Cud w Getafe. Walka hiszpańskiego kopciuszka z niemieckim gigantem

Co takiego wydarzyło się w Getafe?

Pomimo niekorzystnego rezultatu, to Bayernowi wciąż dawano większe szanse na awans. Bawarczycy byli nie tylko faworytem dwumeczu, ale również całych rozgrywek. Mecz, który chcę Wam przypomnieć, miał miejsce 10 kwietnia 2008 r. na Coliseum Alfonso Perez. Szwajcarski sędzia Massimo Busacca gwizdnął dokładnie o 20:45, rozpoczynając ten niesamowity rewanż.

Zespół prowadzony przez Michaela Laudrupa rozpoczął w fatalny sposób. Ruben De la Red sfaulował wychodzącego na czystą pozycje Miroslava Klose. Arbiter nie miał więc wyjścia i pokazał Hiszpanowi czerwoną kartkę już w 5. minucie gry. To nie był koniec kłopotów gospodarzy, ponieważ w 16 minut później murawę musiał opuścić kontuzjowany Ikechukwu Uche.

Jak radził sobie Bayern? Niemiecki zespół wypracował sobie mnóstwo okazji, ale żadnej z nich nie potrafił zamienić na bramkę. Toni umieścił piłkę w siatce, ale sędzia dopatrzył się spalonego. Z kolei Christian Lell nie potrafił wpakować futbolówki do pustej bramki. Osłabione Getafe nie było w stanie wypracować sobie okazji strzeleckich, ale nie poddawało się i dopięło swego w 44. minucie. Indywidualną akcję przeprowadził bohater pierwszego meczu – Cosmin Contra. Rumun wpadł w pole karne i umieścił piłkę pod poprzeczką bramki strzeżonej przez Olivera Kahna.

Obraz drugiej połowy nie mógł nikogo zaskoczyć. Grający w przewadze Bayern dominował na murawie, szukając wyrównującego gola. Bawarczycy mieli jednak rozregulowane celowniki. Niebiescy bronili się dzielnie, wierząc, że uda im się dowieźć rezultat do końca. Niestety dla nich, szczęście uśmiechnęło się w samej końcówce do Die Roten. Mark van Bommel posłał piłkę w pole karne gospodarzy, gdzie strącił ją Toni. Franck Ribery nie zastanawiał się długo i uratował Bawarczyków efektownym wolejem. Kilkunastu tysięcy kibiców Niebieskich musiało więc odłożyć świętowanie. Wynik nie uległ już zmianie i sędzia zarządził dogrywkę. Jakie można mieć jednak nadzieje, kiedy gra się w osłabieniu przeciwko silniejszemu rywalowi, który złapie prawdopodobnie drugi oddech?

Fani Getafe nie mogli sobie jednak wymarzyć lepszego początku dodatkowych 30 minut. W pierwszych 180 sekundach Kahn został pokonany dwukrotnie. Legendarny golkiper musiał uznać wyższość Franciso Casquero i Braulio. Gracze Bayernu byli wstrząśnięci i musieli błyskawicznie się pozbierać. Co prawda do końca dogrywki było jeszcze sporo czasu, ale przewaga psychologiczna była zdecydowanie po stronie Niebieskich, którzy rzecz jasna skupili się na bronieniu dostępu do własnej bramki.

Hiszpanie stawiali dzielnie opór do 115. minuty, kiedy fatalny błąd popełnił ich bramkarz. To nie był zdecydowanie dzień Roberto Abbondanzieriego, który wypuścił piłkę po dośrodkowaniu rywali. Toni zachował się jak rasowy snajper i szybko wykorzystał ten prezent. Bawarczykom brakowało wciąż jednej bramki. Sprawdziły się słowa, które wypowiedział Gary Lineker: „Piłka nożna to taka gra, w której 22 mężczyzn biega za piłką, a na końcu i tak wygrywają Niemcy”. W ostatnich sekundach meczu Toni pokazał, co jest zadaniem typowej dziewiątki w polu karnym. Rosły Włoch strzałem głową zabrał DieRoten do półfinału Pucharu UEFA. Fani gospodarzy nie mogli uwierzyć w to, co się stało.

Składy:

Getafe:Abbondanzieri, Contra (66’ Mario Cotelo), Celestini, Gavilán, De la Red, Licht, Manu (62’ Braulio), Uche (21’ Belenguer), Cortés, Casquero, Manuel Tena.

Bayern: Kahn, Lúcio, Demichelis, Ribéry, Toni, Zé Roberto (75’ Podolski), Van Bommel, Klose, Lahm, Lell (46’ Jansen), Schweinsteiger (65’ Sosa).

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…