Kijów, Oslo, Chorzów, Busan. Piękny sen przerwany przez Hwanga

Lekcja japońskiego

Na ponad 2 miesiące przed rozpoczęciem mundialu dostaliśmy poważny sygnał, że z kadrą nie wszystko jest tak, jak należy. Wysłali go nam Japończycy, którzy przyjechali do Polski na mecz towarzyski.

Japonię podejmowaliśmy w Łodzi, na stadionie Widzewa. Atmosfera przed spotkaniem była znakomita. Co i rusz jakiś fan zakrzyknął „Tora! Tora! Tora!”, wzywając naszych piłkarzy, żeby zniszczyli (oczywiście pod względem piłkarskim) swoich rywali niczym Japończycy bazę Pearl Harbor w grudniu 1941.

Miny polskim kibicom zrzedły bardzo szybko, bo już po 10 minutach do bramki strzeżonej przez Jerzego Dudka trafił Hidetoshi Nakata. Jeszcze przed przerwą wynik ustalił Naohiro Takahara. Na domiar złego rzucona z trybun petarda wybuchła tuż obok naszego bramkarza. Próbę przed głównym polsko-azjatyckim egzaminem futbolowym oblaliśmy.

Od tamtej pory zrobiło się jakby bardziej nerwowo. Wkrótce przydarzyła się kolejna porażka w meczu towarzyskim. Tym razem sposób na nas znaleźli Rumuni. A tuż przed mistrzostwami w mało przekonującym stylu wygraliśmy z Estonią.

Bez McCartneya

Być może moment krytyczny, który zdecydował o porażce naszej kadry, nastąpił w momencie ogłoszenia 23-osobowej kadry na mundial. Gdy poznaliśmy nazwiska wybrańców Engela, okazało się, że do Azji nie pojedzie Tomasz Iwan. Jego miejsce zajął Paweł Sibik z Odry Wodzisław.

Iwan miał wtedy swoje problemy. Od kilku miesięcy nie grał w swoim klubie (Austria Wiedeń). Przekładało się to oczywiście na słabą formę w meczach reprezentacyjnych. Ale z drugiej strony był w kadrze przez całe eliminacje i wraz z kilkoma innymi zawodnikami tworzył grupę trzymają władzę w zespole. Nazywano ich „Lambada”.

W reprezentacji zrobił się tzw. kwas.

– Decyzja trenera jest nie fair w stosunku do niego [do Iwana – red.] oraz drużyny. Nie wiem, czy sam o tym zdecydował – mówił Piotr Świerczewski. – To tak, jakbyś z Beatlesów wyciął McCartneya, a wstawił obcego faceta – stwierdził Radosław Kałużny.

Decyzję Engela komentowano bardzo szeroko. Mówiono o tym, że trener nie wziął na mundial Iwana, ponieważ chciał rozbić „lambadę”. Wiele lat później selekcjoner przyznał, że uległ naciskom prezydium PZPN, które bardzo dobitnie zasugerowało mu, by nie powoływać zawodnika bez formy i niegrającego w klubie.