Debiuty kadrowiczów Nawałki w Ekstraklasie

Jaki jest idealny przepis na reprezentanta Polski? Niektórzy powiedzą, ogranie się w lidze, a następnie wyjazd za granicę. Inni stwierdzą: „wyjeżdżać od razu! Spór stary jak świat, który do tej pory nie udzielił nam odpowiedzi. A jak to wygląda z kadrowiczami Nawałki? Postanowiliśmy dziś przejrzeć ekstraklasowe debiuty wszystkich reprezentantów Polski powołanych do szerokiej kadry na EURO 2016.

Bramkarze

Co golkiper, to różny przypadek, co tylko potwierdza brak jednej reguły. Ponieważ z jednej strony mamy Wojciecha Szczęsnego, który ani razu nie wystąpił w Ekstraklasie, w młodym wieku przechodząc do Arsenalu. Przemysław Tytoń również nie należy do szczególnie ugruntowanych piłkarzy w Ekstraklasie. Owszem, rozegrał on 20 spotkań w barwach Górnika Łęczna (debiut 28 sierpnia 2005 roku), lecz szybko został wytransferowany do Rody Kerkrade za 300 tysięcy euro.

Przeczytaj także:”Czarnoskórzy zawodnicy w Ekstraklasie”

Zupełnie inaczej ma się sytuacja z Arturem Borucem i Łukaszem Fabiańskim. W Legii swego czasu nie wahano się postawić na ich obu. I nie potrzebna była do tego kontuzja rywali. Po prostu bramkarzom najzwyczajniej w świecie zaufano.

Boruc nie od razu przebojem wdarł się do podstawowej jedenastki Legionistów. Musiał swoje odczekać, gdyż m.in. w Legii bronili wówczas Wojciech Kowalewski czy Radostin Stanev. Debiut swój zaliczył 3 marca 2002 roku w starciu z Pogonią. Faktycznie jednak dopiero rok później na dobre zadomowił się między słupkami na Łazienkowskiej. Dwa następne, świetne sezony pozwoliły mu na transfer do Celticu.

Łukasz Fabiański przed debiutanckim i zarazem mistrzowskim sezonem wygrał rywalizację o miejsce między słupkami, którego nie oddał ani na minutę, zachowująca przy tym aż 19 czystych kont. Chociaż nie udało się obronić to tytułu to jednak „Fabian” w następnym sezonie również był podstawowym golkiperem Legii, co zaowocowało transferem za ponad 4 miliony Euro do Arsenalu.

Jak zatem widać, nie ma reguły. Mamy zarówno bramkarzy z mistrzostwem Polski w CV, ale mamy też tych, którzy czekali krótko, albo nie robili tego w ogóle.

Obrońcy

Tutaj zdecydowanie mamy więcej zawodników, którzy poznali życie, grając w Ekstraklasie. Łatwych początków nie miał m.in. Kamil Glik, dziś rozchwytywany ofertami z prawa i lewa. Przychodząc do Piasta Gliwice w 2008 roku miał łatkę przede wszystkim zawodnika, który otarł się o Real Madryt. Z jednej strony może ona pomóc, ale z drugiej zaszkodzić. I te dwa lata spędzone w barwach klubu ze Śląska z pewnością były ciekawym doświadczeniem, w którego trakcie środkowy obrońca okrzepł. Nie czekał jednak na zdobycie tytułów w Polsce, wolał od razu wyjechać przy lepszej okazji. I dziś zbiera tego profity, po wielu latach ograniach we Włoszech, stając się tam bardzo poważnym zawodnikiem.

Swoje przeżył też Michał Pazdan, który nigdy nie spróbował sił za granicą, to ligowiec pełną parą (debiut 14 września 2007 roku). Ale zanim dotarł do dzisiejszego miejsca, musiał przeżyć spadek z Ekstraklasy z Górnikiem oraz powrót do niej po walce w 1 lidze. W pewnym sensie ciążyła też na nim łatka „piranii”, którą swego czasu miał użyć do określenia zawodnika Leo Beenhakker.

Kamil Glik
Kamil Glik w barwach Piasta Gliwice

Piłkarzami z nieco starszymi datami debiutów są nasi boczni obrońcy – Jakub WawrzyniakŁukasz Piszczek. Ten pierwszy zainaugurował swoją nową karierę w marcu 2004 roku, rozgrywając w barwach Świtu Nowy Dwór Mazowiecki kilka minut w starciu z Wisłą Kraków. Później zahaczył m.in. o Widzew Łódź i Legię Warszawa. Piszczek z kolei 16 października w starciu z GKS-em Katowice nie tylko zaliczył pierwsze spotkanie w Ekstraklasie, ale i strzelił bramkę. Zagłębie Lubin wygrało wówczas aż 7:0. Obydwaj zanim wyjechali, na początku kariery ogrywali się w Polsce. Tropem takim podążył również Artur Jędrzejczyk, chociaż jego przedarcie się do jedenastki Legii przebiegało dużo dłużej. W barwach „Legionistów” zadebiutował 19 sierpnia 2006 roku w meczu przeciwko ŁKS-owi Łódź. De facto do składu Legii przebił się tak naprawdę w sezonie 2010/11, grając wcześniej na wypożyczeniu w Koronie Kielce.

Paweł Dawidowicz nie czekał zbyt długo na wyjazd, bo już po jednym pełnym sezonie w barwach Lechii, opuścił klub, przechodząc do Benfiki. Bartosz Salamon nie zadebiutował w barwach Lecha, odchodząc w juniorskim wieku do Włoch. Z kolei Thiago Cionek to oczywiście osobny przypadek. Nie musiał on z Polski wyjeżdżać w młodym wieku, gdyż…po prostu się w niej nie wychowywał. Po transferze do Jagiellonii w jej barwach zagrał 12 września 2008 roku. Zawodnik znany ze swoich ostrych wejść swoją pierwszą czerwoną kartkę obejrzał wiosną 2009 roku.

Pomocnicy

Gdzie, powiedzmy tak 10 lat temu byli nasi pomocnicy? Jakub Błaszczykowski miał już za sobą debiut w barwach Wisły Kraków, który zaliczył 20 marca 2005 roku. Rok później był już podstawowym zawodnikiem Białej Gwiazdy. Zanim jednak wyjechał na zachód, stał się prawdopodobnie jednym z najlepszych pomocników Ekstraklasy.

Dokładnie prawie równo 10 lat swój ligowy debiut zaliczył Kamil Grosicki, który w ostatnich dwóch spotkaniach sezonu dostał kilka minut gry w brazylijskiej Pogoni Szczecin (debiut 6 maja 2006 roku z Arką Gdynia). W następnym sezonie wystąpił już w 21 spotkaniach.

Defensywny pomocnik Legii Warszawa, Tomasz Jodłowiec dziesięć lat temu wiosną bronił barw Podbeskidzia Bielsko – Biała. Latem zaś czekał go transfer do Groclinu Dyskobolii Grodzisk, w której zadebiutował już w pierwszej kolejce 28 lipca 2006 roku. Nigdy nie spróbował swoich sił za granicą.

Sławomir Peszko
Sławomir Peszko w barwach Wisły Płock

Krzysztof Mączyński w 2006 roku był juniorem z aspiracjami do gry w pierwszej drużynie Wisły Kraków. W praktyce jednak zadebiutował w koszulce seniorskiego zespołu Białej Gwiazdy 2 grudnia 2007 roku i to w 90 minucie. W Krakowie zbierał jeszcze minuty w końcówkach wiosną 2010 roku. Dziś po wielu wojażach znów broni barw Wisły.

Okazuje się, że wśród pomocników najdłuższy staż w Ekstraklasie ma Sławomir Peszko, który swój debiut zaliczył 5 maja 2003 roku w barwach Wisły Płock. W czasie swojej długiej kariery ma on już na swoim koncie dwa Puchary Polski i jedno mistrzostwo.

10 lat temu Maciej Rybus jako junior występował w zespole MSP Szamotuły. Rok później sięgnęła po niego Legia, w której dostał szansę już 15 listopada 2007 roku. Jan Urban, trenujący wówczas Legionistów bardzo lubił stawiać i wprowadzać do zespołu młodych piłkarzy. I Rybus również nie gnał od razu grać poza Polską.

Piłkarzami, którzy dużo później dostali swoją szansę byli Karol LinettyBartosz Kapustka. Pierwszy z nich w barwach Lecha 2 listopada 2012 roku w meczu z Wisłą Kraków w Krakowie. Kapustka zaś po raz pierwszy wystąpił 29 marca 2014 przeciwko Widzewowi Łódź.

Wszyscy powyżej mieli już za sobą ligowe debiuty i otarcie się o Ekstraklasę. Jedni mniej, drudzy bardziej. Wyjątek od tej reguły stanowią Grzegorz KrychowiakPiotr Zieliński, którzy w młodym wieku wyjechali z kraju, szukając szczęścia w zagranicznych klubach.

Napastnicy

Z napastnikami sprawa wydaje się dość prosta. Żadna historia nie jest tak dobrze znana jak Roberta Lewandowskiego, który zanim podbił Niemcy, najpierw zdystansował Polskę, dwa lata grając w Lechu Poznań. W swoim debiucie 8 sierpnia 2008 roku, nasz snajper popisał się wspaniałym trafieniem.

Dużo szybciej na wyjazd zdecydował się Arkadiusz Milik, który mając na swoim koncie 38 spotkań, postanowił odejść do Bayeru Leverkusen. W lidze zadebiutował 31 lipca 2011 roku w starciu ze Śląskiem Wrocław. 1 kwietnia 2012 roku zdobył swoje pierwsze dwie bramki w Ekstraklasie w meczu z Koroną.

Milik
Arkadiusz Milik w Górniku Zabrze

Artur SobiechMariusz Stępiński też spróbowali swoich sił na Zachodzie. Ten pierwszy w barwach Ruchu Chorzów zadebiutował dostając minutę w meczu przeciwko Górnikowi Zabrze 10 sierpnia 2008 roku. W Ekstraklasie przed wyjazdem do Hannoveru zdobył 21 bramek w barwach Ruchu i Polonii Warszawa.

Mariusz Stępiński po raz pierwszy dostał okazję w barwach Widzewa Łódź 27 listopada roku. Dopiero jednak w następnym sezonie zaczął trafiać do siatki rywala, czyniąc to ośmiokrotnie. Jego odejście do Bundesligi okazało się dużym zderzeniem ze ścianą, dlatego dziś napastnik rozwija się znowu w Polsce pod okiem Waldemara Fornalika.

WOJCIECH KOWALSKI

  

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl