Skandal w Malabo. O jedną bramkę za dużo

Ghana zgodnie z planem

Mecz raczej nie należał do najbardziej porywających, był raczej jednostronny. Ghana większość spotkania atakowała bramkę Gwinei Równikowej, lecz przez pierwsze 40 minut nie mogła tej przewagi udokumentować. Po faulu w 41. minucie bramkarza reprezentacji Gwinei  Równikowej na Appiahu, rzut karny wykorzystał Jordan Ayew. Swoją drogą – dzisiaj bramkarz na pewno nie pozwoliłby sobie na taką wycieczkę poza linię bramkową.

Tuż przed przerwą typową bramkę do szatni dla Ghany po podaniu Atsu zdobył Wakaso. Szybka kontra po nieudanym rzucie rożnym została bardzo ładnie wykończona przez Ghańczyków i na przerwę reprezentacja Gwinei Równikowej schodziła z bagażem dwóch bramek. Po zmianie stron Ghana miała kolejne sytuacje, ale w 55. minucie niemal stuprocentowej sytuacji nie wykorzystał Andre Ayew, a dwie minuty później swoją okazję zmarnował Appiah.

PRZECZYTAJ TEŻ: Henryk Kasperczak – z Mielca na podbój Afryki

Dobicie drużyny gospodarzy nadeszło w 75. minucie, kiedy to po serii nielogicznych decyzji zawodników Gwinei Równikowej bramkę dla Ghany zdobył Andrew Ayew po podaniu Appiaha. Ghana zgodnie z planem wypunktowała gospodarzy, a udział tychże w turnieju się skończył. I choć do końca spotkania pozostawało około 15 minut, to historia meczu została przyćmiona to, co nastąpiło po strzeleniu trzeciej bramki.

Skrót meczu

Skandal w Malabo, czyli lincz wisiał w powietrzu

Na trybunach atmosfera była napięta od samego początku spotkania. Kibice drużyny gospodarzy od pierwszej minuty byli nastawieni wrogo, by nie powiedzieć, że wręcz konfrontacyjnie wobec drużyny i kibiców Ghany. Sytuacja zaogniła się w okolicach 40. minuty spotkania, gdy sędzia Eric Otogo odgwizdał rzut karny dla Ghany.

Z trybun na murawę poleciały butelki w kierunku przyjezdnych piłkarzy oraz kibiców. Reakcję miejscowych kibiców dodatkowo inspirowała postawa ich drużyny, która bardzo ekspresywnie próbowała kwestionować decyzję sędziego. Pierwsza połowa upłynęła zatem pod znakiem obrażania i obrzucania gości z Ghany. Zawodnicy oraz sztab na ławce rezerwowych Ghany musieli oddalić się od trybun i podeszli bliżej boiska, by unikać lecących przedmiotów. Obrywało się także zawodnikom gospodarzy. Druga bramka, która wpadła tuż przed przerwą, dolała oliwy do ognia. Sytuacja była na tyle groźna, że wymagana była pomoc policji.

Oddziały policji wchodzące na trybuny stadionu

Eskorta i osłona policji towarzyszyła piłkarzom reprezentacji Ghany podczas schodzenia do szatni na koniec pierwszej połowy. 15 minut przerwy nie przyniosło uspokojenia i taka sama potrzeba zaszła na początku drugiej części gry. Agresywny tłum Gwinejczyków na trybunach nakręcał się coraz bardziej. Nie pomagały apele spikera tego meczu, nie pomagały apele reprezentantów Gwinei Równikowej. Im dłużej trwał mecz, tym sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Na boisku lądowały kolejne przedmioty, bezpiecznie nie mogli czuć się również kibice z Ghany, zgromadzeni w jednym miejscu – na północno-zachodnim krańcu stadionu. Aż w końcu przyszła bramka na 3 do 0. To już dla miejscowych kibiców było za dużo.

Przebieg wydarzeń na murawie i wokół niej

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…