Nur für Deutsche? Przedwojenne konfrontacje polsko-niemieckie

Czy nam się to podoba, czy nie, wielka polityka od zawsze miała niebagatelny wpływ na kształtowanie się ładu międzynarodowego. Imperia powstawały i upadały, obalane były rządy, krwiożerczy dyktatorzy tracili życie w zamachach, lecz nigdy nie zmieniło to jednego: władza zawsze jest w cenie. Często w mariaż z polityką wchodzili przedstawiciele świata sportu, z tym że zazwyczaj nie wychodziło im to na dobre. Nie raz i nie dwa jednak to sportowa rywalizacja, zwłaszcza w przypadku piłki nożnej, była wykorzystywana przez czołowych polityków do celów czysto propagandowych. Świetnym przykładem są tutaj przedwojenne spotkania Polski z Niemcami, przy których organizacji obydwie ze stron do perfekcji opanowały kształtowanie i tak już nadszarpniętych nastrojów społecznych.

Trudne sąsiedztwo

11 listopada 1918 roku jest szczególną datą w historii Rzeczypospolitej Polskiej. Tego dnia Rada Regencyjna przekazała pełnię władzę nad podległym jej wojskiem Komendantowi Józefowi Piłsudskiemu, który ledwo dzień wcześniej wrócił do Warszawy z twierdzy w Magdeburgu. Wydarzenie to, mające istotny wpływ na postrzeganie odradzającego się kraju na arenie międzynarodowej, symbolicznie jest dziś uznawane za datę odzyskania przez Polskę niepodległości.

Tego samego dnia, w oddalonym o około tysiąc pięćset kilometrów od Warszawy lesie Compiègne, został podpisany rozejm pomiędzy państwami Ententy a Cesarstwem Niemieckim. Światowy konflikt, który pochłonął życie prawie dziesięciu milionów żołnierzy, radykalnie zmienił oblicze ówczesnego świata.

„Wojna przyniosła kres epoki królów. Skończyło się wielowiekowe panowanie Hohenzollernów, Habsburgów, Romanowów, dynastii osmańskiej. Niemcy, Turcja, Austria i Rosji stały się republikami, podobnie jak większość krajów Nowej Europy”

Profesor Andrzej Chwalba

Na konferencji pokojowej w Paryżu potwierdzono warunki rozejmu traktatem wersalskim z 28 czerwca 1919 roku, który wszedł w życie siedem miesięcy później.

Rozejm w Compiègne odbił się w świecie szeroki echem. Na zdjęciu okładka ,,The New York Times” z 11 listopada 1918 roku obwieszczająca postanowienia narzucone pokonanym. Źródło: Domena publiczna

„Nigdy, jak w owej sali, nie odczuwało się historycznej powagi chwili, dla nas, Polaków, poważniejszej niż dla kogokolwiek. Na stole leżał tekst traktatu, który Niemcy mają podpisać, traktatu, który uznaje niepodległe państwo polskie, mocą, którego Niemcy zwracają Polsce nie wszystko wprawdzie, co jej zagarnęli w przeszłości, ale prawie wszystko to, czego nie zdołali zniemczyć”

Napisał w swoim dzienniku Roman Dmowski, znajdujący się w składzie oficjalnej polskiej delegacji obok premiera Ignacego Jana Paderewskiego.

Zgodnie z paryskimi zapisami do Polski wróciła znaczna część ziem zabranych przez poddanych cesarza niemieckiego po I oraz II rozbiorze: większość Wielkopolski z Poznaniem, oraz byłych Prus Królewskich z dostępem do morza. W wyniku plebiscytu na Górnym Śląsku w 1921 roku oraz krwawych powstań śląskich pozyskano również znaczną część Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego z Katowicami. Gdańsk uzyskał natomiast status Wolnego Miasta, posiadającego własną konstytucję, rząd oraz politykę gospodarczą. Włączono go jednak do polskiego obszaru celnego, co w konsekwencji oznaczało możliwość korzystania przez Polaków z tutejszego portu.

Ponadto Niemcy miały oddać Francji Alzację i Lotaryngię, a Zagłębie Saary przekazano na piętnaście lat pod zarząd nowo utworzonej Ligi Narodów. Inne państwa również uzyskały zdobycze terytorialne, między innymi Dania, która w wyniku plebiscytu w 1920 roku zagarnęła północną część Szlezwiku. Traktat wersalski ograniczył także znacząco liczebność armii niemieckiej, która miała nie przekraczać stu tysięcy żołnierzy. Niemieckie siły zbrojne nie mogły posiadać łodzi podwodnych, czołgów i samolotów, a liczbę okrętów wojennych ograniczono do zaledwie trzydziestu sześciu małych jednostek.

Ponadto na terenie lewobrzeżnej Nadrenii, w pięćdziesięciokilometrowym pasie wzdłuż prawego brzegu Renu, utworzona została strefa zdemilitaryzowana. Na pokonanych nałożono również zobowiązania ekonomiczne, między innymi reparacje wojenne, których wysokość wyniosła sto trzydzieści dwa miliony marek w złocie.

,,Tak astronomiczna kwota miała być sposobem na zahamowanie wzrostu potęgi gospodarczej Niemiec i gwarancją, że kraj ten nie podniesie się po porażce w I wojnie” – tłumaczy doktor Krzysztof Fajkowski, historyk na co dzień zajmujący się historią XX wieku.

Już na pierwszy rzut oka widać więc, że postanowienia rozejmu były nierealne w realizacji. Co więcej, mogły one obudzić w niemieckim narodzie poczucie krzywdy i chęć rewanżu, co w końcu doprowadziłoby do wybuchu nowej wojny. Jak się miało okazać, proroctwa te spełniły się co do joty. Spłacanie reparacji przyczyniło się bowiem do kryzysu finansowego u naszych zachodnich sąsiadów, który wybuchł pod koniec lat 20. Na fali niepokojów społecznych do władzy, warto zaznaczyć, że stało się tak za sprawą demokratycznych wyborów, doszli naziści. Postulowali oni anulowanie niekorzystnych postanowień traktatu wersalskiego, a także zjednoczenie narodu niemieckiego w jedno państwo.

W międzyczasie naszemu rządowi nie udało się zbudować przyjaznych relacji z Berlinem. W oczach niemieckich elit Polska postrzegana była jako ,,państwo sezonowe”, któremu należy znacząco ograniczyć możliwości rozwoju (przykładem może być wojna celna z 1925 roku), osłabiając jego pozycję również na mocy postanowień późniejszych porozumień (na przykład na mocy traktatu w Locarno, gdzie Polakom nie udało się uzyskać gwarancji odnośnie zachodniej granicy). Kwestią sporną była także sytuacja mniejszości narodowych, wielu Polaków wciąż odczuwało bowiem skutki polityki germanizacji i dyskryminacji z czasów zaborów.

Dojście Hitlera do władzy przyjęto w Warszawie jako potencjalną szansę na zahamowanie antypolskiego kursu nad Odrą. Ponadto polityczny wybór niemieckiego społeczeństwa spowodował zmniejszenie się obaw przedstawicieli ,,sanacji” przed zawiązaniem się sojuszu niemiecko-radzieckiego, który naziści z racji swego manifestacyjnego antykomunizmu zdawali się odrzucać. Rozpoczął się tak zwany ,,okres miodowy” w relacjach obydwu państw, objawiający się między innymi poprzez wyciszenie antypolskiej propagandy w granicach Rzeszy oraz negatywnych wobec Berlina wypowiedzi na terenie Rzeczypospolitej.

Wydawać by się mogło, że jesteśmy świadkami przełomu, widocznego zwłaszcza na polu naukowym.

„Efekt zawartego zaraz po pakcie o nieagresji porozumienia prasowego ujawnił się w atlasach. Dotychczas pokazywały one za pomocą linii kropkowanej niemieckie granice sprzed I wojny światowej. Teraz zaprzestano tego” – wspominał Enno Meyer, jeden z twórców powojennej polsko-niemieckiej komisji podręcznikowej.

Zbliżenie polsko-niemieckie było widoczne na wielu płaszczyznach. Jedną z nich był sport, ale nie zapominano również o polityce. 

W filmie uwieczniono oficjalną wizytę niemieckiego ministra spraw zagranicznych Joachima von Ribbentropa w Warszawie, która miała miejsce 26 stycznia 1939 roku. (Źródło: Repozytorium Cyfrowe). Zobaczysz go klikając TUTAJ.

PRZECZYTAJ TAKŻE:

Przejście przez Niemcy do agresywnej polityki europejskiej, której częścią stawała się maskowana wciąż jeszcze ekspansja (Anschluss Austrii, zajęcie Czechosłowacji), stawiało Polaków w coraz trudniejszym położeniu. Jak można było się bowiem domyślać, następne żądania graniczne Hitler miał zamiar wysunąć względem Polski (chodziło oczywiście o kwestię tak zwanego ,,korytarza”, który połączyłby Prusy Wschodnie z resztą Niemiec).

Zdecydowanie sprzeciw wyraził jednak minister spraw zagranicznych Józef Beck, który w swoim przemówieniu z 5 maja 1939 stwierdzał:

,,Nalegam na to słowo ,,województwo pomorskie”. Słowo ,,korytarz” jest sztucznym wymysłem, gdyż chodzi tu bowiem o odwieczną polską ziemię, mającą znikomy procent osadników niemieckich”.

Weto Warszawy utwierdziło Berlin w przekonaniu, że stosowana dotąd polityka wymuszania rewizji granicy z Polską się nie sprawdzi. Kilka miesięcy później świat zapłonął…

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…