Śmigły Wilno – duma Kresów

Czas czytania: 12 m.

Inauguracja sezonu 1938 zapowiadała się więc dla piłkarzy Śmigłego niezwykle ekscytująco. Jako pierwszego przeciwnika los przydzielił im ekipę czterokrotnych wtedy mistrzów Polski, Ruchu Wielkie Hajduki. Wyjazd na Śląsk, królestwo kopalń i hut, trwał niezwykle długo, gdyż ,,wileńskie ,,żubry” jechały pociągiem przez kilkanaście godzin”.

Na boisku w ogóle nie było jednak widać zmęczenia podróżą, co Wojskowi udowodnili już w trzeciej minucie. Indywidualną akcją popisał się Longin Pawłowski, przyszły dowódca plutonu w 5 pułku piechoty Legionów we wrześniu 1939 roku, który minął obrońców niczym slalomowe tyczki i pokonał bezradnego Broma.

Po historycznym golu dla wileńskiej ekipy w szeregach gości wkradło się jednak rozprężenie. Wykorzystali to gospodarze, którzy dwukrotnie pokonali ,,zachowującego się jak doświadczony bramkarz ligowy” Jachimowicza ,,Czarskiego”.

Do wyrównaniu doprowadził jeszcze Henryk Biok, lecz do pokonania śląskich hegemonów to nie wystarczyło. Po przerwie gościom zaaplikowano trzy bramki, lecz nie przeszkodziło to redaktorom katowickiej ,,Polonii” napisać na swoich łamach kilku ciepłych słów pod adresem wilnian.

,,Na dobrą ocenę zasłużyło przede wszystkim trio obronne z bramkarzem Czarskim i lewym obrońcą Zawieją. Bardzo pracowity był ponadto środkowy pomocnik Bukowski (…). Poza tym Śmigły dzięki fair grze zyskał sobie sympatię śląskiej publiczności” – głosił jeden z artykułów.

Pierwszy mecz w Wilnie, rozegrany dwa tygodnie później z lwowską Pogonią, cieszył się niespotykanym do tej pory zainteresowaniem, gdyż ,,na stadion przy ulicy Werkowskiej pojawiło się około ośmiu tysięcy widzów, a więc tłum w Wilnie jeszcze na meczu futbolowym nie oglądany.” Minimalna porażka 0:1 zasmuciła na pewno wszystkich wilniuków, lecz co się odwlecze to nie uciecze.

W następnej domowej batalii, jednostronnie rozstrzygniętej z AKS-em (3:1), gospodarze pokazali lwi pazur. Radości nie było końca, o czym świadczyć może choćby historia jednego z kibiców, który po zakrapianej imprezie w jednej z lokalnych knajp musiał tłumaczyć policjantowi: ,,Kochanieńki, ja tylko trocha wypiwszy!”, a po obudzeniu się następnego dnia zastanawiał się który but ,,jest na prawa, a który na lewa noga?”

Zdjęcie 8
Moment strzelenia bramki przez ekipę Śmigłego w spotkaniu z Warszawianką. Duma Kresów aż osiem z jedenastu punktów w lidze uzyskała, grając przed własną publicznością. Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe

W następnych meczach Śmigłemu wiodło się jednak w kratkę. Cenne zwycięstwa, jak choćby to nad Wartą w Poznaniu 3:2, przeplatał kompromitującymi porażkami. Najbardziej bolesne okazały się spotkania w delegacji z Warszawianką (2:6) oraz AKS-em (1:7).

Dobre recenzje zbierali jednak pojedynczy zawodnicy: Marian Jachimowicz ,,Czarski” (obronił dwie jedenastki, w tym strzał Teodora Peterka), Kazimierz Marzec (zdobywca sześciu ligowych bramek) czy Juliusz Ballosek (specjalista od rzutów wolnych).

Ostatecznie premierowy sezon na najwyższym szczeblu ekipa znad Wilii zakończyła na ostatniej pozycji w tabeli. Wojskowi pozostawili jednak po sobie dobre wrażenie w postaci stylu gry, który na większości stadionów był oklaskiwany przez miejscową publikę.

Po meczu z Wisłą Kraków w Wilnie ,,Przegląd Sportowy” pokusił się nawet o stwierdzenie, że Śmigły dla swoich przeciwników ,,jest trudnym i gorzkim orzechem do zgryzienia”.

W tym miejscu warto przytoczyć anegdotę, która związana była z ostatnim ligowym meczem tego sezonu, rozegranym we Lwowie z tamtejszą Pogonią. 30 października, w przededniu 35. rocznicy powstania ekipy Poganiaczy, obiektom klubowym gospodarzy nadano imię Edwarda Śmigłego-Rydza.

Działacze ze Lwowa zakładali bowiem, że przy okazji meczu z ekipą, której nazwę nadano na cześć Marszałka, uda się zebrać odpowiednie dotacje. Myślenie perspektywiczne okazało się strzałem w dziesiątkę, lecz równie wiodącym mógł być w tej sytuacji fakt, że polski przywódca urodził się w oddalonych o zaledwie dziewięćdziesiąt kilometrów Brzeżanach.

Walka o powrót do elity rozpoczęła się obiecująco. Śmigły dwukrotnie porozbijał WKS Grodno oraz Ognisko Pińsk. Zmagania w drugiej grupie Duma Kresów rozpoczęła jednak od falstartu, a mianowicie porażki 1:2 w Świętochłowicach. Tydzień później, 20 sierpnia 1939 roku, przed własną publicznością piłkarze z Wilna nie pozostawili jednak złudzeń poznańskiej Legii (tak, istniał taki klub!), wygrywając aż 5:1.

Nikt z kibiców obecnych na stadionie w najśmielszych snach nie zakładał nawet, że tego dnia przyjdzie mu oklaskiwać swoich ulubieńców po raz ostatni. Następna potyczka, zaplanowana na 10 września z Junakiem w Drohobyczu, nie doszła bowiem do skutku.

Radzieckie oraz niemieckie bomby, które kilkukrotnie spadały na Wilno przez pięć lat trwania wojny, oraz litewska okupacja Wileńszczyzny w latach 1939-1940, bezpowrotnie odebrały miastu jego polską duszę. Wspomnienia o Śmigłym pozostały jednak głęboko w pamięci jego polskich mieszkańców, którzy ukochali go zwłaszcza za ,,godną podziwu ambicję wszystkich bez wyjątku graczy”.

Dawid Kowalczyk
Dawid Kowalczyk
Entuzjasta angielskiej Premier League oraz piłki przedwojennej. Jego serce bije po czerwonej stronie Merseyside. Zażarty fan teorii, że życie bramkarza to najlepsze, co może spotkać młodego chłopaka. Z wykształcenia dziennikarz i historyk, który od lat w futbolu szuka wytchnienia od codziennych trosk.

Więcej tego autora

Powiązane

Advertismentspot_img

Najnowsze

Brudne mistrzostwa. Argentyna 1978

Mistrzostw świata w 1978 roku przeszły do historii nie tylko z powodu zwycięstwa gospodarzy. Przeczytajcie!

Wizyta na turnieju gminy Wiśniowa – historia lokalnej piłki

W tym artykule przedstawiamy historię lokalnej piłki w gminie Wiśniowa.

Artjoms Rudnevs – goleador, który uciszył Turyn

Wielu obcokrajowców przewija się przez polską ekstraklasę, lecz tylko nieliczni potrafią podnieść poziom sportowy rozgrywek. Chlubnym wyjątkiem na tle kolejnego zaciągu z Bałkanów czy...