Paul Gascoigne. Życiorys piłkarskiego dekadenta

Gdyby przyszło mu zostać bohaterem powieści, jej autorem byłby na pewno Charles Bukowski lub Marek Hłasko. Jeśli jego karierą zainteresowałoby się środowisko filmowe, to za kamerą jak nic stanąłby David Lynch lub Quentin Tarantino. On, legendarny Paul Gascoigne, jest jednak człowiekiem z krwi i kości, który w swoim życiu dobitnie odczuł co to znaczy przejść drogę od ulubieńca tłumów do upadłego pośmiewiska. Jego życiorys, naznaczony wieloma spektakularnymi wzlotami oraz bolesnymi upadkami, jest jednym z najważniejszych i najtragiczniejszych w piłkarskiej historii Anglii.

Paul Gascoigne i pierwsze szlify na depresyjnej północy

Paul Gascoigne urodził się w 1967 roku w miejscowości Gateshead na północy Anglii, a dorastał w Dunston, robotniczych przedmieściach Newcastle. Trudno o bardziej depresyjne miejsce dla wchodzącego powoli w dorosłość chłopaka, co zdaje się potwierdzać fakt, że europejscy filmowcy często korzystają z jego aury podczas produkcji swoich niejednokrotnie specyficznych dzieł. Matka ,,Gazzy” na co dzień pracowała w jednej z lokalnych fabryk, a ojciec dorabiał jako murarz. To właśnie on nadał synowi imiona Paul John na cześć członków legendarnej kapeli The Beatles, Paula McCartneya oraz Johna Lennona.

Dzieciństwo Gascoigne’a cechowały niestabilność emocjonalna oraz liczne życiowe tragedie. Początkowo jego rodzina mieszkała w jednym pokoju połączonym z łazienką na piętrze w domu komunalnym. Kiedy miał dziesięć lat, ,,Gazza” był świadkiem wypadku samochodowego, w którym śmierć odniósł młodszy brat jednego z jego przyjaciół. W tym czasie również jego ojciec zaczął miewać ataki padaczkowe. Sam ,,Gazza” uczęszczał na terapię, która miała mu pomóc w walce z rozwijającą się nerwicą natręctw, ale wkrótce za namową swojego taty zrezygnował z niej. Powodem takiego stanu rzeczy były wątpliwości odnośnie metod stosowanych przez lekarzy.

Młody Paul po raz pierwszy został zauważony, gdy skauci Ipswich Town udali się na mecz jego szkolnej drużyny, Gatehead Boys. O jego podpis starali się również działacze Middlesbrough oraz Southampton, ale ,,Gazza” wolał poczekać, aż zacznie się nim interesować jego ukochane Newcastle. Jak się okazało, cierpliwość popłaca, gdyż w wieku trzynastu lat trafił on do młodzieżowej ekipy Srok.

Już pierwsze lata spędzone na St. James’ Park pokazały, jak trudnym do opanowania będzie charakterem. Młody ,,Gazza” wraz ze swoim przyjacielem Jimmym Gardnerem zostali między innymi postawieni w stan oskarżenia za spowodowanie wypadku oraz ucieczkę z miejsca zdarzenia. Widać było jak na dłoni, że incydent, którego był świadkiem kilka lat wcześniej, niczego go nie nauczył.

Na szczęście dla niego samego sytuacja zakończyła się polubownie, sąd nałożył karę grzywny, lecz wściekłość prezesa Newcastle była ogromna. Zdający sobie sprawę z powagi sytuacji Stan Seymour Jr. pozwolił sobie na niewybredny komentarz w stosunku do nieopierzonego młokosa, którego określił jako ,,George’a Besta bez mózgu”.

Młody ,,Gazza” od samego początku kariery wykazywał się olbrzymim zaangażowaniem oraz nieustępliwością wobec swoich rywali. Piłkarska forma nie szła jednak w parze z pozaboiskową ogładą. Źródło: Twitter

Porównanie do wybitnego północnoirlandzkiego gracza nie było jednak użyte na wyrost. Gascoigne w każdym spotkaniu zachwycał kibiców swoją rosnącą formą, której ukoronowaniem był występ w finale młodzieżowego Pucharu Anglii. W wygranym 4:1 dwumeczu z ekipą Watfordu pełniąc rolę kapitana, zdobył cudowną bramką strzałem z ponad trzydziestu metrów, stawiając stempel na grze ekipy Srok. Oglądający to spotkanie z perspektywy trybun trener pierwszej drużyny Jack Charlton powiedział do swojego asystenta:

„Jeśli przeżyjesz sto lat, Maurice, nigdy nie zobaczysz lepszej bramki niż ta”.

Sukces ten sprawił, że niesforny zawodnik został dokooptowany na stałe do składu pierwszej drużyny tuż przed kampanią 1985/86. Nie potrzebował wiele, aby zaadaptować się w nowej rzeczywistości. Każde, wydawałoby się banalnie proste zagranie, potrafił wykonać w taki sposób, że nawet na najbardziej niewybrednych kibicach robiło ono wrażenie. Podaniami uruchamiał partnerów nawet wtedy, gdy ci nie mieli świadomości, że ich widzi.

Przez trzy sezony gry na St. James’ Park ,,Gazza” nie dorobił się jeszcze co prawda statusu największej gwiazdy zespołu, ale był podstawowym zawodnikiem drugiej linii swojej drużyny. Strzelał ponadto po kilka bramek w każdym z sezonów. Kwestią czasu było, aż zostanie zakontraktowany przez którąś z czołowych ekip w lidze.

Najbardziej klarowna propozycja przyszła z Londynu, a konkretniej z Tottenhamu. Przedstawiciele Kogutów zapłacili za dwudziestojednoletniego Gascoigne’a, wtedy już zdobywcę nagrody dla najlepszego młodego piłkarza na Wyspach, dwa miliony funtów. Podczas negocjacji z klubem z White Hart Lane, zawodnik zażyczył sobie wycieczki do Londynu. Sęk w tym, że nie miał zamiaru udać się tam sam, lecz ze swoimi przyjaciółmi z pubu w rodzinnym Gateshead.

Właściciel Tottenhamu postanowił zaprosić wszystkich do pięciogwiazdkowego Hadley Wood, gdyż bardzo zależało mu na podpisie ,,Gazzy”. W podlondyńskim hotelu przez trzy dni panował nastrój niekończącej się imprezy. Irving Scholar, który zarządzał ekipą Kogutów, nosił się z zamiarem zerwania rozmów. Nie zrobił tego jednak, gdyż pod jego drzwiami pojawił się ,,pokutujący” Gascoigne, który miał powiedział:

„Paul i jego koledzy dziękują za najlepsze trzy dni swojego życia”.


Paul Gascoigne zasiadający wśród kibiców Newcastle w trakcie meczu z Derby County w 1991 roku. Nawet po zmianie barw klubowych ,,Gazza” nie zapomniał nigdy o zespole, któremu zawdzięczał możliwość startu w profesjonalnym futbolu. Źródło:
Old football pictures

Z karierą Gascoigne’a w drużynie Newcastle wiąże się jeszcze jedna ciekawa historia. W lutym 1988 roku w trakcie meczu FA Cup przeciwko drużynie Wimbledonu ,,Gazza” przez cały czas starał się prowokować krewkiego Vinniego Jonesa. Ten nie chcąc pozostać dłużnym, złapał go za… genitalia i ścisnął je tak mocno, jakby chciał wycisnąć sok z cytryny. ,,Gazza” odpowiedział na zaczepkę z klasą, wysyłając piłkarzowi Wimbledonu czerwoną różę.

Z czasem obydwaj panowie zostali dobrymi przyjaciółmi. Później Gascoigne sam postępował w podobny sposób przed meczami kadry, łapiąc za genitalia swojego kolegę Lesa Ferdinanda. ,,Gdybyście tylko go widzieli, też chcielibyście tego dotknąć”.

Objawienie na włoskiej ziemi

Gascoigne swoje pierwsze powołanie do kadry do lat 21 otrzymał w lecie 1987 roku. W debiucie popisał się bramką strzeloną bezpośrednio z rzutu wolnego, a Anglia prowadzona przez byłego menedżera Chelsea i Manchesteru United Dave’a Sextona pokonała 2:0 Maroko. Łącznie w tej kategorii wiekowej ,,Gazza” zaliczył dwanaście spotkań oraz zdobył pięć bramek.

Debiut w dorosłej kadrze Synów Albionu zaliczył natomiast we wrześniu 1988 roku w spotkaniu z Danią. Swojego pierwszego gola w narodowych barwach uzyskał siedem miesięcy później, gdy Anglicy rozbili Albanię 5:0 w ramach eliminacji do mistrzostw świata we Włoszech. Selekcjoner Trzech Lwów Bobby Robson zdecydował po tym spotkaniu, że chce stawiać na niesfornego gracza regularnie.

Po nieudanych mistrzostwach Europy w RFN (Anglicy odpadli po fazie grupowej, nie zdobywając nawet punktu) musiał on szukać nowych rozwiązań, które miały pomóc w osiągnięciu sukcesu na następnej wielkiej imprezie.

Forma Synów Albionu w eliminacjach była jednak daleka od optymalnej. Trzy zwycięstwa, w tym dwa ze słabeuszami z Albanii, oraz trzy bezbramkowe remisy, starczyły do zajęcia zaledwie drugiego miejsca w grupie. Awans na mistrzostwa świata udało się jednak uzyskać, gdyż w tabeli drużyn z drugich miejsc Anglia o jeden punkt wyprzedziła niepocieszonych Duńczyków.

,,Gazza” totalnie się tym nie przejmował i starał się robić swoje. W meczu z Czechosłowacją przyklepał swoje powołanie do kadry na włoski turniej. Zdobył bramkę, miał udział przy trzech następnych oraz pokazał światu, że warto będzie obserwować jego grę przy okazji zbliżającej się mundialowej gorączki.

Z uwagi na wybryki angielskich chuliganów w europejskich pucharach kilka lat wcześniej, Anglicy zostali zmuszeni do rozgrywania meczów fazy grupowej na Sardynii. Mistrzostwa świata AD 1990 rozpoczęły się dla nich dosyć niefortunnie. Dwa remisy odniesione z Irlandią (1:1) oraz Holandią (0:0) stawiały Synów Albionu pod ścianą tuż przed ostatnią serią gier.

Robson cały czas eksperymentował ze składem, nie mogąc zdecydować się pomiędzy wiekowym kapitanem zespołu Bryanem Robsonem a debiutującym zaledwie rok wcześniej młodym piłkarzem Aston Villi Davidem Plattem. Garemu Linekerowi w każdym ze spotkań partnerował w ataku inny zawodnik, co też miało swoje reperkusje w słabszej grze Trzech Lwów.

Pewny swojego miejsca mógł być tylko ,,Gazza”, który w ostatnim spotkaniu grupy F pomógł w odblokowaniu się drużyny. Po jego dośrodkowaniu z rzutu wolnego jedyną bramkę w meczu z Egiptem na Stadio Sant’Elia w Cagliari zdobył Mark Wright. Dzięki przebłyskowi geniuszu Gascoigne’a Anglia zajęła w grupie pierwsze miejsce i mogła już szykować się do starcia z Belgami.

Przy okazji tej rywalizacji Gascoigne również nie omieszkał zaznaczyć swojej obecności na boisku. Najpierw w osiemdziesiątej piątej minucie został ukarany żółtą kartką, która miała mieć swoje konsekwencje w następnych fazach turnieju, a później znów po jego asyście padła zwycięska bramka. Tym razem z podania ,,Gazzy” skorzystał minutę przed końcem dogrywki strzałem z woleja rezerwowy David Platt. Starcie na Stadio Renato Dall’Ara w Bolonii utwierdziło Robsona w przekonaniu, jak ważną częścią jego układanki jest właśnie pomocnik Tottenhamu.

W ćwierćfinałowej batalii z rewelacją turnieju, reprezentacją Kamerunu z fenomenalnym Rogerem Millą w składzie, Gascoigne przeżył na własnej skórze, co to znaczy przejść drogę z piekła do nieba. Przy stanie 1:0 dla ekipy Trzech Lwów faulował on we własnym polu karnym największą gwiazdę Nieposkromionych Lwów, a sytuację na bramkę zamienił obrońca Emmanuel Kundé. Cztery minuty później piłkarze z Czarnego Lądu wyszli na prowadzenie za sprawą jego kolegi Eugène Ekéké.

Słaba gra na początku drugiej połowy oraz lejący się z nieba na murawę Stadio San Paolo w Neapolu żar wydawały się zapowiedzią nieuchronnej klęski Anglików. Wtedy sprawy w swoje ręce wziął jeden z najlepszych strzelców w historii na Wyspach, Gary Lineker, który dwukrotnie pewnie egzekwował jedenastkę. Przy drugiej z nich częściowo udział miał Gascoigne, który wymijającym obronę podaniem wypuścił w bój kolegę z Tottenhamu. Ten był faulowany, a ,,Gazza” odkupił winę, która ciążyła na nim z powodu sytuacji z sześćdziesiątej minuty gry.

Wraz z ostatnim gwizdkiem arbitra wśród angielskiej publiczności zapanowała szalona radość, która była spowodowana faktem, że ostatni raz tak daleko na mundialu ich jedenastka zaszła prawie ćwierć wieku wcześniej.

Na drodze do piłkarskiej chwały w półfinale stanęli Niemcy, prowadzeni przez Franza ,,Cesarza” Beckenbauera. Noc przed meczem Gascoigne spędził na zakrapianej partyjce tenisa z amerykańskimi turystami, lecz nie przeszkodziło mu to w daniu z siebie wszystkiego przeciwko odwiecznemu rywalowi wyspiarzy.

4 lipca przebiegł on na murawie Stadio delle Alpi w Turynie przeszło dziesięć kilometrów, zostawiając na niej krew, pot oraz łzy. Te ostatnie pojawiły się w jego oczach jeszcze przed końcowym gwizdkiem, gdy po faulu na Thomasie Bertholdzie został ukarany żółtym kartonikiem. W przypadku zwycięstwa Trzech Lwów eliminował on bowiem ,,Gazzę”
z występu w wielkim finale na Stadio Olimpico w Rzymie.

,,Gazza” nie potrafił powstrzymać łez po otrzymaniu żółtej kartki w meczu z Niemcami. Zdjęcie jego zapłakanej twarzy jedna z gazet na Wyspach podpisała: „Oto najdzielniejszy syn narodu”. Źródło: Getty Images

Na nieszczęście samego Gascoigne’a oraz jego kolegów Niemcy lepiej egzekwowali jedenastki. Wśród wybrańców Robsona spudłowali Stuart Pearce oraz Chris Waddle, podczas gdy zawodnicy Beckenbauera nie pomylili się ani razu. Po spotkaniu Gary Lineker wypowiedział swoje słynne zdanie, które przez dziesięciolecia wybrzmiewało niczym klątwa:

,,Piłka nożna to taka gra, w której dwudziestu dwóch mężczyzn biega za piłką, a na końcu i tak wygrywają Niemcy”.

,,Gazza” nie wystąpił w przegranym 1:2 meczu o brązowy medal przeciwko gospodarzom w Bari, lecz mógł spokojnie wracać do domu z podniesionym czołem.

W Anglii rozpoczęła się prawdziwa ,,Gazzmania”. Zawodnik zwyciężył w plebiscycie na sportową osobowość roku. Warto zaznaczyć, że dokonał tego jako pierwszy piłkarz od czasu zdobycia przez Synów Albionu mistrzostwa globu. Ponadto nagrał piosenkę, która dobiła do drugiego miejsca brytyjskiej listy przebojów.

Piłkarzowi, który był na ustach wszystkich, można było wybaczyć nawet to, że w powtarzanej bez przerwy czołówce BBC, która poprzedzała mecze kadry na włoskim mundialu, zamiast przedstawić się, jak każdy z jego kolegów, powiedział: „Pieprzony onanista”, co w łatwy sposób dało się wyczytać z ruchu warg.

Z kontuzjami nie wygrasz. Z prezesem tym bardziej

Okres gry dla Tottenhamu był dla ,,Gazzy” bardzo udany. W swoim pierwszym sezonie strzelił we wszystkich rozgrywkach siedem bramek w trzydziestu siedmiu występach, co wydatnie pomogło drużynie między innymi w zajęciu siódmego miejsca w lidze.

Jeszcze lepiej wyglądała następna kampania, w której ekipa z White Hart Lane uplasowała się na najniższym stopniu podium, tracąc jednak aż szesnaście punktów do mistrza z Liverpoolu. ,,Gazza” wykręcił podobne liczby do tych, które miał rok wcześniej (jeden mecz rozegrany więcej, przy takiej samej liczbie bramek) oraz otrzymał tytuł piłkarza roku w klubie.

Nie oznacza to jednak, że przestał rozrabiać. Pewnego dnia, gdy szkoleniowiec Kogutów Terry Venables zarządził niezapowiedziany trening, jeden z kolegów ,,Gazzy” przypadkowo kopnął piłkę za płot, który okalał boisko. Gascoigne zaproponował, że pójdzie po nią, po czym zniknął na resztę dnia. Dwadzieścia cztery godziny później, gdy miał już miejsce kolejny trening, Gascoigne z wrodzoną sobie gracją przeskoczył przez płot z piłką w rękach i wypalił: ,,Mam ją!”

Najlepszym w drużynie Tottenhamu był dla niego sezon 1990/91, gdy jego sześć bramek pomogło w zdobyciu przez klub Pucharu Anglii. Do historii tych rozgrywek przeszła zwłaszcza ta, którą zdobył bezpośrednio z rzutu wolnego w derbowej potyczce z Arsenalem. Dla fanów Kogutów miała ona szczególne znaczenie, gdyż zamykała Kanonierom drogę do zdobycia podwójnej korony. Została również uznana za bramkę sezonu na Wyspach.

Finał, rozegrany 18 maja na Wembley, okazał się dla ,,Gazzy” prawdziwym koszmarem. Już w siedemnastej minucie musiał on opuścić murawę świątyni angielskiego futbolu z powodu zerwania wiązadeł w prawym kolanie.

Tottenhamowi udało się co prawda zdobyć puchar, zwyciężając 2:1 po dogrywce z Nottingham Forest, lecz Gascoigne nie miał powodów do radości. Kontuzja, której nabawił się podczas wślizgu na Garym Charlesie, wyłączyła go z gry na kilkanaście miesięcy! Na pocieszenie ,,Gazza” został wybrany drugi raz w karierze, pierwszy za kampanię 1987/88, do jedenastki sezonu.

Kontuzja, której ,,Gazza” nabawił się w finale FA Cup, miała swoje daleko idące konsekwencje. Pomocnik stracił przez nią między innymi szansę gry na EURO 1992 w Szwecji. Źródło: Getty Images
Kontuzja, której ,,Gazza” nabawił się w finale FA Cup, miała swoje daleko idące konsekwencje. Pomocnik stracił przez nią między innymi szansę gry na EURO 1992 w Szwecji. Źródło: Getty Images

Jak się okazało, był to jego ostatni występ w białej koszulce Kogutów. Sezon 1991/92 spędził przede wszystkim w gabinetach lekarzy, którzy mieli pomóc mu wykurować się przed jego pierwszym transferem zagranicznym. Padło na drużynę włoskiego Lazio, która zapłaciła astronomiczną jak na tamte czasy kwotę ośmiu i pół miliona funtów. Był to rekord jeśli chodzi o transfery angielskich piłkarzy.

Temat przenosin ,,najdzielniejszego syna narodu” na Półwysep Apeniński zdominował prasę, przesłaniając często dużo ważniejsze kwestie, jak na przykład recesja czy wzrost bezrobocia. Całą otoczkę wokół transferu ,,Gazzy” najlepiej oddają słowa wypowiedziane przez Terry’ego Venablesa: ,,Cieszę się razem z Paulem, ale jednocześnie czuję się jakbym patrzył na teściową zjeżdżającą do klifu moim nowym autem”.

Włoskie media na początku mocno skupiły się na temacie tygodniówki Gascoigne’a, która wynosiła dwadzieścia dwa tysiące funtów. Dla szefostwa Biancocelestich nie był to jednak problem, zwłaszcza, że zaczęli montować skład, który miał doprowadzić klub z Wiecznego Miasta do upragnionego mistrzostwa. Nazwiska Diego Fusera, Aarona Wintera, Karla-Heinza Riedle’a, Thomasa Dolla oraz Giuseppe Signoriego zdawały się tylko to potwierdzać.

Debiut Gascoigne’a miał miejsce 27 września 1992 roku w meczu z Genoą. Spotkanie to, rozgrywane przy pięćdziesięciu tysiącach kibiców zgromadzonych na Stadio Olimpico, było transmitowane zarówno w telewizji brytyjskiej, jak i włoskiej.

W aklimatyzacji ,,Gazzy” nie pomagało jednak wścibstwo paparazzi, choć sam zainteresowany również nie był bez winy, gdy zdarzało mu się ich pobić. Fanatyczni kibice Lazio przyjęli go jednak z otwartymi ramionami, czego nie można powiedzieć o właścicielu klubu Sergio Cragnottim. Anglik podczas powitania w siedzibie klubu powiedział bowiem do niego łamanym włoskim „Tua figlia, grande tette”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza ,,Twoja córka, duże cycki”.

Na koniec sezonu Lazio zajęło piąte miejsce w Serie A, co oznaczało powrót do europejskich pucharów po szesnastu latach przerwy. Najlepszymi momentami ,,Gazzy” w trakcie jego gry we Włoszech okazały się bramka dająca remis 1:1 w Derby della Capitale przeciwko Romie, strzelona głową pięć minut przed końcem gry oraz magiczne trafienie zdobyte z Pescarą,
gdy w pojedynkę przedryblował całą defensywę przeciwnika.

Nie omijały go jednak kontuzje, do których można zaliczyć między innymi złamanie kości policzkowej w jednym z meczów reprezentacyjnych w kwietniu 1993 roku, po którym musiał nosić na twarzy maskę już do końca sezonu.

Część z nich spowodowana była niesportowym trybem życia, z którego po wyjeździe z Anglii ,,Gazza” nie zrezygnował. Dino Zoff, mistrz świata z 1982 roku oraz ówczesny trener Lazio, powiedział o nim:

,,Był kochanym chłopakiem, naprawdę kochanym. Ale takim, który przyciąga kłopoty. Jadł lody na śniadanie, piwo na obiad. A jako zawodnik? Grał pięknie, po prostu pięknie”.

Przed sezonem 1993/94 Gascoigne wrócił do klubu w dużą nadwagą, na co legendarny bramkarz Squadra Azzurra zareagował z wściekłością. Kazał mu zrzucić trzynaście kilogramów, bo inaczej miał stracić miejsce w składzie. Ekstremalna dieta zastosowana przez Anglika pomogła mu jednak w utrzymaniu pozycji w drużynie. Udało mu się nawet założyć opaskę kapitańską w spotkaniu z Cremonese, gdy kontuzjowany był podstawowy kapitan Roberto Cravero.

W spotkaniu z Genoą ,,Gazza” znów pokazał jednak swoje drugie oblicze. Gdy został brutalnie sfaulowany, wokół zebrała się większość piłkarzy przeciwnika, chcących zobaczyć jak poważny jest jego uraz. Jakież musiało być ich zdziwienie, gdy ,,Gazza” po chwili udawania bólu wstał, uściskał dłoń każdego z nich i z szelmowskim uśmiechem wrócił do swoich ofensywnych obowiązków.

W tym okresie nie wiodło mu się jednak w reprezentacji. Jego Anglia nie potrafiła poradzić sobie z awansem do mistrzostw świata w Stanach Zjednoczonych, choć sam zawodnik mógł pochwalić się czterema bramkami zdobytymi w eliminacjach (trzy w meczach z Turcją oraz jedna w spotkaniu z Biało-Czerwonymi). W dwóch ostatnich potyczkach, przegranej 0:2 z Holandią oraz wygranym zaledwie 7:1 starciu z San Marino, ,,Gazza” nie wystąpił, co we wspomnieniach członków ekipy Synów Albionu wybrzmiewało jako jedna z głównych przyczyn klęski.

Gwoździem do trumny w jego przygodzie z Lazio okazała się fatalnie wyglądająca kontuzja, której nabawił się na jednym z treningów w starciu z Alessandro Nestą w kwietniu 1994 roku. Po rekonwalescencji złamanej nogi udało mu się co prawda wrócić do zdrowia, ale był niezadowolony z surowych metod szkoleniowych nowego trenera Zdenka Zemana.

Czech przywiązywał olbrzymią wagę do sportowego trybu życia swoich zawodników, choć sam odpalał papierosa za papierosem. Długi czas trwania treningów oraz pomysł z bieganiem po górach przeważyły szalę goryczy. Przez trzy lata gry w Italii ,,Gazza” rozegrał zaledwie czterdzieści trzy spotkania. Wraz z zakończeniem sezonu 1994/95 powrócił na Wyspy, zasilając szeregi Glasgow Rangers.

Pomimo upływu lat Paul Gascoigne wciąż jest ciepło wspominany wśród sympatyków Biancocelestich. Źródło: Getty Images
Pomimo upływu lat Paul Gascoigne wciąż jest ciepło wspominany wśród sympatyków Biancocelestich. Źródło: Getty Images

Gazza’s cooming home?

Anglia po trzydziestu latach, pierwszy raz w jakżeż szczęśliwym dla nich roku 1966, znów gościła wielki piłkarski turniej. Apetyty w społeczeństwie były ogromne, zwłaszcza, że Trzy Lwy w fazie pucharowej dużej imprezy ostatni raz zagrały sześć lat wcześniej.

Specjalnie na tę okazję członkowie grupy The Lightning Seeds stworzyli piosenkę, która z miejsca wskoczyła na szczyty list przebojów. ,,Three Lions”, albo jak kto woli ,,Football’s cooming home”, opowiada o cierpieniu angielskich fanów, ich kolejnych zawodach związanych z występami kadry oraz o wierze w to, że następnym razem Anglia nareszcie zostanie mistrzem. Jej popularność przewyższyła najśmielsze oczekiwania twórców, stając się nieoficjalnym hymnem kibiców przy okazji każdej następnej wielkiej imprezy piłkarskiej.

Na Wyspach nie żyło się jednak tylko piłką. W polityce czuć było zbliżający się kres władzy konserwatystów, rządzących Anglią przez prawie dwie dekady. Wciąż szalała inflacja, która powoli jednak odchodziła w niepamięć. Zwycięstwo na trawiastych kortach Wimbledonu przypadło w udziale Niemce Steffi Graf, dla której był to siódmy, a zarazem ostatni, tryumf na londyńskiej trawie.

W trakcie 68. ceremonii wręczania Oscarów wielkim zwycięzcą okazał się ,,Braveheart. Waleczne serce”, filmowa epopeja przedstawiająca dzieje bohatera narodowego Szkotów Sir Williama Wallace’a, w reżyserii Mela Gibsona. Rodziną królewską wstrząsnął za to głośny rozwód księżnej Diany oraz następcy tronu księcia Karola.

Na futbolu skupiony był jednak na pewno Terry Venables, były szkoleniowiec Barcelony oraz Tottenhamu, który po nieudanych dla Synów Albionu eliminacjach do mistrzostw świata w USA, przejął drużynę narodową. Nowy selekcjoner wiedział dobrze, że w osiągnięciu sukcesu będzie mu potrzebny geniusz Gascoigne’a, jego byłego podopiecznego z White Hart Lane. Ten na szczęście dał radę wykurować się po fatalnym złamaniu nogi i był gotowy na to, aby znów stać się liderem kadry.

Inauguracja mistrzostw nie była jednak dla Anglików udana. Dumni Synowie Albionu zaledwie zremisowali 1:1 z wydawałoby się najsłabszą drużyną w grupie, Szwajcarią. ,,Gazza” został zmieniony pod koniec spotkania, co tylko wzmogło w nim sportową złość. Angielska prasa wynik ten przyjmowała jednak z pocałowaniem ręki, przypominając, że w 1966 roku w drodze po tytuł mistrzów świata Anglicy również zaczęli od remisu.

Drugie spotkanie, z sąsiadami ze Szkocji, miało już totalnie inny ciężar gatunkowy. Piłkarska rywalizacja tych dwóch nacji, nigdy nie darzących się zresztą sympatią, sięga w końcu 1872 roku. Wzajemne animozje są tematem żartów, często dość złośliwych oraz prymitywnych. Tym razem Anglikom oraz Szkotom po raz pierwszy przyszło spotkać się w trakcie jednego z wielkich piłkarskich turniejów.

Zwycięstwo w spotkaniu rozegranym na londyńskim Wembley było zarówno dla Anglików, jak i Szkotów, sprawą honoru. Źródło: eBay

Pierwsza połowa meczu była dosyć wyrównana, lecz dla zgromadzonych na stadionie fanów niesamowicie nudna. Ciekawie zaczęło być po zmianie stron, gdy przewagę zaczęli osiągać Anglicy. W pięćdziesiątej trzeciej minucie po dośrodkowaniu z prawej strony boiska piłkę głową w szkockiej bramce umieścił niezawodny Alan Shearer.

Dla przyszłego króla strzelców angielskiego czempionatu, który miesiąc później przeszedł z Blackburn do Newcastle, był to jeden z pięciu goli strzelonych w czerwcu 1996 roku dla Synów Albionu. Szansę na podwyższenie rezultatu zmarnował Teddy Sheringham, który został znakomicie obsłużony przez ,,Gazzę”. Szkoci mogli natomiast wyrównać po rzucie karnym, podyktowanym za faul legendy Kanonierów Tony’ego Adamsa na Gordonie Durie. Presji nie sprostał jednak kapitan Garry McAllister, którego silne uderzenie odbił David Seaman.

Gdy wydawało się, że spotkanie zakończy się minimalnym zwycięstwem Anglików, kapitalnym zachowaniem popisał się Paul Gascoigne. Anglik będący na skraju pola karnego przerzucił piłkę nad interweniującym Colinem Hendrym i strzałem z woleja umieścił futbolówkę obok bezradnego Andy’ego Gorama.

Ciesząc się, pomocnik położył się na trawie za bramką, podczas gdy koledzy polewali mu twarz wodą z bidonów. Było to nawiązanie do kontrowersyjnego świętowania dwudziestych dziewiątych urodzin zawodnika w trakcie tournée po Azji przed turniejem, z którego bulwarówki publikowały zdjęcia angielskich graczy przywiązanych do fotela dentystycznego i sączących wlewające się do ust drinki. ,,Daily Mirror” po meczu podsumował całą sytuację następująco:

,,Gazza nie jest już grubym, pijanym imbecylem. W rzeczywistości jest futbolowym geniuszem.”

W ostatnim grupowym meczu Anglicy odprawili z kwitkiem Holendrów, którym Shearer na spółkę z Sheringhamem zaaplikowali aż cztery bramki.

W najlepszej ósemce mistrzostw na Trzy Lwy czekała już Hiszpania, która występ w tej fazie turnieju zapewniła sobie dzięki skutecznym końcówkom spotkań (trzy z czterech bramek zdobyte w ostatnich piętnastu minutach gry). Podopieczni Javiera Clemente, pomimo tego, że nie byli faworytami w starciu z rozpędzonymi gospodarzami, nie sprzedali jednak tanio skóry. Synowie Albionu musieli męczyć się niemiłosiernie przez sto dwadzieścia minut.

O ich zwycięstwie rozstrzygnął dopiero konkurs jedenastek, czyli coś z czym Anglicy przez dziesięciolecia nie będą mieć najlepszych wspomnień. W ekipie La Furia Roja spudłowali Fernando Hierro w pierwszej kolejce oraz Miguel Nadal w czwartej. Pewnym egzekutorem ostatniego rzutu karnego dla Anglii okazał się ,,Gazza”, zapewniając w ten sposób drużynie udział w najlepszej czwórce europejskiego czempionatu.

Gascoigne w trakcie boiskowego spięcia z legendą Betisu Alfonsem Pérezem. Aż do 2018 roku ,,Gazza” był ostatnim Anglikiem, który strzelił gola w wygranej przez Trzy Lwy serii jedenastek na wielkim turnieju. Źródło: AFP

W półfinale Gascoigne i spółka mogli odczuć małe déjà vu, gdyż podobnie jak sześć lat wcześniej w tej samej fazie turnieju, drabinka połączyła ich losy z jedenastką Die Mannschaft. Londyńska noc z 26 na 27 czerwca zapowiadała się więc na naprawdę gorącą, zwłaszcza że w finale czekała już rewelacja turnieju, czyli ekipa Czech.

Mecz rozpoczął się w iście hitchcockowskim stylu, czyli od trzęsienia ziemi. Anglia wyszła na prowadzenie już w drugiej minucie, gdy dośrodkowanie z rzutu rożnego Gascoigne’a przedłużył jeden z jego kolegów, a piłkę głową do siatki skierował niezawodny tego lata Shearer. Niecały kwadrans później było już jednak 1:1, a z gola cieszył się Stefan Kuntz.

W trakcie spotkania można było zauważyć wiele podobieństw do rywalizacji angielsko-niemieckiej z włoskiego mundialu. Wtedy to między innymi Chris Waddle trafił w słupek w dogrywce, podczas gdy na Wembley Darren Anderton mógł w podobnych okolicznościach zapewnić zwycięstwo Anglikom kilka minut przed końcem regulaminowego czasu gry. Nie padła już jednak żadna bramka i o zwycięstwie znów miały decydować karne.

Dziesięć pierwszych jedenastek zostało wykonanych bez zarzutu. Jedną w nich, w czwartej serii, pewnie egzekwował ,,Gazza”. Tyle samo szczęścia nie miał jednak obecny selekcjoner Synów Albionu, Gareth Southgate, którego strzał obronił najlepszy bramkarz mistrzostw Andreas Köpke. Cała Anglia wstrzymała oddech, gdy do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Andreas Möller. Gracz Borussii Dortmund wziął długi rozbieg, oddał celny strzał w środek bramki i podbiegł cieszyć się z awansu do finału ze swoimi kibicami. Fani ekipy z Wysp ponownie utonęli we łzach. Najwięcej pretensji do siebie mógł mieć Gascoigne, któremu w dogrywce zabrakło dosłownie kilku centymetrów, aby zapewnić sobie i kolegom piłkarską nieśmiertelność. Terry Venables, zgodnie z wcześniejszą deklaracją, po zakończeniu mistrzostw podał się do dymisji.

Kolejnej okazji do zapisania się w historii ,,Gazza” już nie otrzymał. Co prawda pojechał rok później z reprezentacją na przedmundialowe tournée po Francji, zwyciężając przy okazji w Tournoi de France, ale na same mistrzostwa globu biletu już nie otrzymał. Nowy selekcjoner, Glenn Hoddle, głęboko zastanawiał się nad powołaniem piłkarza, który prowadzi aż tak bardzo niesportowy tryb życia.

Ostateczną decyzję menedżer Synów Albionu podjął, gdy tabloidy tydzień przed ogłoszeniem składu kadry opublikowały zdjęcia ,,Gazzy” jedzącego kebaby ze swoim przyjacielem, DJ-em Chrisem Evansem. Decyzja o niepowołaniu Gascoigne’a na mundial tak go rozwścieczyła, że zdemolował on pokój hotelowy, w którym akurat przebywał. Wobec takiego obrotu spraw postanowił on już nigdy nie zagrać w kadrze. Licznik ,,Gazzy” zatrzymał się więc bezpowrotnie na pięćdziesięciu siedmiu występach oraz dziesięciu zdobytych bramkach w narodowych barwach. W takich sposób swoją przygodę z reprezentacją zakończył ,,najdzielniejszy syn narodu”, który w opinii wielu był najlepszym piłkarzem swojego pokolenia.

Król, mistrz, legenda z Ibrox

Przenosiny z Włoch do Szkocji okazały się strzałem w dziesiątkę. Cztery i trzy dziesiąte miliona funtów, które The Gers wydali na angielską gwiazdę (ówczesny rekord transferowy klubu), szybko zaczęły się zwracać. ,,Gazza” z miejsca wskoczył do składu i stał się wiodącą postacią w zespole Waltera Smitha. W swoim piątym spotkaniu, pierwszych Old Firm Derby przeciwko Celticowi, strzelił gola po rajdzie przez prawie całą długość boiska.

Doświadczenia ostatnich lat nie zmieniły jednak jego charakteru, gdyż wciąż lubił pakować się w kłopoty. W spotkaniu z Hibernianem został ukarany żółtą kartką po tym, jak sam podniósł do góry zgubiony przez arbitra kartonik, udając przy tym, że ,,karze” nim rozjemcę zawodów. Fanom Rangersów najmocniej w pamięci zapadł jednak jego występ przeciwko Aberdeen. Mecz ten, pieczętujący mistrzostwo Szkocji, ,,Gazza” zakończył z hatt-trickiem na koncie.

Później wraz z kolegami dołożył do klubowej gabloty krajowy puchar, kompletując w ten sposób podwójną koronę. W wielkim finale, rozgrywanym na Hampden Park, The Gers rozgromili Heart of Midlothian aż 5:1. ,,Gazza”, który uzbierał w sezonie dziewiętnaście goli w czterdziestu dwóch występach we wszystkich rozgrywkach, został ponadto nagrodzony tytułem piłkarza roku w Szkocji. Ally McCoist, klubowy kolega Gascoigne’a, wspominał po latach:

,,Nie ma wątpliwości, że Gascoigne był jednym z tych graczy, którzy odcisnęli swoje piętno na szkockiej piłce nożnej ostatnich 30-40 lat. To był absolutny przywilej i przyjemność grać z kimś o tak wielkim talencie.”

Dla ,,Gazzy” trofea i zaszczyty nie miały jednak aż tak wielkiego znaczenia. Wolał pomagać zwykłym ludziom, pomimo tego, że sam niejednokrotnie potrzebował wsparcia. Po mieście krążyły legendy na temat tego, jaki potrafi być wrażliwy, hojny oraz czuły. Najsłynniejsza z nich traktowała o starszym mężczyźnie z jednego z lokalnych barów, do którego ,,Gazza” miał podejść, porozmawiać i na koniec włożyć mu do kieszeni zawinięty plik pięćdziesięciofuntówek.

W sezonie 1996/97 Rangersi obronili mistrzostwo, zdobywając je dziewiąty raz z rzędu! Duża w tym zasługa ,,Gazzy”, który zakończył kampanię z siedemnastoma golami w trzydziestu czterech meczach. Miło wspominać może zwłaszcza konfrontacje przeciwko Kilmarnock i Motherwell, które kończył z trzema bramkami w dorobku. Kluczowe w walce o tytuł były jednak przede wszystkim spotkania z Celtikiem, wygrane kolejno 2:0, 1:0, 3:1 i 1:0.

Walter Smith, bardziej niż aktualnie prezentowaną formą, martwił się pozaboiskowymi wybryki Gascoigne’a. Był to czas, gdy jego uzależnienie od alkoholu osiągnęło apogeum, a i sytuacja rodzinna była nie do pozazdroszczenia. Ciągłe kłótnie, kończące się często pobiciem żony Sheryl, doprowadziły do ich rozwodu w 1998 roku.

Smith, pomny skomplikowanej sytuacji Anglika, ścigał w klubie każdego, kto dopuściłby się picia alkoholu razem z nim. Pomimo niekończących się problemów udało się ,,Gazzie” jednak jeszcze raz wspiąć na piłkarski szczyt. Na stadionie największego rywala, Celtic Park, między innymi po jego dwóch bramkach Rangersi pokonali Heart of Midlothian 4:3 w finale Pucharu Ligi Szkockiej.

,,Gazza” dorobił się na Ibrox statusu postaci kultowej. Źródło: Daily Mail
,,Gazza” dorobił się na Ibrox statusu postaci kultowej. Źródło: Daily Mail

Okazał się to jednak łabędzi śpiew angielskiego pomocnika. W listopadzie 1997 roku został on zawieszony na pięć spotkań z powodu incydentu z Mortenem Wieghorstem, który miał miejsce w trakcie kolejnego Old Firm Derby. Dwa miesiące później, również w trakcie meczu z lokalnym rywalem, zdobył bramkę, którą świętował, maszerując i udając, że gra na flecie.

Było to nawiązanie do parad oranżystów, zwolenników monarchii oraz zjednoczenia Irlandii w ramach Wielkiej Brytanii, w których trakcie towarzyszył im zespół marszowy. Ich trasy niejednokrotnie przebiegały przez dzielnice zamieszkane przez katolików.

Fani Celtów, będący zażartymi przeciwnikami tez oranżystów, traktowali zachowanie ,,Gazzy” jako prowokację. Jego postawa była tym trudniejsza do zrozumienia, że sam był przecież wychowywany w rodzinie katolickiej. Została na niego nałożona kara finansowa w postaci dwudziestu tysięcy funtów grzywny, co jednak nie specjalnie zdawało się martwić samego gracza. Po latach wspominał on w swojej autobiografii, że z powodu owego incydentu otrzymywał pogróżki od członków Irlandzkiej Armii Republikańskiej (IRA).

Na koniec sezonu ,,Gazza” nie miał okazji wznieść do góry żadnego trofeum. Rangersi zostali wyprzedzeni w lidze przez Celtic o dwa punkty. W meczu finałowym Pucharu Szkocji, w którym ,,Gazza” nie mógł wystąpić, jego koledzy musieli uznać wyższość Heart of Midlothian, a w Pucharze Ligi Szkockiej zostali wyeliminowani w jednej z wcześniejszych rund przez Dundee United.

Już w marcu zresztą Gascoigne opuścił Ibrox i powrócił do Anglii. Przygarnął go jego były kolega z kadry Bryan Robson, który był wówczas szkoleniowcem Middlesbrough. ,,Gazza” po latach wciąż jest przyjmowany w niebieskiej części Glasgow jak bohater. Pomimo swojego szokującego usposobienia dla fanów ekipy The Gers już na zawsze będzie posiadał status gracza legendarnego.

Równia pochyła i drugie życie otrzymane w darze

Pierwszy mecz po powrocie do Anglii i od razu występ w finale Pucharu Ligi Angielskiej. Niestety, stołeczna Chelsea okazała się zbyt mocna. ,,Gazza” miał jednak swój mały wkład w innym sukcesie ekipy Boro, jakim był awans do Premier League. Uzależnienie od alkoholu ciągle jednak dawało o sobie znać. Legenda bała się wracać do domu, gdyż nie chciała nawet przez chwilę czuć się samotną. Gascoigne trenował najpierw z pierwszą drużyną, później z juniorami, od rana do wieczora, byle tylko nie pozostać samemu. Jadał tłusto, zmuszał się do wymiotów, pozostawiając na koniec w organizmie tylko zdrowe posiłki. Middlesbrough nie chciało ryzykować i odstawiło zawodnika na boczny tor.

Z pomocą przychodzą przyjaciele, wśród nich między innymi były trener Rangersów Walter Smith, który w Anglii zaczął opiekować się ekipą Evertonu. Przygarnął on ,,Gazzę”, ale nie potrafił zatrzymać postępującej u swego ukochanego zawodnika depresji. Święta Bożego Narodzenia piłkarz spędził w arizońskiej klinice odwykowej. Po powrocie ostatni raz pokazał szczyptę swoich piłkarskich umiejętności, strzelając pożegnalną bramkę na angielskich boiskach. 3 listopada 2001 roku w rolę ostatniej ofiary wcieliła się defensywa oraz bramkarz Boltonu. Po stracie stanowiska przez Smitha ,,Gazza” musiał jednak odejść.

Następnymi przystankami, każdy z nich zaledwie tymczasowym, były kolejno Burnley, Giansu Tianma oraz Boston United. Wyjazd do Chin piłkarz wspominał następująco: ,,Spróbowałem tu wszystkiego, łba kaczki i koguta, kurzych stóp i nietoperzy. Myślę, że wkrótce będę latał.” Każda próba powrotu na szczyt kończyła się jednak niepowodzeniem, co łatwo wyjaśnić powracającym ze zdwojoną siłą pijackim nałogiem. Był on również powodem zwolnienia ,,Gazzy” w roku 2005, gdy przez zaledwie trzydzieści dziewięć dni był szkoleniowcem małego klubu Kettering Town w centralnej Anglii.

Liczne rozboje, awantury i prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu nie pomagały w stanięciu na nogi. W 2008 roku Gascoigne był na skraju załamania psychicznego, co skutkowało trzykrotnie próbą popełnienia samobójstwa. Na całe szczęście wszystkie były bezskuteczne. ,,Gazzę” eksmitowano również z jego własnego mieszkania, które było warte aż trzy miliony funtów.

Przyszedł jednak czas opamiętania dla wybitnego zawodnika. Od kilkunastu miesięcy Anglik nie sięga po swojego ,,największego demona”, jakim bez wątpienia jest alkohol. Pomagają mu w tym przede wszystkim zdjęcia z przeszłości.

,,Pokazują mi, jaką drogę przebyłem i jak bardzo nie chcę wrócić tam, gdzie się znajdowałem.”

Gascoigne’a wspiera rodzina, nawet była żona Sheryl, która w jednym z wywiadów powiedziała, że ściska za niego ,,kciuki, włosy i rzęsy”. To sprawia, że jest obecnie bardzo szczęśliwy, co daje nadzieję, że najgorsze życiowe perturbacje są już dawno za nim.

,,Ludzie przez cały czas porównują mnie do George’a Besta. Niesłusznie. Między nami jest jedna różnica: on nie żyje, ja wciąż tak. Wciąż mam szansę się zmienić.” Źródło: Getty Images
,,Ludzie przez cały czas porównują mnie do George’a Besta. Niesłusznie. Między nami jest jedna różnica: on nie żyje, ja wciąż tak. Wciąż mam szansę się zmienić.” Źródło: Getty Images
 

DAWID KOWALCZYK

Źródła
  • Gascoigne P., Hunter D., McKeown J., Being Gazza: Tackling My Demons, London 2006
  • Gascoigne P., Hunter D., Gazza: My Story, London 2004
  • https://www.bbc.com/sport/football/13270234
  • http://news.bbc.co.uk/2/hi/sport/33102.stm
  • https://www.independent.co.uk/sport/shoot-out-breaks-england-hearts-1339059.html
  • https://www.fourfourtwo.com/features/world-cup-icons-when-we-all-wept-paul-gascoigne-and-remembered-him-forever-1990
  • https://www.rp.pl/artykul/243987-Paul-Gascoigne–Do-piekla-bez-powrotu–.html
  • https://www.rp.pl/Pilka-nozna/190829887-Futbol-katolicko-protestancki.html?fbclid=IwAR1_DKMxNObTBCOY2DVXec4t3aCdlvd-enYNkU5mG40KWUU6Bvma3-fMARM
  • https://www.przegladsportowy.pl/pilka-nozna/od-bohatera-do-totalnego-zera-historia-paul-gascoignea/269y5em
  • https://kultura.onet.pl/muzyka/wiadomosci/nowe-zycie-najwiekszego-pilkarskiego-przeboju-w-anglii/5gwldx4
  • https://sportowefakty.wp.pl/pilka-nozna/739618/paul-gascoigne-nie-pozwolcie-mi-umrzec
  • http://www.czasfutbolu.pl/gazza-historia-upadku/?fbclid=IwAR1AtxgZMdCK1jc_7uourFt24XcJrntJGkKMwUSRLXDU0vuw2Za0wDw-RTo
  • https://rfbl.pl/zdenek-zeman/
O Dawid Kowalczyk 6 artykułów
Entuzjasta angielskiej Premier League oraz piłki przedwojennej. Jego serce bije po czerwonej stronie Merseyside. Zażarty fan teorii, że bycie bramkarzem to najlepsza co może spotkać młodego chłopaka. Z wykształcenia dziennikarz i historyk, który od lat w futbolu szuka wytchnienia od codziennych trosk.