Kiedy artysta nie powinien podchodzić do karnego — Reynald Pedros i jego historia

Reynald Pedros

Reynald Pedros nie jest piłkarzem, który przychodzi Wam na myśl, kiedy wspominacie największe gwiazdy francuskiej piłki w latach 90. Pedros nie jest też nazwiskiem, które możecie w jakikolwiek sposób równać z postaciami typu Zidane, Djorkaeff czy też nawet Dugarry. A moglibyście, gdyby ten długowłosy magik pewnego czerwcowego wieczoru 1996 roku zdecydował się pokierować uderzaną przez siebie piłkę w innym kierunku…

Piłka bywa przewrotna. Reynald Pedros jest niewątpliwie jednym z tych, którzy brutalnie przekonali się o tym na swojej skórze. W kwietniu tego roku na łamach Retro Futbol można było przeczytać historię feralnego karnego wykonywanego przez Miroslava Djukicia, który pozbawił Deportivo La Coruna mistrzostwa Hiszpanii w 1994 roku. Serbski obrońca, mimo spudłowanego karnego, nadal cieszył się uznaniem w Galicji, a później osiągał niemniejsze sukcesy także w Valencii. Za pudło o podobnym ciężarze gatunkowym, Pedrosowi oberwało się o wiele mocniej. Ale zacznijmy od początku.

Trio magików z Nantes

W języku angielskim funkcjonuje przymiotnik „flamboyant”, który dosłownie mógłby być tłumaczony jako ostentacyjny. Określeniem tym można opisywać także osoby ekstrawaganckie, potrafiące przyciągnąć uwagę swoją pewnością siebie i stylem bycia. Idealnie oddawało ono piłkarski charakter Reynalda Pedrosa — pomocnika, który swoją pozytywną bezczelnością i  majestatycznym prowadzeniem piłki, robił furorę w pierwszej połowie lat 90.

Swoją przygodę z piłką rozpoczął w Nantes w wieku 16 lat i szybko zaczęło się głośniej mówić o jego nieprzeciętnych umiejętnościach. W Ligue 1 zadebiutował w 1990 roku, stając się w kolejnych sezonach coraz istotniejszą częścią drużyny. Zespół z północy Francji prowadził już wówczas Coco Suaudeau, francuski trener słynący ze swojego uwielbienia dla szybkiej i bezpośredniej gry ofensywnej, opartej na grze z pierwszej piłki.

Suadeau stworzył na północy Francji prawdziwą maszynę do wygrywania, zdolną do rzucenia rękawicy możnym z Paryża, Monako i Saint Etienne, umiejącą także wykorzystać okres banicji, jaka spotkała Olympique Marsylia po aferach z udziałem Bernarda Tapie.

Pedros ustawiany był na skrzydle. Dysponował niesamowitą lewą nogą i bardzo krótkim prowadzeniem piłki. Wraz z Patrice Loko i Nicolasem Oudece stworzył „trio magików”, siejące spustoszenie na francuskich boiskach. Wielu ekspertów uważało Pedrosa za największego z nich i stawiało jego umiejętności na równi z innym wybijającym się wówczas pomocnikiem w lidze francuskiej – Zinedine Zidane’em.

Przykładem magii, jaką dostarczało to trio była chociażby bramka Patrice’a Loko, którą strzelił PSG na Parc des Princes w 1994 roku. Wraz z Pedrosem wymienił on piłkę w powietrzu – nie dotykając ziemi – a następnie decydując się na strzał z woleja, nie dał szans bramkarzowi PSG. Była to bramka z gatunku tych, na których wychowało się kolejne pokolenie adeptów francuskiej piłki. Sam Pedros ugruntowywał swoją pozycję jako jednego z najbardziej widowiskowych piłkarzy w Europie.

Nic dziwnego, że Nantes prowadzone przez to trio (wraz z Romanem Koseckim na ławce) zdobyło mistrzostwo Francji w 1995 roku, a w kolejnym sezonie awansowało – przy wybitnym udziale Pedrosa – do półfinału Ligi Mistrzów, gdzie ostatecznie musieli uznać wyższość Juventusu. Szczególnie udane dla Pedrosa było grupowe spotkanie z FC Porto. Dwie bramki pomocnika dały FC Nantes remis na terenie rywala i w dalszej perspektywie awans z grupy.

ZOBACZ TAKŻE:

Karny, który zmienił karierę

Od 1993 roku regularnie powoływano go do francuskiej kadry. Był chociażby uczestnikiem feralnego spotkania z Bułgarią na Parc de Princes, zamykającego Les Bleus drogę do udziału w amerykańskim mundialu. Mimo to, o Pedrosie robiło się coraz głośniej. Nic więc dziwnego, że Aime Jacquet zdecydował się zabrać długowłosego skrzydłowego na Euro ‘96, będące de facto głównym punktem przygotowań Francji do mundialu, który mieli gościć dwa lata później.

Defensywnie usposobieni i świetnie zorganizowani Francuzi doczłapali się do półfinału, gdzie naprzeciw im stanęli rewelacyjni na tym turnieju Czesi. Po 120 minutach jednego z najnudniejszych meczów na tym turnieju, oba zespoły stanęły przed ostateczną rozgrywką w postaci rzutów karnych. Francuzi zdecydowali się nie zmieniać składu strzelających i postawili na piątkę, która nie zawiodła w ćwierćfinale przeciwko Holandii, którą udało się wyeliminować również po konkursie rzutów karnych 5:4.

I tak naprzeciw czeskiemu golkiperowi stanęli kolejno Zidane, Youri Djorkaeff, Bixente Lizarazu, Vicente Guerin, a także Laurent Blanc. Każdy z nich ponownie bezbłędnie wykonał swoje zadanie. Na nieszczęście Les Bleus, Czesi nie zamierzali odpuszczać i swoją robotę wykonali równie dobrze. W efekcie kontynuowano karne do pierwszego niestrzelonego, a następnym w kolejce strzelających miał być Reynald Pedros.

Pedros, który swoim artyzmem w graniu, nie do końca jednak przystawał do tej drużyny. Dziennikarze w podcaście Beyond the Headline poświęconym Euro ‘96 zwracali uwagę, że był elementem, trochę niepasującym do całej układanki Aime Jacqueta. W tym kontekście dziwnie musi więc wyglądać decyzja, stawiająca Pedrosa jako kolejnego uderzającego. Zwłaszcza, że ciążyła na nim dodatkowa presja potencjalnej eliminacji z turnieju w przypadku niestrzelenia karnego. W decyzję tę powątpiewali nawet sami zawodnicy.

Byłem zaskoczony, kiedy zobaczyłem, że to Reynald ma podchodzić do karnego. Według mnie ten karny powinien być wykonywany przez bardziej doświadczonego zawodnika. Chciałem nawet poprosić Pedrosa, żeby się wycofał. Nie możesz jednak powiedzieć czegoś takiego do innego piłkarze – wspominał po latach Vincent Guerin.

Pedros jednak czuł się na siłach, aby do karnego podejść. Decydowało o tym pewnie wychowanie, jakie otrzymał w Nantes od trenera Suaudeau, który wpoił swoim zawodnikom poczucie obowiązku i traktowanie zespołu jako najwyższego priorytetu. Sam Pedros po latach wspominał, że zgłosił się jako szósty do wykonywania karnego, gdyż czuł, że jest to jego obowiązek. Nie wiedział jeszcze, że to poczucie obowiązku może doprowadzić do załamania jego kariery.

Pomocnik podszedł do piłki, wziął rozbieg i uderzył…  słabo, praktycznie w centralny punkt bramki. Petr Kouba wyczuł intencje Pedrosa, obronił karnego, a w kolejnej kolejce Miroslav Kadlec silnym strzałem zapewnił Czechom awans do finału.

Załamanego Pedrosa wspierała cała szatnia wraz ze sztabem szkoleniowym. Asystent Aime Jacqutea pocieszał pomocnika mówiąc mu trywialnie, że w życiu zdarzają się przecież gorsze rzeczy. Sam Aime Jacquet też wziął winę za siebie, tłumacząc się podjęcie błędnej decyzji i złym wyborze strzelającego. Sam Pedros czuł jednak, że może to być punkt zwrotny w jego dobrze zapowiadającej się karierze.

Zablokowany transfer do Barcelony

Mimo katastrofalnego Euro było jasne, że Nantes stało się już dla Pedrosa za małe. Po błyskotliwego pomocnika zgłosiło się kilka klubów. Pierwsze z konkretną ofertą wyszło Monako, które obserwowało zawodnika od dłuższego czasu. Mimo złożonej oferty, widmo niestrzelonego karnego zaczęło wisieć nad Pedrosem.

Prezes Monaco nie do końca był przekonany o tym czy chce ściągnąć piłkarza, którego powoli zaczynano uznawać za głównego winowajcę odpadnięcia Francji z Euro. Pedros wyczuł to na etapie rozmów kontraktowych i wycofał się z chęci dołączenia do Monaco. Zwłaszcza, że na stole pojawiła się oferta z Barcelony…

…. którą zablokowała żona Pedrosa. Sam piłkarz był już gotowy do wyjazdu i spakowany, natomiast weto postawione przez ukochaną piłkarza powstrzymało go od przenosin do Blaugrany. Sam piłkarz po latach wspominał, że to mógł być punkt zwrotny w jego karierze. W końcu miał iść do klubu, gdzie tacy artyści jak on zawsze witani byli z otwartymi rękami, a uwielbiająca posiadanie piłki Barcelona była wręcz stworzona dla tak altruistycznego piłkarza, jakim był Pedros.

Ostatecznie do gry wkroczył Olympique Marsylia. Budujący swoją potęgę na nowo zespół potrzebował lidera i ówczesne kierownictwo zespołu z południa Francji właśnie w Pedrosie upatrzyło sobie nową twarz całego projektu. Piłkarz ofertę zaakceptował i pojawił się na Velodrome. I tu zaczęły pojawiać się schody, a raczej … kolejne gwizdy. Piłkarz wygwizdywany był na każdym francuskim stadionie.

Po pewnym czasie piłkarz tak się do nich przyzwyczaił, że przestał je nawet słyszeć. Dochodziło do sytuacji, w których przy każdym jego kontakcie z piłką stadion buczał (jak podczas spotkania towarzyskiego reprezentacji z Meksykiem), a Pedros o tym fakcie dowiadywał się od ochroniarzy spotkanych na stadionowych korytarzach.

Błędnych wyborów c.d.

Na domiar złego, na niwie klubowej również nie szło mu najlepiej. Pedros – podobnie jak cała drużyna Marsylii – nie spełniał pokładanych w nich nadziei. Efektem było 11. miejsce w lidze w trakcie sezonu i zespół, który zamiast bić się o mistrzostwo, bliżej miał do walki o utrzymanie. Pedros zaczął poszukiwać drogi ucieczki z Marsylii i znalazł takową w postaci transferu do Parmy – z dala od Francji i nieprzyjaznych mu trybun.

Tam trafił na budującego potęgę za pieniądze Parmalatu Carlo Ancelottiego. Jednocześnie przyplątała mu się kontuzja, eliminująca go z gry przez większą część rundy wiosennej. W efekcie wrócił do gry na ostatnie trzy mecze, wspomagając Parmę w walce o wicemistrzostwo Włoch.

Pozwoliło mu to też na wyjazd na specjalny obóz zorganizowany przez Aime Jacqueta na rok przed mistrzostwami świata we Francji. Selekcjoner zebrał 40 piłkarzy, spośród których miał wybrać wąską kadrę na turniej. Pedros usłyszał tam słowa Jacqueta, który przekazał swoim zawodnikom, że nie będzie brał pod uwagę piłkarzy nie grających w swoich klubach.

Po tych słowach, Pedros wybrał się na rozmowę z Carlo Ancelottim, pytając go o swoją przyszłość i o to, czy widzi go w swoim składzie. Carletto nie dał mu gwarancji pierwszego składu, co – mając na uwadze chęć udziału w turnieju – zdecydowało o poszukiwaniu przez francuskiego pomocnika nowego klubu i potrzebnych mu minut. W grze pojawiło się Napoli.

Pobyt pod Wezuwiuszem zakończył się jeszcze większą katastrofą niż ten w Marsylii. Pedros nie odegrał żadnej roli w drużynie, w której co chwilę dochodziło do zmian trenerów, a klubowi daleko było do przyjaznej Pedrosowi stabilizacji w Nantes. Pomocnik, podobnie jak w Marsylii, uciekł z Neapolu po pół roku, próbując ratować swój wyjazd na mundial transferem do Lyonu. I choć udało mu się odzyskać miejsce w drużynie i złapać trochę minut, nie imponował już świeżością i artyzmem, znanym z Nantes. Określenie „flamboyant winger” nie odzwierciedlało już w pełni sposobu gry Pedrosa.

Reynald Pedros. Od zera do bohatera

Ostatecznie Mundial 1998 przeszedł mu obok nosa. Jeden z najlepszych piłkarzy młodego pokolenia we Francji, wrócił jeszcze na chwilę do Parmy, po czym rozpoczął tułaczkę po mniejszych klubach Ligue 1, powoli odchodząc już w zapomnienie. O skali jego zjazdu może świadczyć fakt, że w latach 1998-2003 dla trzech kolejnych klubów (Montpellier, Toulouse i Bastia) rozegrał zaledwie 17 meczów na najwyższym poziomie rozgrywkowym w Ligue 1.

Historia piłkarza Reynalda Pedrosa nie miała happy endu, o jakim mógł myśleć zawodnik, jadąc jeszcze na Euro ‘96. Życie jednak potrafi sprawić wiele niespodzianek i takie czekać miały również na pomocnika. Po karierze Pedros zdecydował się być blisko piłki i został trenerem, oddając się w pełni rozwojowi kobiecej piłki we Francji.

Z jednego z najbardziej znienawidzonych piłkarzy, stawał się powoli jedną z najbardziej lubianych osób związanych z żeńską piłką nad Sekwaną. Od 2017 roku piastował stanowisko trenera najsilniejszej drużyny w kobiecej piłce we Francji – Olympique Lyon, którą doprowadził do dwóch kolejnych mistrzostw kraju, a także dwóch kolejnych triumfów w Lidze Mistrzów.

Efekt? Reynald Pedros został wybrany przez FIFA trenerem roku 2018. Nieźle, jak na wygwizdywanego przez własną publiczność piłkarza, prawda?

PIOTR JUNIK

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*