Finał Pucharu UEFA 2001, czyli dortmundzki rollercoaster

Finał Pucharu UEFA 2001, czyli dortmundzki rollercoaster

Rozgrywki Pucharu UEFA czy obecnie Ligi Europy są często traktowane przez kibiców jako tzw. Puchar Pocieszenia i nie wzbudzają w nich takich emocji jak Liga Mistrzów, czy rozgrywki krajowe. Bywały jednak w ich historii mecze, które fani futbolu zapamiętali na długie lata. Mianem legendarnego finału możemy określić ten, który miał miejsce 16 maja 2001 roku. Wówczas na stadionie w Dortmundzie piłkarze Deportivo Alaves oraz Liverpoolu rozgrzali publiczność do czerwoności. Przypomnijmy sobie tamten majowy wieczór.

W cieniu rywali zza miedzy

Vitoria-Gasteiz to malownicza stolica baskijskiej prowincji Alava i całego Kraju Basków zarazem. Wiele osób uważa, że to właśnie tam posmakujecie najlepszego wina w Hiszpanii, którego możecie się napić, siedząc w ogródku jednej z winiarni, znajdujących się w cieniu dwóch katedr. To miejsce, do którego wiele osób z chęcią przeprowadziłoby się, żeby spędzić tam emeryturę. Jednakże pod względem piłki nożnej, miasto od zawsze znajdowało się w cieniu dwóch innych potentatów z Kraju Basków – Athletic BilbaoRealu Sociedad.

Dość powiedzieć, że sezon 2000/2001 był dopiero ósmym, spędzonym przez klub z Vitoria-Gasteiz na najwyższym szczeblu rozgrywek w jego 80-letniej historii. Szósta pozycja, którą zespół zajął rok wcześniej, do dziś pozostaje najlepszą, na jakiej udało im się zakończyć kampanię ligową w Primera Division. Niezła postawa w lidze zaowocowała dziewiczym awansem do europejskich pucharów. Sama przepustka do pokazania się na arenie międzynarodowej była już nie lada nobilitacją dla miejscowych fanów, nikt z nich zapewne nie przypuszczał, że przygoda z Pucharem UEFA okaże się tak pięknym snem.

KLIKNIJ I DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU

Trener Jose Manuel Esnal, znany bardziej jako Mane, postanowił, że w kolejnej kampanii ligowej, połączonej z rozgrywkami międzynarodowymi jego zespół musi zagrać bardziej drapieżnie. W związku z tym, w letnim okienku transferowym, szeregi ekipy z Kraju Basków zasilił Jordi Cruyff, który dołączył do klubu na zasadzie wolnego transferu z Manchesteru United.

Holender wiedział już wtedy, że po swoim genialnym ojcu odziedziczył głównie nazwisko i po latach bycia przeciętniakiem w topowych klubach, postanowił spróbować swoich sił w drużynie z peryferii wielkiej piłki. Miał on wspomagać w zadaniach ofensywnych, ustawionego na szpicy Javiego Moreno. Innymi kluczowymi postaciami w układance Mane byli internacjonałowie w postaci Rumuna Cosmina Contry i norweskiego defensora Dana Eggena.

Baskijska niespodzianka

Ofensywne zapędy opiekuna Alaves przyniosły wymierne korzyści. Baskowie okazali się być czarnym koniem tamtego sezonu Pucharu UEFA. W drodze do finału, który miał być rozegrany w Dortmundzie, strzelili swoim rywalom 31 goli. O ile wyeliminowanie w pierwszych trzech rundach takich zespołów jak: Gaziantepspor, Lillestrom i Rosenborg można jeszcze uznać za wyczyn, który był w zasięgu reprezentantów ligi hiszpańskiej, o tyle wyniki osiągane w kolejnych etapach gry, kazały ekspertom przecierać oczy ze zdumienia.

Zaczęło się od czwartej rundy, kiedy to po zwycięstwie 2-0 na San Siro Babazorros (Worki fasoli) wyrzucili z Pucharu UEFA Inter z Recobą, Vierim czy Zanettim w składzie. W ćwierćfinale podopieczni Mane rozprawili się w bratobójczym pojedynku z Rayo Vallecano. Awans zapewnili sobie właściwie już w pierwszym meczu na domowym obiekcie Mendizorottza, gdzie odprawili rywali 3-0.

Prawdziwy pokaz siły Cruyff, Moreno i reszta spółki dali w półfinałowej potyczce z Kaiserslautern. Tym razem skład niemieckiej drużyny nie okazał się zwycięski, było wręcz cholernie daleko od zwycięstwa. Baskowie rozbili oponentów w dwumeczu wynikiem 9-2.

Nie byliśmy faworytem w żadnej z rund poprzedzających finał. To oznaczało, że nasi rywale czuli, że muszą nas zaatakować. To dawało nam możliwość kontrataków, a my bardzo lubimy taki styl gry. Mamy w swoich szeregach dobrych graczy. Na tym etapie gry trzeba być realistą. Mam dobre przeczucia przed finałem.

Opowiadał przed decydującym starciem Jordi Cruyff. Alaves wykonało swój plan w 200%. W finale niczego już nie musieli udowadniać, w przeciwieństwie do ich rywala…

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…