podczas wakacji. To tam nauczyłem się pracy, wypasania krów, tak jak robili to moi dziadkowie i przyjaciele rodziców. To był świat chłopów, w którym szanowano i podziwiano siłę fizyczną. Wszyscy znani mi ludzie uprawiali ziemię i się z niej utrzymywali, a ja ich kochałem. Oczywiście żyli skromnie. To było rolnictwo samowystarczalne, głównie polegające na uprawie tytoniu, pszenicy, żyta, buraków i ziemniaków […] Mieszkańcy wioski byli twardymi, małomównymi ludźmi, którzy w każdy niedzielny poranek chodzili na mszę, a bistro rodziców odwiedzali, kiedy tylko mogli. Czternastolatkom dawano papierosa i zegarek – uznawano, że w tym wieku chłopak stawał się mężczyzną, powinien rzucić szkołę i iść do fabryki albo codziennie pracować w polu”.

Rozdziały poświęcone dzieciństwu pełne są takich opisów. Wenger dużo miejsca przeznacza też na przedstawienie swoich przemyśleń, marzeń i pragnień z tego okresu. Fragmenty te można nazwać bardzo szczerym i osobistym pamiętnikiem. Szczególnie osoby skłonne do refleksji nad sensem życia, czy podstawami zachowań innych ludzi mogą uznać tę część autobiografii Wengera za dość ciekawą. Inna sprawa, że akcja toczy się tutaj w dość leniwym tempie.

Książka nieco „przyspiesza”, gdy zaczynają się pierwsze piłkarskie doświadczenia Wengera. Jego kariera piłkarska nie była zbyt imponująca. FC Dutlenheim, AS Mutzig, FC Mulhouse, ASPV Strasbourg i RC Strasbourg (11 występów) – nie są to najsłynniejsze kluby Europy, a nawet Francji. Opis jego przygody jako aktywnego piłkarza pełne są ogólnikowych zdań, typu: „Zrozumiałem, jak zmienić zwątpienie w siłę”, „Trenowałem z pełną pasją” „Chciałem dać z siebie wszystko”. W książce epizodycznie pojawiają się wzmianki o niektórych meczach, w których Wenger grał. Jest jednak ich na tyle mało, że czytelnicy mogą pomyśleć, iż Wenger nigdy nie grał w żadnym poważnym spotkaniu. Dla odbiorców książki może to być duży zawód.  Piłkarska kariera Wengera nie była do tej pory szerzej opisywana. Ci, którzy liczyli, że ta publikacja zmieni ten stan rzeczy, muszą obejść się smakiem.

Nieco lepiej wygląda ta część książki, w której Wenger przedstawia okres zdobywania pierwszych trenerskich szlifów.  Jako trener juniorów w RC Strasbourg miał szansę rozwijać tamtejszą akademią i zostać w klubie na lata. Wenger przyznaje jednak, że to nie było do końca to, czego oczekiwał.

„Ale część mnie szukała bardziej przygody niż komfortu. Żeby ciągle się rozwijać, chciałem kontaktu z innym rodzajem futbolu, nowymi piłkarzami i ludźmi posługującymi się odmiennymi metodami treningowymi”.

Kiedy otrzymał szansę poprowadzenia AS Cannes, nie zastanawiał się zbyt długo nad objęciem zaproponowanej posady. W rozdziale poświęconym temu okresowi otrzymujemy kilka ciekawych wspomnień, ale nie brakuje też określeń trącących banałem np. „Odkryłem, że zaczynając niemal z niczym poza dużą dozą determinacji, można iść naprzód i wygrywać”. Przykro to pisać, ale brzmi, jak z taniego poradnika motywacyjnego.

Po rozstaniu z Cannes Wenger podjął pracę w AS Nancy. Omówienie tej pracy zajmuje w książce raptem kilka stron – dużo o emocjach i przemyśleniach samego Wengera, mało o samych meczach czy konkretnych piłkarzach.

Następnym przystankiem w karierze wiecznie szczupłego szkoleniowca było AS Monaco. To tutaj wypłynął na szerokie wody. Czytając o tym czasie w życiu Wengera, wreszcie dostajemy trochę konkretów. Znajdziemy tu sporo o ówczesnej rywalizacji Monaco z Marsylią, czy też o podopiecznych Wengera z tego okresu. Arsene poświęca Georgowi Weahowi i Lilianowi Thuramowi – piłkarzom wówczas mało znanym, których udało mu się sprowadzić do klubu z Księstwa. Relacja Wengera z Weahem jest jedną z bardziej interesujących opisanych w książce. Liberyjski piłkarz nie zapomniał o francuskim szkoleniowcu, ani kiedy otrzymywał Złotą Piłkę (oczywiście Weah, nie Wegner), ani gdy stał się aktywnym politykiem w swojej ojczyźnie. Zawsze chętnie zapraszał Wengera do Liberii, a w 2018 roku, będąc prezydentem kraju, przyznał francuskiemu szkoleniowcowi najwyższe państwowe odznaczenie.

Wenger postanowił opuścić Monaco po tym, jak we Francji wybuchła afera korupcyjna. Jak pisze, musiał odciąć się od „zatrutej atmosfery”. Czy jego podopieczni też brali udział w tych niegodnych praktykach? Z treści książki trudno to wywnioskować.

Kolejnym etapem pracy Wengera była daleka Japonia. Ta część opowieści bogata jest w opisy japońskich zwyczajów i mentalności. Arsene wspomina trochę o podejściu do treningu jego ówczesnych podopiecznych (Tomasza Frankowskiego nie wymienia w ogóle) – przede wszystkim podkreśla ich pracowitość. Sporo pisze też o japońskim honorze, który łatwo urazić.

„Jeżeli trener powie zawodnikowi, że jest słaby, ten traci twarz, ponieważ nie dał z siebie tego co najlepsze. Musiałem zmienić język, żeby wyrazić niezadowolenie bez ranienia graczy […] Inną cechą charakteru Japończyków, do której musiałem się przystosować, była ich dyscyplina i oddanie pracy. Oczywiście to zalety, ale doprowadzone do ekstremum mogą stać się problemem”.

Pracę w Japonii Wenger mimo wszystko wspomina dobrze i być może pracowałby tam dalej. Szefowie Nagoya Grampus chcieli, żeby Francuz został w klubie, ale pojawiła się oferta z Arsenalu. Pisząc o pracy w londyńskim klubie, Wenger nie unika patosu i wzniosłych słów. Niemal na każdym kroku podkreśla swoje wielkie przywiązanie do klubu, zaangażowanie w pracę, charakteryzuje najlepszych graczy.

„Czy byłem świadom tego, jak wielkie to będzie wyzwanie? Że ten klub da mi wszystko, że w trakcie tych dwudziestu dwóch lat poświęcę mu cały mój czas, energię i zaangażowanie i że, krótko mówiąc. Arsenal stanie się moim domem? Czy wiedziałem, że przez wszystkie te lata […] przygotowywałem się do tego wyzwania i że w Londynie lepiej niż gdziekolwiek indziej będę mógł wprowadzić moją wizję zarządzania i rozwijania klubu?”

Wiele miejsca Arsene poświęca innowacjom, jakie wprowadził w klubie, pożegnaniu z Highbury, budowie nowego stadionu, finansom “Kanonierów”, odchodzeniu z Arsenalu najlepszych zawodników. Nieco mniej poszczególnym meczom i sezonom. Oczywiście nie omija sezonu 1997/1998, w którym zdobył pierwszy dublet i niezapomnianej kampanii 2003/2004, w której „The Gunners” nie przegrali ani jednego meczu ligowego. Porusza też niektóre wątki, z pewnością przykre dla niego samego. Brak sukcesów w ostatnich latach pracy, odwrócenie się od niego części kibiców, krytyka na łamach mediów – o wszystkim tym przeczytamy w autobiografii słynnego Francuza.

Jest jednak sporo tematów, które chyba powinny znaleźć się w tej książce, ale są albo zupełnie pominięte, albo ledwie wzmiankowane. O konflikcie Wenger – Ferguson przeczytamy kilka zdań, ale już postać Jose Mourinho zdaje się w ogóle nie istnieć w świadomości Wengera. Świadkiem sporów między Wengerem a kontrowersyjnym Portugalczykiem byli kibice na całym świecie. Konferencje prasowe przed i po meczach Arsenalu z Chelsea, a później także z Manchesterem United pełne były wzajemnych docinków. Wenger nazywał Mourinho „głupim człowiekiem”, Portugalczyk Francuza – „specjalistą od porażek”. Temat, wydawać by się mogło, idealny, żeby poświecić mu kilka stron, został na łamach książki zamilczany. Nazwiska Mourinho nie ma w ogóle w indeksie osób występujących w książce. Szkoda.

Książkę kończy rozdział poświęcony aktywności Arsene’a na emeryturze oraz kilka przemyśleń dotyczących sensu życia, pracy trenera i uwagi, jaką Wenger przywiązuje do aktywności fizycznej. Wszystko napisane nawet w zajmujący sposób, ale niewnoszące nic nowego bądź odkrywczego.

Z całym szacunkiem dla ogromnego dorobku Arsene’a Wengera i jego myśli szkoleniowej – autobiografia legendy trenerskiej Arsenalu przypomina momentami raczej wspomnienia emeryta przy niedzielnym obiedzie niż poważną książkę wybitnego szkoleniowca. Można się z tej opowieści czegoś dowiedzieć, jest przedstawiona w miarę ciekawym językiem, ale widać ewidentnie, że opowiadający unika pewnych tematów, a inne traktuje „po łebkach”. Fani Arsenalu raczej nie przeczytają tu o niczym, o czym wcześniej by nie słyszeli. Inni kibice może poznają kilka interesujących faktów, ale i tak mogą czuć niedosyt. Książka typu: „Można przeczytać, można odpuścić”.

NASZA OCENA: 5/10

Nasz partner Sendsport przygotował dla Was zniżki! Książka Arsène Wenger. Autobiografia oraz wiele innych tytułów taniej o co najmniej 10%.