Pucharowa środa: Nie takie potęgi straszne. Lech Poznań w sezonie 2010/11

W maju 2010 roku, gdy piłkarski świat czekał na zbliżające się wielkimi krokami historyczne mistrzostwa świata na kontynencie afrykańskim, w Polsce dobiegała końca walka o miano najlepszej drużyny w kraju. W wyniku dość nieszczęśliwego splotu wydarzeń Wisła Kraków straciła tytuł na ostatniej prostej na rzecz poznańskiego Lecha. Zespół Kolejorza, choć osłabiony odejściem dwóch czołowych zawodników udowodnił, że polski klub może z powodzeniem rywalizować z wielkimi piłkarskimi firmami Europy.

Walka do ostatniego gwizdka

W sezonie 2009/10 walka o mistrzostwo Polski toczyła się do ostatniego spotkania. Jeszcze na dwie kolejki przed końcem faworytem do zgarnięcia tytułu była Wisła Kraków, lecz pechowy gol samobójczy Mariusza Jopa sprawił, że w przedostatniej serii gier Biała Gwiazda straciła punkty w meczu z Cracovią, dzięki czemu na pozycję lidera wskoczył Lech Poznań.

KLIKNIJ I DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU

W ostatniej kolejce ligowej podłamani Wiślacy tylko zremisowali 1:1 ze spadającą do I ligi Odrą Wodzisław, tracąc bramkę w 90. minucie meczu. Lechici pokonali Zagłębie Lubin 2:0 i mogli świętować szósty tytuł mistrzowski w historii klubu, a pierwszy od 1993 roku, kiedy to puchar trafił do gabloty Kolejorza w kontrowersyjnych okolicznościach.

Kadrowe przetasowania

Przed startem nowego sezonu trener Jacek Zieliński musiał zmierzyć się przede wszystkim z zadaniem polegającym na znalezieniu wartościowego napastnika. Klub stracił Roberta Lewandowskiego, sprzedanego do Borussii Dortmund, a zapowiadający się na solidnego snajpera Krzysztof Chrapek zerwał więzadła w kolanie i wypadł z gry na cały sezon. Jak się niestety okazało, był to koniec przygody 25-letniego wówczas piłkarza z poważnym futbolem.

Lekarstwem na problemy w ataku miał być rodowity Poznaniak, powracający po 12 latach do Lecha Artur Wichniarek. Z transferu bardzo zadowolony był dyrektor sportowy Kolejorza. – Bardzo cieszymy się, że Artur zdecydował się na powrót do Lecha i pomoże drużynie w walce o Ligę Mistrzów. Liczymy na jego ogromne doświadczenie zdobyte na boiskach Bundesligi. Podpisaliśmy dziś roczny kontrakt z możliwością przedłużenia na kolejny sezon – mówił Marek Pogorzelczyk.

Kolejnym pozyskanym zawodnikiem mającym zapewnić odpowiednią liczbę goli w sezonie był Kongijczyk Joel Tshibamba. 22-latek przyszedł z Arki Gdynia, której barwy reprezentował przez poprzednie pół roku. W 14 meczach zdobył 5 bramek. W przeszłości grał nawet w Pucharze UEFA w barwach holenderskiego NEC Nijmegen. Według medialnych doniesień Gdynianie zainkasowali za transfer 300 tysięcy euro.

Nieco później, bo na początku sierpnia na Bułgarską trafił trzeci w tamtym okienku transferowym napastnik. Był nim Łotysz Artjoms Rudnevs, grający wcześniej w węgierskim klubie Zalaegerszegi. Negocjacje z piłkarzem trwały półtora miesiąca i ostatecznie włodarzom Lecha udało się przekonać zawodnika do podpisania umowy z klubem.

Sporego wzmocnienia upatrywano w Jacku Kiełbie. Skrzydłowy pozyskany z Korony Kielce był wyróżniającą się postacią polskiej ligi i transfer do Lecha miał być krokiem naprzód w jego karierze. Czas pokazał, że zawodnik zupełnie nie poradził sobie w Poznaniu i już po roku wrócił do stolicy województwa świętokrzyskiego.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…