Skandal w Malabo. O jedną bramkę za dużo

„Verengueza”

Nie hamowali się, zaczęli agresywnie atakować Ghańczyków zgromadzonych na trybunach coraz większą liczbą przedmiotów, leciało wszystko, co było pod ręką. Prawdopodobnie podjęli też próbę sforsowania dość lichych zabezpieczeń odgradzających jedną grupę od drugich. Kibice reprezentacji Ghany, by uniknąć kontaktu na trybunach, przedostali się na murawę, na której rozgrywany był mecz. Policja zabezpieczała ten manewr i w zgromadzonym pośpiechu cała grupa kibiców gości dotarła za jedną z bramek. Celem policji było spokojne asekurowanie grupy oraz wyprowadzenie jej tak, by nie prowokować kibiców gospodarzy. Sprawa stała się jednak bardzo poważna, w momencie gdy agresywny tłum otoczył z każdej strony dużo mniejszą grupę Ghańczyków. Licz wisiał w powietrzu.

Wobec takiego rozwoju sytuacji, sprawę w swoje ręce wzięła policja. Metody by opanować agresywny tłum były równie skuteczne, co brutalne. Służby na miejscu zdecydowały się na ryzykowny manewr niskim przelotem helikopterem nad trybunami – około 30 metrów nad głowami. Hałas i gwałtowne podmuchy wiatru wywołane przez śmigła spowodowały rozproszenie się tłumu.

Helikopter powrócił jeszcze trzykrotnie w akompaniamencie granatów dymnych. Z drugiej strony kibice gospodarzy odpowiadali czymkolwiek się dało. Kamienie leciały gdzie popadnie, obrywali również dziennikarze. Twitterowe konto ghańskiej federacji określiło te zdarzenia jako „strefę wojny”. Wszystkiemu przyglądali się zawodnicy, sędziowie, delegaci, media oraz przede wszystkim prezydent Teodoro Obiang.

W trakcie całego zdarzenia spiker wielokrotnie powtarzał słowo „verengueza”, czyli po hiszpańsku „wstyd”. Agresywne działania policji zaczęły słabnąć w momencie, gdy zorientowano się, że walczą już sami ze sobą. Około godziny 22:20 czasu miejscowego udało się opanować tłum, zabezpieczyć grupę kibiców z Ghany oraz dokończyć mecz, już przy niemal pustych trybunach. Kapitan reprezentacji Gwinei Równikowej – Emilio Nsue – przepraszał publicznie za ten skandal, choć nie było to jego winą. Być może słaba gra w wykonaniu reprezentacji gospodarzy sprowokowała miejscowych kibiców do takiego zachowania, ale umówmy się – to nie jest żadne usprawiedliwienie. To po prostu nie powinno się wydarzyć.

Być może pewnym wytłumaczeniem jest ogólne społeczne poczucie niechęci wobec swojego prezydenta. Negatywne emocje kilkudziesięciu tysięcy ludzi zostały skumulowane w jednym momencie w Malabo, a mecz piłkarski stał się tylko pretekstem, by zaatakować. Niestety celem tego ataku stali się niewinni niczemu Ghańczycy, jednak w pewnym sensie był to wyraz niechęci wobec Teodoro Obianga.

Słaba postawa reprezentacji w danym momencie oraz raczej obojętny Gwinejczykom turniej firmowany przez reżim Obianga stały się teatrem wyrazu sprzeciwu społecznego. Bezpośrednia konfrontacja i atak zorientowany na Ghańczyków poważnie naruszyły już i tak kiepski wizerunek reżimu prezydenta Gwinei Równikowej.

Opisywane wydarzenia podczas transmisji meczu

Organizacja turnieju sportowego zawsze wiąże się z grą interesów: bilans zysków i strat. Coś można ugrać, coś można stracić. Korzyści mogą być równie duże, co ryzyko. W przypadku Pucharu Narodów Afryki w 2015 roku Teodoro Obiang uległ pokusie wyeksponowania silnego i stabilnego społecznie państwa. Tymczasem błędne założenia o „miłości do futbolu” obywateli Gwinei Równikowej stały się mrzonką, a wydarzenia z piątego lutego na stałe wpisały historię turnieju oraz całego kraju. A świat zobaczył i zastanowił czy faktycznie w Gwinei Równikowej jest tak, jak przedstawiają to lokalne media. A sam skandal w Malabo przeszedł już do historii piłki nożnej.

ZOBACZ: George Weah – duma Afryki

MIESZKO RAJKIEWICZ

skandal w Malabo skandal w Malabo skandal w Malabo skandal w Malabo skandal w Malabo