Wywiad: Radosław Chmiel

Bramkarską legendą Resovii jest Marcin Pietryka, rocznik 1982. Jesteś tylko pięć lat młodszy – miałeś okazję z nim trenować?

Trenowałem z nim, miałem nawet przyjemność jeden raz siedzieć na ławce rezerwowych w pierwszej drużynie jako jego zmiennik. W czasie mojego pobytu w Resovii przewinął się także Maciej Nalepa, 2-krotny reprezentant Polski. Mieliśmy treningi bramkarskie z trenerem Henrykiem Chruścińskim, na którego mówiliśmy „Adolf”. Strasznie nas męczył, zawsze musieliśmy mieć bluzę z długim rękawem i spodnie, nawet w wielki upał. A kiedy padał deszcz, brał nas zawsze w największe błoto. Ustawiał np. płotek na piasku do skoku w dal, trzeba było go przeskoczyć i od razu złapać piłkę. Podkreślam – złapać, nie odbić czy sparować; jeśli nie złapałeś np. dziewiątego, to zaczynałeś od początku, aż złapiesz 10 pod rząd. Dopiero wtedy można było przejść do następnego ćwiczenia. Także dawał nam niesamowity wycisk, ale pewnie dlatego Marcin Pietryka bronił tak długo na tak wysokim poziomie. Marcin prywatnie był i jest przesympatycznym facetem, zawsze chętnie służył radą czy pomocą. Nawet po moim wyjeździe do Liverpoolu nie zerwaliśmy kontaktu i spotykam się z nim czasami, jeśli akurat jestem w Rzeszowie.

Wróćmy teraz do książek sportowych. Potrafisz wskazać najlepszą spośród tych, które przeczytałeś?

„Życie wypuszczone z rąk”, czyli tragiczna historia Roberta Enke. Zmiażdżyła mnie ta książka psychicznie, płakałem jak bóbr. Zwłaszcza że znam historię tej choroby z własnego doświadczenia, a w dodatku Ronald Reng opisał to wszystko w niezwykle poruszający sposób. Poza tym Robert Enke był bramkarzem, przez co tym bardziej się z nim utożsamiałem. Zdecydowanie jest to dla mnie książka numer jeden.

Zgadzam się, naprawdę bardzo dobra książka.

Polecam każdemu tę książkę, nawet jeśli niespecjalnie interesuje się piłką nożną. Na szczęście wreszcie zaczyna się więcej mówić o depresji, bo nie jest to coś na zasadzie, że masz gorszy dzień i po prostu musisz wziąć się w garść. Robin Williams, niesamowity komik, ciągle uśmiechnięty, skończył ze sobą. Chester Bennington, lider zespołu Linkin Park, na zdjęciach dzień przed popełnieniem samobójstwa uśmiechał się od ucha do ucha. Depresja to bardzo ciężka i wyniszczająca choroba, nie tylko dla chorego, ale też dla jego otoczenia, które często w ogóle nie zdaje sobie sprawy ze skali problemu.

Abyśmy nie kończyli w tak depresyjny sposób, to na koniec pytanie: jaki prywatnie jest Rado Chmiel? Oprócz oczywiście tego, że tłumaczy książki oraz kibicuje Liverpoolowi i Resovii.

Trudno mi odpowiedzieć, chyba lepiej wypowiedziałaby się o mnie moja Luiza. Na pewno jestem rodzinny, cenię sobie prywatność, troszczę się o bliskich. Rodzina jest dla mnie teraz priorytetem, bo na chwilę obecną zawodowo jestem spełniony. Byłem na meczu na Anfield, byłem na Lidze Mistrzów w Liverpoolu… Gdybym w 2006 r. powiedział temu gówniarzowi, który przyjechał z Rzeszowa na wakacje do Anglii, że za 14 lat Jurek Dudek będzie jego przyjacielem, że Kamil Stoch będzie pił u niego kawę, że dostanie nagrodę dla Fana Roku LFC, że przetłumaczy książkę Dudka na angielski, a Gerrarda na polski – myślę, że ten gówniarz kazałby mi się wtedy rozpędzić i „walnąć baranka” w ścianę. Było to wówczas zupełnie nierealne, inny świat.

Miałem kilka spotkań z młodzieżą w Anglii i Polsce, gdzie wygłaszałem mowy motywacyjne. Choćby w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Rzeszowie uczulałem licealistów, żeby nie skupiali się tylko na piłce nożnej, bo zaledwie kilku z nich będzie grało zawodowo. Też marzyłem o karierze bramkarza, ale zabrakło odpowiednich predyspozycji. Mówię młodym, że trzeba się uczyć, dużo czytać i zawsze mieć jakąś alternatywę, gdyby w futbolu nie poszło. W swoim popiłkarskim żywocie zagrałem na Anfield, grałem na stadionie Manchesteru City, obroniłem wolnego Gerrarda – takie marzenia można spełnić, nawet nie będąc zawodowym piłkarzem. Przypominam też o nauce języka, bo obecnie nieznajomość angielskiego to już lekkie faux pas. Bardzo dobrze, że ukazuje się teraz tyle książek sportowych, bo tacy chłopcy zaczną od nich, a z czasem będą sięgali po coraz ambitniejsze lektury. Nie lubiłem w liceum lektur obowiązkowych, ale inne książki chłonąłem jedna za drugą i to naprawdę rozwija wyobraźnię, poprawia język itd.

Znowu odszedłem od tematu, bo pytałeś, jaki jestem prywatnie. Cóż mógłbym jeszcze dodać? Chyba gościnny, chyba wesoły, ironiczny, nie do końca wszystkich lubię, ale każdego staram się tolerować. O dokładniejszą charakterystykę musisz spytać Luizę.

Te teksty także powinny Cię zainteresować:

Liverpool zdobył w końcu ten upragniony tytuł po 30 latach. Jakie wrażenia? Co było kluczowe? Nie boli cię, że z powodu pandemii nie było fety adekwatnej do wydarzenia?

Z jednej strony wielka szkoda. Fajnie byłoby przeżyć ponownie takie cudowne chwile jak rok temu podczas parady z okazji zdobycia szóstego Pucharu Europy. Niestety, będziemy musieli się z tym wstrzymać. Z tygodnia na tydzień obostrzenia w UK są luzowane, więc kto wie, może doczekamy się jakieś pseudo-parady z dystansem publicznym?

Niemniej jednak nawet taki tytuł smakuje wyśmienicie. Liverpool zdeklasował wręcz ligę i nawet po dosyć niemrawej grze po ponad 100-dniowej przerwie spowodowanej koronawirusem, zaklepanie tytułu było tylko kwestią czasu. “The Reds” nie przegrali meczu ligowego aż do 29 lutego. Byli jak automat, a ponad 20-punktowa przewaga nad drugim Manchesterem City, który momentami grał naprawdę kosmiczny futbol, mówi sama za siebie. Mijający sezon zapadnie w pamięci każdemu, nie tylko kibicom Liverpoolu, a ja mam nadzieję, że wkrótce będziemy mogli świętować kolejne sukcesy LFC w lidze, czego wszystkim kibicom “The Reds” i sobie samemu życzę z całego serca.

ROZMAWIAŁ: BARTOSZ BOLESŁAWSKI


Wszystkie zdjęcia pochodzą z prywatnego archiwum Radosława Chmiela.