„Messi. G.O.A.T.” – recenzja

O Leo Messim napisano już tak wiele, że kiedy na rynku pojawia się o nim kolejna książka, w głowie od razu pojawia się pytanie: co nowego można jeszcze napisać? Czy po niezwykle szczegółowej biografii LM10 autorstwa Guillema Balagué’a ktokolwiek jest jeszcze w stanie nas czymkolwiek zaskoczyć? Wyzwanie podjął kataloński pisarz Jordi Puntí – jego książka pt. „Messi. G.O.A.T.” wyszła pierwotnie w języku katalońskim, a polska wersja ukazała się nakładem Wydawnictwa SQN w lipcu 2020 r.

Kojarzycie kultową już książkę „Blaski i cienie futbolu”? Autorem jest urugwajski pisarz Eduardo Galeano (zmarł w 2015 r.), który w swojej twórczości łączył wiele gatunków literackich; mimo że bardzo interesował się piłką nożną, nigdy nie był dziennikarzem sportowym. Podszedł on do futbolu w sposób literacko-filozoficzny i opisał różne jego aspekty w zupełnie nieoczywisty sposób. Książka ukazała się po polsku nakładem „Polityki” przed Euro 2012, więc polscy czytelnicy mają do niej łatwy dostęp. Dlaczego o tym piszę? Bo Jordi Puntí stworzył coś bardzo podobnego.

Autor książki „Messi. G.O.A.T.” jest stałym współpracownikiem katalońskiej prasy i laureatem wielu literackich nagród. Zdecydowanie trzeba go traktować bardziej jako literata niż dziennikarza sportowego, więc to kolejna analogia do urugwajskiego pisarza. Jego książka też w żadnej mierze nie aspiruje do bycia biografią Messiego (w tej kwestii Guillema Balagué’a raczej nikt nie pobije), nie jest to też żaden reportaż sportowy. Swego czasu Łukasz Olkowicz z Piotrem Wołosikiem napisali książkę o Robercie Lewandowskim („Lewy. Jak został królem”, Warszawa 2016), której zamierzeniem było dotarcie do ludzi, którzy na jakimś etapie drogi „Lewego” odegrali dla niego ważną rolę. Dziennikarze “Przeglądu Sportowego” stworzyli po prostu reportaż o tym, jak Robert Lewandowski stał się gigantem światowego futbolu. Jordi Puntí natomiast napisał jeszcze coś innego, podchodząc do tematu z całkowicie odmiennej strony.

Wiele zdradza tytuł: G.O.A.T, czyli Greatest of all Time – trudno to wiernie i pięknie oddać po polsku, ale chodzi z pewnością o kogoś największego w historii. Autor piszący po katalońsku i w stu procentach utożsamiający się z Katalonią uznaje, że Argentyńczyk Leo Messi (który nigdy nie nauczył się katalońskiego) jest najwspanialszym piłkarzem wszech czasów „Dumy Katalonii”. Taką tezę stawia już w tytule, a w treści stara się nas do niej przekonać. Stworzył w tym celu zbiór 22 opowieści o Leo Messim. Są tam tematy bardzo przyziemne i aktualne (np. „Mundial 2018, a co po Rosji?”), ale też dużo bardziej metafizyczne (np. „Przed i po”, „Aerodynamika”). Subiektywnie i z wielką swobodą literacką Jordi Puntí opisuje fenomen Messiego z wielu nietypowych pozycji. Z pewnością daje się zauważyć jego erudycja i ciekawe analogie:

W świecie muzyki najbardziej komercyjni producenci marzą o czymś, co nazywają the money note (nutą pieniędzy). Tym mianem określają nutę, która sprawia, że piosenka pop staje się wielkim światowym przebojem. Czasem jest to nuta wyższa albo dłuższa, a może być to nawet pauza opóźniająca rozpoczęcie refrenu. Jest to ten moment, który wszyscy pamiętają i – kiedy znowu słuchają danego utworu – na który czekają. Jednym z najbardziej znanych przykładów jest piosenka Whitney Houston „I Will Always Love You”, gdzie nuta pieniędzy pojawia się w trzeciej minucie i dziesiątej sekundzie: króciutka pauza, uderzenie perkusji i donośny głos wokalistki: „And Aaaiiaaaaiiii…”. Również George Michael umieścił nutę pieniędzy za sprawą chwili ciszy w piosence „Faith”. Czasami, kiedy widzę, jak Messi drybluje, jak biegnie i się zatrzymuje (niemal jakby celowo na pół sekundy poślizgnął się na murawie), przypominam sobie tę muzyczną strategię: pauzę, która hipnotyzuje przeciwnika, a Messi czerpie z tego korzyść. (s. 90)

Na temat „la Pausa”, choć akurat w wykonaniu Juana Romána Riquelme (który niezbyt się lubił z Messim i generalnie musiał odejść z reprezentacji, aby Leo przejął po nim pałeczkę), pięknie pisał Jonathan Wilson w książce „Aniołowie o brudnych twarzach”. Jordi Puntí także zwrócił się do tego niezwykle ciekawego elementu sztuki – bo futbol w wykonaniu Leo Messiego z pewnością uznaje on za sztukę. Zresztą to tylko jeden z wielu przykładów „innych” spojrzeń, które opisują kapitana reprezentacji Argentyny. Nie mogło także zabraknąć, jak w każdej książce o LM10, porównań z Cristiano Ronaldo:

Inna sprawą jest wizerunek, jaki zostawi w piłkarskiej pamięci. Gole Cristiano były w większości przypadków indywidualnymi pokazami, selfies na osobistą pamiątkę. Wszyscy widzieliśmy, jak się wściekał, ponieważ nie podawano mu piłki; jak narzekał na zbyt małe zaangażowanie swoich kolegów po porażce, jak cieszył się ze swoich goli, jak gdyby futbol był sportem indywidualnym albo – co gorsza – walką o przetrwanie w Igrzyskach śmierci. Jego osobowość potwierdzała się w tego typu indywidualnych wyzwaniach: mięśniach, histerycznych krzykach, nerwowym płaczu. W Barcelonie natomiast Messi zawsze był osią gry drużyny, niesamowitej ekipy, a na zdjęciach za każdym razem starał się pojawiać wraz z innymi napastnikami, z Ronaldinho, Henrym, Suárezem czy Neymarem. (s. 44).

O ile porównanie dryblingu Messiego do pauzy w muzyce jest oryginalne i ciekawe, o tyle ten drugi cytat, stanowiący kontrast między wspaniałym i grającym zawsze dla drużyny Messim oraz samolubnym i rozkapryszonym megalomanem Cristiano Ronaldo, razi bardzo mocno. Nie przez przypadek wybrałem te właśnie dwa cytaty, bo one dobrze charakteryzują książkę „Messi. G.O.A.T.” – bywają w niej naprawdę ciekawe momenty, kiedy autor, ceniony pisarz, sili się na oryginalne spostrzeżenia. Niekiedy jednak ta książka przeradza się w manifest kibica Barcelony i Katalończyka, który idealizuje postać Argentyńczyka. Można się jedynie zastanawiać, czy po ostatnich „wybrykach” kapitana Barcelony Jordi Puntí w dalszym ciągu z takim przekonaniem opisywałby jego oddanie dla drużyny…

Tak jak zachwyty nad książką „Blaski i cienie futbolu” uważałem za przesadzone, tak też książka „Messi. G.O.A.T.” niespecjalnie do mnie trafia. Nie jestem kibicem Barcelony, ale też nie kibicuję Realowi, ani nie mam żadnych powodów do jakichkolwiek uprzedzeń względem Messiego czy Katalonii. Po prostu wydaje mi się, że mamy trochę do czynienia z przerostem formy nad treścią i doszukiwaniem się drugiego, a czasem nawet trzeciego dna w grze, która w sumie jest bardzo prosta. Także dzieło Jordiego Puntíego nie zapadnie mi jakoś specjalnie w pamięć. Mimo wszystko warto sięgnąć po tę książkę; o Argentyńczyku napisano już wiele, także w języku polskim wybór jest ogromny, ale nie można przejść obojętnie, kiedy ktoś oferuje nam coś nowego i nietypowego, nawet jeśli powiela wiele stereotypów i zbytnio idealizuje głównego bohatera. Poza tym tekst czyta się lekko, objętościowo nie jest to obszerna książka (184 strony), więc czas poświęcony na lekturę na pewno nie będzie stracony.

NASZA OCENA: 6/10

Mimo pewnych zastrzeżeń, o których wyżej napisałem, polecam książkę “Messi. G.O.A.T”. Leo Messi to z pewnością legenda światowego sportu i warto przeczytać o nim więcej niż jedną książkę. Choć ta akurat, moim skromnym zdaniem, nie jest najlepszą z tych dostępnych po polsku.

BARTOSZ BOLESŁAWSKI