Jugosławia – Hiszpania, czyli szaleństwo w Brugii podczas EURO 2000

Jugosławia - Hiszpania
C zęsto zdarza się, że ostatnie mecze grupowe podczas wielkiego turnieju wywołują ogromne emocje. Czy to jawna kpina z kibiców podczas mundialu w Hiszpanii w 1982 roku, czy dramat reprezentacji Polski podczas EURO 2012, czy wreszcie odpadnięcie Niemców z Mistrzostw Świata 2018. Ostatnie starcia też decydują o kolejności w grupie. Tak miało być podczas Mistrzostw Europy w 2000 roku w Belgii i Holandii w meczu Jugosławii z Hiszpanią.

Sytuacja w grupie

Pierwsze spotkania grupy C EURO 2000 były bardzo wyrównane. Nie było meczu, w którym jedna z drużyn miała przynajmniej dwie bramki przewagi nad rywalem. Hiszpanie rozpoczęli turniej od sensacyjnej porażki z Norwegami 0:1. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył znany z występów między innymi w Tottenhamie Steffen Iversen. Sporą ciekawostką może być fakt, że tamto spotkanie sędziował Gamal Al-Ghandour z… Egiptu. Jest on pierwszym afrykańskim sędzią prowadzącym mecz mistrzostw Europy. A żeby było jeszcze zabawniej, dwa lata później ten sam arbiter znów prowadził spotkanie Hiszpanów. Był to mecz ćwierćfinałowy Mundialu w Korei Południowej i Japonii, a La Furia Roja grała przeciwko gospodarzom z Korei. Gamal Al-Ghandour nie uznał wtedy dwóch prawidłowo zdobytych bramek dla drużyny z Półwyspu Iberyjskiego, w efekcie czego ci odpadli z turnieju po porażce w rzutacj karnych. Wróćmy jednak do spotkań rozgrywanych na boiskach Belgii i Holandii.

Podopieczni Jose Antonio Camacho po porażce z Norwegią mogli mieć nieco spokojniejsze nastroje, ponieważ w drugim meczu tej grupy w starciu typowo bałkańskim Jugosławia, której spadkobiercą stała się w 2003 roku Serbia i Czarnogóra zremisowała ze Słowenią 3:3.

Jugosłowiańscy gracze trenera Vujadina Boskova pokazali, że mają charakter i że potrafią walczyć nawet w najtrudniejszych warunkach. Przegrywali bowiem już 0:3. Szczególnie w 57. minucie mało kto mógł przewidywać, że późniejsze starcie Jugosłowian z Hiszpanami będzie meczem drużyn, które w końcowym rozrachunku awansują z tej grupy. Kolejne starcia zresztą niejako potwierdziły obawy kibiców obu zespołów, ponieważ zarówno Hiszpanie ze Słowenią, jak i Jugosławia z Norwegami znów się męczyły, wygrywając przewagą jednej bramki. Hiszpanie pokonali Słowenię 2:1, a Jugosławianie Norwegię 1:0.

Sytuacja w tabeli przed ostatnią kolejką była bardzo ciekawa. Hiszpania miała trzy punkty, Jugosławia była liderem z jednym punktem więcej. Norwegowie byli na równi z Hiszpanami, a Słowenia z punktem za remis z Jugosławią zamykała stawkę i nie liczyła się zbytnio w walce o drugie miejsce w grupie.

Ostatnia kolejka, czyli czas na szaleństwo

Wszyscy, poza Słowenią w grupie C liczyli na udane zwieńczenie fazy grupowej i awans do ćwierćfinału. W najlepszej sytuacji była Jugosławia, której do utrzymania pozycji lidera grupy wystarczył remis. Norwegowie musieli wygrać i liczyć na porażkę bądź remis Hiszpanii. Słoweńcy mogli jedynie przeszkodzić Skandynawom w realizacji swojego celu. Nie dziwne więc, że oczy całego piłkarskiego świata zwrócone były w kierunku Bruggi i Arnhem, gdzie miały rozstrzygnąć się losy grupy C.

Jugosłowianie bardzo szanowali swoich rywali, na których spadała fala krytyki. Szczególnie mocno dostawało się właśnie Guardioli. Hiszpańskie dzienniki na czele z madryckim AS-em poddawały wręcz w wątpliwość sens powołania Pepa na ten turniej. Piłkarze hiszpańscy zarzucali z kolei mediom hipokryzję, przypominając zarzuty, jakie one stawiały selekcjonerowi dwa lata wcześniej, gdy Guardioli w kadrze nie było.

– Dla mnie Guardiola jest najlepszym hiszpańskim piłkarzem – Vujadin Boskov

Hiszpańskich obserwatorów martwiła słaba dyspozycja fizyczna piłkarzy. W kontekście walki z wybieganymi i silnymi fizycznie piłkarzami z Bałkanów kiepskie przygotowanie motoryczne mogło być poważnym problemem podopiecznych Camacho. Problemów przysparzała też wspominana atmosfera wokół kadry.

– Choć do awansu wystarczy nam remis, taktyka na grę bez bramek byłaby samobójstwem – mówił przed meczem Boskov

Trener Boskov słusznie przestrzegał swoich piłkarzy przed rozprężeniem i ewentualną próbą gry na remis. Nawet jeśli Hiszpanie mieli swoje problemy, to mieli na tyle dobre indywidualności, że jedną akcją mogli rozstrzygnąć mecz na swoją korzyść. Tak się rzeczywiście stało, ale po kolei.

Początek starcia był oczekiwaniem na to, co zrobi przeciwnik. Mało kto mógł przewidzieć, że od 30. minuty sytuacja może zmienić się diametralnie. Pierwszy cios wyprowadzili Jugosłowianie. Po wrzutce z lewej strony Ljubinko Drulovicia świetnym strzałem głową popisał się znany obrońcom hiszpańskim napastnik Savo Milosević. Hiszpanie nie czekali jednak na rozwój sytuacji długo i po ośmiu minutach odpowiedzieli po zamieszaniu dobrym strzałem Alfonso. Kiedy wydawało się, że nic się nie zmieni w pierwszej połowie, Hiszpanie zagrozili, ale Gaizka Mendieta tym razem chybił. Wtedy jeszcze nie wiedział, że jego wielka chwila w tym meczu ma dopiero nadejść.

Savo Milosević chwilę po strzeleniu premierowej bramki spotkania

Druga połowa była tym, na co postronni kibice czekali najbardziej. Szaleństwo rozpoczęło się w 50. minucie, kiedy Drulović świetnie wypatrzył za polem karnym wprowadzonego kilka minut wcześniej Dejana Govedaricę. Ten nie zastanawiając się długo i huknął znakomicie pod poprzeczkę bramki Canizaresa. Kibice z Bałkanów ściskali się z wielkiej radości. Nie trwała ona jednak zbyt długo.

Nie minęła nawet minuta, a Munitis po podaniu od Etxeberrii z prawej strony popisał się pięknym strzałem na dalszy słupek bramki Ivicy Kralja. Na tablicy świetlnej widniał wynik 2:2. Nie był to koniec… W 63. minucie czerwoną kartkę w konsekwencji dwóch żółtych zobaczył Slavisa Jokanović, przez co wydawało się, że do głosu w tym starciu dojdą grający w przewadze Hiszpanie. Nic bardziej mylnego.

W 75. minucie po rzucie wolnym i zamieszaniu podbramkowym przytomnością umysłu wykazał się Slobodan Komljenović i wyprowadził swój zespół na trzecie prowadzenie. Podopieczni trenera Boskova byli już wtedy niemal pewni awansu do kolejnej rundy. Przecież tylko cud mógł uratować ich rywali. La Roja nacierała na bramkę Ivicy Krajla, jednak ani Guardiola, ani Alfonso nie potrafili wepchnąć piłki do siatki. Przełom nastąpił dopiero w doliczonym czasie gry, kiedy w polu karnym padł Abelardo. Egipski sędzia podyktował rzut karny, który pewnie na gola zamienił Gaizka Mendieta.

Ostatni raz do bramki rywala w tym spotkaniu trafił Alfonso, który po zagraniu na “aferę” dopadł do zgranej piłki i umieścił ją w siatce. Jugosłowianie pomimo trzykrotnego prowadzenia przegrali to starcie 3:4. Zawodnikiem meczu okrzyknięto krytykowanego wcześniej Pepa Guardiolę.

Hiszpanie celebrujący zwycięskiego gola Alfonso Pereza

Wynik ten spowodował, że podopieczni Camacho mimo ostrej krytyki wyszli z grupy z pierwszego miejsca, Jugosławia spadła na drugie miejsce, a Norwegowie po remisie ze Słowenią zakończyli rywalizację na trzecim miejscu.

Hiszpania – Jugosławia 4:3 (1:1)

Bramki: 0:1 Savo Milošević 30′, 1:1 Alfonso Perez 38′, 1:2 Dejan Govedarica 50′, 2:2 Pedro Munitis 51′, 2:3 Slobodan Komljenović 75′, 3:3 Gaizka Mendieta 90′ -k, 4:3 Alfonso Perez 90′

Składy:

Jugosławia: Kralj – Komljenović, Djukić, MIhajlović, Djorović (Stanković 12′) – Stojković (Saveljić 68′), Jugović (Govedarica 46′), Jokanović, Drulović – Mijatović, Milosević;

Hiszpania: Canizares – Salgado (Munitis 46′), Abelardo, Paco (Urzaiz 64′), Sergi Barjuan – Mendieta, Guardiola, Helguera, Fran (Etxeberria 22′) – Raul, Alfonso

A jak potoczyły się dalsze losy tych zespołów w turnieju? Jugosławianie w ćwierćfinale boleśnie przegrali ze współgospodarzami Holandią 1:6, a Hiszpanie ulegli późniejszym mistrzom z Francji 1:2. W tym spotkaniu rzutu karnego w końcówce nie wykorzystał Raul Gonzalez.

WOJCIECH ANYSZEK

#wspieramretro
O Wojciech Anyszek 11 artykułów
Entuzjasta piłki nożnej, który pamięta bardziej wydarzenia z lat 90 niż te, które wydarzyły się dwa lata temu. Miłośnik Serie A, ślepo zakochany w reprezentacji Polski