Ray Wilson – najstarszy angielski mistrz

W połowie maja 2018 r. brytyjskie, a za nimi światowe media sportowe poinformowały o śmierci Raya Wilsona. Urodzony 17 grudnia 1934 roku zawodnik uznawany był w latach 60. za jednego z najlepszych lewych obrońców na świecie. Swoją klasę potwierdził na Mistrzostwach Świata w 1966 roku, zdobywając z drużyną „Synów Albionu” tytuł najlepszej drużyny globu. Przyjrzyjmy się jego biografii.

Niedoszły kolejarz z aktorskim imieniem

W rzeczywistości nazywał się Ramon Wilson. Imię otrzymał na cześć  niezwykle popularnego w latach 20. i 30. meksykańskiego aktora Ramona Novarro. Gwiazda srebrnego ekranu znana była z takich filmów jak „Scaramouche” i „Ben Hur”. Trudno powiedzieć, w jakim stopniu ceniony był wśród mieszkańców Shirebrook w hrabstwie Derbyshire, ale imię przypadło do gustu rodzicom przyszłego reprezentanta Anglii. Jego ojciec musiał przedwcześnie przerwać pracę górnika z powodu poważnego wypadku, a gdy Ray był jeszcze dzieckiem, Wilsonowie postanowili się rozwieść. Matka chłopca zmarła, gdy ten miał 16 lat. Mimo trudności i życia w biedzie Ray Wilson był szczęśliwy gdy tylko mógł grać w piłkę.

Ray Wilson w barwach Huddersfield

Przepełniony nieustanną chęcią zwycięstw Ray był gwiazdą meczów rozgrywanych w czasie przerw w szkole. Mimo tego nie był wybierany do oficjalnej szkolnej drużyny z powodu niskiego wzrostu. Sytuacja zmieniła się, gdy nauczyciel zachorował i chłopcy sami wybrali skład spomiędzy siebie. Raya ustawiono wówczas na lewym skrzydle. Doświadczenie zdobyte na tej pozycji pozwoliło mu w przyszłości udoskonalić swoją grę na lewej stronie obrony. Jako junior grał dla East Derbyshire Boys, Shirebrook Victoria i Langwith Junction. Treningi i mecze musiał godzić z pracą fizyczną na stacji kolejowej. Szybko został zauważony przez skauta Huddersfield Town (oczywiście podczas meczów, a nie w czasie pracy przy trakcji). Niestety, zanim trafił do pierwszej drużyny, przyszło powołanie do wojska. Dwuletnia służba w Egipcie nie przeszkodziła mu jednak w podpisaniu profesjonalnego kontraktu z „The Terriers”. W 1952 roku złożył podpis pod umową, ale na debiut przyszło mu czekać aż do jesieni 1955 roku i meczu z Manchesterem United.

Z Huddersfield do Evertonu

Trenerem, który zaczął zdecydowanie stawiać na Wilsona, był nie kto inny, tylko słynny Bill Shankly. To właśnie twórca późniejszych sukcesów Liverpoolu postanowił na stałe przesunąć Raya z lewego skrzydła na lewą obronę, licząc na jego siłę fizyczną (czyżby efekt pracy na kolei?). W tym czasie w Huddersfield zebrał się naprawdę niezły skład: Denis Law, Bill McGarry, Les Massie, John Coddington i Kevin McHale. Klubowi nie udało się niestety nawiązać do sukcesów z lat 20., gdy trzykrotnie zdobywał mistrzostwo Anglii. Z czasem odeszli i Shankly i Dennis Law i w końcu również Ray Wilson.

Gdy w 1964 roku Wilson przenosił się do Evertonu, był już cenionym reprezentantem Anglli. Debiut w narodowych barwach zaliczył w 1960 roku w spotkaniu przeciwko Szkocji. Co ciekawe, jego klub grał wówczas w II lidze, więc  powołanie do kadry było niezwykłym wyróżnieniem. W 1962 roku znalazł się w składzie na Mistrzostwa Świata w Chile w zastępstwie kontuzjowanego Micka McNeilla z Middlesbrough. Wystąpił tam we wszystkich meczach Anglików: z Węgrami, Argentyną i Bułgarią w grupie oraz w przegranym ćwierćfinale z Brazylią. Do dziś rekord występów w reprezentacji spośród zawodników Huddersfield należy do Wilsona. Jest on również ostatnim graczem „Terierów”, który wystąpił w angielskich barwach na Mundialu.

Okoliczności jego przenosin na Goodison Park był dość burzliwe. Wilson, mając dość przeciętności „The Terriers”, chciał odejść z klubu. Pokłócił się z Eddie Bootem, następcą Shankly’ego na Leeds Road (ówczesny stadion Huddersfield) podczas negocjacji umowy. Sytuacje załagodziło 35 000 £, które Everton przelał na konto dotychczasowego klubu Wilsona. Dodatkowo w przeciwną stronę niż Ray powędrował młodzieżowy reprezentant Irlandii Mick Meagan.

Najstarszy z mistrzów

Początki w klubie z Liverpoolu nie były łatwe. Wysokie wymagania na treningach stanowiły spore wyzwanie dla gracza, który zbliżał się do 30. urodzin. Pamiętajmy, że to zupełnie inne czasy i futboliści nie mieli takich możliwości regeneracyjnych, jakimi dysponują w XXI wieku. Obciążenia szybko dały o sobie znać i Wilson musiał pauzować aż 4 miesiące z powodu urazu biodra. Po kontuzji stał się jednak jednym z najlepszych zawodników klubu, który zakończył sezon na niezłym, 4. miejscu.

ray_wilson
Ray Wilson – mistrz świata

Rok 1966 okazał się najlepszym karierze Ramona Wilsona. 14 maja w fascynującym finale Pucharu Anglii na Wembley jego Everton pokonał Sheffield Wednesday 3:2, choć przegrywał 0:2. Dziesięć tygodni później, na tym samym stadionie, Wilson miał doświadczyć triumfu, który dany był tylko jednemu pokoleniu angielskich piłkarzy. Reprezentacja „Ojczyzny futbolu” pokonała w finale Mistrzostw Świata RFN 4:2. Bohaterem tego pamiętnego meczu był oczywiście strzelec hat-tricka Geoffrey Hurst. O Wilsonie jednak też mówiło się sporo, ponieważ mając 32 lata, był najstarszym członkiem angielskiej drużyny.

Na kultowym zdjęciu, na którym Booby Moore podnosi Złotą Nike, a sam niesiony jest przez trzech kolegów z zespołu, Ray Wilson znajduje się z prawej strony. Fotografia stała się inspiracją do powstania niemniej słynnego pomnika “The World Cup Sculpture”. Statua znajdująca się w pobliżu rozebranego stadionu West Ham United w Boleyn Ground (Upton Park) w londyńskiej dzielnicy Newham wyrzeźbiona została przez królewskiego rzeźbiarza Philipa Jacksona. Wilson jest jedyną postacią ukazaną na pomniku niezwiązaną z West Hamem. Postali dwaj piłkarze to Hurst i Martin Peters, legendy drużyny “Młotów”.

Ray Wilson pierwszy z prawej. “The World Cup Sculpture”

Czas powiedzieć: „Do widzenia”

Wielu obserwatorów spodziewało się, że po takim sukcesie Wilson zakończy reprezentacyjną karierą. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Obrońca Evertonu decyzję taką podjął dopiero dwa lata później po mistrzostwach Europy, w których Anglicy zajęli III miejsce. W ostatnim spotkaniu z jego udziałem „Synowie Albionu” pokonali ZSRR 2:0. Na pewno na jego decyzję wpływ miało pojawienie się w kadrze młodego obrońcy Leeds United Terry’ego Coopera. Wilson rozegrał w kadrze 63 spotkania, co przez długi czas było najlepszym wynikiem wśród obrońców. Rekord ten później został pobity przez Kenny’ego Sansoma.

W późnych latach sześćdziesiątych kariera klubowa Raya również zaczynała zmierzać ku końcowi. Po tym, jak skręcił kolano w 1969 roku, stracił jeden ze swoich największych atutów – szybkość. Latem przeniósł się do Oldham Athletic. Na odchodne legendarny trener „The Toffees” Harry Catterick powiedział o nim, że to największy profesjonalista, jakiego kiedykolwiek znał. W Oldham z miejsca został kapitanem klubu, jednak znów kiepskie zdrowie dało o sobie znać. Kolejna kontuzja była chyba ostatecznym sygnałem, że pora kończyć grę na tak wysokich obrotach. W sezonie 1970/1971 Wilson przyjął ofertę grającego menadżera Bradford City, klubu grającego na trzecim poziomie rozgrywek, w którym wystąpił tylko w kilku meczach.

Pracowita emerytura i choroba

Wilson szybko jednak uznał, że ławka trenerska to nie jest jego żywioł. Odnalazł się w dość specyficznym biznesie, jakim jest branża pogrzebowa, dołączając do firmy swojego teścia w Outlane, niedaleko Huddersfield. Po śmierci właściciela przejął przedsiębiorstwo, które funkcjonowało bardzo sprawnie, a sam Ray przeszedł na emeryturę w roku 1997 roku. Nie był pierwszym i nie ostatnim piłkarzem, który po zakończeniu kariery wybrał nietypowy zawód.

W roku 2000 wraz z kolegami z mistrzowskiej drużyny  Rogerem Huntem, Georgem Cohenem, Nobby Stilesem i Alanem Ballem otrzymali Order Imperium Brytyjskiego (MBE) za zasługi na rzecz futbolu. Przyznanie tego odznaczenia poprzedzone było głośną kampanią medialną, w której podkreślano, że akurat tych czterech mistrzów świata nigdy nie zostało należycie docenionych.

Ray Wilson i jego nowy zawód
Ray Wilson – ceniony przedsiębiorca pogrzebowy

Minęły zaledwie cztery lata od tej miłej uroczystości, gdy u Raya Wilsona zdiagnozowano chorobę Alzheimera. Co ciekawe, a przede wszystkim smutne, na tę samą przypadłość z czasem zapadli inni członkowie złotej ekipy z 1966 – wspomniani już tu, Nobby Stiles i Martin Peters. Większość lekarzy uważa, że przyczyną tej strasznej choroby u byłych piłkarzy może być zagrywanie piłek głową. Nie bez znaczenia jest też fakt, że w latach 60. i 70. futbolówki nie należały do najlżejszych, szczególnie gdy nasiąknęły wodą. Wilson z chorobą zmagał się aż do końca życia. Mimo tego nie rezygnował z odwiedzania stadionu Huddersfield. Najczęściej towarzyszył mój jego syn, Russell.

Upamiętnienie

„The Terriers” również pamiętali o swoim najsłynniejszym zawodniku. 30 lipca 2016 r., pięćdziesiąt lat po tym, jak Anglicy wznieśli Puchar Świata, Huddersfield Town wydał na jego cześć nowy zestaw trzecich strojów na sezon 2016–17. Komplet został wydprodukowany z metką „Legends Are Rarely Made”. Czerwoną koszulkę na cześć zwycięskich strojów mistrzów świata z 1966 roku zdobił biały podpis Wilsona tuż pod kołnierzem z tyłu i poniżej białego herbu z przodu. Dwaj synowie Raya i jego żona wydali oświadczenie przy okazji prezentacji nowych strojów:

„Jesteśmy bardzo wdzięczni i zaszczyceni, że Huddersfield Town postanowiło uhonorować naszego ojca tym kompletem strojów. Rozmawialiśmy z nim o tym i jest absolutnie zachwycony. Ray często wspomina swoją karierę, a zwłaszcza przyjemny czas w Huddersfield. Chcielibyśmy podziękować klubowi za ten hołd i dodać, że wspaniale jest wiedzieć, że Ray jest tak dobrze pamiętany”

Warto dodać, że dla Huddersfield Ray zagrał 283 razy i strzelił 6 goli. Jeśli chodzi o występy w Evertonie, to uzbierał ich 116, ale tam też pamięć o nim jest żywa. To właśnie dzień meczu Huddersfield z Evertonem ogłoszono „Ray Wilson Day”. Już po śmierci Wilsona swojego kolegę z „The Toffees” wspominał Joe Royle, gwiazda klubu z przełomu lat 60. i 70.:

„Grając z nim, wiedziałeś, że masz w składzie szybkiego byłego skrzydłowego, który z pewnością nie da się wyprzedzić. Ray doprowadził do powstania nowego gatunku bocznych obrońców. Przed Rayem wszyscy byli „wartownikami”, dużymi, wysokimi chłopami. Był wtedy najlepszy na swojej pozycji. I był świetnym facetem, zawsze z uśmiechem lub pomocnym słowem. Grałem z Rayem i to było jak słuchanie maestro. Znał się na swojej robocie”

Opinie tego typu nie były odosobnione. Ray Wilson w rzeczywistości był jednym z najlepszych lewych obrońców w historii. Być może niektórym to imię i nazwisko kojarzy się z byłym wokalistą zespołu Genesis, innym z brytyjskim żużlowcem z lat 70., ale dla fanów piłki nożnej Ray Wilson to na zawsze członek mistrzowskiej drużyny „Synów Albionu”.

JAKUB TARANTOWICZ

O Jakub Tarantowicz 21 artykułów
Rocznik 1987. Kibic Łódzkiego Klubu Sportowego i Manchesteru United. Szczęśliwy mąż. Dumny tata dwóch córeczek. Z wykształcenia historyk. Od wielu lat pracownik księgarni historycznej w Łodzi

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz