Pucharowa środa: Górnik wkracza na salony, czyli pierwszy polski ćwierćfinał Pucharu Europy

Górnik

Polska liga w latach 60. została zdominowana przez jeden zespół. W ciągu siedmiu sezonów w latach 1961-1967 Górnik Zabrze sięgnął po mistrzostwo aż sześć razy, w tym aż pięć razy z rzędu (1963-1967). Żaden inny polski klub nigdy wcześniej ani nigdy później nie dokonał takiej sztuki. Mimo dominacji na krajowym podwórku zabrzanie nie potrafili jednak zaistnieć w rozgrywkach europejskich. Sytuacja ta zmieniła się w sezonie 1967/68, kiedy to dotarli do ćwierćfinału Pucharu Europy Mistrzów Krajowych.

Kiedy 10 czerwca 1967 r. Górnik wygrał 3:0 ze Stalą w Rzeszowie, jedyną ekipą, która jeszcze mogła im zagrozić w drodze po ósmy tytuł, było Zagłębie Sosnowiec. Dzień później w Łodzi piłkarze znad Brynicy nie potrafili jednak znaleźć sposobu na graczy ŁKS-u i przegrali 0:2, a w Zabrzu można było otwierać szampany i cieszyć się z piątego z rzędu mistrzostwa Polski.

Seryjnie zdobywane tytuły dawały zabrzanom możliwość gry o najważniejsze trofea w Europie. Niestety początki ich przygody z pucharami nie były udane. Najpierw musieli uznać wyższość Tottenhamu, a potem aż trzykrotnie na ich drodze stawały praskie kluby. Dwa razy lepsza okazała się Dukla (raz przeszła dalej po losowaniu) i raz Sparta. Z kolei w 1966 r. zabrzanie dość pechowo przegrali dwumecz z CSKA Sofia i pożegnali się z pucharami już w drugiej rundzie.

Kalocsay obiecuje sukcesy

W Zabrzu był już wówczas człowiek, który miał wznieść drużynę Górnika na wyższy poziom. Tym kimś był urodzony na Rusi Zakarpackiej węgierski prawnik Géza Kalocsay. Studia zaczynał w Pradze, a kończył w Budapeszcie. Grał w reprezentacji Czechosłowacji, z którą w 1934 r. pojechał na mistrzostwa świata. Zaliczył też parę występów w narodowej drużynie Węgier. Po wojnie poświęcił się pracy trenerskiej. Był w sztabie Gusztáva Sebesa na szwajcarskim turnieju w 1954 r. Przed przyjściem do Górnika, poza węgierskimi klubami, pracował w Partizanie Belgrad, Standardzie Liège, a także w lidze algierskiej. Kiedy pojawił się w Zabrzu, zmienił tutejszy sposób patrzenia na futbol.

Jako pierwszy trener spośród tych, z którymi pracowałem, uczył zespół gry taktycznej: zwracał uwagę na to, jak się zachować w takiej czy innej sytuacji, jak ustawić defensywę, jak podejść do pojedynku jeden na jeden, jak kryć przeciwnika,  jak bronić się przed jego kryciem, a przede wszystkim – jak działać skutecznie jako kolektyw. (…) Był to człowiek niezwykle wymagający, ale osiągający sukcesy. Zgodnie z tym, co obiecał, zrobił z Górnika drużynę, która, gdy się zmobilizowała, potrafiła wygrać z każdym – wspominał w rozmowie z Michałem Olszańskim Włodzimierz Lubański w książce Życie jak dobry mecz.

Kiedy po latach Erwin Wilczek został zapytany o przyczyny słabszych występów Górnika w europejskich pucharach, wskazywał na brak odpowiedniego trenera z wizją.

Gdyby taki Kalocsay przyszedł wcześniej do Zabrza, to osiągnęlibyśmy dużo więcej. My graliśmy jeszcze trójką obrońców, podczas gdy rywale czwórką, więc łatwej powstrzymywali naszych napastników. W innych klubach obrońcy włączali się do ataku, a napastnicy cofali pod własną bramkę. U nas tego nie było aż do przyjścia Kalocsaya. Drużyna przyjęła go z rezerwą, ale potem przekonaliśmy się do siebie. Za jego czasów pod względem taktyki dorównaliśmy europejskiej czołówce. I choć drużynę mieliśmy już wtedy słabszą niż kilka lat wcześniej – przyszły pucharowe sukcesy – mówił piłkarz Andrzejowi Gowarzewskiemu na łamach księgi jubileuszowej Górnika.

Kalocsay wymagał od zawodników pełnego zaangażowania nie tylko w meczach, ale również na treningach. Zawodnicy musieli grać agresywnie i kontaktowo. U każdego potrafił znaleźć jakiś element piłkarskiego rzemiosła, który należałoby poprawić. Kiedy w drużynie coś nie funkcjonowało według niego tak, jak powinno, to na treningach piłkarze pracowali nad tym tak długo, aż wreszcie zaczynało wychodzić.

Kalocsay otworzył nam oczy, na czym tak naprawdę polega piłka nożna. Wcześniej byli trenerzy, którzy podchodzili do tablicy w szatni i coś tam na niej rysowali, ale chyba sami nie do końca wiedzieli co. A Kalocsay fantastycznie uczył nas taktyki na boisku. Gdybyśmy mieli tego trenera od początku lat 60., Górnik byłby w finale europejskiego pucharu więcej niż tylko raz – opowiadał Pawłowi Czado Hubert Kostka.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…