Kuba Wawrzyniak, czyli historia niezłomności

Jedną z najlepszych cech charakteru piłkarza jest dystans. Ilu to było takich, którzy przy byle krytyce obrażali się na świat, żalili się na łamach prasy? Ilu to było takich, którzy niczym durnie, stojąc pod trybuną, kłócili się z anonimowym kibicem? Chcecie przykład? OK – były wielki napastnik Lecha Poznań – BŚ 13. Zawsze szkoda mi w takich sytuacjach piłkarza. Bo jeśli rzeczywiście rzuca się do kłótni z anonimowym gościem nawet na ulicy, jak ma w takim razie wytrzymać w grze pod presją? Polacy lubią ulec stereotypom, natomiast jest taka cienka granica, której przekraczać nie wolno.

Kuba Wawrzyniak – lewy obrońca Lechii Gdańsk. Aż 46 meczów w pierwszej reprezentacji Polski, a mimo to nie jest on traktowany jako pełnowartościowy piłkarz tej drużyny. Chciałbym Wam to ukazać na przykładzie jego historii gry w drużynie narodowej. Po przeanalizowaniu dokładnie jego meczów zarówno w reprezentacji i w klubie, wniosek jest prosty. Kuba Wawrzyniak nie raz ratował tę drużynę.

Pewnie już setki tysięcy memów, wielka szydera. Wawrzyniak stał się symbolem piłkarza nieudolnego, ciamajdy, ale też zwykłego piłkarskiego farciarza, który buduje swoją karierę na biedzie polskiego futbolu, bo przecież jeśli pojawiłby się tylko ktoś lepszy, od razu Wawrzyniaka odpalimy i na lewej obronie nareszcie będziemy mieć poważnego piłkarza. Jasne, że w samej szyderze nie ma nic złego. Ale zauważyłem na przestrzeni ostatnich lat, że te wszystkie żarty na jego temat – pochodne „poślizgu” z września 2011 – niektórzy biorą na poważne. Pod każdą publikacją powołań znajdzie się kilku internautów, którzy swoją oczywistą bronią, czyli brakiem merytoryki, wyrażą swój sprzeciw wobec obecności w reprezentacji Polski Kuby Wawrzyniaka.

Przed EURO 2012 w studio Cafe Futbol stwierdził jasno: zastępuję w tym momencie piłkarza, którego nie ma.  – Jego wrodzona skromność nie pozwoliła, aby kiedykolwiek otwarcie wyrazić sprzeciw wobec kąśliwych uwag w jego stronę. Nawet trener Franciszek Smuda nie omieszkał skrytykować własnego zawodnika, twierdząc, że na lewej obronie nie ma nikogo lepszego, bo przecież Sebastian Boenisch się jeszcze leczy. Wawrzyniak zacisnął pięści, zagryzł zęby i grał dalej. Smuda pierwszy raz dał mu szansę w czerwcu 2011 roku w meczu z Argentyną na stadionie Legii w Warszawie. Przerwa od jesieni 2009 do lata 2011 była związana z karą, jaką dostał Wawrzyniak za domniemane zastosowanie środka dopingowego.

Argentyna bez największych gwiazd – za to z zawodnikami, którzy w sumie byli warci wtedy ponad sto milionów euro. Może przypomnę przegrany skład Argentyny z meczu z Polską: Gabbarini – Ansaldi, Fazio, Musacchio, Zabaleta – Bertolo, Bolatti, Cabral, Piatti – Cristaldo, Ruben. Poważni zawodnicy. Polska wygrała 2:1, a Kuba Wawrzyniak mimo długiej absencji został uznany jednym z najlepszych piłkarzy na boisku. Wtedy polska prasa użyła stwierdzenia, że piłkarz Legii zasłużył na to, by na EURO 2012 być rezerwowym. Nie kopię leżącego, więc nie wspomnę nazwisk słynnych w tym kraju dziennikarzy, którzy mimo znakomitego występu Kuby i tak uznali, że nawet Boenisch w niepełni formy po kontuzji i tak jest lepszy niż Wawrzyniak w gazie.

Wawrzyniak się nie przejmuje, gra dalej.

Wystąpił po 90 minut w kolejnych ośmiu meczach z rzędu. I tutaj uwaga – Polska z nim w składzie  u Smudy przegrała tylko jeden mecz – z Włochami we Wrocławiu 0:2. Na otwarcie Stadionu Narodowego w Warszawie w meczu Polska – Portugalia przy stanie 0:0 w 84 minucie zmienił go Sebastian Boenisch. Ten, który wrócił do gry w piłkę po ponad osiemnastu miesiącach. 15 stycznia 2012 roku zagrał w rezerwach Werderu Brema z przeciwnikiem z ligi regionalnej.

Mecz z Portugalią był ostatnim występem u Smudy od pierwszej minuty. Reprezentacja udała się w maju do Klagenfurtu, aby tam rozegrać dwa mecze towarzyskie. Z Łotwą Wawrzyniak wszedł w 72. minucie za Boenischa, ze Słowacją już ławka rezerwowych, z Andorą również.

Na EURO 2012 Kuba Wawrzyniak oglądał poczynania kolegów z ławki rezerwowych. Mimo tego, że praktycznie nieprzerwanie od czerwca 2011 roku Kuba był piłkarzem pierwszego składu i przegrał tylko jedno spotkanie.

Historia powtórzyła się już kilka lat wcześniej. W Austrii Leo Beenhakker wolał wrzucić na lewą stroną prawego obrońcę, żeby tylko nie grał Wawrzyniak. Ten prawy obrońca to Paweł Golański, który z Niemcami w Klagenfurcie grał katastrofę. Praktycznie w pojedynkę zawalił drugą bramkę Lukasa Podolskiego. Polska grała co mecz w innym ustawieniu aż nawet Kuba dostał swoją szansę, natomiast Polska na zakończenie z Chorwacją nie grała już o nic, tylko o honor. Przegrała 0:1.

Po takich przygodach na miejscu Wawrzyniaka wielu piłkarzy zakończyłoby reprezentacyjną karierę. Wszystkie ma swoje granice. A jak Wy byście się czuli, kiedy cały czas bylibyście alternatywą? Oprócz zawalonego gola na 2:2 w Gdańsku ciężko przypomnieć sobie sytuację, za którą odpowiedzialność można zwalić na Kubę. W historycznym zwycięstwie 2:0 z mistrzami świata Wawrzyniak miał najciężej z całej drużyny, bo w Rybusie nie miał absolutnie żadnej pomocy w defensywie. Myślałem, że tym heroicznym występem ten piłkarz zaskarbi sobie w końcu szacunek – tymczasem po przejściu do Lechii Gdańsk jego powołania nie cieszą się aprobatą. Chcecie Boenischa? Najdrożej opłacanego rezerwowego Bayeru Leverkusen?

Wawrzyniak był już w lepszym piłkarskim świecie. W Panathinaikosie Ateny zagrał trzynaście meczów – z czego dwa występy przypadły na 1/8 Ligi Mistrzów  przeciwko Villarreal CF. Gdyby nie afera związana z nieświadomym przyjęciem specyfiku, Kuba Wawrzyniak może dzisiaj byłby w zupełnie innym miejscu. Z Legią Warszawa awansował z grupy Ligi Europy i nawet w 1/16 finału strzelił bramkę Sportingowi Lizbona. Kuba od zawsze miał swoją jakość. Grał już tam, gdzie nie dotrze nigdy niejeden polski obrońca uznawany dzisiaj za wielki talent – wciskany selekcjonerowi pupilek dziennikarzy. Popatrzcie na mecz z Irlandią Północną – na walki z Waltersem, wślizgi, nawet akcje w ofensywie. Gdyby powołany był Boenisch i zagrał jak Wawrzyniak, tzw. eksperci wydaliby już na Kubę wyrok – albo ławka, albo jesteś zbędny.

Mam nadzieję, że na EURO 2016 będzie istotną postacią.

Kiedy tylko jest kontuzjowany, jego drużyna przeżywa kryzys. Z nim w składzie od pierwszej do ostatniej minuty Polska przegrała tylko pięć meczów – z czego trzy z nich to mecze z Francją, Włochami i Chorwacją na EURO 2008

Nigdy niedoceniony – Kuba Wawrzyniak

KAMIL ROGÓLSKI

 

Redakcja
O Redakcja 352 artykuły
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl