Robinho – król momentów i Pedalady

Robinho

Świat usłyszał o nim pierwszy raz, gdy Robinho miał 15 lat. Trzy lata później prowadził już swój zespół do pierwszego od ponad 30 lat triumfu w lidze, a przez wielu uznawany był za największy brazylijski talent od czasu legendarnego Ronaldo. Miano kolejnego złotego dziecka południowoamerykańskiego futbolu przylgnęło do niego tak naturalnie, że kwestią czasu wydawało się dołączenie przez niego do panteonu największych w pierwszej dekadzie XXI wieku. Ostatecznie Robsona de Souza alias Robinho nigdy do niego nie zaliczono, ale jego kariera do dzisiaj wzbudza w futbolowym świecie dużo emocji.

Salid y difrutad. Wyjdźcie i bawcie się. Ta afirmacja futbolu i tęsknoty za jej ulicznymi korzeniami, często kojarzy się z Johanem Cruyffem, który zwykł ją przekazywać swoim piłkarzom przed wyjściem na murawę. I właśnie dla tego typu zawodników, kierujących się dewizą słynnego Holendra, na trybunach stadionów siadają dziesiątki tysięcy kibiców, a przed telewizorami miliony.

KLIKNIJ I DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU

Robinho niewątpliwie można było zaliczyć do grona piłkarzy bawiących tłumy. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że zawsze towarzyszyła mu pewna aura ekscytacji. Już w wieku 15 lat został namaszczony na następcę Pele.

I o ile nie powinno to nikogo szczególnie dziwić, gdyż takich chłopaków brazylijskie media wybierają co roku kilku, o tyle w tym przypadku sam legendarny piłkarz nie omieszkał wyrazić swojej aprobaty dla młodego talentu.

Robinho może prześcignąć moje osiągnięcia. Musimy podziękować Bogu, że kolejny Pele wylądował właśnie w Santosie – mówił zaraz po jego przyjściu do Santosu.

Robinho – nowy król Santosu

Fani z miejsca nazwali go Santastico. Z kolei cała Ameryka Południowa obwieściła go jako Rei de Pedalas (z port. Król Pedalady). Coś, co dzisiaj określilibyśmy jako hype train, wówczas przybierało formę narodowej histerii nad chłopakiem, który wychodził na boisko i po prostu chciał grać w piłkę.

Zresztą, nie ma co się dziwić. W końcu mówimy o zawodniku, który w wieku 18 lat praktycznie w pojedynkę wygrał dla Santosu mistrzostwo Brazylii. Rewanżowe spotkanie finałowej rywalizacji z Corinthians było absolutnym majstersztykiem w wykonaniu Robinho.

Młody skrzydłowy wypracował wówczas wszystkie trzy bramki dla Santosu, a jego drużyna po heroicznym boju ograła faworyzowanych sąsiadów z Sao Paulo 3:2. Największe wrażenie nie robiły jednak liczby Robinho i jego wkład w końcowy sukces, a rozmach, z jakim tego dokonywał.

Po dziś jego rajd, po którym został sfaulowany w polu karnym (a następnie sam zamienił rzut karny na bramkę) uznawany jest za legendarny. Pedalada, jaką wówczas wykonał Robinho tuż przed obrońcą, składała się z 7 przełożeń (sic!) i trudno znaleźć kogoś na planecie, kto mógłby się na to nie nabrać.

Wspomniany już pseudonim Rei de Peladas nie wziął się znikąd i był naturalnym następstwem popisów młodziana. Od spotkania z Corinthians Pedalada stała się jego znakiem firmowym. Sztuczka ta w latach 90. nieodłącznie kojarzona z bardziej znanymi rodakami – Ronaldo i Denilsonem, znalazła nowego mistrza w postaci wychowanka Santosu.

Robinho wykorzystywał ją do granic możliwości, wielokrotnie sprowadzając do parteru kolejnych obrońców przed sobą, bezsilnie obserwujących mijającego ich Brazylijczyka.

W latach 2002-2004 Robinho sukcesywnie potwierdzał swój potencjał. Dynamika, repertuar zwodów, krótkie prowadzenie piłki, orientacja i niespotykana technika użytkowa pozwalały mu na swobodną grę nie tylko na małej przestrzeni, ale też na dłuższym dystansie.

Bajeczną technikę zawdzięczał w głównej mierze futsalowi, na którym wychowywał się do momentu przejścia do Santosu. Co znamienne, oprócz fantastycznych umiejętności dryblerskich, Robinho był także świetnym strzelcem z chirurgiczną precyzją strzału (zwłaszcza przy dłuższym rogu), co czyniło go w praktyce piłkarzem kompletnym w wieku zaledwie 20 lat.

W 2004 roku było już jasne, że Brazylia wypuściła na świat kolejne złote dziecko, a nowina o nim rozeszła się błyskawicznie. Santos stał się miejscem pielgrzymek możnych tego świata, chcących zapewnić sobie usługi kolejnej brazylijskiej perełki, zanim jej wartość osiągnie niebotyczne poziomy.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…