Artmedia Petrzalka w Lidze Mistrzów

Czas czytania: 6 m.

Liga Mistrzów od lat zdominowana jest przez światowych gigantów. Sukcesy w najważniejszych klubowych rozgrywkach w Europie odnoszą wielkie kluby z ogromnymi budżetami, grające na pięknych stadionach. W walce o trofeum liczą się drużyny z kilku krajów. Milionerzy z Madrytu, Barcelony, Londynu, Turynu, Monachium czy Paryża co sezon spoglądają z pożądaniem na wymarzony puchar. Jednak raz na jakiś w tym napompowanym pieniędzmi, zarezerwowanym dla zamożnych świecie zdarzają się romantyczne historie, gdy do głosu dochodzą maluczcy. Jedną z takich historii był występ słowackiej Artmedii Petrzalka w sezonie 2005/06.

Artmedia Petrzalka. Początki wielkości

Za wielkością klubu pochodzącego z Petrzalki – biednej dzielnicy Bratysławy – stoi Ivan Kmotrik. Słowacki biznesmen, postać niezwykle wpływowa, nazywana na Słowacji „Małym Ojcem Chrzestnym”. Podczas mającej miejsce w latach 90. reprywatyzacji spółek państwowych rozwinął majątek, który pozwolił mu objąć rządy w klubie.

Zanim pojawił się w Artmedii, wykupił część udziałów w firmie Grafobal i uczynił z niej europejską markę w dziedzinie poligrafii. Z czasem jego działalność rozwinęła się o inne obszary, takie jak rolnictwo, żywność, media czy działalność deweloperska. W końcu postanowił zająć się także sportem, inwestując w 1993 roku w Artmedię.

Dołącz do naszej grupy na Facebooku

Na pierwszy sukces musiał długo poczekać. Pierwsze trofeum zdobył w 2004 roku, po 11 latach inwestowania w klub. Artmedia sięgnęła wówczas po krajowy puchar. Drużynę prowadził Vladimir Weiss – trener na Słowacji bardzo popularny, późniejszy selekcjoner, który wprowadził reprezentację tego kraju na mistrzostwa świata w 2010 roku. W Artmedii rok po wywalczeniu pucharu zdobył również mistrzostwo. Tytuł najlepszej drużyny ligi słowackiej dał zespołowi z Bratysławy możliwość walki o awans do Ligi Mistrzów. Właśnie wówczas Europa usłyszała o klubie z Petrzalki.

Artmedia Petrzalka – Kajrat Ałmaty

Odprawienie Celtiku

Pierwszą przeszkodą w walce o występy w fazie grupowej Ligi Mistrzów był mistrz Kazachstanu Kajrat Ałmaty. Kiedy Słowacy przegrali na wyjeździe 0:2, nikt nie spodziewał się, że przeżyją piękną europejską przygodę. W rewanżu zdołali odrobić straty.

Po 90 minutach prowadzili bowiem 2:0, ale do wywalczenia przepustki do kolejnej rundy potrzebowali dogrywki. W niej Kazachowie podcięli skrzydła gospodarzom, zdobywając bramkę, która mocno przybliżyła ich do awansu. Miejscowi musieli strzelić dwa gole. Ostatecznie ta sztuka się udała. Bramka na 4:1 padła w doliczonym czasie, a jej zdobywcą był Pavol Stano, zawodnik, którego polscy kibice znają z późniejszych występów na naszych boiskach w barwach Polonii Bytom, Jagielloni Białystok, Korony Kielce, Podbeskidzia Bielsko-Biała i Termaliki Bruk-Bet Nieciecza.

ZOBACZ TEŻ:

To, co wydarzyło się w następnej rundzie zszokowało cały piłkarski świat. Przeciwnikiem Artmedii był słynny Celtic. Nikt nie miał wątpliwości, że faworytem tej rywalizacji jest drużyna z Glasgow. Do szkockiego klubu przeszli właśnie reprezentanci Polski – Maciej Żurawski i Artur Boruc. W składzie wicemistrzów Szkocji na pierwszy mecz pojawił się tylko jeden Polak – Żurawski. Boruc usiadł na ławce rezerwowych, a w bramce Celtów stanął David Marshall.

Z pewnością był to jeden z najgorszych dni w jego karierze. Artmedia wygrała aż 5:0. To był wynik, w który nikt nie mógł uwierzyć.  27 lipca 2005 roku to data, która mocno zapisała się w dziejach słowackiego futbolu. Trzy gole strzelił tego dnia Juraj Halenar, wówczas młody zawodnik, uznawany za wielki talent, będący nadzieją słowackiej piłki. Nie zrobił kariery na miarę oczekiwań. Tylko trzykrotnie wystąpił w reprezentacji. Jego życie skończyło się tragicznie. Halenar w czerwcu 2018 roku popełnił samobójstwo.

Artmedia Petrzalka – Celtic

W rewanżu Celtic miał ogromne wsparcie kibiców, mimo że spotkanie nie odbywało się w Glasgow, a w Edynburgu. Na Celtic Park miały bowiem miejsce Igrzyska Wspólnoty Narodów. Jan Kozak, pomocnik Artmedii, stwierdził, że nigdzie nie widział takiego kotła, jaki tego wieczoru stworzyli szkoccy fani. Prowadzeni głośnym dopingiem gospodarze ciągle wierzyli, że odrobienie pięciobramkowej straty jest możliwe. Tę wiarę widać było na boisku. Kiedy w 82. minucie padła bramka na 4:0, nadzieja stała się jeszcze większa. Wspomniany Kozak powiedział później, że w ostatnich minutach, gdy Celtic walczył o piątego gola, on i jego koledzy czuli się, jakby cały świat był przeciwko im.

Celtic – Artmedia Petrzalka

Skończyło się na czterech trafieniach gospodarzy. Chyba mało kto kiedykolwiek cieszył się po czterobramkowej porażce tak jak wtedy zawodnicy Artmedii. Wyeliminowali Celtic (w jego bramce podczas rewanżowego starcia stał już Boruc) i od upragnionej Ligi Mistrzów dzielił ich już tylko jeden dwumecz.

Ostatnim rywalem był Partizan Belgrad. W obu meczach nie było bramek. O awansie decydowały więc rzuty karne. Lepiej wykonywali je Słowacy i to przed nimi zostały otwarte bramy futbolowego raju.

Partizan Belgrad – Artmedia Patrzalka

Faza grupowa

Los nie był dla Artmedii łaskawy. Jej przeciwnikami w fazie grupowej Ligi Mistrzów były drugi ze słynnych klubów z Glasgow – Rangers, a także Inter Mediolan i FC Porto, które dwa sezony wcześniej triumfowało w rozgrywkach o Puchar Europy.

Mistrzowie Słowacji w gronie takich zespołów byli skazywani na porażkę. Początek nie był do końca udany, ale nie przyniósł też wstydu. Do Bratysławy przyjechał Inter. Wielu spodziewało się wysokiego zwycięstwa drużyny ze Stolicy Lombardii, tymczasem mediolańczycy wygrali skromnie, 1:0.

W kolejnym spotkaniu odżyły niedawne wspomnienia z pamiętnego meczu przeciwko Celtikowi. Przez dużą część wyjazdowej rywalizacji z FC Porto nic tego nie zwiastowało. Gospodarze prowadzili 2:0. Artmedia znów oczarowała piłkarską Europę, zdobywając tuż przed końcem pierwszej połowy kontaktową bramkę, później doprowadzając do remisu i w końcu strzelając zwycięskiego gola. Wygrana 3:2 w Portugalii to było kolejne wielkie wydarzenie na kartach słowackiego piłkarstwa.

Zawodnicy Vladimira Weissa uniknęli porażki także w Glasgow, gdzie w starciu z Rangersami uzyskali bezbramkowy remis. Artmedię zaczęto przedstawiać jako rewelację rozgrywek. Drużyna zyskała popularność do tego stopnia, że rewanżowy bój z Rangersami zdecydowała się pokazać TVP. To właśnie rywalizacja słowacko-szkocka zagościła na ekranach polskich telewizorów podczas jednej z kolejek Champions League, wypierając z nich mecze wielkich europejskich firm. Znów padł remis, tym razem 2:2.

Na San Siro tak wesoło nie było. Inter u siebie nie pozostawił złudzeń. Wygrana 4:0 pokazała, że włoska drużyna góruje nad waleczną ekipą ze Słowacji. Szanse na awans przed ostatnią kolejką wciąż jednak były. Artmedia gościła u siebie FC Porto. By zagrać w 1/8 finału, musiała pokonać „Smoki” i liczyć na korzystny dla siebie rezultat w spotkaniu Rangersów z Interem. Mecz w Glasgow ułożył się po myśli Słowaków. Niestety, oni sami nie byli w stanie drugi raz zwyciężyć drużyny z Półwyspu Iberyjskiego. Padł remis 0:0. W fazie pucharowej Ligi Mistrzów znalazły się zespoły Interu i Rangers. Artmedia zajęła w grupie trzecie miejsce, co pozwoliło jej zagrać na wiosnę w 1/16 finału Pucharu UEFA.

Odpadnięcie z pucharów i odejście trenera

W rozgrywkach o Puchar UEFA drużyna z Bratysławy nie zrobiła już takiej furory. Odpadła po dwóch porażkach z Lewskim Sofia. Po przegranej rywalizacji z Bułgarami, z Artmedią pożegnał się Vladimir Weiss, który przeniósł się do Rosji. Bez niego ekipa z Petrzalki nadal należała do czołówki ligi słowackiej.

Weiss już po roku opuścił Rosję i wrócił do Artmedii. W 2008 roku drużyna pod jego wodzą znów weszła na krajowy szczyt, zdobywając mistrzostwo i dorzucając do niego puchar. Do Ligi Mistrzów tym razem nie udało się wejść. Przeszkodę nie do pokonania stanowił Juventus. Nikt nie miał więc do piłkarzy żalu. Niestety, niedane im było posmakować nawet fazy grupowej Pucharu UEFA. Piękne czasy, gdy Artmedia z tak dobrej strony pokazywała się w Champions League można było tylko wspominać.

Wkrótce Weiss kolejny raz odszedł z klubu. Dostąpił zaszczytu objęcia reprezentacji, z którą – jak już w tym tekście wspomniano – wywalczył awans do finałów mistrzostw świata, zostawiając w pokonanym polu m.in. reprezentację Polski.

Koniec pięknych czasów i odbudowa

Największym ciosem dla klubu było odejście Ivana Kmotrika. Biznesmen zdecydował się wykupić akcje Slovana Bratysława, lokalnego rywala Artmedii. Ta decyzja była szokiem dla kibiców i początkiem końca wielkości klubu z Petrzalki.

Zaczęły się problemy finansowe. Odszedł nie tylko Weiss, ale również wielu zawodników, którzy nie otrzymywali pieniędzy. Dwa lata po opuszczeniu klubu przez Kmotrika Artmedia spadła do drugiej ligi. W 2012 znalazła się już w trzeciej klasie rozgrywkowej.

Tylko wspomnienia zostały po wspaniałych chwilach w europejskich pucharach. Artmedia była daleko od międzynarodowej piłki, a nawet w krajowym futbolu nie znaczyła już wiele. Trzecioligowych boisk też nie udało się podbić. Trzeba było zacząć wszystko od nowa.

Dlatego w 2014 roku klub działający pod nazwą FC Petrzalka Akademia przystąpił do rozgrywek V ligi. Od tego czasu wreszcie zaczęło być lepiej. Drużyna potrzebowała kilku lat, by wdrapać się na zaplecze elity. Obecnie występuje właśnie w rozgrywkach drugiej ligi.

Zakończenie

Sensacyjna wygrana z Celtikiem, dwa remisy z Rangersami, wyjazdowa wygrana z FC Porto, potyczki z Interem Mediolan. Kibice klubu z Petrzalki mają wiele pięknych wspomnień. Obecnie o powrocie do Ligi Mistrzów nawet nie marzą. Celem drużyny jest powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej w kraju. Jest szansa na to, że klub się odbuduje i znów będzie występował w słowackiej elicie.

Bez pieniędzy zamożnego inwestora ponowne zachwycanie Europy dobrymi wynikami było nierealne. Nawet na krajowym podwórku znalazło się wielu silniejszych. Klub bardzo szybko z europejskich salonów spadł na futbolową prowincję. Na szczęście widać nadzieję. W momencie, gdy powstawał ten tekst Petrzalka zajmowała ósme miejsce w tabeli drugiej ligi. Piękne czasy minęły, ale wspomnienia pozostały.

Klub z biednej dzielnicy stolicy Słowacji zapisał wspaniałą historię i pokazał, że w futbolu, nawet tym topowym, pływającym w pieniądzach, zarezerowowanym dla wielkich, mogą zdarzać się sensacje. Petrzalka zrobiła coś, co kochają piłkarscy romantycy – postawiła się potęgom, postraszyła silniejszych i zapisała się w historii Ligi Mistrzów. To, czego drużyna Vladimira Weissa dokonała w sezonie 2005/06 zasługuje na przypomnienie. Za takie historie lubimy futbol.

GRZEGORZ ZIMNY

Grzegorz Zimny
Grzegorz Zimny

Absolwent pedagogiki na Uniwersytecie Rzeszowskim. Fan historii sportu, ze szczególnym uwzględnieniem piłki nożnej. Pisał teksty dla portalu pubsport.pl. Od 2017 roku autor artykułów na portalu Retro Futbol, gdzie zajmuje się zarówno światową piłką nożną, jak i historiami z lokalnego, podkarpackiego podwórka, najbliższego sercu. Fan muzyki rockowej i książek.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Jan Woś – Legenda Odry Wodzisław

Przez ekstraklasę prześlizgnęło się w przeszłości wielu zawodników, którzy pozostali kompletnie anonimowi, niczym się nie wyróżniając. Nieraz narzekamy na brak dobrego poziomu, ale także...

Puchar Mistrzów 1964-65 – statystycznie

Zapraszamy do kolejnej części serii statystycznego podsumowania kolejnych edycji Pucharu Mistrzów. Tym razem sprawdzamy statystyki i ciekawostki związane z szóstą edycją tych rozgrywek, czyli sezonem 1964/64. Puchar Mistrzów...

Kultowe zdjęcia w historii piłki nożnej

Zdjęcie może zaciekawić równie mocno, co film. Zapraszamy do zestawienia kultowych piłkarskich fotografii.