„Podróż w głąb pola karnego” – recenzja

Literatura piłkarska może mieć różne oblicza. Nie zawsze musi to być biografia piłkarza, monografia jakiegoś klubu bądź przedstawienie zawiłości taktycznych współczesnego futbolu. Przykładem nietypowej książki poruszającej temat piłki nożnej jest publikacja „Podróż w głąb pola karnego”. Jej wydawcą jej oficyna Czuły Barbarzyńca Press.

Autor książki, Peter Esterhazy, pochodził z dawnego arystokratycznego rodu. Esterhazych w czasach komunistycznej dyktatury pozbawiono niemal całego majątku. Dziadkiem Petera był Moric Esterhazy, premier Węgier w 1921 roku, a dalszym krewnym – Janos Esterhazy, dyplomata, przedstawiciel mniejszości węgierskiej na Słowacji podczas II wojny światowej, człowiek, który sprzeciwiał się wysiedlaniu Żydów, wykończony przez władze komunistyczne, kandydat na ołtarze Kościoła rzymskokatolickiego. Z punktu widzenia kibiców piłkarskich „najciekawszym” krewnym Petera był  jego rodzony brat, Marton Esterhazy, zawodowy piłkarz, reprezentant Węgier.

Kariera Martona jest punktem wyjścia całej książki. Autor, wspominając momenty z kariery swojego brata, dzieli się swoimi refleksjami na temat futbolu. Marton grał między innymi w Honvedzie i AEK Ateny. Szczególnie grecki okres kariery brata Peter opisuje jako niezwykle barwny. W tym czasie razem z pozostałymi braćmi literat odwiedzał Martona i wspólnie cieszyli się życiem. Szczególnie w pamięci Petera zapisała się wizyta z 1985 roku na meczu AEK Ateny – Real Madryt.

„Mój brat był tam bardzo sławny […], jak tylko dotknął piłki, siedemdziesiąt tysięcy […] kibiców zrywało się z miejsc i powiewając żółto-czarnymi flagami, krzyczało moje nazwisko. Do dziś, kiedy mi się to przypomina, dostaję gęsiej skórki. […] Jak na drugi dzień jedliśmy obiad w Pireusie, spacerowaliśmy nad brzegiem morza, wszyscy już wiedzieli, że tu jest, i robił się wokół nas tłum, dzieci ukradkiem dotykały jego nogi, dorośli mężczyźni pytali, co tam z kontuzją, szeptali do niego po grecku, jak gdyby znali się od tysiąca lat […]”

Obszerne fragmenty poświęcone Martonowi występują jednak tylko na początku książki. W jej dalszej części jest jedynie wzmiankowany co jakiś czas. Dość szybko okazuje się, że Peter Esterhazy nie próbuje napisać książki, w której jego brat byłby centralną postacią. Publikacja nie ma właściwe żadnych cech typowej biografii. „Podróż w głąb pola karnego” spełnia raczej kryteria zarówno eseju (punkt widzenia autora jest tutaj kluczowy), jak i reportażu z podróży. Peter Esterhazy zapisuje swoje spostrzeżenia z podróży po Niemczech w 2006 roku. W kraju, który szykował się wówczas do organizacji mundialu, nie odwiedza wielkich stadionów czy ośrodków treningowych. Jedzie na prowincję i tam rozmawia z miejscowymi o futbolu i nie tylko. Stołuje się w małych barach, odwiedza siedziby klubów zupełnie przeciętnych. Cała eskapada zostaje mu zlecona przez jedno z niemieckich czasopism, z którym współpracował.

Pisząc o kolejnych etapach podróży, popada często w daleko idące dygresje. Dla niektórych czytelników może być to zaleta, bo historie opowiadane przez Esterhazyego są naprawdę ciekawe. Inni odbiorcy książki mogą uznać to za wadę –  trzeba być mocno skoncentrowanym, żeby podążać za myślą autora. Myślą, która przeskakuje z jednego świata do drugiego, nieraz całkiem odległego.

Są momenty, kiedy autor wspomina grę swoich idoli z wczesnej (Florian Albert) i późniejszej młodości (Zoltan Varga), by za chwilę wrócić do obserwowania zachowania kelnerek w jakimś małym niemieckim barze. Często pozwala sobie na dość subiektywne opinie na temat wyglądu napotykanych osób, aby za chwilę przywoływać mecze z dawnych lat. Mimo pewnego rodzaju chaosu, styl autora jest dość przyjemny w odbiorze. Nie brakuje zabawnych, anegdot i bon-motów.   

Esterhazy wspomina, na przykład, jak oglądał w towarzystwie swojej wiekowej i dość ekscentrycznej ciotki spotkanie Liechtenstein-Anglia. Obok pisarza usiadł kibic brytyjski, który zapadł panu Peterowi w pamięć.


„Po mojej lewej stronie usiadł Englishman, nie polubiłem go, widziałem, że dokładnie zlustrował asortyment piwa oferowany przez księstwo, śmierdziało od niego alkoholem i ciągle bekał. Jak gdyby chciał powiedzieć God save the Queen”.

Warto jeszcze przywołać jedną myśl autora, pod którą podpisałoby się zapewne wielu kibiców przeróżnych klubów i reprezentacji na całym świecie:

„Wbrew wszelkim głosom wyrafinowanego sprzeciwu nie dlatego kibicujemy jakiejś drużynie, bo jest dobra, ale dlatego, że jest nasza. I kiedy już ustalimy sobie stosunki własnościowe, z łatwością przyznamy, dlaczego nasza drużyna jest dobra, i że dlatego jest nam tak bliska, bo w udanym sezonie odbija się w niej nasze życie”

W książce Esterhazyego nie brakuje również odniesień do historii, kultury i mentalności zarówno węgierskiej, jak i niemieckiej. Wiele miejsce poświęcono też postaci Ferenca Puskasa i słynnemu finałowi Mistrzostw Świata z 1954 roku oraz wpływowi, jak ten piłkarz i to spotkanie wywarło na węgierskie społeczeństwo. Co do tego, że taki wpływ był bardzo silny, autor nie ma wątpliwości. Pamiętny mecz w Bernie rozpatruje w bardzo różnych kontekstach. Przywołuje także własne teksty, w których odnosił się do tego meczu, tak, jak gdyby Węgrzy go wygrali.

Książka liczy jedynie 155 stron, więc nie można też napisać o niej zbyt wiele, aby nie zdradzić czytelnikom większości treści. Podsumowując – plusami książki są niewątpliwe wątki autobiograficzne i biograficzne z życia brata pisarza, żartobliwy i wciągający styl, wielka erudycja autora i fakt, że futbol jest przez całą opowieść głównym tematem. Do wad można zaliczyć nadmierną dygresyjność. Esterhazyemu zdarza się (ale nie jest to regułą) też odnosić do jakiegoś tematu, zakładając, że czytelnik będzie wiedział, o co chodzi. Nie zadaje sobie trudu wprowadzenia odbiorcy w dane zagadnienie.

Publikację trzeba jednak ocenić pozytywnie i to nie dlatego, że Peter Esterhazy był (zmarł w 2016 roku) uznawany za jednego z najlepszych węgierskich prozaików i eseistów II połowy XX wieku. „Podróż w głąb pola karnego” jest po prostu oryginalnym i ciekawym uzupełnieniem literatury piłkarskiej wydanej na polskim rynku książki.

NASZA OCENA: 7/10

Autor: Jakub Tarantowicz

Rocznik 1987. Kibic Łódzkiego Klubu Sportowego i Manchesteru United. Szczęśliwy mąż. Dumny tata dwóch córeczek. Z wykształcenia historyk. Od wielu lat pracownik księgarni historycznej w Łodzi

Zobacz wszystkie wpisy autorstwa: Jakub Tarantowicz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *