Paul Gascoigne. Życiorys piłkarskiego dekadenta

Gdyby przyszło mu zostać bohaterem powieści, jej autorem byłby na pewno Charles Bukowski lub Marek Hłasko. Jeśli jego karierą zainteresowałoby się środowisko filmowe, to za kamerą jak nic stanąłby David Lynch lub Quentin Tarantino. On, legendarny Paul Gascoigne, jest jednak człowiekiem z krwi i kości, który w swoim życiu dobitnie odczuł co to znaczy przejść drogę od ulubieńca tłumów do upadłego pośmiewiska. Jego życiorys, naznaczony wieloma spektakularnymi wzlotami oraz bolesnymi upadkami, jest jednym z najważniejszych i najtragiczniejszych w piłkarskiej historii Anglii.

Paul Gascoigne i pierwsze szlify na depresyjnej północy

Paul Gascoigne urodził się w 1967 roku w miejscowości Gateshead na północy Anglii, a dorastał w Dunston, robotniczych przedmieściach Newcastle. Trudno o bardziej depresyjne miejsce dla wchodzącego powoli w dorosłość chłopaka, co zdaje się potwierdzać fakt, że europejscy filmowcy często korzystają z jego aury podczas produkcji swoich niejednokrotnie specyficznych dzieł. Matka ,,Gazzy” na co dzień pracowała w jednej z lokalnych fabryk, a ojciec dorabiał jako murarz. To właśnie on nadał synowi imiona Paul John na cześć członków legendarnej kapeli The Beatles, Paula McCartneya oraz Johna Lennona.

KLIKNIJ I DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU

Dzieciństwo Gascoigne’a cechowały niestabilność emocjonalna oraz liczne życiowe tragedie. Początkowo jego rodzina mieszkała w jednym pokoju połączonym z łazienką na piętrze w domu komunalnym. Kiedy miał dziesięć lat, ,,Gazza” był świadkiem wypadku samochodowego, w którym śmierć odniósł młodszy brat jednego z jego przyjaciół. W tym czasie również jego ojciec zaczął miewać ataki padaczkowe. Sam ,,Gazza” uczęszczał na terapię, która miała mu pomóc w walce z rozwijającą się nerwicą natręctw, ale wkrótce za namową swojego taty zrezygnował z niej. Powodem takiego stanu rzeczy były wątpliwości odnośnie metod stosowanych przez lekarzy.

Młody Paul po raz pierwszy został zauważony, gdy skauci Ipswich Town udali się na mecz jego szkolnej drużyny, Gatehead Boys. O jego podpis starali się również działacze Middlesbrough oraz Southampton, ale ,,Gazza” wolał poczekać, aż zacznie się nim interesować jego ukochane Newcastle. Jak się okazało, cierpliwość popłaca, gdyż w wieku trzynastu lat trafił on do młodzieżowej ekipy Srok.

Już pierwsze lata spędzone na St. James’ Park pokazały, jak trudnym do opanowania będzie charakterem. Młody ,,Gazza” wraz ze swoim przyjacielem Jimmym Gardnerem zostali między innymi postawieni w stan oskarżenia za spowodowanie wypadku oraz ucieczkę z miejsca zdarzenia. Widać było jak na dłoni, że incydent, którego był świadkiem kilka lat wcześniej, niczego go nie nauczył.

Na szczęście dla niego samego sytuacja zakończyła się polubownie, sąd nałożył karę grzywny, lecz wściekłość prezesa Newcastle była ogromna. Zdający sobie sprawę z powagi sytuacji Stan Seymour Jr. pozwolił sobie na niewybredny komentarz w stosunku do nieopierzonego młokosa, którego określił jako ,,George’a Besta bez mózgu”.

Młody ,,Gazza” od samego początku kariery wykazywał się olbrzymim zaangażowaniem oraz nieustępliwością wobec swoich rywali. Piłkarska forma nie szła jednak w parze z pozaboiskową ogładą. Źródło: Twitter

Porównanie do wybitnego północnoirlandzkiego gracza nie było jednak użyte na wyrost. Gascoigne w każdym spotkaniu zachwycał kibiców swoją rosnącą formą, której ukoronowaniem był występ w finale młodzieżowego Pucharu Anglii. W wygranym 4:1 dwumeczu z ekipą Watfordu pełniąc rolę kapitana, zdobył cudowną bramką strzałem z ponad trzydziestu metrów, stawiając stempel na grze ekipy Srok. Oglądający to spotkanie z perspektywy trybun trener pierwszej drużyny Jack Charlton powiedział do swojego asystenta:

„Jeśli przeżyjesz sto lat, Maurice, nigdy nie zobaczysz lepszej bramki niż ta”.

Sukces ten sprawił, że niesforny zawodnik został dokooptowany na stałe do składu pierwszej drużyny tuż przed kampanią 1985/86. Nie potrzebował wiele, aby zaadaptować się w nowej rzeczywistości. Każde, wydawałoby się banalnie proste zagranie, potrafił wykonać w taki sposób, że nawet na najbardziej niewybrednych kibicach robiło ono wrażenie. Podaniami uruchamiał partnerów nawet wtedy, gdy ci nie mieli świadomości, że ich widzi.

Przez trzy sezony gry na St. James’ Park ,,Gazza” nie dorobił się jeszcze co prawda statusu największej gwiazdy zespołu, ale był podstawowym zawodnikiem drugiej linii swojej drużyny. Strzelał ponadto po kilka bramek w każdym z sezonów. Kwestią czasu było, aż zostanie zakontraktowany przez którąś z czołowych ekip w lidze.

Najbardziej klarowna propozycja przyszła z Londynu, a konkretniej z Tottenhamu. Przedstawiciele Kogutów zapłacili za dwudziestojednoletniego Gascoigne’a, wtedy już zdobywcę nagrody dla najlepszego młodego piłkarza na Wyspach, dwa miliony funtów. Podczas negocjacji z klubem z White Hart Lane, zawodnik zażyczył sobie wycieczki do Londynu. Sęk w tym, że nie miał zamiaru udać się tam sam, lecz ze swoimi przyjaciółmi z pubu w rodzinnym Gateshead.

Właściciel Tottenhamu postanowił zaprosić wszystkich do pięciogwiazdkowego Hadley Wood, gdyż bardzo zależało mu na podpisie ,,Gazzy”. W podlondyńskim hotelu przez trzy dni panował nastrój niekończącej się imprezy. Irving Scholar, który zarządzał ekipą Kogutów, nosił się z zamiarem zerwania rozmów. Nie zrobił tego jednak, gdyż pod jego drzwiami pojawił się ,,pokutujący” Gascoigne, który miał powiedział:

„Paul i jego koledzy dziękują za najlepsze trzy dni swojego życia”.


Paul Gascoigne zasiadający wśród kibiców Newcastle w trakcie meczu z Derby County w 1991 roku. Nawet po zmianie barw klubowych ,,Gazza” nie zapomniał nigdy o zespole, któremu zawdzięczał możliwość startu w profesjonalnym futbolu. Źródło:
Old football pictures

Z karierą Gascoigne’a w drużynie Newcastle wiąże się jeszcze jedna ciekawa historia. W lutym 1988 roku w trakcie meczu FA Cup przeciwko drużynie Wimbledonu ,,Gazza” przez cały czas starał się prowokować krewkiego Vinniego Jonesa. Ten nie chcąc pozostać dłużnym, złapał go za… genitalia i ścisnął je tak mocno, jakby chciał wycisnąć sok z cytryny. ,,Gazza” odpowiedział na zaczepkę z klasą, wysyłając piłkarzowi Wimbledonu czerwoną różę.

Z czasem obydwaj panowie zostali dobrymi przyjaciółmi. Później Gascoigne sam postępował w podobny sposób przed meczami kadry, łapiąc za genitalia swojego kolegę Lesa Ferdinanda. ,,Gdybyście tylko go widzieli, też chcielibyście tego dotknąć”.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…

1 Trackback / Pingback

  1. #KiedyśToByło - Euro 1996 - Retro Futbol

Komentowanie jest wyłączone.