Der Psychokrieg, czyli dlaczego Aptekarze przegrali z Bobsleistami?

W Bundeslidze grali tylko przed dwa sezony. Przez ten czas zdążyli jednak sporo namieszać w niemieckim futbolu, albowiem to w dużej mierze dzięki nim mistrzowska patera nie trafiła do Leverkusen, lecz do Monachium. Przed wami SpVgg Unterhaching.

Unterhaching to nieduże, przyklejone do Monachium, bawarskie miasteczko. Dumą mieszkańców są zbudowany w romańskim stylu kościół św. Korbiniana oraz klub sportowy SpVgg Unterhaching, mogący pochwalić się dużymi osiągnięciami głównie na polu… bobslejowym. Barwy SpVgg reprezentowali m. in. medaliści olimpijscy Christoph Langen i Susi Erdmann. W mieście funkcjonował też do niedawna czołowy siatkarski klub Bundesligi Hypo Tirol AlpenVolleys (drużyna zmagała się z kłopotami finansowymi, a dobił ją kryzys spowodowany koronawirusem). Ale na przełomie XX i XXI wieku o Unterhaching mówiło się przede wszystkim w kontekście piłki nożnej.

Trzy punkty do lidera

20 maja 2000 roku – dzień ostatniej kolejki sezonu 1999/00. Zegar wybija godzinę 15:30. Na Sportpark Unterhaching wybrzmiewa pierwszy gwizdek Herberta Fandela. Rozpoczyna się pojedynek pomiędzy tutejszym SpVgg a Bayerem Leverkusen. Gospodarze utrzymanie w elicie mają już zapewnione. Grają więc tylko dla własnej satysfakcji. To goście są zdecydowanym faworytem. Prowadzą w tabeli i jeśli dziś odniosą zwycięstwo albo chociaż zremisują, zdobędą paterę za wygranie Bundesligi. Będzie to premierowe mistrzostwo Aptekarzy.

Tego samego dnia i o tej samej godzinie 17 kilometrów na północ od Sportpark Unterhaching, na monachijskim Olympiastadion, sygnał do rozpoczęcia meczu pomiędzy Bayernem a Werderem daje Markus Merk. Bawarczycy są w bardzo trudnej sytuacji, ale wciąż liczą się w walce o tytuł. Przed ostatnią kolejką mają o 3 punkty mniej niż lider. Muszą zatem zwyciężyć bremeńczyków i liczyć na to, że rozpędzony Bayer przegra z beniaminkiem z Unterhaching. Przy równej liczbie punktów, dzięki lepszej różnicy bramek, tytuł trafi bowiem do Monachium. Trudno jednak mieć nadzieję na taką wpadkę rywala, skoro w rundzie rewanżowej Aptekarze przegrali tylko raz i to dość dawno, bo w lutym.

Samobój Ballacka

Bayern strzelanie zaczyna jeszcze przed upływem 120 sekundy gry. Markus Babbel dośrodkowuje na głowę Carstena Janckera i jest 1:0. 8 minut później Jancker dobija strzał Paulo Sergio i znów wpisuje się na listę strzelców. Szybko staje się jasne, że Bawarczycy dziś zwyciężą. Wszyscy utwierdzają się w tym przekonaniu, gdy w 16. minucie Mehmet Scholl wykłada piłkę Paulo Sergio, a ten efektownym krzyżakiem pokonuje Franka Rosta.

Monachijczycy cieszą się z bramki Brazylijczyka, ale jeszcze większą radość sprawiają im wydarzenia, jakie mają miejsce chwilę później w Unterhaching. W pole karne zagrywa pomocnik SpVgg Danny Schwarz, do piłki wybiega Adam Matysek, ale uprzedza go kolega z drużyny Michael Ballack. Robi to tak niefortunnie, że futbolówka wpada do siatki. Das Eigentor. Pada gol samobójczy.

Michael Ballack w koszulce z sezonu 1999/2000

U Aptekarzy konsternacja, a na twarzy zazwyczaj bardzo posępnego szkoleniowca Bayernu Ottmara Hiztfelda, ubranego w swój charakterystyczny szary płaszcz, pojawia się uśmiech. Znacznie bardziej żywiołowo reagują menedżer Uli Höness i pomocnik Jens Jeremies, który tego dnia zasiadł na trybunach.

Dobrych humorów Bawarczyków nie jest w stanie zepsuć nawet stracona w 40. minucie bramka. Dla Werderu trafia Marco Bode.