Wywiad: Adam Kotleszka o piłce nożnej w USA

Czas czytania: 11 m.
4.6
(9)

Stany Zjednoczone w wielu dziedzinach są uważane za lidera i trendsettera. Kraj tak dla nas odległy geograficznie, wydaje się nam bliski — głównie za sprawą show-biznesu. To na amerykańskich serialach i piosenkach uczyliśmy się języka angielskiego, i pewnie z tego powodu mówimy Cookie — a nie Biscuit, check — a nie bill, elevator — a nie lift, mail — a nie post. I o ile słownictwo jankesów jest dla nas w wielu przypadkach bliższe niż Brytyjczyków, to dużo czasu jeszcze minie, zanim przyzwyczaimy się do Soccera. Czy aby na pewno? Adam Kotleszka opowiada nam o fenomenie piłki nożnej w USA.

Tomasz Madej: Trwa Messimania w USA. Drużyna Interu Miami wygrała rozgrywki Leagues Cup z Argentyńczykiem w roli głównej. Było to pierwsze trofeum klubu z Florydy w historii. Niestety potem Messi złapał kontuzje i nie wyglądało to już tak dobrze. „Czaple” najpierw przegrały finał U.S Open Cup, a następnie nie awansowały do fazy play-off ligi MLS. Czy drużyna Davida Beckhama  w przyszłości może zostać hegemonem w Ameryce Północnej?


Adam Kotleszka: Inter Miami ma szansę spopularyzować MLS na świecie, sprawić, że nowe osoby zaczną się interesować tą ligą. Sam klub nie jest ambasadorem, który pokazywałby jak funkcjonuje dziś cała MLS. Inter dopiero zaczyna tworzyć swoją markę. Przypomina to trochę początkową fazę budowania klubów MLS, gdy ściągano wiekowych zawodników, którzy przyjeżdżali na swój ostatni kontrakt. Oczywiście wtedy liga mogła pomarzyć o graczu pokroju Messiego i to duże szczęście dla ligi, że ma u siebie tak wielkiego zawodnika. Jednak dla kogoś, kto nie śledzi tych rozgrywek regularnie, w świat pójdzie przekaz, że to znowu liga dla emerytów. Podczas gdy trend jest odwrotny: ściągać młodych, obiecujących piłkarzy, głównie z Ameryki Południowej, wypromować ich i sprzedać do Europy. Średnia wieku kadr drużyn MLS w ostatnich latach w porównaniu do lig TOP 5  w Europie, ustępowała tylko Bundeslidze pod względem młodego wieku piłkarzy. Dopiero co w lidze zadebiutował drugi najmłodszy, po legendarnym Freddym Adu zawodnik w 25-letniej historii ligi. Nie tak dawno stąd do Europy wypromował się Alphonso Davies, który w USA i Kanadzie grał już w wieku 15 lat, a akademie takie jak FC Dallas czy New York Red Bulls „produkują” piłkarzy, którzy już trafili lub zaraz trafią do Europy. W ich ślad chcą iść w większości klubów w USA: promować młodzież i swój model biznesowy oprzeć właśnie na sprzedaży młodych piłkarzy.

Co do samego Interu: projektowi kibicuję, bo wiem, że to tylko początkowa faza budowania tej drużyny, mająca zagwarantować sponsorów, ściągnąć kibiców. Każdy mając szanse na ściągnięcie Messiego do siebie, by z tego po prostu skorzystał. Z rozmów ze znajomymi dziennikarzami z USA wiem, że kolejnym etapem ma być zwiększenie zaangażowania w akademię, a pierwsze efekty już widać. Klub istnieje dopiero 5 lat, a już podpisał profesjonalne kontrakty z  siedmioma piłkarzami ze swojej akademii i wcielił ich do pierwszej drużyny, ostatnim był 16-letni Santiago Morales, który we wrześniu podpisał profesjonalny kontrakt. Messi-mania jest ciekawym zjawiskiem i świetnie mieć takiego gracza w MLS, ale niech to nie zamaże odbioru całych rozgrywek. Major League Soccer to liga, która będzie coraz mocniej stawiać na młodych. A co do tej hegemonii Interu? Spokojnie, nie od razu. Są tu kluby, które zdecydowanie dłużej budują podwaliny pod swoje sukcesy. Nie da się kupić kilku piłkarzy i z miejsca stać się najlepszym na kontynencie, nawet jeśli ściągasz Messiego. Ale z zaciekawieniem będę obserwował tę rywalizację.

TM:Który klub w Ameryce jest aktualnie najbogatszy, a który najlepszy?

AK: Kluby MLS ogólnie rzecz biorąc, stają się coraz bogatsze i coraz bardziej dochodowe. Na początku tego sezonu Forbes wyliczył, że średnia wartość klubu MLS wynosi dziś 579 milionów dolarów. Wzrosła ona aż o 85% w ciągu zaledwie kilku lat. Na szczycie tej wyliczanki było Los Angeles FC – wartość tej  wyceniono na miliard dolarów, co było pierwszym  przypadkiem w historii MLS Przełamaną tę magiczną liczbę. Dodajmy, że LAFC tę wartość osiągnęło w zaledwie 9 lat, bo tyle dopiero istnieją.

385507099 1023137988739700 1015877728315842872 n
Wywiad: Adam Kotleszka o piłce nożnej w USA 5

Pamiętajmy też, z jakiego poziomu startowała MLS. W 1996 roku, gdy zaczynał się pierwszy sezon, liga liczyła  zaledwie 10 klubów. Dziś ma ich 29, a za chwile pęknie 30, bo w 2025 wystartuje zespół w San Diego. Amerykańskie i kanadyjskie aglomeracje chcą mieć u siebie Major League Soccer. Włodarze klubu z San Diego musieli opłacić „wpisowe” do ligi na poziomie 500 milionów dolarów. Dwadzieścia siedem lat temu, 10 klubów założycieli zrzucało się do wspólnej skarbonki po… 10 milionów dolarów. A, żeby nie uciekać aż tak daleko w przeszłość, to przytoczmy przykład „polskiego” Charlotte FC – klubu, gdzie grają Karol Świderski, Kamil Jóźwiak i Jan Sobociński. Drużyna ta wystartowała dopiero w 2022 roku. Musiała zapłacić 375 milionów dolarów tzw. expansion fee. Przez 3 lata ta opłata wzrosła o 125 milionów dolarów, co mówi samo za siebie, jak ta liga rośnie nie tylko sportowo, ale i finansowo.

Co do sportowego aspektu obecnie mistrzem jest LAFC, ale gdy rozmawiamy, trwa jeszcze sezon regularny i ciężko wytypować drużynę, która wygra MLS Cup w tym sezonie. M.in. za to zakochałem się w tej lidze: że co by się nie działo, mistrza poznasz dopiero w ostatni dzień sezonu. A było już trochę takich historii w MLS, gdy klub miał słaby sezon regularny i ledwo dostał się do play-offów, a potem w nich zachodził bardzo daleko. Jak choćby w 2016, gdy Seattle Sounders  latem byli jednym z najgorszych zespołów w lidze i wydawało się, że pierwszy raz w swojej historii, nie wejdą do play-offów, a oni nie dość, że weszli, to jeszcze je wygrali. Tłumaczyłem kolegom z Eurosportu, z którymi komentowaliśmy wtedy MLS, że to rozgrywki nie do porównania z europejskimi. Tu liczy się, ile sił zachowasz na koniec sezonu, a nie to, na którym miejscu byłeś w połowie rozgrywek, bo wciąż możesz być mistrzem, zamiast bić się o utrzymanie. Ale nawet dla mnie to był szok, jaki come-back zaliczyli Sounders.

Mecze finałowe MLS prawie co roku komentowałem w duecie z Maćkiem Terleckim. Chyba tylko jeden z nich zrobiliśmy razem z Tomkiem Lachem. Nasz komentarz został wybrany przez Amerykanów do kompilacji 11 najlepszych komentarzy z finału 2016 z całego świata. Amerykanie wybrali jedną sytuację z finału, gdy nieprawdopodobnie obronił bramkarz Seattle i zmontowali z tego zbitkę komentarzy z Japonii, USA, Kanady czy Wielkiej Brytanii i nas też tam wrzucili. Miło, ale to nawet nie nasza zasługa, tylko tego, jaki to był świetny mecz. Mimo że w regualminowym czasie gryło było 0:0, mieliśmy kapitalną całą otoczkę meczu. Seattle, które jak feniks z popiołów powstało, broniło się w niewiarygodnych sytuacjach w samym finale i ostatecznie wygrało po rzutach karnych. Dla kogoś, kto śledzi MLS od lat, znając tło tej historii, to była piękna chwila. Do dzisiaj za każdym razem jak to wspominam, mam ciarki. W MLS naprawdę każdy może wygrać z każdym i zostać najlepszym zespołem w USA, więc poczekajmy do finału 2023.

TM: No właśnie. Rozgrywki w USA są podzielone na sezon regularny i fazę play-off. Dzięki temu drużyna ze środka stawki może sięgnąć po MLS Cup. Czy uważa Pan, że Liga w Stanach Zjednoczonych jest sprawiedliwa?

AK: To jeden z argumentów przeciwników MLS, zwłaszcza w Europie. Ja tego nie oceniam, bo kim ja jestem, żeby mówić Amerykanom, jak mają opakowywać swój sport. Sami wiedzą to najlepiej. W USA wszystkie największe ligi sportowe opierają się na systemie z sezonem regularnym i play-offami i sprawdza się to dobrze. Dlaczego MLS miałaby być wyjątkiem? To między innymi ta odmienność sprawiła, że zainteresowałem się tą ligą jako dzieciak i wiem, że nie jestem odosobnionym przypadkiem. Jest coraz więcej ludzi, którzy zaczęli zarywać noce dla MLS, żeby zobaczyć całkiem inną ligę, niż to, co znamy z Europy. Cała ta otoczka walki o play-offy, końcówka sezonu regularnego w formie multiligi, potem walka o mistrzostwo w każdej z konferencji, a na końcu wielki finał pomiędzy mistrzami Wschodu i Zachodu. Ja to kupuję i kupują to fani MLS, nie tylko w USA.

384537664 1001706634393332 3403356474162641118 n
Wywiad: Adam Kotleszka o piłce nożnej w USA 6

Świat piłki jest tak wielki, że jest w nim miejsce na tę z pozoru szaloną formułę MLS, ale rozumiem też futbolowych purystów, którzy uważają, że jedyny słuszny system to system znany z europejskich boisk. Choć i tutaj zdarzają się jego różne wariacje. Ja nie oceniam, który z systemów jest lepszy. Uważam, że jest miejsce i dla jednego i drugiego. Jak ktoś chce oglądać tradycyjny system, to w Europie może przebierać wśród lig. Jeśli chce czegoś innego, zobaczyć inny sposób spojrzenia na futbol, to ogląda MLS lub sprawdza co słychać w Australii, bo tam też od początku istnienia A-League jest system wzorowany na amerykańskim. A jestem przykładem na to, że z obu systemów można mieć fun i w obu doceniać plusy i minusy. Dajmy kibicom wybór i niech każdy wybierze, co mu najbardziej odpowiada.

TM: Stany Zjednoczone będą organizowały w najbliższym czasie Copa America, KMŚ, a także MŚ w piłce nożnej. Czy według Pana przyczyni się to do rozpowszechnienia soccera w USA?

AK: Etapy popularyzacji piłki nożnej w USA można podzielić na kilka faz. Kilka z nich wybuchało jak wulkan i gasło równie gwałtownie. Tak było od końca lat 60-tych, aż do połowy lat 80-tych, gdy swoje wzloty i upadki przeżywała North American Soccer League – poprzedniczka MLS, która jednak po kilkunastu latach istnienia musiała się zwinąć, głównie z powodów finansowych. Stany Zjednoczone wówczas na 12 lat zostały bez profesjonalnej, ogólnokrajowej ligi piłkarskiej. W tamtym czasie funkcjonowały tylko mniej lub bardziej profesjonalne rozgrywki regionalne. Przyznanie MŚ 1994 miało zachęcić Amerykanów do ponownego zainwestowania w futbol i wypełnienie luki po NASL. I wtedy po latach posuchy, znów wrócił boom na soccer. I znów nie trwał wiecznie, bo na początku XXI wieku MLS przeżywała swój największy kryzys w historii i stanęła nawet przed widmem upadku. Skończyło się na szczęście tylko na upadku 2 klubów: Miami Fusion i Tampa Bay Mutiny, a więc dwóch drużyn z Florydy, co tylko pokazywało, jak trudny jest to dla piłki nożnej rynek. Piję tutaj do Interu Miami, o który pytałeś wcześniej.

Po latach MLS wygrzebała się z zapaści i dziś obserwujemy najbardziej stabilny rozwój tej ligi w jej historii, choć Inter Miami i Messi-mania mocno namieszały. Kolejny duży boom przewidujemy na okres około mundialowy w 2026, a jeśli dojdzie do tego jeszcze dobry występ kadry Yanks, być może fanów amerykańskiej piłki mogą czekać naprawdę ciekawe czasy.

TM: David Beckham w 2007 roku założył koszulkę Los Angeles Galaxy, zostając pierwszym piłkarzem celebrytą w USA. To wtedy podpisał kontrakt, który umożliwił mu wykupienia w przyszłości  miejsca w MLS za raptem 25 mln dolarów. Beckham jest dzisiaj właścicielem Interu Miami. To on sprowadził na Florydę trio Messi, Alba, Busquets. Jak ważna jest postać Anglika za Oceanem?

AK: W mojej opinii pierwszym jako pierwszego piłkarza-celebrytę w MLS moglibyśmy rozpatrywać Alexiego Lalasa. Kto pamięta rudowłosego defensora z boisk i z… koncertów, jakie grywał, także przy okazji meczów MLS oraz jego złotoustych cytatów, które kontynuuje dziś w roli dziennikarza w amerykańskiej TV, ten wie, że był dla tej ligi kimś więcej, niż tylko zawodnikiem. Jednak Lalas był gwiazdą, z pewnymi wyjątkami, lokalną. Natomiast Beckham już w pełni globalną marką. Dał sygnał dla piłkarskiego świata, że o MLS będzie jeszcze głośno.

380478262 218422787844648 5136599026969461997 n
Wywiad: Adam Kotleszka o piłce nożnej w USA 7

W 2007, gdy zamieniał Real na LA Galaxy, nie był jeszcze piłkarskim emerytem, tylko 32-latkiem i to zwróciło uwagę świata, że tak rozpoznawalny zawodnik bliżej trzydziestki, niż czterdziestki i jedna z ikon popkultury podpisuje kontrakt za oceanem. Dla Beckhama stworzono zasadę „designated player”, która do dzisiaj stoi u podstaw systemu ściągania wielkich gwiazd do MLS. To on ściągnął do MLS Messiego, wreszcie to on zdobył z LA Galaxy dwa mistrzostwa kraju, więc nie był tylko twarzą z wystawy, ale i wnosił walor sportowy. Patrząc na rozwój tej ligi, Beckham był jej najważniejszym zawodnikiem. Messi oczywiście też przyciągnął uwagę całego świata i może jego pobyt tutaj będzie dla historii ligi równie znaczący co Beckhama, ale to będziemy mogli w pełni uczciwie ocenić dopiero za parę lat.

TM: Czy Liga MLS i Saudi Pro League za kilkadziesiąt lat będą w  najlepszej piątce lig na świecie?

AK: Jako fan MLS chciałbym powiedzieć, że tak. Ale jako dziennikarz staram się zachować chłodną głowę w tej kwestii i powiem, że… nie tak szybko. Łączy się to trochę z tym, o czym mówiłem Ci na początku: MLS ma być ligą, która ma wychowywać młodych zawodników i sprzedawać ich za coraz większe pieniądze za granicę. To jest model biznesowy tej ligi. Wraz z nim oczywiście będzie szedł wzrost poziomu piłkarskiego, co obserwuję właściwie z roku na rok. Ale przez najbliższe lata to wciąż nie będzie liga, gdzie będzie grała większość najlepszych piłkarzy świata w swoim prime. Mnie cieszy jak liga zmieniła się od lat 90-tych do dziś, bo gołym okiem widać wzrost poziomu i deptanie po piętach Europie. Z drugiej strony z nostalgią wspominam typowo amerykańskie historie w piłce, jak hokejowe karne z MLS lat 90-tych, herby, koszulki i nazwy klubów w typowo amerykańskim stylu, zamiast dzisiejszych „FC” i „United” na większości nowych klubów, jakie dołączają do ligi.

Cieszę się jednak coraz bardziej z tego, że liga MLS przypomina europejskie rozgrywki. Ma wciąż swój amerykański charakter. Mecz Gwiazd rozgrywany w środku sezonu i cały MLS All-Star Week, gdy organizowane są przeróżne konkurencje, które mają dostarczać rozrywki publiczności. Do tego dochodzi system rozgrywkowy, o którym mówiliśmy więcej wyżej, salary cap, wpływające na to, że nikt nie odjeżdża na lata reszcie stawki, a także zasada „designated player”. Można by tak wyliczać jeszcze długo i wskazywać tego plusy i minusy. Jeśli dla kogoś ta liga dziś wydaje się dziwna lub inna, to dobrze, że nie oglądał jej w latach 90-tych. Tam to dopiero był cudowny misz-masz! Kilka zasad bym przywrócił jak choćby karne z 35 jardów. Nudy by nie było, a uważam, że one trochę bardziej uwypuklały umiejętności strzelca, niż sam strzał z 11 metrów, bo można było wykazać się większą kreatywnością. Próbowano kiwać bramkarzy, lobować, uderzać z dystansu, z bliska. Robiłeś wszystko, co przyszło ci do głowy, ale tak, żeby się zmieścić się w czasie 5 sekund od momentu dotknięcia piłki. W sieci do dziś furorę robi wideo z finału Konferencji Zachodniej 1996 między Kansas City Wizards, a LA Galaxy (ach te świetne, amerykańskie nazwy klubów). A takich konkursów, które przeszły do historii amerykańskiej piłki było więcej. Także w latach North American Soccer League jak mecz legendarnego New York Cosmos z Washington Diplomats. Polecam odpalić na YT.

TM: Który z obecnych Polaków występujących w MLS może nawiązać do czasów Piotra Nowaka, Roberta Warzychy, Jerzego Podbrożnego i Romana Koseckiego.

AK: MLS mocno zmieniła się od tamtej pory. W 1998, gdy Roman Kosecki, Jerzy Podbrożny i Piotr Nowak trafiali do Chicago Fire, od razu zdobyli mistrzostwo MLS i Puchar USA. Takie historie w całym amerykańskim sporcie zdarzają się niezwykle rzadko – że całkowicie nowy zespół, tzw. expansion team, który debiutuje w lidze, od razu wygrywa mistrzostwo. Ale to były szalone lata 90-te w MLS. Dziś Polacy, gdy podpisują kontrakty w USA, to zazwyczaj trafiają do klubów co najwyżej średnich i mają problemy z awansem do play-offów. Wyjątkiem jest Mateusz Bogusz, który trafił do Los Angeles FC – obecnego mistrza MLS, bardzo poukładanego i przede wszystkim bogatego klubu. Cieszy mnie to, że dość regularnie tam gra i jest ważną postacią tej drużyny. Uważam, że powinien zostać sprawdzony w reprezentacji Polski. Nie twierdzę, że ją razu zbawi. Natomiast mamy zawodnika w naprawdę mocnym zespole, będącego w swojej życiowej formie. Nie stać nas na to, żeby  z niego rezygnować. Trzymam za niego kciuki i obserwując go w MLS, czuję, że jeszcze będzie o nim głośno.

TM: Wspomniał pan na początku wywiadu o tym, że ludzie, którzy na co dzień nie śledzą ligi MLS uważają cały czas, że do Stanów Zjednoczonych przychodzą tylko piłkarze na dorobku.  Tymczasem średnia zawodników jest bardzo niska? Jak wygląda system szkolenia młodzieży w USA?

AK: Gdy MLS powstawała, nikt nie zaprzątał sobie specjalnie głowy szkoleniem i dostarczaniem młodych, perspektywicznych zawodników na rynek. Dziś to jeden z priorytetów ligi, która jest zarządzana odgórnie, a kluby są własnością MLS. Trzymają się jednej obranej z góry strategii. Po to powstają m.in. takie projekty jak MLS Next: liga kontrolowana i zarządzana przez MLS dla nastolatków od u13 do u19, która zrzesza dziś prawie 600 grup młodzieżowych w ponad 130 klubach rozsianych od zachodniego po wschodnie wybrzeże. To liga umożliwiająca adeptom akademii klubów MLS grać regularnie i zyskiwać regularność. To nowy projekt, który istnieje od 2020, ale już wcześniej jednym z wymogów licencyjnych dla klubów wchodzących do ligi, było posiadanie swojej akademii. Jakie są tego efekty pokazuje średnia wieku piłkarzy w MLS, ale także robiąca stałe postępy kadra USA i liczba piłkarzy z MLS, którzy w niej grają.

TM: Jak zachęciłby  Pan kibica z Polski przyzwyczajonego do oglądania piłki europejskiej, żeby zaczął zarywać noce dla ligi MLS?

AK: Nie chcę nikogo tutaj na siłę przekonywać do MLS, bo tak jak mówiłem, rozumiem, że futbol, jaki znamy z Europy jest w większości z nas tak zakorzeniony, że dla wielu nie ma miejsca na coś innego, czym niewątpliwie jest MLS. Ale jeśli ktoś tak jak ja lubi egzotykę, poznawać nowe spojrzenie na piłkę nożną i ma dość otwartą głowę, to niech zarwie jakąś nockę przy play-offach, a najlepiej przy finale MLS. Albo odpali sobie jakieś archiwalne mecze, których nie brakuje w internecie. Przez lata udało mi się zarazić pasją do MLS wiele osób i będę cieszył się, jak po tej rozmowie choć jedna osoba zostanie z tą ligą na dłużej. A warto! 

380353348 378004927884622 2020624419198047618 n
Wywiad: Adam Kotleszka o piłce nożnej w USA 8

Jak bardzo podobał Ci się ten artykuł?

Średnia ocena 4.6 / 5. Licznik głosów 9

Nikt jeszcze nie ocenił tego artykułu. Bądź pierwszy!

Cieszymy się, że tekst Ci się spodobał

Sprawdź nasze social media - znajdziesz tam codzienną dawkę ciekawostek.

Przykro nam, że ten tekst Ci się nie spodobał

Chcemy, aby nasze teksty były możliwie najlepsze.

Napisz, co moglibyśmy poprawić.

spot_img

Więcej tego autora

Najnowsze

Kuba – recenzja

Życiorys Jakuba Błaszczykowskiego to gotowy scenariusz na film. Wiele osób tak myśli, a w czyn te słowa poczynił Jan Dybus. Nakręcił on dokumentalną produkcję...

Rzeszów vs. Krosno – wizyta na żużlowych derbach Podkarpacia

28 kwietnia Retro Futbol było obecne na wyjątkowym wydarzeniu. Na Stadionie Miejskim w Rzeszowie odbyły się tego dnia żużlowe derby Podkarpacia, w których Texom...

Zmazanie plamy, kwietniowe wyróżnienia, wspomnienie Janusza Krawczyka – reminiscencje po meczu Stali Rzeszów z Termaliką Nieciecza

11 maja 2024 roku Retro Futbol gościło na meczu 32. kolejki Fortuna 1. Ligi. Na Stadionie Miejskim w Rzeszowie Stal podejmowała Bruk-Bet Termalikę Nieciecza....