Mecz Niemcy – Anglia 1938. Przyjacielskie Heil Hitler

B yłem na tonącym statku, w rozbitym pociągu, tylko centymetry dzieliły mnie od katastrofy lotniczej, ale najgorszą chwilą mojego życia, chwilą której z własnej woli nigdy bym nie powtórzył, było wykonanie nazistowskiego pozdrowienia w Berlinie” Tak tamte chwile wspomina Eddie Hapgood, kapitan reprezentacji Anglii w 1938 roku.

Nazistowskie pozdrowienie wykonane przez Hapgooda miało miejsce 14 maja 1938 roku podczas meczu Niemcy – Anglia. Tego właśnie dnia cała reprezentacja pod wodzą swojego kapitana, idąc w ślad Niemców, wzniosła ręce w geście hitlerowskiego pozdrowienia. Prezentując się w ten sposób stutysięcznej widowni i całemu światu. Dziś wspomnienia o tym wydarzeniu jawią się jako największa hańba angielskiego futbolu. A zdjęcie wyspiarzy z uniesionymi rękoma przyprawia o dreszcze. Tylko czy słusznie?

Sport, dobra zabawa i dyktatorzy

Lata 30. to czas przemian społecznych gospodarczych oraz politycznych. Świat powoli wychodzi z kryzysu, choć w Europie coraz śmielej dochodzą do władzy dyktatorzy. W rozgłośniach radiowych królują przeboje w rytmie swingu, jazzu i bluesa. Walt Disney tworzy pierwsze produkcje, Hollywood tymczasem przeżywa swój „złoty wiek”. Społeczeństwo zachodnie zdaje się wychodzić na prostą, jedyne czego w tym momencie pragnie to spokój i odrobina dobrej zabawy. Drugie z tych pragnień zaczyna zaspokajać sport, a przede wszystkim piłka nożna. Dekada ta, to przecież czas wielkiego rozkwitu piłki reprezentacyjnej. Właśnie wtedy narodziły się mistrzostwa świata, a częste zmagania międzypaństwowe zostały uznane za normę. Stadiony podczas spotkań reprezentacyjnych zapełniały się do ostatnich miejsc, co w przypadku piłki klubowej nie było tak oczywiste.

Trend ten dość szybko dostrzegły takie postaci jak Benito Mussolini oraz Adolf Hitler. Obaj panowie budowali wówczas fundamenty swoich zbrodniczych reżimów. Obaj zauważyli, że sport może być idealnym narzędziem propagandowym. Obaj bez wahania się tym narzędziem posłużyli. A sam Hitler rywalizację sportową określił jako:

Najszybszy i najtrwalszy sposób, by pomieszać szyki politycznym mąciwodom i podżegaczom, którzy chcą oczernić nazistowskie Niemcy.

Zarówno Mussolini, jak i Hitler świetnie wykorzystali do swoich celów dwie duże imprezy sportowe. Najpierw włoski dyktator zaszczepił w swoim narodzie miłość do rywalizacji poprzez zwycięstwo Włochów na Mistrzostwach Świata w 1934 roku. Następnie jego niemiecki odpowiednik sprzedał światu bajkę o swoim zamiłowaniu do pokoju podczas Igrzysk Olimpijskich w Berlinie w 1936 roku. Samym Niemcom, Hitler udowodnił, iż w istocie są oni rasą panów i nadludzi jak głosiła propaganda. Wcześniej jednak układał już podwaliny tego wizerunkowego sukcesu.

Adolf Hitler i Benito Mussolini

Niemieckie zamiłowanie do ojczyzny futbolu

W pierwszych latach po I wojnie reprezentacja Niemiec miała spore problemy w znalezieniu sparingpartnera. Jednak gdy bitewny kurz na dobre opadł w latach trzydziestych, nasi zachodni sąsiedzi byli częstymi gośćmi europejskich aren. Tam przyjmowani byli z otwartymi ramionami, choć nie bez kontrowersji. Gdy w 1933 roku niemieccy piłkarze zawitali do Paryża, tamtejsza prasa obawiała się zamieszek. Mieszkańcy znad Renu pojawili się na francuskiej ziemi po raz pierwszy od 1918 roku, co mogło być powodem do prowokacji. Ponadto byli to już mieszkańcy nowo powstałej III Rzeszy, ale nikt wtedy nie wiedział jeszcze, jak zapisze się ona na kartach historii. Całe spotkanie przebiegło jednak w przyjaznej atmosferze, a kibice obu stron zachowywali się nienagannie. Sam twórca idei mistrzostw świata, Jules Rimet przyrzekł podobno na pomeczowym bankiecie, że: „naprostuje panujące we Francji fałszywe wyobrażenie o nazistowskich Niemczech”.

Następnym tak głośnym spotkaniem „Die Manschaft” był mecz z reprezentacją Anglii w 1935 roku rozegrany na White Hart Lane. W tym spotkaniu Anglicy nie pozostawili złudzeń przyjezdnym, wpakowali trzy bramki i pożegnali. To, co działo się przed spotkaniem, było za to pierwszym przejawem oporu wobec faszystów w Wielkiej Brytanii. Przed samym meczem policja aresztowała kilkanaście osób protestującym przeciwko polityce Hitlera – wówczas jeszcze dość łagodnej. Choć mimo to na stadionie nie doszło do żadnych niepokojących zdarzeń.

Po meczu dostaliśmy owację na stojąco i wiwaty jak rzadko kiedy za granicą. To był Londyn, to był lud ojczyzny futbolu – wspominał Hans Jakob bramkarz reprezentacji Niemiec.

Niemcy rzeczywiście byli zakochani w angielskiej piłce i traktowali wynalazców futbolu jak niedościgniony wzór do naśladowania. Wyspiarzom zdecydowanie to odpowiadało, dlatego z łatwością przyjęli pozycje nauczycieli. Ponadto cieszył ich fakt, że piłka nożna staje się tak popularna na kontynencie. Toteż chcieli utrzymać jak najlepsze relacje z takim adeptem futbolu, jakim były Niemcy.

Wojna na murawie czy wielki spektakl w duchu fair play?

Kolejne spotkanie pomiędzy Anglią i Niemcami przypadło na maj 1938 roku. Był to mecz kończący europejskie tournée Anglików w ramach przygotowań do nadchodzących mistrzostw globu oraz rewanż za spotkanie z 1935 roku. Co więcej, Anglicy cały dochód z organizacji meczu pozostawili Niemcom, wierząc, że poniesione koszty niedługo się zwrócą. Następne spotkanie pomiędzy obiema reprezentacjami zostało bowiem zaplanowane na 1939 lub 1940 rok.

Reprezentacja Trzech Lwów została przyjęta w Berlinie bardzo ciepło. Prasa donosiła o wielkim wydarzeniu, do którego dojdzie na Stadionie Olimpijskim. Kibice natomiast zgotowali drużynie gości powitanie pod hotelem oklaskując i wiwatując na ich cześć. Samo spotkanie miało mieć jednak inny wydźwięk niż to sprzed trzech lat.

W maju 1938 roku Niemcy od kilku tygodni zajmowali Austrię, a Hitler kierował swój wzrok ku Czechosłowacji. W III Rzeszy coraz śmielej poczynano sobie z ludnością żydowską i przeciwnikami politycznymi. Powiedzieć, że nastroje były mniej sielankowe niż na początku dekady to nic nie powiedzieć. Europa wisiała nad beczką prochu z pochodnią w ręce. Rządy państw zachodnich zbierały każdą kroplę, aby zapobiec pożarowi. Jedną z tych kropel miał być futbol.

Działacze Football Association przed meczem postanowili, że aby załagodzić relacje angielsko-niemieckie oraz zyskać przychylność publiczności, ich reprezentacja wykona nazistowski gest. I tak w dniu meczu „News Chronicle” pisało:

Uznano, że skoro we Włoszech angielska drużyna pozdrowiła Włochów faszystowskim salutem, a w Londynie niemiecka ekipa wzniosła trzy okrzyki, to nie ma powodu, aby wpadłszy między berlińczyków, nie zachowywać się jak berlińczycy.

Naturalnie angielscy piłkarze wspominają, że nie mogli pogodzić się z taką decyzją władz, stawiając za argument, iż: „nie widzą powodu, dla którego obywatele Imperium Brytyjskiego mają salutować po niemiecku” – opowiadał kapitan, Eddie Hapgood. Jeden z piłkarzy miał podobno bardziej bezpośrednie podejście i proponował działaczom FA, aby wsadzili sobie to hailowanie w… wiadomo gdzie. Z samego spotkania zawodnicy wspominają wściekłą publiczność, której krzyki zagłuszały nawet myśli. Kibice mieli być nieznośni dla Anglików, obrażając ich przy każdym dotknięciu piłki i gwiżdżąc po bramkach. Sama drużyna niemiecka jawi się jako zgraja niemalże SS-manów niemająca za grosz poszanowania dla zdrowia rywali, a na pewno nie dla zasad fair play. Mecz zakończył się wynikiem 6:3 dla gości po heroicznej walce jak podczas bitwy o Anglię.

Anglicy i Niemcy we wspólnym pozdrowieniu

Cóż w rzeczywistości uczestnicy tamtych wydarzeń dość mocno naginają fakty. Owszem prawdą jest, że to zarządzający federacją zaproponowali wykonanie pozdrowienia. Jednak co do stanowczego sprzeciwu drużyny nie ma takiej pewności, ponieważ tutaj relacje świadków nieco się rozjeżdżają. Co do meczu. Drużyna niemiecka z tamtego okresu była jeszcze dość niezorganizowana, w jej szeregach znaleźli się zarówno Niemcy, jak i dopiero co pozyskani Austriacy. Team ten na pewno nie charakteryzował się brutalnością, co potwierdzają doniesienia prasowe: „Cały mecz i ani jednego faula” – obwieszczał nagłówek „News Chronicle”. Jeśli chodzi o kibiców, to z całą pewnością nie była to zgraja rozszalałych nazistów. W tym wypadku zarówno brytyjskie, jak i niemieckie źródła wspominają o żywo reagującej, na wydarzenia boiskowe publiczności. „The Time” pisało nawet, że jedna z bramek dla Anglików „wywołała jęk zachwytu i dziś wszyscy o niej mówią”. Część gazet niemieckich wspominała, że wielu kibiców udało się na stadion zobaczyć na żywo najlepszą reprezentację świata, czyli reprezentację Anglii. Po spotkaniu natomiast zgromadzeni na stadionie ludzie oklaskiwali obie drużyny w nagrodę za świetny spektakl.

Haniebny gest czy zwykła kurtuazja?

Słowa wstyd i kompromitacja z łatwością wylewają się z ust powojennych dziennikarzy oraz samych uczestników zdarzenia. Jednak świat sprzed 80 lat wyparował ze wspomnień świadków spalony przez tragizm wojny. W obecnych czasach swastyka czy nazizm wywołują jasne skojarzenia i to właśnie przez pryzmat tych skojarzeń odbieramy to zdjęcie. Uczestnicy, jak i współcześni komentatorzy stracili perspektywę. Z jednej strony mamy przeraźliwy haniebny gest, który urósł do rangi symbolu polityki ustępstw brytyjskiego rządu. Z drugiej zaś słowa ówczesnych dziennikarzy wspominających o: „dobrym wrażeniu, jakie angielska drużyna zrobiła wykonując nazistowskie pozdrowienie”. Jedno jest pewne. Nie nam powinno być dane oceniać pokolenie, które jak żadne inne zostało naznaczone propagandą, polityką, wojną i całą resztą, a przecież oni chcieli tylko grać w piłkę.

MACIEJ BEDNARCZYK

#wspieramretro
O Redakcja 424 artykuły
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: rekrutacja@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl