Der Psychokrieg, czyli dlaczego Aptekarze przegrali z Bobsleistami?

Boiskowa nerwowość i wojna psychologiczna

Niemcy wielokrotnie zadawali sobie pytanie, co 20 maja 2000 roku stało się z zawodnikami Leverkusen? Przez całą wiosnę prezentowali się świetnie, wystarczył im remis, lecz oni w decydującej chwili srodze zawiedli. Nie możemy napisać, że przeciw Unterhaching zagrali dobrze, ale brakowało im szczęścia, a rywalom sprzyjały pogoda i długość źdźbeł trawy na płycie boiska. Byłaby to nieprawda. Tego dnia Bayer po prostu był bardzo słaby. Patrząc na skrót z tamtego pojedynku i boiskowe poczynania Aptekarzy, na myśl nasuwa się jedno słowo: nerwowość.

Być może na postawę Aptekarzy na Sportpark Unterhaching wpłynęła wojna psychologiczna (z niemieckiego der Psychokrieg), w którą zostali wciągnięci przez Bayern przed finałową kolejką. Bawarczycy, chcąc podkręcić atmosferę, nieco żartobliwie ogłosili w mediach, że za zwycięstwo z Bayerem gracze Haching dostaną od nich piwo pszeniczne, kiełbaski z fabryki Uliego Hönessa i „precle od samego Ottmara Hitzfelda”. Natomiast zdaniem „Piłki Nożnej” w ramach podziękowania za ewentualne zwycięstwo do Unterhaching miałby powędrować… Sławomir Wojciechowski.

Höness nie próżnował:

– Nasi przyjaciele z Haching obiecali, że tytuł zostanie w Monachium. Możesz im ufać

Swoje trzy grosze wtrącał też niezawodny w takich sytuacjach Steffan Effenberg:

– Tracisz nerwy tylko w ekstremalnych sytuacjach, a w takiej znalazł się Bayer. Ma więcej do stracenia niż my . Dla mnie Unterhaching to obecnie najlepsza drużyna w lidze absolutny numer 1

Ottmar Hitzfeld komentował z kolei:

– Zobaczymy, czy Leverkusen zdoła zachować nerwy. Właściwie nie możesz sobie wyobrazić, że zawiodą w Unterhaching. Ale w piłce nożnej cuda i sensacje się zdarzają.

Pewności siebie (przynajmniej w rozmowach z dziennikarzami) nie brakowało też Daumowi:

– Ostatni mecz w Haching i ostatnia przeszkoda. Zrobimy to. Sobota, godzina 17:15 i jesteśmy mistrzami. Basta! Mamy dobre miejsce przy stole, przed nami poustawiano już talerzyki. Chodzi tylko o to, by pojawiły się na nich kawałki mistrzowskiego tortu. W ostatniej kolejce musimy wyjść na boisko bardzo skoncentrowani. Na pewno nie zagramy na remis, chcemy zakończyć rozgrywki w dobrym stylu.

„Zabrakło koncentracji”

20 lat po feralnym meczu na Sportpark Unterhaching w rozmowie z TVP Sport Adam Matysek przyznał, że jedną z przyczyn porażki mogło być rozluźnienie, jakie wkradło się w szeregi Leverkusen przed decydującym starciem:

– W końcówce sezonu wygraliśmy dwa bardzo trudne wyjazdowe starcia, z Werderem Brema i Hamburgerem SV. Wyprzedziliśmy Bayern po długim pościgu. Wtedy większość myślała już, że nie może nam się stać nic złego. W przedostatniej kolejce pokonaliśmy Eintracht Frankfurt i do Unterhaching jechaliśmy jak po swoje. Lepszego rywala nie można było sobie wymarzyć. Możesz stracić tytuł w Gelsenkirchen, w Bremie albo w Dortmundzie… ale tam? To wydawało się niemożliwe, nikt nie brał tego pod uwagę. Nawet dzień przed meczem było zbyt wiele luzu. Znajomi przychodzili do hotelu w Monachium, w którym przebywaliśmy. Były spotkania, przekazywaliśmy im bilety, bo każdy chciał zobaczyć nasz zwycięstwo z trybun. Zazwyczaj to nie wyglądało w ten sposób. Zabrakło koncentracji.

Matysek zastanawiał się też, czy on i jego koledzy wyszli wtedy na boisko z odpowiednim nastawieniem:

– Po latach zastanawiam się, czy warto było narzucać w tym meczu swój styl? Punkt dawał nam tytuł, a my rzuciliśmy się na nich i chcieliśmy zdominować. Przez to mieli możliwość wyprowadzania kontrataków. Sami daliśmy im szansę, by wykorzystali nasze błędy. Po nas nie było widać strachu, stawka nas nie sparaliżowała. Gdyby było inaczej, mielibyśmy problemy z opanowaniem piłki i nie stworzylibyśmy tylu okazji.

W kolejnym sezonie Haching już nie dało rady utrzymać się w Bundeslidze, choć po drodze ograli… Bayern 1:0, co w końcowym rozrachunku o mało nie kosztowało Bawarczyków mistrzostwa.

Adam Matysek zaskoczony uderzeniem Ballacka

Bayern w 2001 roku znów sięgnął po tytuł w bardzo dramatycznych okolicznościach. Tym razem wyprzedzili Schalke 04 dzięki bramce w doliczonym czasie gry.

Leverkusen w kolejnej kampanii zajęło czwarte miejsce, które dało im awans do eliminacji Ligi Mistrzów.

DOMINIK GÓRECKI

Źródła