Jonathan Akpoborie i jego zatopiona kariera

Zrujnowana kariera

Zawodnik nie zaprzeczał, że był współwłaścicielem łodzi (zresztą nazwał ją Etireno na cześć swojej matki), ale od początku odrzucał oskarżenia o zaangażowanie w handel niewolnikami. Mimo to VfL Wolfsburg, powołując się na zaufanie do informacji TDH, zawiesił piłkarza, dając mu czas na wyjaśnienie sprawy. Piłkarz natychmiast poleciał do Afryki.

Na całkowite pozbycie się zawodnika nalegał jednak koncern Volkswagena, właściciel i główny sponsor ekipy. Nie pomogły nawet łagodzące komunikaty Terre des Hommes, w których organizacja podkreślała, że nie podejrzewa piłkarza o udział w procederze. Akpoborie w końcu musiał opuścić klub, a Volkswagen przekazał TDH cztery miliony marek.

Medialne oskarżenie w zasadzie zniszczyło reputację i karierę Akpoborie. Co prawda, próbował jeszcze wrócić na boisko, ale dla Saarbrücken, do którego trafił po odejściu z Wolfsburga, zagrał tylko cztery mecze. Potem zawiesił buty na kołku.

Moje życie zostało zniszczone

Faktem jest, że piłkarzowi nigdy nie udowodniono, iż czerpał zyski z handlu ludźmi. Ba, nawet nie postawiono mu zarzutów, a sprawa została zamknięta. Jednak łatka handlarza niewolnikami przylgnęła do niego na wiele lat. Nigeryjczyk wielokrotnie tłumaczył, że nie zajmował się bezpośrednio biznesem żeglugowym, ponieważ musiał skupić się na grze w Bundeslidze.

UNICEF skłamał. Odniosłem sukces jako napastnik, a nagle stałem się handlarzem niewolników. Moje życie zostało zniszczone. Ta historia prześladuje mnie każdego dnia. UNICEF to szanowana organizacja. Powinna była dokładnie sprawdzić swoje informacje, zanim kogoś publicznie oskarży – mówił w 2010 r. Akpoborie w wywiadzie dla Frankfurter Rundschau.

Nigeryjczyk w rozmowie z gazetą podkreślał także, że to nie jego firma, lecz zewnętrzna agencja zajmowała się sprzedażą biletów na rejs. Natomiast obecność dzieci na pokładzie tłumaczył tym, że zostawili je tam kontrolerzy paszportów.

Mieliśmy pozwolenie na rejs. Naszym zadaniem było przetransportowanie pasażerów z punktu A do punktu B – powiedział dziennikarzowi Sebastianowi Gehrmannowi.

W częściowym odzyskaniu dobrego imienia pomógł Akpoborie film pt. Das Schiff des Torjägers (w wolnym tłumaczeniu „statek strzelca”) w reżyserii Szwajcarki Heidi Specogni. Dokument, choć ostatecznie nie rozstrzyga o winie lub niewinności napastnika, wskazuje, że był on raczej ofiarą medialnej nagonki, niż wyrafinowanym handlarzem niewolników. Dziś Akpoborie zarabia na życie jako agent piłkarski.

DOMINIK GÓRECKI

Źródła