Strona główna Slajd Kijów, Oslo, Chorzów, Busan. Piękny sen przerwany przez Hwanga

Kijów, Oslo, Chorzów, Busan. Piękny sen przerwany przez Hwanga

0

Lulajże Jezuniu”

Mecz z Koreańczykami rozpoczynał się o 20:30 czasu miejscowego. W Polsce była wtedy 13:30. Dorośli kombinowali, jak tu wyrwać się wcześniej z pracy, żeby obejrzeć spotkanie. Inni przynosili do roboty telewizor. Uczniowie prosili nauczycieli, żeby zwolnić ich z lekcji, albo żeby chociaż pozwolili im obejrzeć mecz na świetlicy.

Ja sam pamiętam, jak wysiadłem z autobusu szkolnego i biegłem od przystanku do domu, byle tylko się nie spóźnić. Plecak i worek z kapciami cisnąłem w kąt, włączyłem kineskopowy odbiornik i zobaczyłem, jak sędzia Óscar Ruiz wyprowadza piłkarzy na murawę stadionu w Busan.

Prezydent Aleksander Kwaśniewski w trakcie hymnu, źródło: zrzut ekranu

A potem Edyta Górniak zaśpiewała hymn. Wykonanie naszej narodowej pieśni w rytmie zbliżonym do „Lulajże Jezuniu” skonsternowało nie tylko kibiców przed telewizorami, ale i samego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, obecnego na trybunach stadionu w Busana. A piłkarze i sztab szkoleniowy? Niby próbowali śpiewać, ale kompletnie nie mogli „wstrzelić się” w adaptację „Mazurka Dąbrowskiego” autorstwa pani Edyty.

Hymn w wykonaniu Edyty Górniak:

Przerwany sen

Ruszyliśmy na Azjatów z animuszem. Przez pierwszy kwadrans graliśmy nieźle. Mogliśmy nawet zdobyć gola, ale pomylił się Jacek Krzynówek. Potem zaczęły się kłopoty… 26 minuta. Lee Eul-yong wyrzucił piłkę z autu do Seol Ki-hyeona. Ten z powrotem do Lee. Koreański lewoskrzydłowy zagrał w pole karne, a tam czekał już Hwang Sun-hong. Uderzył fantastycznie, z pierwszej piłki. Jerzy Dudek nie miał szans. Napastnik utonął w objęciach kolegów, a stadion oszalał.

Polscy kibice przecierali oczy ze zdumienia. Nie tak miał wyglądać nasz powrót na mistrzostwa. Gdyby mecz rozgrywany był nad Wisłą, pewnie kibice zaczęliby skandować „Nic się nie stało”. Może rzeczywiście jeszcze wtedy nic się nie stało. W końcu to tylko jeden gol straty.

Minuty jednak mijały nieubłaganie, a my wciąż nie mogliśmy znaleźć recepty na ruchliwych i dobrze zorganizowanych Koreańczyków. Wreszcie Azjaci zdobyli kolejnego gola i pewnie dowieźli zwycięstwo do ostatniego gwizdka sędziego.

Tak Koreańczycy strzelali nam bramki w Busan:

Powiedzieć, że po meczu w Polsce nastroje były minorowe to nic nie powiedzieć. Wszyscy widzieliśmy nieporadność Biało-Czerwonych, a jednocześnie znaliśmy klasę naszych następnych rywali, Portugalczyków. Dało się wyczuć, że Biało-Czerwoni są bardzo blisko odpadnięcia z turnieju, co rzeczywiście kilka dni później stało się faktem.

Exit mobile version