Eduard Strielcow – czarodziej ze wschodu

W historii futbolu niemal każdego kraju – możemy odnaleźć piłkarzy, których zwykło się nazywać ich własnym Pelé czy ostatnio Messim. Jednakże niewielu można określić mianem tych wybitnych. Wielu natomiast nie rozwinęło swojego talentu tak, jak się tego po nich spodziewano. Działo się tak z winy samych piłkarzy, a czasem z przyczyn od nich niezależnych. Do obu grup zaliczyć można gracza, który w połowie lat 50. stał u progu wielkiej kariery – Eduarda Strielcowa.

Było pochmurne popołudnie 21 listopada 1957 r. Piłkarska reprezentacja Polski grała na Zentralstadionie w Lipsku z drużyną Związku Radzieckiego. Na trybunach zasiadło 100 tys. kibiców. Byli oni świadkami meczu, który miał zadecydować o awansie na mistrzostwa świata w Szwecji. Obie drużyny zgromadziły w czasie eliminacji tyle samo punktów. Bilansu bramkowego nie brano wtedy pod uwagę, więc o tym, kto wystąpi na skandynawskich boiskach, decydować miał trzeci pojedynek – rozgrywany na neutralnym terenie.

Opromienieni zwycięstwem Polacy, odniesionym nieco ponad miesiąc wcześniej w Chorzowie, od początku ruszyli do ataku i to oni nadawali ton grze. W znakomitej dyspozycji był jednak genialny Lew Jaszyn, który raz po raz, choć nie bez trudu, zatrzymywał Lucjana Brychczego, Henryka Kempnego czy Edwarda Jankowskiego. Nadeszła w końcu 31. minuta gry, w której to objawił się geniusz innego zawodnika z Kraju Rad – Eduarda Strielcowa. Silnym uderzeniem z ósmego metra, tuż pod poprzeczkę, pokonał on Tomasza Stefaniszyna, który zastępował kontuzjowanego Edwarda Szymkowiaka. Mimo nieśmiało płynącego wsparcia z trybun, Polacy nie byli w stanie odwrócić losów meczu. Ataki Gerarda Cieślika i Lucjana Brychczego nie przynosiły rezultatów – Jaszyn był tego dnia nie do pokonania. Wynik ustalił w 75. minucie Gienrich Fiedosow, który płaskim strzałem z szóstego metra w długi róg – zmusił Stefaniszyna do skapitulowania po raz drugi.

Polacy na swój pierwszy po wojnie występ na mistrzostwach, musieli jeszcze poczekać kilkanaście lat. Do debiutu na światowym czempionacie mogli za to szykować się nasi sąsiedzi ze wschodu. O obliczu radzieckiej drużyny na szwedzkich stadionach, mieli decydować: Lew Jaszyn, który już wtedy uważany był za jednego z najlepszych golkiperów na świecie, a także młody, ledwie 20-letni wtedy Eduard Strielcow. Mało kto się wówczas spodziewał, że ten wielce utalentowany piłkarz, który w Szwecji miał pokazać całemu światu swoje umiejętności, na mistrzostwa w ogóle nie pojedzie.

strielcow

Cudowne dziecko radzieckiej piłki 

Zacznijmy jednak od początku. Eduard Anatolijewicz Strielcow przyszedł na świat 21 lipca 1937 we wschodniej dzielnicy Moskwy – w okręgu Perovo. Jego ojciec Anatolij, który był oficerem wywiadu, nie wrócił do rodziny po zakończeniu wojny. Wolał osiedlić się w Kijowie i tam rozpocząć nowe życie. Z tego względu matka – Zofia Frołowna – musiała podjąć zatrudnienie w jednej z moskiewskich fabryk, żeby zapewnić utrzymanie sobie i jedynemu synowi.

W życiu codziennym ZSRR w latach 50. dominowała szarość i brak perspektyw. Żeby wyrwać się z tego marazmu i beznadziei, młodzi ludzie mieli kilka dróg – partyjną, wojskową i sportową. Młody Eduard od dziecka lubił gonić za piłką. Kibicował moskiewskiemu Spartakowi i zawsze marzył, żeby założyć ich czerwoną koszulkę. Praktycznie każdy większy zakład pracy prowadził przyzakładowe drużyny sportowe, często wielosekcyjne. Fabryka, w której pracowała matka, prowadziła przyzakładową drużynę piłkarską. To właśnie w drużynie fabryki „Fraser” Strielcow stawiał pierwsze kroki w poważnym futbolu. Szybko poznano się na jego talencie – w wieku 13 lat występował już w seniorskiej ekipie. Trzy lata później – w 1953 r. zorganizowano towarzyski mecz pomiędzy drużyną „Fraser” a młodzieżowcami Torpedo Moskwa.

16-letni wówczas Strielcow imponował świetnymi, jak na swój wiek, warunkami fizycznymi. Ponadto wyróżniał się techniką, grał efektownie z pierwszej piłki i cechował się boiskową inteligencją. Szkoleniowcem Torpedo był wówczas Wasilij Prowornow, który będąc pod wrażeniem umiejętności młodego Eduarda, namówił go na zmianę barw klubowych. Tak oto Strielcow rozpoczął swoją, w pełni profesjonalną karierę.

Z marszu stał się podstawowym zawodnikiem Torpedo. W drugim swoim sezonie został królem strzelców ligi i poprowadził zespół do 4. miejsca. Zaliczył również fantastyczny debiut w reprezentacji. W wieku niespełna 18 lat, 26 czerwca 1955 r. na stadionie Råsunda, w obecności ponad 38 tys. widzów. zdobył klasycznego hat-tricka. Drużyna ZSRR pokonała wtedy 6-0 Szwecję, mającą w składzie pięciu graczy, którzy trzy lata później zdobyli przecież wicemistrzostwo świata. Mało tego, drugi jego mecz w drużynie narodowej, tym razem z Indiami, to znowu trzy bramki.

Młody Strielcow decydował o obliczu ataku drużyny Torpedo. W ćwierćfinale pucharu ZSRR wyróżnił się zdobyciem pięciu trafień w jednym meczu. Zaczynał również odgrywać coraz ważniejszą rolę w reprezentacji. 1956 rok wieńczyły rozgrywane na przełomie listopada i grudnia Igrzyska Olimpijskie w Melbourne, gdzie Strielcow miał po raz pierwszy pokazać się szerszej publiczności.

Strielcow

„Odebrany” medal olimpijski

Władza potrzebowała sukcesu. Zaczynano dostrzegać możliwości propagandy, jakie niósł za sobą sport. Wobec tego, trzeba było pokazać światu, że sowieccy piłkarze potrafią grać w piłkę. Pierwszy mecz na IO piłkarze ZSRR rozgrywali przeciwko Wspólnej Reprezentacji Niemiec, prowadzoną przez Seppa Herbergera. Wygrali 2:1 dzięki bramce Strielcowa w 86. minucie i awansowali do ćwierćfinału. Tam trafili na Indonezję. Pierwszy mecz, mimo dogrywki, nie przyniósł rozstrzygnięcia, więc konieczna była powtórka. W niej nie było już wątpliwości, kto był lepszy i Związek Radziecki pewnie wygrał 4-0. W półfinałowym starciu z Bułgarami, do wyłonienia zwycięzcy, znowu potrzebna był dodatkowy czas. W nim pierwsi na prowadzenie wyszli Bułgarzy. Zawodnicy prowadzeni przez Gawriiła Kaczalina jednak nie odpuścili i w 112. minucie –Strielcow doprowadził do wyrównania, a cztery minuty później Borys Tatuszyn ustalił wynik meczu na 2-1. ZSRR awansował więc do finału. W półfinale kontuzje odnieśli: Nikołaj Tiszczenko i kolega Strielcowa z Torpedo, Walentin Iwanow. Gawriił Kaczalin wychodził z założenia, że dwóch graczy z narodowej formacji ataku, ma być również partnerami w klubie. Wobec tego, przez kontuzję Iwanowa, miejsce w składzie stracił też Strielcow. Miało to dość przykre konsekwencje, bo w tamtych czasach medale otrzymywali tylko ci, którzy pojawili się na boisku w finale. Tak więc, mimo zwycięstwa ZSRR w meczu o złoto z Jugosławią (1-0), Strielcow wrócił do kraju bez medalu. Nikita Simonian, który zajął miejsce Strielcowa w ataku, zaoferował mu później swój złoty medal, ale bohater naszego artykułu miał mu odpowiedzieć: – Nikita, wygram jeszcze wiele innych trofeów.

Nawet nie przypuszczał wtedy, jak bardzo się mylił. Dobre występy w lidze i na igrzyskach zaowocowały uznaniem w oczach ekspertów. Strielcow zajął 13. miejsce w historycznym, pierwszym plebiscycie tygodnika „France Football”. W 1957 roku świętował z klubem wicemistrzostwo kraju. W plebiscycie „France Football” tym razem zajął już 7. miejsce, plasując się wyżej niż koledzy z reprezentacji – Igor Nietto i Lew Jaszyn.

W kolejnym sezonie reprezentacja Związku Radzieckiego miała wziąć udział w Mistrzostwach Świata w Szwecji. W świecie futbolu turnieje olimpijskie już wtedy były zawodami drugiej kategorii. Wówczas na igrzyskach grały pierwsze reprezentacje – tylko z państw demokracji ludowej. Świat zachodni reprezentowali amatorzy, więc różnica klas była aż nadto widoczna. Inaczej sprawa się miała z mistrzostwami świata. To właśnie tu, ekipa ZSRR dostała okazję do zaprezentowania się na tle najsilniejszych drużyn narodowych. W tym miejscu możecie przenieść się do początku mojego tekstu – to właśnie reprezentację Polski ograł wówczas Związek Radziecki w pamiętnych kwalifikacjach. Po awansie, dokładano starań, żeby reprezentacja spisała się godnie, odnosząc sukces, który władze mogłyby wykorzystać dla swoich interesów. Związek Radziecki rozegrał tylko jeden mecz kontrolny – 18 maja w obecności ponad 100 tys. ludzi zremisował w Moskwie z Anglią 1:1. Trzy tygodnie później miał rozegrać w Goteborgu swoje pierwsze w historii spotkanie na mistrzostwach świata, co ciekawe, również z Anglią. Miały to być mistrzostwa, na których Strielcow zachwyci swoimi umiejętnościami cały świat i poprowadzi drużynę narodową przynajmniej do medalu. Ostatecznie, ZSRR wygrał z Austrią, przegrał z Brazylią i musiał rozegrać dodatkowy mecz z Anglikami, z którymi wcześniej odniósł remis. Synów Albionu pokonali 1-0 i wyszli z grupy, ale odpadł już w ćwierćfinale po porażce 0:2 z gospodarzem turnieju – Szwecją (a trzy lata wcześniej zlali ich 6-0!). Strielcow nie miał jak pomóc. Na tych mistrzostwach go nie było. Niestety nie mógł pojechać…

Oskarżenie o gwałt i pobyt w łagrze

Przyczyn jego absencji musimy szukać w zdarzeniach, które miały miejsce tydzień po meczu z Anglią. 25 maja – Strielcow, wraz z dwoma kolegami z reprezentacji – Michaiłem Ogońkowem i Borysem Tatuszynem, opuścili zgrupowanie reprezentacji w Tarasovce na obrzeżach Moskwy. Udali się na daczę (termin z rosyjskiego – dacza oznacza mały domek letniskowy poza miastem), należącą do Eduarda Charachanowa – oficera wojskowego, który niedawno wrócił z delegacji na Dalekim Wschodzie. Następnego ranka, po suto zakrapianej imprezie, piłkarz został aresztowany pod zarzutem gwałtu na 20-letniej Marinie Lebiediewej, która również była tam obecna. Strielcowowi w trakcie przesłuchań ktoś miał obiecać, że jeśli się przyzna, to pojedzie na mistrzostwa do Szwecji. Przyznał się. Obietnicy nie spełniono – zamiast zachwycać na szwedzkich boiskach, był w drodze do łagru, gdzie miał spędzić 12 lat.

Co tak naprawdę wydarzyło się w daczy, tego pewnie nie dowiemy się nigdy. Brytyjski dziennikarz i historyk futbolu, Johnatan Wilson, zapytał o tamte zajścia kolegów Strielcowa z drużyny. Jego partner z ataku – Walentin Iwanow tak wspomina tamte wydarzenia:

To mroczna historia. Trudno powiedzieć kto kogo zgwałcił. Myślę, że jeśli dziewczyna idzie na noc na przedmieścia… to facet niejako czeka na nią… i ona tak samo… Ale nie wierzę, że to była pułapka, nie. Być może to była gospodyni daczy. Nie wiem, kto ją zgwałcił, ale powiedziała, że to był Strielcow. Tak więc to mroczna historia.

Do myślenia daje relacja innego zawodnika – Nikity Simoniana:

Nie da się wyjaśnić co się stało ze Strielcowem. To tajemnicza sprawa. Pisał do matki, że wziął na siebie winę kogoś innego. To był system, który ukarał Strielcowa. Nie wiem na pewno czy nie było gwałtu ze strony Strielcowa, ale on i dziewczyna spali razem.

Podobno faktycznym powodem aresztowania było to, że Strielcow odmówił wcześniej przejścia z Torpedo do milicyjnego Dynama lub wojskowego CSKA. Władza nie znosiła takich sprzeciwów. O całej sprawie został powiadomiony sam Chruszczow. Był on wtedy pochłonięty tym, jak pozbyć się marszałka Żukowa, więc los piłkarza był mu obojętny. Po przedstawieniu mu odpowiedniej wersji wydarzeń, miał tylko powiedzieć: – Posadzić podleca i to na długo.

Nadzwyczajną aktywność w tej sprawie, wykazywała jedyna kobieta w historii, która została członkiem Politbiura, ulubienica Chruszczowa – Jekatarina Furcewa. Strielcow był znany ze swojego zamiłowania do kobiet. Nie wylewał za kołnierz i prowadził dość rozrywkowy, jak na radzieckie warunki, styl życia. Niektórzy porównują go do równie niepokornego Georga Besta. Z Furcewą Strielcow spotkał się na bankiecie, który zorganizowano na Kremlu, żeby uczcić złoty medal, zdobyty na IO w Melbourne. Miała ona wtedy zapytać, czy Strielcow nie zechciałby się ożenić z jej córką, Swietłaną. Ten miał krótko i dosadnie odpowiedzieć: – Nie zamierzam się z nią żenić. Mam już narzeczoną. Później, kiedy towarzystwo było już mocno podpite, miał powiedzieć przyjacielowi, już bez ogródek: – Nigdy nie ożenię się z tą małpą. Na koniec dodając: – Wolałbym być powieszony niż poślubić taką dziewczyną. Furcewa miała to podobno usłyszeć i czekała tylko na okazję, żeby pokazać mu swoją wyższość. Kiedy Strielcow znalazł się w kłopotach, użyła wszystkich swoich wpływów, aby go pogrążyć. Z pozycją i możliwościami, jakie miała, nie było to trudne.

Strielcow od dłuższego czasu był na cenzurowanym. Jego styl życia, według wielu niekoniecznie bezstronnych obserwatorów, był naznaczony zachodnim imperializmem. W archiwach służb są notatki, w których odnajdziemy zapisy, że piłkarz miał mówić przyjaciołom, iż niechętnie wraca do ojczyzny, po towarzyskich meczach na zachodzie Europy. Zaczął zwracać na siebie uwagę europejskich klubów. Władze obawiały się, że może uciec z kraju. W kwietniu 1958 r. w meczu w Odessie został usunięty z boiska. Nagłówki Sowieckiego Sportu grzmiały: „To nie jest bohater!”.

Możliwe, że jego wizyta na daczy została szczegółowo zaplanowana i faktycznie padł ofiarą jakiegoś spisku. Niewykluczone jednak, że oficer Charachanow chciał po prostu ugościć wschodzącą gwiazdę sowieckiej piłki.

W tamtych latach w ZSRR rządził Chruszczow i trwała już odwilż. Wielu więźniów politycznych zwolniono z obozów, rozpoczynała się także liberalizacja ustrojowa. Pomimo tego, sam proces Strielcowa był farsą i został wykorzystany do celów politycznych. Należało pokazać, że w Kraju Rad nie ma ludzi nietykalnych i wobec prawa wszyscy są równi. Nawet mistrzów olimpijskich i gwiazdy sportu dosięgnie ręka sprawiedliwości. Prokurator generalny Roman Rudienko, przyjaciel Chruszczowa jeszcze z Ukrainy, stanął na wysokości zadania. Dano mu człowieka, a on znalazł paragraf. Strielcow nie miał szans na skuteczną obronę. Jego trener, Gawriił Kaczalin, udzielił przed śmiercią wywiadu historykowi futbolu Akselowi Wartanianowi, w którym wspominał:

Kiedy próbowałem pomóc Strielcowowi, milicja oznajmiła mi, że o całej sprawie poinformowano już samego Chruszczowa. Pomknąłem wtedy do regionalnej siedziby Partii Komunistycznej i poprosiłem pierwszego sekretarza czy nie można sprawy zawiesić do końca Mistrzostw Świata. Poinformowano mnie, że nic już nie można zrobić, wymownie pokazując palcem w górę. Zrozumiałem wtedy, że to już koniec. Słyszałem, że Furcewa miała to na Strielcowa, ale kto wie, co dokładnie się stało.

Po procesie, Strielcowa odwieziono do więzienia na Butryki, a potem do łagru. Jego pierwsze zderzenie z obozem było bardzo bolesne. Padł ofiarą młodego przestępcy, który pobił go metalowym prętem – tak dotkliwie, że trafił na cztery miesiące do szpitala. Później miał być traktowany lepiej od innych więźniów, a władze obozu, dla uspokojenia nastrojów, organizowały mecze piłki nożnej. Strielcow także tam grywał. W tym samym czasie, w 1960 r. ZSRR wygrał pierwsze mistrzostwa Europy, a Torpedo zdobyło pierwszy tytuł mistrza kraju. W książce The Criminal Case of Streltsov , wydanej przez Komitet Strielcowa, który założono, żeby oczyścić jego imię, autorzy cytują jednego ze współwięźniów: – Kochaliśmy Strielcowa, wierzyliśmy, że wróci do futbolu. I to nie tylko my.

Strielcow sovsport

Powrót do wielkiej piłki 

Strielcow został zwolniony z obozu 4 lutego 1963 r. po odbyciu pięciu z 12 lat wyroku. Nadal jednak miał zakaz profesjonalnego grania w piłkę. Podjął pracę w zakładach samochodowych ZiŁ, gdzie kopał w amatorskiej drużynie piłkarskiej. Jego występy przyciągały coraz większe rzesze widzów. Sport był wtedy praktycznie jedyną rozrywką, dostępną dla szerokiej publiczności. Jedni wybierali futbol, inni emocjonowali się hokejem. Kiedy pod koniec 1964 r. drużyna fabryki ZiŁ pojechała na wyjazdowy mecz, trener otrzymał odgórny zakaz wstawiania Strielcowa do składu. Widzowie, którzy przyszli go podziwiać, dali upust swojemu niezadowoleniu poprzez okrzyki i gwizdy. Oficjele, bojąc się zamieszek, wydali trenerowi polecenie, aby jednak wpuścić Strielcowa na drugą połowę. Zawodnik został powitany owacją na stojąco. Z drużyną ZiŁ wygrał amatorskie rozgrywki międzyzakładowe, jednakże nadal nie mógł grać dla Torpedo.

W październiku zaszła zamiana na stanowisku I sekretarza KPZR – Nikitę Chruszczowa zastąpił Leonid Breżniew. Krótko po objęciu urzędu, na biurko Breżniewa trafił podpisany przez dziesiątki tysięcy osób list, w którym domagali się umożliwienia Strielcowowi powrotu do profesjonalnego futbolu. Breżniew przychylił się do prośby, stwierdzając, że Strielcow jako wolny człowiek, ma prawo do wykonywania wyuczonego zawodu. Do składu Torpedo powrócił przed sezonem 1965.

Przez pobyt w łagrze, dawny as Torpedo stracił sporo ze swojej siły i szybkości, ale nadal był świetny technicznie i odznaczał się na boisku sporym sprytem i inteligencją. Nie grał już w ataku, występował raczej jako rozgrywający. Pomimo tego, w pierwszym sezonie po powrocie, był liderem strzelców zespołu i poprowadził Torpedo do drugiego w historii mistrzostwa kraju. Zajął drugie miejsce w plebiscycie na najlepszego gracza roku, ustępując tylko koledze z klubu Walerijowi Woroninowi.

W kolejnych sezonach Strielcow udowadniał, że potrafi być prawdziwym liderem zespołu. Mimo różnych wyników w lidze, dwukrotnie swoimi golami wprowadzał Torpedo do finału krajowego pucharu. W 1967 r. przegrali z mistrzem kraju – Dynamem Kijów. Rok później pokonali natomiast Paxtakor Taszkent. W tym samym sezonie Strielcow po raz ostatni stanął na podium rozgrywek – Torpedo zajęło 3. miejsce lidze, a on sam został wicekrólem strzelców. W europejskich pucharach nie było mu dane zaistnieć. W Pucharze Mistrzów przegrali już w I rundzie z późniejszym finalistą – Interem Mediolan. W Pucharze Zdobywców Pucharów 1967/68 swój udział zakończyli na ćwierćfinale. W kolejnym występie w tych rozgrywkach odpadli już w 1/32 finału.

Po powrocie z łagru, Strielcowowi, mimo ciążących na nim oskarżeń, udało się wrócić do składu reprezentacji. Wystąpił w kilkunastu meczach i strzelił kilka bramek, ale nie odgrywał już w niej tak ważnej roli, jak przed laty. Ostatnie jego trafienia dla kraju to hat-trick z Chile w 1967. Pożegnał się z reprezentacją, przegranym meczem z Węgrami w maju 1968, w eliminacjach mistrzostw Europy. Jego bilans w drużynie narodowej to: 25 goli w 38 meczach, co daje mu 4. miejsce na liście wszech czasów najlepszych strzelców ZSRR.

W kolejnych sezonach Strielcow coraz rzadziej pojawiał się na boisku. Zawiesił buty na kołku w wieku 33 lat. Przez całą karierę był wierny barwom Torpedo Moskwa, choć jako dziecko marzył o występach dla Spartaka. Wystąpił w 222 spotkaniach ligowych i zdobył 100 goli. To gwarantuje mu drugie miejsce na liście najlepszych strzelców w dziejach klubu. Wyprzedza go tylko Walentin Iwanow, z 124 trafieniami. W Pucharze ZSRR strzelił 15 bramek, a w europejskich pucharach zdołał zdobyć trzy gole. Warto zauważyć, że już po powrocie z obozu pracy, dwukrotnie został uznany najlepszym piłkarzem ZSRR – w 1967 i 1968 r. Po zakończeniu kariery pracował z drużynami młodzieżowymi Torpedo.

Strielcow pomnik

Nigdy nie chciał wracać do wydarzeń z 1958 r. O pobycie w łagrze również wolał nie mówić. Podobno władza zagroziła, że jeśli będzie mówił o tamtych wydarzeniach, zemszczą się na nim i jego rodzinie. Zmarł na chorobę nowotworową 22 lipca 1990, w wieku zaledwie 53 lat. Był jedną z ostatnich osób, które mogły pomóc ustalić prawdę. Lebiediewa przepadła, choć w rocznicę śmierci Strielcowa była widziana przy jego grobie, gdzie złożyła kwiaty. Różnie można interpretować ten gest, ale prawda na pewno nie jest tak jednoznaczna, jak chciała władza komunistyczna.

Stadion, na którym swoje mecze rozgrywa Torpedo, nosi jego imię. Błyskotliwe podanie piętką w Rosji nazywa się podaniem Strielcowa. Przed stadionem na Łużnikach, w 1998 r. stanął jego pomnik. Drugi wzniesiono w kolejnych latach przed stadionem Torpedo. Bank Centralny w 2003 r. oddał hołd Strielcowowi, wydając okolicznościową monetę z jego podobizną o nominale dwóch rubli.

Historia zna wiele przypadków jemu podobnych. Często władza stawała na drodze w rozwoju piłkarskiego talentu, różne talenty niszczyły rozmaite tragedie. Przypadek Strielcowa jest pod jednym względem wyjątkowy. Nie dość, że trafił do łagru, to zdołał stamtąd wrócić i znowu zaczął uprawiać sport. Mało tego, udało mu się osiągnąć taki poziom, że dwukrotnie uznano go za najlepszego piłkarza w kraju. Być może gdyby zgodził na transfer do CSKA czy Dynamo, jego kariera wyglądałaby inaczej. Możliwe, że bardziej zaistniałby w europejskich pucharach. Kto wie jak potoczyłyby się jego losy, gdyby w tamten majowy wieczór nie udał się na daczę.Wielu twierdzi, że jeśli pojechałby na mistrzostwa, to młodziutkiego Pelé nikt by nie zauważył, bo to Strielcow swoimi umiejętnościami wszystkich by przewyższał i być może nawet poprowadziłby ZSRR do końcowego triumfu. Niewykluczone jest, że dzisiaj nie mówiono by o Strielcowie jako o „rosyjskim Pelé”, tylko to właśnie Pelégo określano by mianem „brazylijskiego Strielcowa. Tego jednak nie dowiemy się nigdy…

BARTOSZ DWERNICKI

Zachęcamy do polubienia nas na FACEBOOKU, a także obserwacji na TWITTERZE , INSTAGRAMIE i YOUTUBE.

Bartosz Dwernicki
O Bartosz Dwernicki 25 artykułów
Pasjonat podróży i gór. Wielbiciel futbolu latynoskiego i afrykańskiego. Lubi zagłębiać się w piłkarskie historie zza żelaznej kurtyny. Od 20 lat kibic Borussi Dortmund i Realu Madryt