Wilki w złotej skórze – mistrzowski sezon Wolfsburga

Wolfsburg

R ozgrywająca się na mediach społecznościowych akcja 10-Year Challange bardzo szybko zyskała popularność w piłkarskiej społeczności. Gdyby trzeba było wskazać klub z Bundesligi, który najchętniej cofnąłby się w czasie o te dziesięć lat, byłby nim z pewnością VfL Wolfsburg. To właśnie niemal równą dekadę temu Wilki sięgnęły po swoje pierwsze, i jak do tej pory, jedyne mistrzostwo kraju. Przyszła pora, aby przypomnieć sobie tamten historyczny sezon w niemieckim futbolu!

Krajobraz w Bundeslidze

Lato 2008 roku. Prowadzony przez Ottmara Hitzfelda Bayern Monachium kilkanaście tygodni wcześniej wygrał krajowy tytuł, odzyskując mistrzowską paterę po ledwie rocznym panowaniu VfB Stuttgart. Bawarczycy, w kadrze których znajdują się m.in. Frank Ribery, Lukas Podolski, Miroslav Klose i Luca Toni, wydają się murowanym kandydatem do zdobycia kolejnego mistrzostwa. Wolfsburg jednak miał inny pomysł na scenariusz tego sezonu.

Żeby opowiedzieć tę historię, należy cofnąć się jeszcze o jeden rok. Wtedy bowiem na Volkswagen Arena zawitały trzy najważniejsze dla niej postaci. Pierwszą z nich jest Felix Magath, były słynny niemiecki piłkarz i trener, który chwilę wcześniej wygrał ligę dwa razy z rzędu z Bayernem (razem z krajowym pucharem). Bardziej niż na zdobytych trofeach, swoją reputację budował na swoim warsztacie. Szybko dał się poznać jako rządzący twardą ręką szkoleniowiec, dla którego najważniejsze były przygotowanie fizyczne i dyscyplina. Wśród piłkarzy zyskał przydomek „Saddam”(od Saddama Husajna), a jego były podopieczny z Enitrachtu Frankfurt określił go „ostatnim dyktatorem w Europie”. Pół żartem, pół serio, nazywany był również przez swoich zawodników „Quälix”, co było połączeniem jego imienia oraz czasownikiem quälen, oznaczającym po niemiecku „torturować”. O jego treningach, zwłaszcza tych w czasie okresu przygotowawczego, do dziś krążą legendy. Wielu piłkarzy na samo wspomnienie tego nazwiska oblewa blady strach. Z Bayernu został zwolniony pod koniec stycznia 2007 roku, gdy z powodu fatalnych wyników Bawarczycy okupowali czwartą lokatę w lidze.

“Ostatni dyktator Europy”. Magath delektuje się piwem po zdobyciu mistrzostwa. Źródło: sportbuzzer.de

Kilka miesięcy później Magath podpisał kontrakt z Wolfsburgiem, gdzie miał coś do udowodnienia. Wkrótce po tym wydarzeniu przeprowadził dwa transfery, które po czasie śmiało można obwołać dwoma najważniejszymi transakcjami w historii klubu, przynajmniej tej nowożytnej. Najpierw na Volkswagen Arena zawitał 21-letni bośniacki napastnik Edin Dżeko, a ostatniego dnia okienka transferowego dołączył do niego Brazylijczyk Grafite, starszy od niego o siedem lat. Obaj w sumie kosztowali nieco ponad 11 milionów euro i wkrótce wspólnie mieli stworzyć najbardziej śmiercionośny duet w dziejach Bundesligi. W pierwszym sezonie pod wodzą Magatha Wolfsburg zajął przyzwoite, piąte miejsce w lidze, tracąc dziesięć punktów do miejsca dającego możliwość gry w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. Przed startem rozgrywek menedżer postanowił wzmocnić linię defensywną, sprowadzając do zespołu dwóch aktualnych mistrzów świata – Cristiana Zaccardo i Andreę Barzaliego. Obaj do klubu przyszli z US Palermo i kosztowali razem ponad 18 milionów euro. Nowe twarze pojawiły się także w drugiej linii, którą w sezonie 2008/09 tworzyć mieli Christian Gentner oraz Zvjezdan Misimović. Ten drugi, odpowiedzialny głównie za akcje ofensywne, wyróżniał się swoimi występami w 2. Bundeslidze. Polskich kibiców zapewne zainteresuje też to, że w kadrze Wolfsburga znajdował się również Jacek Krzynówek. Nasz reprezentant nie odcisnął jednak piętna na grze niemieckiego zespołu i w zimowym okienku transferowym został sprzedany do Hannoveru. Miał wówczas 32 lata.

Killerów dwóch

„A co oni umią, ci młodzi Wilcy?” – chciałoby się zapytać przed startem nowej kampanii. Na wstępie wypadałoby jednak podkreślić, że trudno w przypadku tej drużyny Wolfsburga mówić o „młodych wilkach”. Średnia wieku wyjściowej „jedenastki”, która zainaugurowała nowy sezon Bundesligi (domowe zwycięstwo 2:1 nad FC Köln), wynosiła 25,36 lat. Trzeba zaznaczyć, że zabrakło w niej zarówno Dżeko, jak i Grafite. Widzimy więc, że kadra nie była ani zbyt stara, ani zbyt młoda. Można powiedzieć, że Magath znalazł w zespole złoty środek.

Początek rozgrywek nie zapowiadał jednak, że będą one dla Wolfsburga takie niezwykłe. W pierwszych dziesięciu kolejkach Wilki na trzydzieści możliwych punktów zdobyły tylko szesnaście, zaliczając aż cztery remisy i dwie porażki. Dotkliwa była zwłaszcza przegrana numer dwa. 25 października podopieczni Magatha udali się do Monachium, aby zmierzyć się z aktualnymi mistrzami kraju. Po nieco ponad trzydziestu minutach gry, dosyć niespodziewanie, prowadzili 2:0 po trafieniach Dżeko i Grafite. Przed przerwą jednak bramkę kontaktową zdobył Ribery, a w drugiej połowie na boisku panował już tylko Bayern, który zaaplikował gościom jeszcze trzy gole. Wolfsburg grał w kratkę, a najlepiej obrazowało to szóste miejsce na półmetku rozgrywek. Bez zmian pozostawała tylko jedna rzecz – skuteczność jego napastników.

Edinaldo Batista Libanio szerszej publiczności zdecydowanie bardziej znany jest jako Grafite, ale piłkarskiemu światu przedstawił się stosunkowo późno. Urodził się 2 kwietnia 1979 roku w brazylijskim Junidai. Gdy był jeszcze małym chłopcem, zarabiał jako sprzedawca worków na śmieci, chodząc od drzwi do drzwi. Swój pierwszy profesjonalny kontrakt podpisał w wieku 20 lat. W ojczyźnie grał, z lepszym i gorszym skutkiem, do 2006 roku. Zanim przeniósł się do Europy, zdążył jeszcze zdobyć Copa Libertadores oraz Klubowe Mistrzostwa Świata z Sao Paulo.

Jego pierwszym klubem na Starym Kontynencie było francuskie Le Mans, które kilka miesięcy przed jego przybyciem wywalczyło awans do Ligue 1. Przez półtora roku wystąpił w 51 meczach ligowych i zdobył dla tej drużyny 17 goli. Wynik być może nie jest oszałamiający, ale pozwolił mu na kolejny sportowy awans, jakim był bez wątpienia transfer do Wolfsburga.

W debiutanckim sezonie w barwach Wilków strzelił 11 bramek i taki dorobek sprawił, że został najlepszym strzelcem swojego nowego zespołu. To był jednak tylko przedsmak koncertu, jaki miał zagrać dla kibiców w kolejnych rozgrywkach. Mimo że rozegrał w pewnym momencie tylko 13 spotkań ligowych na 21 możliwych, to zdobył w nich aż 12 goli. Dżeko zaliczył o dwa trafienia mniej. Ich duet w pełnej okazałości zaprezentował się w drugiej części sezonu.

Powiedzieć, że Bośniak miał niespokojne dzieciństwo, to nic nie powiedzieć. Przyszedł na świat 17 marca 1986 roku w Sarajewie, czyli w samym sercu rozdartej przez wojnę domową Jugosławii. Jego rodzinny dom został zniszczony, podobnie jak ponad 35 tysięcy innych mieszkań w tym czasie. Rodzina Edina była więc zmuszana do ciągłych podróży między prowizorycznymi schronami. Jedyną ucieczką od wojennych okrucieństw był futbol, w którym młody Dżeko zakochał się ze wzajemnością. Większość swojego dzieciństwa spędził na kopaniu piłki oklejonej taśmą razem z innymi dziećmi. Jego matce, Belmie, nie podobało się, że jej syn tyle czasu spędza na ulicy, ale zdawała sobie sprawę, iż jest to  dla niego jedyna forma rozrywki. Pewnego razu jednak miała dziwne przeczucie, aby nie pozwolić mu na wyjście z domu. Tą decyzją uratowała mu życie, ponieważ tego samego dnia boisko, na którym się spotykali, zostało zbombardowane i doszczętnie zniszczone.

Grafite i Edin Dżeko, czyli Kilerów dwóch.

„Bośniacki Diament” – tak go nazywano, gdy raz za razem zdobywał bramki będąc młodziutkim zawodnikiem FK Żeljeznicar Sarajewo. Występował w tym zespole od dziesiątego roku życia, a w 2003 roku podpisał z nim pierwszy profesjonalny kontrakt. W seniorskiej piłce nie szło mu już tak dobrze, ale występował w środku pola, gdzie uważano, że jest za wysoki i nie ma wystarczającej techniki. Zgłosiły się po niego czeskie FK Teplice, które widziały  w nim potencjał na niezłego napastnika. Ich oferta warta 25 tysięcy euro została zaakceptowana, a dyrektor klubu stwierdził później: „Wydawało nam się, że wygraliśmy los na loterii”. Udane występy w Czechach (w Teplicach i na wypożyczeniu w zespole Usti nad Labem) spowodowały, że działacze Wolfsburga postanowiły wyłożyć na niego 4 miliony euro. Jego debiutancki sezon w Bundeslidze był bardzo podobny do Grafite – do ośmiu trafień dołożył w 17 spotkaniach siedem asyst. Ani Bośniak, ani Brazylijczyk, w najśmielszych snach nie wyobrażali sobie, jakie piętno odcisną na historii klubu z Volkswagen Arena.

Umarł król, niech żyje król!

Jeżeli pierwsza część sezonu była w wykonaniu Wolfsburga niemrawa, to druga była absolutnie porywająca. Na początku lutego pokonali u siebie VfL Bochum 2:0 (dublet autorstwa Dżeko) w dziewiętnastej kolejce i tym samym rozpoczęli imponującą serię dziesięciu zwycięstw z rzędu. Przez ten czas zdobyli 26 bramek.

Gdy sezon powoli zmierzał ku końcowi, 4 kwietnia do Wolfsburga przyjechał Bayern Monachium. Gospodarze pałali żądzą rewanżu za porażkę w jesiennym starciu. Pierwsza połowa spotkania, zakończona remisem 1:1, nie wskazywała na to, że po przerwie kibice zebrani na stadionie będą świadkami meczu, który przejdzie do historii Bundesligi. Po godzinie gry podopieczni Magatha objęli prowadzenie za sprawą Dżeko. Zanim goście otrząsnęli się po utracie gola, Bośniak dołożył drugie trafienie. Bayern dążył do zmiany wyniku, ale kwadrans przed końcem Grafite zdobył czwartą bramkę dla Wilków. Mecz wydawał się w tamtym momencie już przesądzony. Gospodarzom jednak wciąż było mało. Chwilę później Brazylijczyk przeprowadził akcję, o której po ostatnim gwizdku mówiła cała Europa. Zamiast ją opisywać, lepiej po prostu posłużyć się nagraniem:

Wolfsburg upokorzył na własnym terenie mistrzów Niemiec, a trafienie Grafite, wybrane później Golem Sezonu w Bundeslidze, było najlepszym podsumowaniem tego pojedynku. Dzięki tej wygranej, zawodnicy Magatha nabrali wiatru w żagle i uwierzyli, że ostatnie mogą zatriumfować w lidze. Jak się okazało parę tygodni później, było to symboliczne przekazanie władzy na krajowym podwórku.

Piękną serię Wilków przerwała wyjazdowa porażka z Energią Cottbus. Tydzień później jednak przyszło kolejne efektowne zwycięstwo, tym razem nad Hoffenheim, będącym rewelacją rozgrywek. Hattrickiem w tym starciu popisał się Dżeko, a wynik na 4:0 ustalił w końcówce Grafite. W przedostatniej kolejce sezonu Bośniak powtórzył ten wyczyn, aplikując trzy gole Hannoverowi.

O tytule rozstrzygnąć miał ostatni weekend ligowych zmagań. Wolfsburg prowadził w tabeli, ale miał tylko dwa punkty przewagi nad Bayernem i Stuttgartem, które… rozgrywały mecz między sobą. Mistrzem kraju więc mogła zostać jedna z trzech drużyn. Wszystko jednak znajdowało się w rękach zawodników Magatha. Ci podejmowali z kolei u siebie Werder Brema. Lider szybko rozwiał marzenia konkurentów o mistrzowskiej paterze – już po trzydziestu minutach prowadzili 3:0, żeby ostatecznie wygrać aż 5:1. Zwycięstwo Bawarczyków nad VfB zdało się na nic. 23 maja 2009 Wolfsburg po raz pierwszy w swojej historii został mistrzem Niemiec.

Historyczna chwila – piłkarze Wolfsburga podnoszą mistrzowską paterę.

Posłowie

Często mówi się, że w futbolu atak wygrywa mecze, a obrona – puchary. Nie byłoby fantastycznego triumfu Wilków, gdyby nie ich zabójczy duet napastników. Grafite, który został królem strzelców Bundesligi, zdobył 28 goli. Dżeko w tej klasyfikacji zajął… drugie miejsce, strzelając zaledwie dwie bramki mniej. Tym samym Brazylijczyk i Bośniak zostali najskuteczniejszą parą zawodników w dziejach niemieckiej piłki. Wcześniej rekord ten dzierżyli Gerd Müller oraz Uli Hoeneß, którzy w sezonie 1971/72 trafiali do siatki łącznie 53 razy. W historycznym wyczynie Wolfsburga nie można pominąć fantastycznego Zvjezdan Misimovicia – reprezentant Bośni został królem asyst, zaliczając aż 20 ostatnich podań (o pięć więcej niż drugi w zestawieniu niejaki Mesut Özil. Nie bez przyczyny ten tercet zaczęto w pewnym momencie nazywać „Magicznym Trójkątem”.

Jak to jednak w piłce bywa, sukces Wilków nie trwał za długo. W kolejnych rozgrywkach podopieczni Magatha nie zdołali skutecznie włączyć się do walki o tytuł i zakończyli sezon dopiero na ósmym miejscu. Jeszcze przed finiszem, trener podpisał czteroletni kontrakt z Schalke. Niemiec nie zaistniał już w poważnej piłce. Po spadku z Premier League z ekipą Fulham wyjechał do Chin. Od 2017 roku nie prowadzi żadnego klubu.

Od tamtej pory Wolfsburg stał się typowym ligowym średniakiem. Dopiero w sezonie 2014/15 wrócili na chwilę do czołówki, zdobywając wicemistrzostwo. Radosny czas nie trwał jednak zbyt długo – dwa lata później cudem uniknęli spadku do 2. Bundesligi, wygrywając 2:0 barażowy dwumecz z Eintrachtem Braunschweig.

Ile to mistrzostwo znaczyło dla piłkarzy, wiedzą tylko oni sami.

A co z głównymi architektami złotego sezonu? Grafite odszedł z klubu w 2011 roku, aby podbijać ligi na Bliskim Wschodzie. Siedem lat później zakończył karierę. Misimović również odbił się od ściany i na poważnie w piłce już nie zaistniał. Sukcesy po Wolfsburgu odniosła tak naprawdę tylko dwójka piłkarzy – Dżeko wygrał dwa mistrzostwa Anglii z Manchesterem City, a w barwach AS Romy zdobył koronę króla strzelców Serie A. Z kolei Andrea Barzagli w 2011 roku odszedł do Juventusu i gra tam do dziś, mimo 37 lat na karku. Razem ze Starą Damą siedmiokrotnie z rzędu triumfował we włoskiej lidze i wszystko wskazuje na to, że niedługo dołoży ósmy tytuł.

Czy Wolfsburg doczeka się swojego drugiego mistrzostwa Niemiec? Swoje premierowe zdobyli 64 lata po powstaniu klubu. Niewykluczone, że na kolejne będą musieli poczekać drugie tyle.

KUBA GODLEWSKI

#wspieramretro
O Kuba Godlewski 35 artykułów
Licencjat filologii polskiej. Początkujący trener. Kibic Manchesteru United i cichy wielbiciel czarnych koszul Diego Simeone.