Kazimierz „Casey” Frąckiewicz Frankiewicz – człowiek wielu imion i talentów

P oczątek października. Większość kibiców piłkarskich, a zarazem zapalonych graczy pochłonięta jest na zgłębianiu tajników najnowszej odsłony gry z serii – FIFA. Choć obecnie największą popularnością cieszy się niewątpliwie tryb online, to od czasu do czasu każdemu przychodzi ochota na zagranie kariery klubowej. Wtedy w zależności od preferencji przyjmujemy rolę menadżera lub zawodnika i staramy się poprowadzić nasz klub do chwały.

Po co jednak się ograniczać bądźmy zarówno piłkarzem, jak i trenerem, wygrajmy mistrzostwo, puchar oraz zostańmy MVP sezonu. Czemu nie? Z takiego właśnie założenia wyszedł Kazimierz Frankiewicz, postanawiając porzucić jakiś bzdurny podział na zawodników oraz trenerów, osiągając coś wielkiego w dwóch dziedzinach naraz. Sęk w tym, że Pan Kazimierz ma aktualnie 80 lat i nie jest gejmerem, a emerytowanym piłkarzem/trenerem. Marzenia każdego gracza realizował natomiast nie na konsoli, tylko na boiskach w USA. Doszedł on bowiem do finału ligi, zostając wybranym jednocześnie do drużyny sezonu, jak i na najlepszego trenera tegoż sezonu. A wszystko, zanim amerykańskimi gwiazdami byli Pele, Beckenbauer i inni. Odłóżcie na chwilę pada i przeczytajcie, jak się robi prawdziwą karierę.

Kazimierz Frąckiewicz czy Andrzej Frankiewicz?

Zanim o boiskowych przygodach Kazimierza najpierw…no właśnie Kazimierza czy Andrzeja? Frąckiewicza czy Frankiewicza? Piłkarz w wielu źródłach polskich widnieje jako Kazimierz Frąckiewicz. Takie też nazwisko widniało w jego dowodzie osobistym. Frankiewicz pojawia się prawdopodobnie dopiero w chwili wyjazdu za ocean, jako że była to zdecydowanie łatwiejsza forma do wymówienia przez Amerykanów. Aby sprawa była jeszcze bardziej złożona Frankiewicz jest niekiedy Andrzejem innym zaś razem Kazimierzem. W tym wypadku trudno stwierdzić, które imię jest tym pierwszym. Nad Wisłą większość wszelakich wspomnień i baz danych tytułuje go Kazimierzem. Serwis Transfermarkt posiada w swojej bazie Andrzeja, a i Holendrzy przytaczający historie z czasów jego gry w tym kraju, piszą o Andrzeju. Niczego w wypadku jego prawdziwego imienia nie można brać za pewnik. Jednak prawdopodobnie bohater tego tekstu przyszedł na świat jako: Kazimierz Andrzej Frąckiewicz urodzony w Pułtusku 8 stycznia 1939 roku.

Należy więc pamiętać jak w Polsce to Kazimierz Frąckiewicz, jak na Transfermarkcie i w Holandii to Andrzej Frankiewicz i tyle. Nie chwila, to nie wszystko. W Stanach Zjednoczonych Kazimierz to Casey, ale o tym nieco później.Kaziu Frąckiewicz, młody piłkarz z Gdańska

Kaziu Frąckiewicz, młody piłkarz z Gdańska

Zanim młody Kazio stał się Kazimierzem, swoje pierwsze kroki stawiał w juniorskich zespołach Lechii Gdańsk. Treningi z biało-zielonymi rozpoczął w 1953 roku w wieku 14 lat. Po trzech latach na szczeblu młodzieżowym dostał okazję debiutu w pierwszej drużynie. W seniorach nie został od razu wielką postacią, ale w grającym wówczas w I lidze zespole z Gdańska zbierał cenny czas na boisku. W międzyczasie w 1957 roku Frąckiewicz, a w zasadzie Frąckiewiczowie (Kazimierz miał bowiem brata bliźniaka Janusza) zdobyli mistrzostwo Polski juniorów. Brat Janusz wspominałw Dzienniku Bałtyckim:

„Ja strzeliłem jedną z bramek. Zdaje mi się, że było to z podania Kazia. Zresztą wiele bramek tak zdobywaliśmy. Kaziu centrował, a mnie piłka szukała w polu karnym i wykańczałem te akcje. Nie jest to żadną tajemnicą, że to Kaziu robił całą naszą grę z przodu.”

Wspomniany Kaziu na swoją prawdziwą szansę w pierwszej drużynie zapracował w 1959 roku. Wtedy Frąckiewicz zagrał w 21 spotkaniach na 22 rozegrane, aż w 18 z nich będąc podstawowym zawodnikiem, miał wówczas zaledwie 20 lat. Jego Lechia zajęła 6. miejsce w dwunastozespołowej lidze. Pozycja w tabeli klubu z Gdańska była wtedy najwyższą, jaką ten osiągnął w swojej historii. Drużynie udało się w tamtych rozgrywkach pokonać nawet późniejszego mistrza – Górnika Zabrze. Lechia wygrała 1:0, a jedyną bramkę przed własną publicznością zgromadzoną w liczbie 25 tysięcy, strzelił właśnie Frąckiewicz.

Po tym niewątpliwym sukcesie nie wiedzieć czemu Kazimierz trafił do Bydgoskiego Zawiszy grającego w II lidze. Możliwe, że Lechia nie widziała go jeszcze na stałe w składzie lub Zawisza jako klub wojskowy posiadała wszelkie możliwe środki, aby młodego piłkarza sprowadzić do siebie. Frąckiewicz pomógł drużynie w pierwszym w historii klubu awansie do I ligi w 1960 roku, a następnie wrócił do Gdańska. W Lechii grał do 1964 roku aż do spadku klubu do II klasy rozgrywkowej, łącznie rozgrywając 93 spotkania i strzelając 14 bramek.

Kazimierz „Kaka” Frąckiewicz, piłkarz Legii

Po spadku z Lechią mający 25 lat Frąckiewicz zaczął szukać nowego pracodawcy. Dość szybko trafił do kolejnego, w swej karierze klubu z wojskowym rodowodem, mianowicie do Legii Warszawa. W stolicy rozegrał trzy pełne sezony, począwszy od batalii 1964/1965. Podczas tych kilku lat Frąckiewicz zajmował z Legią kolejno czwarte, szóste i ponownie czwarte miejsce w lidze. U boku takich nazwisk jak Brychczy, Apostel, Żmijewski, Piechniczek czy Gmoch sięgnął jednak po Puchar Polski w 1966 roku.

W jego przygodzie z Legią pojawił się jeszcze jeden wielki piłkarz – Kazimierz Deyna. Z legendą Legii łączą go nie tylko wspólne minuty spędzone na boisku, ale również sprawy pozaboiskowe. Deyna nazywany przez kolegów z drużyny i kibiców Legii – „Kaką”, odziedziczył ten przydomek po Frąckiewiczu właśnie. Kazimierz był więc pierwszym Kaką w piłce jeszcze przed Deyną czy słynnym Brazylijczykiem grającym w Milanie i Realu.

W barwach klubu z St. Louis

Frąckiewicz zagrał w Legii Warszawa 49 meczów w lidze, Pucharze Polski i Pucharze Zdobywców Pucharów, strzelił 4 bramki. Może nie zapisał się złotymi zgłoskami w historii klubu z Łazienkowskiej, jednak spędził tam sporo czasu w towarzystwie wielkich polskich piłkarzy, zdobywając Puchar Polski. Sam natomiast pochwalić się może zwycięską bramką zdobytą przeciwko Galatasaray w Pucharze Zdobywców Pucharów.

Andrzej Frankiewicz, przez ocean do Holandii

Frąckiewicz w 1967 roku wyjeżdża do USA. Zostaje zawodnikiem grającego w National American Professional Soccer League, St. Louis Stars. Już od początku w drużynie z Miosoouri, Frąckiewicz, który dla ułatwienia staje się Frankiewiczem, odgrywa znaczącą rolę. Występuje w 29 meczach strzelając trzy bramki i zaliczając jedną asystę. Jego drużyna zajmuje drugie miejsce w konferencji zachodniej, ma tym samym prawo występu w meczu o trzecie miejsce w całym kraju. „Gwiazdy” wygrywają rywalizację z Philadelphia Spartans 2:1 zostając trzecią siłą w USA.

Kolejny rok jest dla Frankiewicza jeszcze lepszy niż poprzedni, choć jego drużyna w przemianowanej na NASL (North American Soccer League) lidze nie kwalifikuje się do fazy play-off. Sam piłkarz zdobywa jednak aż 16 bramek, dokładając do tego 7 asyst w 31 meczach. Jest to najlepszy jak dotąd wyczyn indywidualny tego zawodnika i dzięki niemu pojawia się perspektywa powrotu do Europy.

W 1968 roku najlepszym zawodnikiem ligi i królem strzelców zostaje natomiast rodak Frankiewicza – Janusz Kowalik (30 goli).

Rok 1969 Kazimierz zaczął jako zawodnik St. Louis. W połowie sezonu zgłasza się po niego grające w Eredivisie, NAC Breda. Drużyna z Holandii ściąga do siebie Frankiewicza, który z miejsca staje się gwiazdą zespołu. Potrzebuje zaledwie 15 spotkań, aby zdobyć 12 bramek, dokładając do tego 3 asysty. Po zakończonym w połowie stawki sezonie do Bredy napływa podobno nawet propozycja z Bayernu Monachium, w sprawie kupna Frankiewicza. Transfer blisko 30-letniego już piłkarza nie dochodzi jednak do skutku.

Następny sezon na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych Kazimierz, nazywany przez Holendrów Andrzejem spędza w Bredzie. Jednak nie wiedzie mu się tak jak wcześniej, więc w efekcie w 1970 roku wraca do USA.

Casey, człowiek wielu talentów

Wracając do St. Louis, Frankiewicz postrzegany jest przez Amerykanów już jak swój. Przed jego nazwiskiem zamiast swojsko brzmiącego Kazimierza pojawia się dźwięczne Casey. Niestety mimo dobrej gry samego piłkarza, w roku 1970 i 1971 St. Louis Stars tułają się w dole tabeli.

Rok 1971 jest jednak pierwszym, w którym Frankiewicz próbuje sił w nowej roli. Właściciele postanawiają uczynić z doświadczonego trzydziestodwuletniego piłkarza – trenera zespołu. Początki są trudne 1971 rok przepada dla trenera Frankiewicza, mimo tego piłkarz Casey strzela 14 bramek.

W następnej batalii ligowej drużyna pod wodzą Caseya staja się rewelacją ligi. Wygrywa południową konferencję oraz półfinał play-off. W finale mierzy się z powstałym rok wcześniej New York Cosmos. Drużyną mającą chrapkę na całkowite zdominowanie ligi dzięki swojemu potencjałowi marketingowemu oraz finansowemu.

Finał rozegrany został na Hofstra Stadium w Hampstead. Zawodnicy Cosmos zaczęli z wysokiego C. Już w piątej minucie późniejszy MVP sezonu – Randy Horton zdobył bramkę. Jednak piłkarze nie zdążyli się jeszcze nacieszyć, a do akcji wkroczył mający 33 lata Frankiewicz. Już w 7 minucie Casey wyrównał na 1:1. Ten wynik utrzymywał się aż do 82 minuty, gdy po rzucie karnym wykorzystanym przez Josefa Jelinka, na tablicy wyników ukazało się 2:1 dla New York Cosmos.

Finał choć przegrany przez St. Louis był największym osiągnięciem tego klubu w jego historii. Drużyna pod wodzą Frankiewicza grała jeszcze w roku 1973. Następnie Casey Został trenerem (okazjonalnie też piłkarzem) Boston Minutemen. W Bostonie wiodło mu się może nie równie dobrze jak w Misouri, ale nie najgorzej. Kolejno w 1974 oraz 1975 wygrywał północną konferencję, ogrywając np. New york Cosmos. Dochodził również do półfinału oraz ćwierćfinału play-off.

Z Pelem w trakcie meczu towarzyskiego. Prawdopodobnie 1968 rok.

Podczas całej kariery został wybierany do drużyny sezonu w USA trzykrotnie (w pierwszym zespole All-Star 1968, w drugim 1971 i wyróżniony za rok 1972) oraz za finał z St. Louis uhonorowano go tytułem trenera roku. Po 1975 roku kariera trenersko-zawodnicza liczącego sobie 36 lat Frankiewicza zakończyła się. Prawdopodobnie zmienił branże z piłkarskiej na inną i pozostał w USA. Dziś ma 80 lat i słuch o nim zaginął podobnie jak o klubach St. Louis Stars oraz Boston Minutemen. W Polsce Frankiewicz czy Frąckiewicz jest postacią raczej mało znaną i zapomnianą mimo sporej kariery zagranicznej, jaką zrobił, na co nie każdy piłkarz na przełomie lat 60. i 70. mógł sobie pozwolić.

MACIEJ BEDNARCZYK

#wspieramretro
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: rekrutacja@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl