Kameruńskich bramkarzy trudne przypadki

Afrykańscy bramkarze są zazwyczaj traktowani w Europie z lekkim przymrużeniem oka. W najlepszych ligach Starego Kontynentu jest ich zaledwie kilku. Wśród nich bezapelacyjnym numerem 1 jest Kameruńczyk André Onana z Ajaksu. Ale akurat obecność golkipera z tego kraju w dobrym klubie nie powinna dziwić. Historia pokazuje bowiem, że w Kamerunie urodziło się sporo wysokiej klasy fachowców od łapania piłek.

Pierwszym większym sukcesem reprezentacji Kamerunu był brązowy medal w Pucharze Narodów Afryki 1972. Skąpe źródła dotyczące tego turnieju mówią, iż bramki Nieposkromionych Lwów strzegł wtedy niejaki Bernard M’Bengalack.

Niestety, nawet wyszukiwarka Google niewiele może powiedzieć o tym bramkarzu, toteż jest on, poza swoją ojczyzną, postacią w zasadzie nieznaną. Międzynarodową sławę zyskali dopiero jego następcy. A pomogły im w tym udziały w Mistrzostwach Świata, rosnąca popularność afrykańskich reprezentacji, telewizyjne transmisje mistrzostw Czarnego Lądu, a także występy w silnych europejskich klubach.

Pierwsza oferta

Poczet kameruńskich bramkarzy wypada zacząć od Thomasa N’Kono. Zanim wziął udział w mistrzostwach świata 1982 roku, dzięki którym stał się znany na cały świat, ze swoim klubem, Canon Jaunde, wygrał m. in. dwa razy Afrykańską Ligę Mistrzów i Afrykański Puchar Zdobywców Pucharów.

Podczas hiszpańskiego mundialu Nieposkromione Lwy zaprezentowały się bardzo dobrze. Co prawda, nie wygrały żadnego meczu, ale też żadnego nie przegrały. W tych trzech zremisowanych pojedynkach z bardzo silnymi rywalami: Polską, Peru i Włochami, N’Kono tylko raz dał się pokonać. Nie wystarczyło to jednak do awansu do następnej rundy. Kameruńczycy jedynie dzięki mniejszej liczbie strzelonych goli przegrali rywalizację o drugie miejsce w grupie z Italią, która także zanotowała trzy remisy.

PRZECZYTAJ TEŻ:

Bramkarz, który na mundialu puścił tylko jednego gola, szybko stał się obiektem zainteresowań znacznie silniejszych klubów niż jego rodzimy Canon. Jako pierwsi skontaktowali się z nim działacze Racingu Santander. Do porozumienia jednak nie doszło. Potem pojawiły się propozycje Espanyolu oraz dwóch brazylijskich gigantów: Fluminense i Flamengo.

– Powiedziałem mojej żonie: „Weźmiemy pierwszą ofertę.” Dzięki Bogu pierwsza była oferta Espanyolu – relacjonował golkiper w rozmowie z Fifa.com.

Decyzji nie pożałował. Barw Papużek bronił przez 8 lat.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…