Strona główna Sportowa historia Kluby Śmigły Wilno – duma Kresów

Śmigły Wilno – duma Kresów

0

Historia walki o ligę

Mozaikę kulturową, która wytworzyła się na Kresach po zakończeniu działań wojennych, należało jednak mieć pod kontrolą.

Józefowi Piłsudskiemu nie zależało w końcu na tym, aby poszczególne mniejszości narodowe wywalczyły sobie zbyt dużą autonomię względem państwa polskiego.

Ponadto ważne było, aby zintegrować polską społeczność, mocno zdziesiątkowaną przez ledwo co zakończone konflikty zbrojne. W tej sytuacji ważną rolę miały odgrywać kluby oraz towarzystwa sportowe, które oprócz funkcji konsolidacyjnych, wpływały na rozwój tężyzny fizycznej, tak ważnej przy wychowaniu zdrowych pokoleń Polaków.

W Wilnie trzeba było czekać jednak niezwykle długo na powstanie jednej konkretnej drużyny, wokół której skupiłaby się miejscowa polska ludność. Ostatecznie stało się to dopiero w 1933 roku, gdy pułkownik Zygmunt Wenda ,,połączył wszystkie siły wojskowe w jedno i nazwał je tak, że przegrać po prostu nie mogły – nazwał je imieniem Marszałka Śmigłego (ten tytuł otrzymał dopiero trzy lata później)”.

Decyzja ta stała się promyczkiem nadziei na sforsowanie ,,zaklętych bram ekstraklasy”, w której Wilno nie miało swojego przedstawiciela od momentu powstania ligi w 1927 roku.

Edward Śmigły-Rydz już jako Marszałek Polski. Od czasów I wojny światowej był zdeklarowanym kibicem piłkarskim, a w uznaniu jego zasług, między innymi w trakcie walk z Litwinami i Rosjanami na Wileńszczyźnie w 1919 roku, jego imieniem został nazwany klub z Wilna. Źródło: Domena publiczna

Przez lata Duma Kresów nie mogła jednak rywalizować jak równy z równym z czołowymi polskimi ekipami, co związane było z atrakcyjnością, a właściwie jej brakiem, tutejszych garnizonów.

Najlepsi wojskowi gracze w kraju trafiali bowiem do innych ekip, na przykład do klubów stołecznych: mającej legionowe korzenie Legii czy będącej oczkiem w głowie generała Sosnkowskiego Polonii. I choć ,,piernikowe serca kaziukowe miały od tylu już lat kształt futbolówki”, klub musiał skupić się na stworzeniu warunków do rozwoju przede wszystkim dla miejscowej młodzieży.

Wreszcie przyszła pora na debiut Śmigłego, który jak miało się okazać, wypadł nadzwyczaj okazale. Nad Wilię przyjechała bowiem drużyna 22 pp Siedlce, którą 8 kwietnia ,,kombinowany zespół 1 p.p. leg., 6 p.p. leg i WKS Śmigły” pokonał 3:1, zaś dzień później aż 6:1.

Obydwa spotkania odbyły się pod czujnym okiem Mariana Spoidy, objazdowego trenera PZPN, który po ich rozegraniu wyraził pochlebne opinie o grze wileńskich nowicjuszy. Dobra gra Wojskowych sprawiała, że mogli oni patrzeć w przyszłość z wielkimi nadziejami.

Niestety, w pierwszym roku rywalizacji o elitę, nie udało się uzyskać awansu, choć Śmigły był niezwykle blisko osiągnięcia celu. Po dość kontrowersyjnych spotkaniach z Naprzodem Lipiny, zwycięstwo 4:2 w niedokończonym dodatkowym meczu, Wojskowi musieli uznać wyższość stołecznej Polonii.

W następnych miesiącach klub zdobywał jednak cenne doświadczenie, które miało zaprocentować w następnych sezonach. Zacięte mecze z gdańską Gedanią, węgierskim Budafokiem czy zwycięstwo 4:2 z Cracovią, mistrzem kraju sprzed roku, były dobrym prognostykiem przed następną wyczerpującą kampanią.

Drużyna Śmigłego Wilno w 1934 roku. Czwarty od lewej stoi Longin Pawłowski, pierwszy w historii reprezentant Polski pochodzący z Wilna. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Następne próby również niestety kończyły się niepowodzeniem. Śmigły odpadał kolejno ze Śląskiem Świętochłowice i Naprzodem Lipiny w grupie, Czarnymi Lwów oraz ponownie w grupie z Cracovią, Brygadą Częstochowa i AKS-em Chorzów.

Nie pomogły zagraniczne nazwiska na ławce trenerskiej, takie jak ,,węgierski b. gracz zawodowych drużyn z Budapesztu, Singer” czy Schneider, ,,wiedeńczyk, który wracając z Łotwy został zaangażowany na trenera ,,żubrów””. Wybawieniem okazało się dopiero zatrudnienie poznaniaka z krwi i kości, Stefana Sella.

Pod jego wodzą drużyna z Wileńszczyzny poczyniła olbrzymie postępy. Wzięła ona między innymi udział w międzynarodowym turnieju wielkanocnym na Śląsku w 1936 roku, gdzie udało się pokonać gliwicki Vorwäts 4:3 oraz po dramatycznej walce minimalnie ulec 2:3 Victorii Berlin.

W maju w kierunku ekipy Żubrów posypała się jeszcze większa fala komplementów, gdy w meczu o Puchar Polski Prezydenta RP pokonali oni reprezentację ligi 2:1. Co prawda nie powiodła się próba zajęcia miejsca w elicie po zdegradowaniu Dębu Katowice na wiosnę 1937 roku, lecz tylko kwestią czasu stawało się, gdy Śmigły wreszcie osiągnie zamierzony cel.

Mecz piłkarski pomiędzy Polonią Bydgoszcz a Śmigłym Wilno w kwietniu 1935 roku. Ekipa gości z każdym następnym spotkaniem skrzętnie zbierała coraz większe doświadczenie, które bardzo przydało się w walce o awans do elity. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Ten udało się zrealizować 3 października 1937 roku, gdy w ostatnim meczu sezonu Śmigły przed własną publicznością rozgromił lubelską Unię aż 8:1. Nie obyło się jednak bez kontrowersji, gdyż niedługo po rozegraniu ostatniej serii spotkań działacze Brygady Częstochowa, wyprzedzonej w tabeli bilansem bramkowym przez Dumę Kresów, oprotestowali skandaliczne według nich decyzje sędziowskie.

Według częstochowian clou całej ,,afery przekupstwa” tkwiło bowiem w tym, że ,,Wilno musi wejść do ligi, bo na wszystkich frontach zabezpieczyło swe marzenia”. Szefem kolegium sędziów od lutego był bowiem wilnianin Michał Frank, którego zarządzenia odnośnie ustalania ekip sędziowskich na poszczególne mecze miały faworyzować ekipę Śmigłego.

Z dzisiejszej perspektywy trudno oceniać te zarzuty, z całą pewnością można za to stwierdzić, że sytuacja ta źle wpłynęła na kondycję finansową Brygady, której działacze zmuszeni byli zlikwidować wiele swoich sekcji, zachowując jedynie piłkarską oraz bokserską.

Exit mobile version