Henryk Martyna. Krakowski ,,Antałek” na stołecznych boiskach

W czasach, gdy profesjonalnym sportowcom bliżej jest do maszyn niż do ludzi, a dieta bezglutenowa staje się w świecie wyczynowego sportu normą, trudno wyobrazić sobie zawodowego piłkarza, który przy wzroście poniżej stu siedemdziesięciu centymetrów mógłby ważyć dziewięćdziesiąt kilogramów. Dwudziestolecie międzywojenne było jednak inną epoką, w której słuszna sylwetka nie musiała wpływać na prezentowaną przez graczy formę sportową. Świetnym przykładem na potwierdzenie tej tezy była postawa Henryka Martyny, przedwojennego kapitana naszej kadry, który mógł poszczycić się nie tylko takimi właśnie warunkami fizycznymi, ale również niebywałymi umiejętnościami piłkarskimi.

Dobrze prosperujący… napastnik idzie do wojska

Henryk Martyna urodził się 14 listopada 1907 roku w Krakowie. W wieku dwudziestu lat ukończył Szkołę Handlową w swoim rodzinnym mieście, co w późniejszych latach pozwoliło mu podjąć pracę księgowego w stolicy. Tabelki, wykresy i liczby nie były jednak jego domeną, co potwierdzały opinii jego pierwszych szkoleniowców z tamtego okresu.

KLIKNIJ I DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU

Piłkarska przygoda Martyny miała swój początek w drużynie krakowskiego Orła, gdzie z uwagi na niski wzrost był wystawiany na szpicy. Już wtedy dał się poznać jako zawodnik z olbrzymim wyczuciem gry, który nie odpuści żadnej piłki. Ponadto posiadał atomowe uderzenie, co pomagało mu nękać niemiłosiernie bramkarzy drużyn przeciwnych.

Po trzech sezonach spędzonych jako gracz Orła, Martyna przeniósł się do innej ekipy z grodu Kraka, czyli Korony. Tam przez następne cztery lata udało mu się potwierdzić swoje olbrzymie piłkarskie umiejętności. Wszystkim, w tym samemu zainteresowanemu, wydawało się, że wyśmienita gra w zespołach ze stolicy Małopolski będzie skutkować przenosinami do ekipy ówczesnego mistrza kraju, czyli Wisły Kraków.

Z uwagi na obowiązkową służbę wojskową, którą zawodnik miał rozpocząć w 1928 roku w stolicy, działacze Białej Gwiazdy musieli jednak obejść się smakiem. Sam Martyna po czasie nie żałował jednak, że w tej konkretnej sytuacji tak właśnie potoczyły się jego losy.

,,Antałek” robiący różnicę

W Warszawie z miejsca wskoczył do pierwszego składu Legii. Nie był już jednak odpowiedzialny za zdobywanie bramek, gdyż trener Wojskowych Elemér Kovács przesunął go na pozycję ,,beka”, czyli skrajnego obrońcy. Martyna na początku nie był przekonany do decyzji węgierskiego szkoleniowca.

W pierwszym sezonie, wykonując już nowe zadania na boisku, pomógł jednak Legii w zajęciu trzeciego miejsca w lidze, które jak na debiutującą ledwo sezon wcześniej w najwyższej klasie rozgrywkowej ekipę, było dużym osiągnięciem. Sam Martyna szybko zyskał duże uznanie wśród kibiców stołecznej ekipy, którzy tłumnie przychodzili na stadion Agrykoli, aby oklaskiwać swojego nowego ulubieńca.

Skład Legii Warszawa z sezonu 1929. Szósty od lewej kapitan zespołu Henryk Martyna. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

Szybko też koledzy z boiska nadali mu pseudonim ,,Antałek”, który przylgnął do niego na długie lata. W dawnych czasach nazywano tak małą, ale pękatą beczułkę, która napełniona była różnymi rodzajami trunków. Genezy owego pseudonimu należy upatrywać we wspomnianej wcześniej posturze Martyny, który mierząc sto sześćdziesiąt siedem centymetrów wzrostu, ważył zwykle w okolicach dziewięćdziesięciu kilogramów.

Sam piłkarz nie obrażał się na takie postawienie sprawy, gdyż swoją grą udowadniał, że to wcale nie kilogramy lub ich brak decydują o tym czy jest dobrym piłkarzem, a maksymalne zaangażowanie, koncentracja oraz tytaniczna praca.

Na treningach Legii ,,Antałek” dopracował swoje firmowe zagranie, którym były silne strzały z dalekiej odległości. W trakcie spotkań Wojskowych, gdy rozentuzjazmowany tłum krzyczył ,,Martyna! Martyna!”, potrafił on posłać tak silne uderzenie, że lecąca z prędkością pocisku piłka stanowiła śmiertelne niebezpieczeństwo dla bramkarza przeciwników.

W swoich wspomnieniach nieodżałowany Bohdan Tomaszewski tak wspominał jego postawę w trakcie towarzyskiej potyczki piłkarzy Legii z jedenastką Rapidu Wiedeń:

Miał słynny, oswobadzający wykop oraz bił potężne rzuty karne i wolne. Pamiętam, jak raz na meczu z austriackim Rapidem strzelił wolnego niemal ze środka boiska i trafił w poprzeczkę. Gdzie te czasy?

Występy w barwach stołecznej ekipy Martyna dzielił z innymi obowiązkami życiowymi, do których należała między innymi praca w dziale księgowości korporacji ,,Singer”, zajmującej się produkcją maszyn do szycia, a później firmy ,,Tungsram”, wytwarzającej żarówki.

Ponadto odbywał on wspomnianą wcześniej służbę wojskową, która polegała na pracy jako kancelista w 20 Pułku Piechoty. W późniejszych latach piastował podobne stanowisko w przedsiębiorstwach budujących stadion Legii przy Łazienkowskiej oraz obiekty Centralnego Instytutu Wychowania Fizycznego na Bielanach.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…