Gerard Cieślik – mały niebieski łącznik

cieslik_main

W historii większości klubowych zespołów możemy znaleźć zawodników, których uznaje się za prawdziwe symbole czy legendy. Kimś takim dla Górnika jest Stanisław Oślizło, dla Legii Lucjan Brychczy, dla Cracovii Józef Kałuża, dla Lechii Roman Korynt czy dla Wisły Henryk Reyman. Innym wielce utytułowanym zespołem jest chorzowski Ruch, a piłkarzem, którego nazwisko jest niemal synonimem klubu i którego bez cienia przesady można nazwać klubową legendą, jest Gerard Cieślik. Młodość zabrała mu wojna, a w trudnych czasach tuż po jej zakończeniu to on był iskierką nadziei w sercach kibiców. Za mistrzostwo Polski dostał sweter, chciały go u siebie zawodowe kluby brytyjskie, interesowała się nim bezpieka, a kiedy wcielono go do Wehrmachtu, odmówił noszenia munduru. Każdy szanujący się sympatyk piłki nożnej kojarzy go ze wspaniałym zwycięstwem nad ZSRR z 1957 r., ale jego kariera to dużo więcej niż tamto spotkanie, które było niejako jej ukoronowaniem.

Kataklizm, jakim była II wojna światowa, spustoszył Polskę. Wiele miast leżało w gruzach, wszystko trzeba było mozolnie odbudowywać. Obiekty sportowe w większości były zniszczone, tylko nieliczne ocalały po działaniach wojennych. Nieco szerzej piszemy o odbudowie polskiego piłkarstwa tutaj.

W takiej właśnie rzeczywistości w dorosłe życie wkraczał Gerard Cieślik. W 1946 r. w Polsce pojawiło się kilka zagranicznych drużyn, z którymi Polacy rozgrywali towarzyskie spotkania. Jedną z nich była reprezentacja Armii Renu, która 16 czerwca 1946 r. rozegrała mecz z zespołem Śląska. W jej barwach grali zawodowi piłkarze brytyjscy, którzy stacjonowali na terenie Niemiec. Dwóch z nich było reprezentantami kraju. Do przerwy Ślązacy przegrywali 0:1, ale zdołali odwrócić losy pojedynku i nieoczekiwanie zwyciężyli 3:2.

Najlepszy gracz Śląska znajdował się w ataku. Był nim Cieślik, który wykazał formę i klasę, jakiej nie oglądaliśmy po wojnie u żadnego jeszcze piłkarza w Polsce. Klasa tego piłkarza stawia go już dziś na pierwszym miejscu wśród wszystkich napastników polskich – pisał w sprawozdaniu z meczu Jerzy Zmarzlik.

Przez Szkocję do kadry narodowej

Cieślik dobrym występem zapewnił sobie stałe miejsce w reprezentacji Śląska. W spotkaniu o puchar im. Józefa Kałuży śląscy piłkarze gładko pokonali zespół Poznania 4:0, a młody Gerard ustrzelił hat-tricka. Ostatecznie jednak w całych rozgrywkach zwyciężyli reprezentanci Krakowa.

Pierwszym zetknięciem z poważną piłką były występy w reprezentacji Śląska. Tutaj w maju 1947 r. przed meczem z drużyną z Brna; źródło: Jerzy Bydliński/Piłka jest okrągła. 50 lat piłkarstwa w województwie katowickim
Pierwszym zetknięciem z poważną piłką były występy w reprezentacji Śląska. Tutaj w maju 1947 r. przed meczem z drużyną z Brna;
źródło: Jerzy Bydliński/Piłka jest okrągła. 50 lat piłkarstwa w województwie katowickim

Dzięki zwycięstwu nad Armią Renu Ślązacy zostali zaproszeni na małe tournée do Szkocji. W październiku na Wyspy Brytyjskie udała się dość liczna reprezentacja, która praktycznie była reprezentacją Polski. Oprócz piłkarzy z dwóch najsilniejszych okręgów, czyli śląskiego i krakowskiego, znalazło się w niej miejsce dla przedstawicieli Łodzi czy Tarnowa. Prasa jednak wyrażała wątpliwości co do zasadności takiego wyjazdu, obawiając się kompromitacji w starciu z siłowym brytyjskim futbolem.

Szkoci są skąpi, ale goli nam nie poskąpią, więc zostańmy w domu – pisał jeden z dzienników.

Do Szkocji udali się przez Berlin, skąd odlecieli samolotem. Fatalnie podróż zniósł Cieślik, który nie był w stanie opuścić pokładu o własnych siłach. Pierwsze spotkanie zaplanowano na 14 października z drugoligowym wtedy Dundee. Polacy przegrali 0:2, choć winą za porażkę obarczano trenerów, którzy nie trafili ze składem. Dużo lepiej Silesian Team zaprezentował się w drugim pojedynku, tym razem z solidnym, pierwszoligowym Greencock Morton.

KLIKNIJ I DOŁĄCZ DO NASZEJ GRUPY NA FACEBOOKU

Ślązacy wygrali pewnie 3:1, a prasa wynik ten uznała za sporą niespodziankę. Przed trzecim spotkaniem, w którym przeciwnikiem było Ayr United, odegrano śląskiemu zespołowi polski hymn i dało się zauważyć, że coraz więcej rodaków zaczyna towarzyszyć polskim piłkarzom. W Ayr wygrali 2:1, podobnie jak w ostatnim, najbardziej prestiżowym meczu. Na słynnym Hampden Park, które było wtedy największym stadionem świata, zmierzyli się z połączonymi drużynami Queens Park i Third Lanark.

Gra zespołu polskiego podobała się lepiej niż gra renomowanych zespołów Dynamo z Moskwy i Sparta z Pragi. Panuje zgodna opinia, że w historii piłkarstwa szkockiego nie zanotowano jeszcze takiego sukcesu drużyny kontynentalnej – zachwycano się na łamach prasy.

Silesian Team podczas treningu na Hampden Park; źródło: 75 lat OZPN Katowice. Księga pamiątkowa
Silesian Team podczas treningu na Hampden Park;
źródło: 75 lat OZPN Katowice. Księga pamiątkowa

Najlepsze recenzje zebrał bramkarz Walter Brom i młodziutki napastnik zespołu Gerard Cieślik. Szkoci nie mogli się nadziwić, że polskie piłkarstwo, które poniosło tak dotkliwe straty w czasie wojny, zdołało wychować tak uzdolnionych zawodników. Bromowi i Cieślikowi, a także Mieczysławowi Graczowi i Tadeuszowi Parpanowi proponowano podpisanie zawodowych kontraktów i pozostanie na Wyspach. Oferowano niebotyczne wtedy dla Polaków sumy 10 tys. funtów, ale wszyscy piłkarze zgodnie wrócili do Polski.

Nie brakowało zabawnych sytuacji. Raz wyszedłem na spacer, rozejrzeć się po Glasgow, pooglądać sklepy. Trwało to trochę, zrobiło się ciemno, a na domiar złego pogasło wiele świateł. Zgubiłem się! Długo nie mogłem znaleźć naszego hotelu. Na szczęście miałem przy sobie walizkę, na której wcześniej umieściłem naklejkę z nazwą naszego hotelu. Podszedłem do policjanta, pokazuję mu ją i błagalnym wzrokiem pytam, gdzie to jest?! On popatrzył na mnie zdumiony. Potem przez dłuższą chwilę patrzył gdzieś za mnie i wreszcie znowu na mnie. W końcu leniwie wskazał ręką za moje plecy. Odwróciłem się i oczom nie wierzę: – To mój hotel! A ja go nie poznałem, bo wcześniej pogasili neony i budynek zupełnie inaczej wyglądał – wspominał w książce Rafała Zaremby „Gerard Cieślik. Urodzony na boisku”.

To nie koniec tekstu! Przejdź na następną stronę i czytaj dalej…