Ricardo bez rękawic, Eusebio we łzach

Bomba Rui Costy

Już w trakcie regulaminowych 90 minut obie drużyny wykorzystały limit zmian. O ile jednak gospodarze turnieju (chcąc gonić wynik) desygnowali do gry zawodników ofensywnych, to Anglicy  za Scholesa i Gerrarda wprowadzili Phila Neville’a i Hargreavesa – obrońcę i defensywnego pomocnika.

Nie pozostawało to bez wpływu na obraz gry. To Portugalczycy starali się atakować i rozstrzygnąć mecz przed serią rzutów karnych. W 110. minucie Rui Costa przejął piłkę na 45 metrze od bramki strzeżonej przez Davida Jamesa. Przebiegł z futbolówką przy nodze ponad 20 metrów, nic nie robiąc sobie z próbujących odebrać mu futbolówkę angielskich obrońców. Wreszcie uderzył jakby od niechcenia, ale jednak z ogromną siłą. Piłka odbiła się od poprzeczki i wpadła do bramki. Wszyscy obecni na stadionie mogli, mówiąc potocznie, zbierać szczęki z podłogi. Gol z gatunku tych, które Anglicy określają mianem „sensational”.

Dziesięć lat później bramka Rui Costy znalazła się na liście 60 najwspanialszych goli w historii rozgrywek pod egidą UEFA. Wracając do Lizbony i czerwca 2004 roku – po ciosie zadanym przez pomocnika AC Milan Anglicy mogli się już nie podnieść.

Lampard daje nadzieję

Mogli, ale jednak się pozbierali. Minęło ledwie 5 minut od genialnego trafienia Rui Costy, Scolari i jego sztab nie zdążyli jeszcze ochłonąć po radosnych podskokach, jakie wykonywali po tym golu, a Anglicy przeprowadzili akcję, która przedłużyła ich nadzieję na awans do półfinału.

Z rzutu różnego dośrodkowywał Beckham, John Terry zgrał piłkę głową do klubowego kolegi z Chelsea, Franka Lamparda, a ten, obróciwszy się szybko, mocnym strzałem pokonał Ricardo. Była 115. minuta.  Do końca dogrywki żadnej drużynie nie udało się zdobyć gola, ale emocje naprawdę sięgały zenitu. Gdyby wówczas istniał Twitter hashtag #ENGPOR byłby tamtego dnia z pewnością najpopularniejszym na tym portalu.  

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*