„Kopalnia. Sztuka Futbolu 5” – recenzja

Brazylijski mundial z 2014 r. sprawił, że ukazał się pierwszy numer magazynu „Kopalnia. Sztuka Futbolu”. Za pomysłem stoi dziennikarz Piotr Żelazny, a niektórzy porównują „Kopalnię” do niezwykle cenionego na całym świecie magazynu „The Blizzard”, założonego przez Jonathana Wilsona. Piąty numer „Kopalni” wyszedł na początku września 2020 r. dzięki wydawnictwu SQN, które przejęło całą serię. To może zwiastować lepsze czasy dla tej bardzo cennej inicjatywy.

Zbliżają się mistrzostwa świata w Katarze, które będą rozgrywane w kraju o niemal zerowych tradycjach piłkarskich i w niedogodnym dla wszystkich terminie (listopad-grudzień). Mundial w 2026 r. będzie gościł w aż trzech krajach (Kanada, Meksyk, USA) i zagra na nim aż 48 zespołów. Od przyszłego sezonu powstanie Liga Konferencji Europy, trzeci europejski puchar w hierarchii, aby „słabeusze” byli jeszcze dalej od możnych, dzielących wielki tort z futbolowymi pieniędzmi. Tylko przez pandemię i przełożenie Euro 2020 na 2021 r. nie odbędzie się przedziwny turniej o klubowe mistrzostwo świata (pierwotnie planowany na lipiec 2021), gdzie wystąpić miało aż 24 zespoły podzielone na osiem 3-zespołowych grup.

„Kasa, Misiu, Kasa” – jak powiedział kiedyś klasyk do Wojciecha Kowalczyka. Światowy futbol to coraz bardziej biznes, w którym coraz mniej jest miejsca na porywy romantyzmu. Podobnie dzieje się z książkami o piłce nożnej: wydawnictwa też muszą liczyć kasę i wydawać tylko te książki, które dadzą zysk. Jednak i w jednym i w drugim przypadku wciąż można liczyć na powiew romantyzmu. Na polskim rynku wydawniczym jest nim magazyn „Kopalnia. Sztuka Futbolu”.

W 2014 r. mundial wrócił do Brazylii, gdzie ponoć piłkę nożną kocha się najbardziej. Z tej okazji wyszedł pierwszy numer „Kopalni”, który za temat przewodni obrał właśnie piłkarskie mistrzostwa świata. Spiritus movens tego projektu był dziennikarz Piotr Żelazny, który w 2003 r. w wieku 21 lat zaczął pisać dla „Piłki Nożnej”. Potem był „Dziennik”, „Przegląd Sportowy” i „Rzeczpospolita”, aż w końcu stał się dziennikarzem niezależnym, tzw. freelancerem. „Kopalnia. Sztuka Futbolu” jest niejako ucieleśnieniem wyobrażeń tego absolwenta filozofii o dziennikarstwie sportowym. Jak możemy przeczytać na stronie magazynu:

Właściwie od kiedy sięgamy pamięcią, zawsze nas straszyli. Mówili, że papier umiera, że ludzie już nie czytają, bo nie mają na to ani czasu, ani ochoty. Że dziś są przyzwyczajeni do krótkich, szybkich informacji. Z emotikonem na końcu i skandalem w tytule. Nigdy się z tym nie zgadzaliśmy. Projektem „Kopalnia – sztuka futbolu” chcemy pokazać, że dziennikarstwo na wysokim poziomie, bez infantylizmów i uproszczeń ma się wciąż doskonale.

Do tworzenia „Kopalni – sztuki futbolu” zapraszamy najlepszych polskich dziennikarzy sportowych, i nie tylko sportowych. Pisali dla nas autorzy z zagranicy, pisał zdobywca Nagrody Nike i Paszportu Polityki. Dajemy autorom niemal nieograniczoną przestrzeń oraz swobodę w tworzeniu, po czym to pięknie opakowujemy z pomocą wyjątkowo uzdolnionych ilustratorów. To nasz drobny wkład w piękną grę.

Magazyn wychodził nieregularnie, zawsze mając problemy z szerszą dystrybucją i w ogóle środkami na wydanie. Po pierwszym numerze z 2014 roku wyszło jeszcze trzy: tematem drugiego były „piękne umysły” świata futbolu; autorzy walczyli w nim ze stereotypem, że piłką nożną mogą się zajmować tylko osoby o wąskich horyzontach intelektualnych; w trzecim numerze zajęto się związkami futbolu z polityką; w czwartym dziennikarze odnieśli się w swoich tekstach do romantycznej strony najpiękniejszej gry świata, opisując historie jak najdalsze od skomercjalizowanej strony futbolu.

Na obecny numer musieliśmy długo czekać, ale na szczęście sprawy wzięło w swoje ręce krakowskie wydawnictwo SQN. Numer piąty wyszedł pod jego egidą (w serii SQN Originals), przygotowano też reedycję ciężko dostępnych numerów 1 i 2. Wydaje się, że magazyn „Kopalnia. Sztuka Futbolu” stanie się wreszcie stałym i cenionym zjawiskiem na polskim rynku wydawniczym, niczym wspominany „The Blizzard”. Oby. Po tym przydługim wstępie ogólnym, przejdźmy wreszcie do wydanego niedawno numeru 5.

Porażka – nieodłączna część futbolu. Mistrzem świata zostaje jedna drużyna, a przecież do rywalizacji przystępuje ponad 200 narodowych reprezentacji zrzeszonych w FIFA. Właśnie porażka jest tematem przewodnim numeru piątego, rozpatruje ją grono niezwykle ciekawych autorów pod wszelakimi kątami. Łącznie w numerze znalazło się 17 tekstów, z czego autorami dwóch byli zagraniczni dziennikarze: Holender Auke Kok pisał o wielkiej Holandii lat siedemdziesiątych, która nie została mistrzem świata, a Rumun Emanuel Roşu przeniósł nas w świat dzisiejszej rumuńskiej piłki, pogrążonej w chaosie i aferach. Obydwa teksty są bardzo interesujące, ponieważ opisują narodowe bolączki dwóch krajów, a Polakom, nawet najlepiej zorientowanym w tamtejszych realiach, pewnie trudno byłoby uchwycić wszystkie niuanse.

Piętnastka polskich autorów bierze na tapet tematy przeróżne. Wydaje się, że celowo zaplanowano numer tak, żeby teksty odbijające się największym echem rozpoczynały i kończyły książkę. „Głowa” magazynu Piotr Żelazny opisał aferę dopingową w polskiej kadrze olimpijskiej, która w 1992 r. zdobyła srebrny medal olimpijski. Udowadnia w swoim tekście, że co najmniej 3 zawodników nie powinno pojechać na turniej, w tym dwóch kluczowych… Jednak pojechali, a wielki sukces sprawił, że nikt nie chciał po latach wyciągać brudów. Poza Piotrem Żelaznym rzecz jasna, który całą sprawę niezwykle skrupulatnie opisał.

Numer kończy się najobszerniejszym ze wszystkich tekstem dziennikarza TVP Sport Leszka Jarosza, specjalisty od Historii Mundiali (prowadzi taki fanpejdż na Facebooku, jeden z najlepszych w polskiej części FB!). Postanawia on obalić jeden z fundamentów historii polskiego futbolu, a mianowicie słynne cztery gole Ernesta Wilimowskiego przeciwko Brazylii w 1938 r. Otóż według licznych źródeł, w tym Fryderyka Scherfkego, „Ezi” trafił wówczas do siatki „tylko” trzy razy, a dwie pozostałe bramki strzelił właśnie „Fryc” z Warty Poznań.

Przedmiotem sporu jest ostatni gol, zdobyty tuż przed końcem dogrywki, który zmniejszył rozmiary porażki Polaków z 4:6 na 5:6. Leszek Jarosz sporu definitywnie nie wyjaśnia, nie mamy 100% pewności, że Wilimowski strzelił trzy gole, a Scherfke dwa. Póki co, kronik i statystyk polskiego futbolu nie poprawiamy, ale to świetny przykład na to, że nawet oczywiste rzeczy, w świetle nowych źródeł, mogą się okazać nieprawdą. Poza tymi golami, autor opisuje z nadzwyczajną skrupulatnością cały udział Polaków w MŚ 1938 – wielki szacunek z mojej strony za ten artykuł!

Nie będę się rozpisywał szczegółowo o pozostałych tekstach i autorach, z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie. Mnie szczególnie przypadł do gustu tekst Bartosza Nosala o Andriuszu Mozoluku z Poznania. Kojarzycie tego zawodnika? Ja też nie kojarzyłem, nawet Google w tej sytuacji niewiele pomoże. A jest to historia niezwykle poruszająca, no i przede wszystkim świetnie opisana.

Kapitalny pomysł na tekst znalazł Piotr Wesołowicz, który chciał opisać trzech reprezentantów Polski, którzy w narodowych barwach zagrali minutę. Pomysł kapitalny, jednak z tych trzech znajdziemy jedynie wypowiedzi Andrzeja Bledzewskiego; Henryk Szymanowski rozmawiać nie chciał, a Wahan Geworgian to człowiek dzisiaj praktycznie nie do namierzenia. Z przyczyn obiektywnych tekst więc trochę okrojony, ale sam pomysł bardzo oryginalny.

Były też teksty, które na mnie wielkiego wrażenia nie zrobiły, czy wręcz trochę zmęczyły, ale w końcu przecież o to chodzi – „Kopalni. Sztuki Futbolu” nie trzeba czytać od deski do deski, tylko wybrać coś dla siebie. Jako że w wieku 18 lat, kiedy jeszcze mogłem liczyć, że moja przygoda z piłką nożną będzie czymś więcej niż rekreacją, po raz pierwszy zerwałem więzadła krzyżowe w kolanie, a kiedy w wieku 34 lat chciałem jeszcze choć trochę pograć, zerwałem więzadła w drugim kolanie, niezwykle bliski okazał się dla mnie ten fragment wywiadu z Gracjanem Horoszkiewiczem:

Zawsze mam gdzie przyjechać do rodziców, do dziewczyny, do szkółki, którą prowadzę. Ale nie chcę jeszcze kończyć z graniem. Rozmawiałem o tym ostatnio z rodzicami. Chcę spróbować. Chodzi o sam styl życia: świadomość tego, że wstaję, żeby rano mieć trening, co weekend mecz. Życie piłkarza to bajka. Nieraz czytam, jak piłkarze przyznają się, że czegoś nie potrafią. Mnie to nie dziwi. Jeśli dobrze grasz, to wszystko masz na wyciągnięcie ręki, wszyscy wokół ciebie skaczą i robią rzeczy za ciebie. (s. 235)

Bo przecież ostatecznie o to chodzi, żeby cieszyć się grą, każdą dobrą interwencją, odczuwać ten lekki stres przed meczem i tę radość po zwycięstwie – niezależnie od tego, czy w ekstraklasie, czy w klasie B. Na każdym poziomie są te same emocje, które zaczynają się na podwórku, łące czy orliku. Gracjan Horoszkiewicz „miał papiery” na wielką grą, teraz dochodzi do siebie po poważnej kontuzji i ma oferty z niższych lig niemieckich. Ale właśnie ta pasja sprawia, że chce jeszcze trenować i wrócić do gry.

Pasja to jest słowo klucz także w przypadku „Kopalni”. Autorzy nie piszą tutaj tekstów, które mają wygenerować dużo kliknięć, dać im dodatkową premię czy przypodobać się nimi komukolwiek. Mają czas i swobodę, aby pisać o czymś naprawdę głębokim, o czym może będą chcieli przeczytać nie tak liczni czytelnicy, ale z równie wielką pasją do futbolu. Nie chcę tu popadać w jakieś pompatyczne tony, ale z pewnością projekt firmowany przez Piotra Żelaznego jest świetnym zjawiskiem i kibicuję mu z całych sił – niech kolejne „Kopalnie” wychodzą regularnie!

NASZA OCENA: 9/10

Magazyn „Kopalnia. Sztuka Futbolu” to coś naprawdę ekskluzywnego w świecie polskich książek sportowych. Świetni autorzy, oryginalne tematy, do tego bardzo ładnie wydane. Polecam gorąco tom piąty, polecam też cztery wcześniejsze!

BARTOSZ BOLESŁAWSKI