Fernando Hierro – obrońca z duszą napastnika

Kiedy przychodził do Madrytu, kibice Los Blancos naliczali już 23. rok posuchy na europejskiej arenie. Klub był nadal wielki, jednak bez wystarczającej mocy, aby przywrócić lata świetności z końcówki lat 50. i absolutnej dominacji w Europie.  W momencie odejścia był kapitanem, który trzykrotnie prowadził swój zespół do zwycięstw w Lidze Mistrzów, a eksperci uważali go za najwybitniejszego obrońcę w historii klubu. Fernando Hierro był duszą i sercem klubu z Madrytu, a jego dokonania pobudzały wyobraźnię nawet chłopców grających na polskich podwórkach.

KLIKNIJ I DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU

Przełom wieków był dla mnie okresem szczególnym. Mając 7-8 lat oddawałem się całymi dniami mojej pierwszej życiowej miłości, analizując mecze, składy i ucząc się charakterystyk poszczególnych piłkarzy. Nie do końca byłem pewny, czy mi się to kiedykolwiek przyda, ale miało to drugorzędne znaczenie. Liczyła się pasja, która nabierała rumieńców w momencie, kiedy wychodziłem z domu i wybierałem się na boisko pełne piasku, by móc po raz kolejny pograć z chłopakami z całego miasteczka.

W swojej pasji do piłki, zawsze było mi bliżej do własnej bramki, niż bramki przeciwnika. Uwielbiałem czytać i oglądać o wielkich obrońcach tamtych czasów. Kiedy wszyscy biegali w koszulkach Figo, Rivaldo, Kluiverta, Henry’ego czy też Szewczenki, mi bliżej było do piłkarzy pokroju Nesty, Ferdinanda, Blanca czy też Cannavaro. Moją szczególną uwagę przykuwało wówczas jednak dwóch obrońców, którzy swoje obowiązki defensywne potrafili uzupełnić także o niesamowite inklinacje do gry z przodu – Fernando Hierro, a także Lucio. Na opowieść o Brazylijczyku przyjdzie pewnie jeszcze czas, natomiast o legendarnym kapitanie Realu Madryt przyszło mi napisać kilka słów właśnie dzisiaj.

Jeden z wielu

Nie jest to jednak historia piłkarza, któremu od dziecka przepowiadano wielką karierę. Zresztą jest to bardzo znamienne dla naszych czasów. Obecnie już 12-13 latków określamy wielkimi prospektami na przyszłość i nakładamy na nich niesamowitą presję (vide Youssufa Muokoko ostatnio). W latach 80. talent odkrywano relatywnie później, a wielcy piłkarze debiutowali na najwyższych szczeblach rozgrywkowych grubo po osiągnięciu pełnoletności. Dokładnie taka sytuacja dotyczyła Hierro.

Nawet w swojej rodzinie nie był uznawany za najbardziej utalentowanego z trójki rodzeństwa. Podczas gdy dwójka jego starszych braci zbierała swoje szlify w Maladze, on musiał się zadowolić grą dla lokalnej drużyny w Velez. Nie widziano w nim wystarczającego potencjału do zawodowej gry w piłkę, a i on sam zaczynał powoli wątpić w swój potencjał. Był wówczas jednym z wielu średnio rokujących młodych chłopaków w Hiszpanii, którym bliżej było do gry w trzeciej lidze, niż na poziomie centralnym. Mimo to sytuacja rozwinęła się wówczas w dość mało oczywisty sposób.

Jego starszy brat Manolo Hierro opuścił Malagę na rzecz Realu Valladollid. W pierwszym sezonie stał się tam jednym z liderów defensywy. Jego pozycja w klubie rosła na tyle szybko, że był w stanie zarekomendować Fernando do drużyny rezerw. Szefostwo się zgodziło, a młody obrońca w ciągu zaledwie miesiąca awansował z zespołu rezerw do pierwszej drużyny, rozpoczynając rollercoaster, który miał trwać ponad 16 lat.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…