Mój klub: Albatros Szufnarowa

Boiskowe przygody

Jak każdy doskonale wie, klimat niższych lig jest nie do podrobienia. Dla wielu wypełnione po brzegi trybuny wielkich stadionów chowają się przy krzesełkach lokalnych boisk, na których zasiadają oddani fani popijający piwo i jedzący słonecznik. Mecz ma nie tylko znaczenie sportowe, ale jest także okazją do spotkania się ze znajomymi i dobrej zabawy.

Lokalny futbol stał się w ostatnich latach zjawiskiem, fenomenem socjologicznym, elementem popkultury. Świadczy o tym, chociażby prowadzony przez Radosława Rzeźnikiewicza kanał „Kartofliska” na YouTube. Nakręcono niedawno również serial dokumentalny „Asy B-klasy” pokazujący amatorską piłkę od kuchni. Nagrody i nominacje w konkursach filmowych zebrał wyreżyserowany przez Grzegorza Zaricznego krótkometrażowy dokument „Gwizdek” opowiadający historię sędziującego w niższych ligach arbitra. To wszystko pokazuje, że tego rodzaju piłka w pewien sposób fascynuje ludzi.

Oglądając tego typu produkcje lub – najlepiej – samemu jeżdżąc na mecze niższych lig, możemy przekonać się, z jakimi problemami zmagają się amatorskie kluby. Największą niedogodnością, z którą przez ostatnie lata borykał się Albatros były kłopoty ze stadionem. Zdarzały się sezony, kiedy boisko nie nadawało się do gry, przez co drużyna z Szufnarowej musiała rozgrywać mecze w roli gospodarza na obiektach w pobliskich wioskach – w Dobrzechowie lub Kozłówku.

Nie przeszkodziło to jednak najwierniejszym fanom w uczestniczeniu w spotkaniach Albatrosa i dopingowaniu ukochanego zespołu. W tym momencie można płynnie przejść do kibiców, którzy od zawsze byli nieodłączną częścią klubu.

Dla wielu mieszkańców mecz Albatrosa jest jednym z najważniejszych punktów tygodnia. Fani żyją klubem i jego sprawami, śledzą jego losy i jeżdżą na mecze. Kibicowska pasja jest zawsze taka sama. Niezależnie od szczebla rozgrywek. Każdy kibic kocha bowiem swój zespół bez względu na to, czy jego piłkarze występują w Lidze Mistrzów, czy na błotnistych boiskach małych miejscowości.

Legenda

Każdy klub ma swoje legendy, niezależnie od tego czy to klub znany na całym świecie, czy swoją sławą obejmujący jedynie lokalne środowisko. Najczęściej legendami stają się zasłużeni piłkarze i odnoszący sukcesy trenerzy. Ale nie trzeba kopać piłki ani prowadzić drużyny, by zapisać się w historii klubu. Najlepszym tego przykładem jest Dominik Tęczar, któremu należy poświęcić w tym tekście kilka słów, bo zasługuje na to jak nikt inny.

Dominik Tęczar był oddany piłce nożnej w stu procentach. Potrafił poświęcić piłce własny czas. Udzielał się społecznie dla naszego klubu całym sercem. Był jedyny i niepowtarzalny – tak wspominają go ludzie związani z klubem.

Zanim zaangażował się w działalność w Albatrosie, Dominik Tęczar miał doświadczenie zawodnicze w innych drużynach. W klubie z Szufnarowej pełnił wiele funkcji. Był jego dobrym duchem, opiekunem, gospodarzem i działaczem. Jeździł na wszystkie mecze. Angażował się w prowadzenie treningów. Udzielał się nawet przy pracach na stadionie. Sport był jego pasją. Posiadał dużą wiedzę. Zmarł w 2007 roku.

Był ważną, wybitną postacią w historii Albatrosa i całej wsi. O jego ważności świadczy fakt, że wszyscy zwracali się do niego per „Mistrzu”. Stał się klubową ikoną i pokazał, jak wiele w życiu znaczy prawdziwa pasja.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…