Emocjonujące końcówki sezonu

 

Zakończenie sezonu ligowego zbliża się wielkimi krokami. W większości czołowych lig sprawa jest już niemal rozstrzygnięta, a my dzisiaj wspólnie z zaprzyjaźnionymi redaktorami, postanowiliśmy przypomnieć te najbardziej emocjonujące końcówki.

 

JAKUB BARANKIEWICZ (Retro Futbol) – liga hiszpańska:

Największe emocje związane z wyłonieniem mistrza w Hiszpanii miały miejsce w latach 90. Niewiele ponad dwa tygodnie po triumfie w Lidze Mistrzów, 7 czerwca 1992 roku Duma Katalonii mierzyła się w ostatniej kolejce Primera Division na Camp Nou z baskijskim Athletic Club. Podopieczni Johana Cruyffa tracili 1 punkt do odwiecznego rywala – Realu Madryt, który odbył tego dnia podróż na Teneryfę, by zmierzyć się na owej wyspie ze skazywanymi na pożarcie rywalami. Ze względu na ówczesny system punktacji (2 punkty za zwycięstwo) Blaugrana musiała pokonać Lwy i liczyć na porażkę Królewskich.

Do ostatnich minut wydawało się, że prowadzący 2:1 na wyjeździe Los Blancos nie wypuszczą mistrzostwa z rąk. Na niemal kwadrans przed końcem dramatyczna postawa defensorów Realu przyniosła euforię w stolicy Katalonii. Najpierw Ricardo Rocha trafił do własnej bramki, a po chwili jego kolega z zespołu podawał do swojego portero – Paco Buyo, który nie zdążył zainterweniować. Potknięcia rywala nie omieszkała wykorzystać Barca, która dzięki dwóm golom Christo Stoiczkowa pokonała Athletic i wyrwała tytuł mistrza Realowi.

Sytuacja powtórzyła się niemal całkowicie po kolejnych dwunastu miesiącach. Ponownie punkt straty Blaugrany i podróż Realu do Santa Cruz de Tenerife. Jedynymi różnicami były mniejsza nerwówka i lepszy bilans meczów bezpośrednich. Losy meczów rozstrzygnęły się bowiem już przed przerwą. 0:1 dla Barcy z Realem Sociedad na własnym boisku i blamaż 0:2 w wykonaniu Los Blancos przyniosły drugie z rzędu mistrzostwo dla FC Barcelona.

Ale Primera Division 1993/94 znów z Barceloną w roli głównej także trzymała w napięciu do ostatniego dnia. Ba, nawet do ostatniej minuty. Pozycję lidera zajmowało Deportivo La Coruña. Katalończycy zaś przypuścili pogoń za drużyną EuroDepor, z którą mieli korzystny bilans, ale w ogólnym rozrachunku tracili punkt, kiedy przystępowali do meczu z Sevillą. Mimo trudnego początku udało się im zwyciężyć. Pozostało oczekiwanie na wieści z Galicji, gdzie Deportivo podejmowało Valencię. Utrzymywał się bezbramkowy remis, lecz w doliczonym czasie gospodarze wykonywali „jedenastkę”. Miroslav Djukić zawiódł w najważniejszym momencie oddając strzał, który z łatwością zatrzymał Gonzalez.

Cules mogli po raz trzeci z rzędu cieszyć się z wydartego na finiszu mistrzostwa kraju.

DAMIAN BEDNARZ (Retro Futbol) – liga angielska:

Wszyscy doskonale pamiętamy końcówkę sezonu 2011/2012, kiedy to dwa gole w doliczonym czasie gry pozwoliły Manchesterowi City wygrać ligę jedynie o różnicę bramek. Był to straszny dzień dla ich lokalnego rywala – Manchesteru United. Warto również wspomnieć rozgrywki 1988/1989. Przed decydującym starcie Liverpool miał trzy punkty i cztery gole przewagi nad Arsenalem. Los zrządził, że właśnie tą potyczką był mecz dwóch zainteresowanych drużyn na Anfield. Jak łatwo się domyślić każdy remis i nawet porażka różnicą jednego gola stawiała na pierwszym miejscu The Reds. I wynik bezbramkowy do przerwy nie zwiastował tragedii.

W 52. minucie gry gola dla przyjezdnych zdobył Alan Smith, co dawało im szansę na walkę. I nic nie zmieniało się aż do doliczonego czasu. Wtedy to po indywidualnej akcji, śmiertelny cios wyprowadził Michael Thomas. 2:0! Mistrzostwo Anglii dla Arsenalu, zdobyte dzięki większej ilości strzelonych goli w sezonie – stało się faktem.

DAWID CACH (vivelaligue1.pl ) – liga francuska:

Sezon 2001/2002 był do tej pory najdramatyczniejszym w historii Ligue 1. Losy mistrzostwa kraju ważyły się do ostatniego meczu sezonu, a w ostatniej kolejce naprzeciw siebie stanęły zespoły z dwóch pierwszych miejsc. Od 11 kolejki na szczycie tabeli znajdowało się RC Lens, które jednak nie potrafiło wypracować sobie większej przewagi nad rywalami. Grupa pościgowa cały czas miała na oku zespół z północy Francji, ale to Olympique Lyon utrzymał najkrótszy dystans do ostatnich kolejek. Po trzydziestu trzech seriach gier „Złocisto-krwiści” mieli jeden punkt przewagi nad rywalami i remis na Stade Gerland wystarczał, żeby cieszyć się z drugiego mistrzostwa Francji w historii klubu. Wiara w sukces wśród kibiców była ogromna, tym bardziej że w pierwszej potyczce pomiędzy tymi zespołami lepsze było Lens, wygrywając u siebie 2:0.

Z drugiej strony OL miał najlepszy bilans meczów na swoim stadionie w całej lidze i skończył tamten sezon bez porażki przed własną publicznością. Czwartego maja 2002 roku na Stade Gerland zgromadziło się 42 tysiące kibiców. Każdy z nich był świadkiem być może najważniejszego meczu w ponad 80 letniej historii Ligue 1. Lyon objął prowadzenie już w 7 minucie, a w 14 podwyższył prowadzenie. Trzynaście minut później straty zmniejszył Jacek Bąk, czym obudził nadzieje kibiców RC Lens, ale tuż po przerwie trafił Pierre Laigle i było po meczu. „Złocisto-krwiści” długo nie potrafili uwierzyć w to, co się wydarzyło, prowadzić w tabeli przez 28 kolejek, a stracić to wszystko w jednym meczu? Nieprawdopodobne. Mistrzem po raz pierwszy został Lyon i był to również pierwszy krok do wspaniałej serii siedmiu kolejnych tytułów najlepszej drużyny we Francji. Natomiast RC Lens od tamtego czasu nie zbliżyło się już do czołówki Ligue 1, a coraz częściej zaczęło zaglądać do Ligue 2.

TOMASZ LUBCZYŃSKI (calcionostra.pl) – liga włoska:

Kibicom Juventusu trudno będzie to sobie wyobrazić, ale Stara Dama nie zawsze była takim hegemonem jak w sezonie 2013/2014. Pierwsze Scudetto z obecnej serii bianconeri zdobyli z zaledwie czteropunktową przewagą. Finiszujący na drugim miejscu Milan, szanse na obronę tytułu stracił w przedostatniej kolejce ligowej, gdy przegrał w Derbach Mediolanu 2:4.

Daleko jednak tym wydarzeniom do wyczynów AS Romy w obecnej dekadzie. Giallorossi w 2010 roku o wygraną w lidze bili się z wielkim Interem do samego końca rozgrywek. Ostatecznie nerazzurri wyprzedzili ich dwoma punktami, co przypomina również sezon 2007/2008, gdy stołeczny klub Scudetto przegrał trzema „oczkami”.

Ponownie jednak – to nic wielkiego przy wydarzeniach z przełomu tysiącleci i początków XXI wieku. Lata 1996-2001 obfitowały w sezony, w których mistrz wyłaniał się w ostatniej chwili. Czas na małe kalendarium:

2001/2002 Juventus wygrywa ligę z punktem przewagi nad Romą, trzeci Inter ma dwa punkty mniej od mistrza.
2000/2001 Roma wygrywa ligę z dwoma punktami przewagi nad Juventusem.
1999/2000 Lazio wygrywa ligę z punktem przewagi nad Juventusem.
1998/1999 Milan wygrywa z punktem przewagi nad Juventusem.
1996/1997 Juventus wygrywa ligę z dwoma punktami przewagi nad Parmą.

Z powyższych dat chciałbym wybrać dwie, moim zdaniem przedstawiające dwa najbardziej zacięte sezony, w których tytuł mistrzowski został przyznany w ostatniej kolejce. Zacznijmy od sezonu 2001/2002, gdy na kolejkę przed końcem wszystko w swoich rękach miał Inter. Nerazzurri przewodzili stawce i musieli jedynie wygrać z Lazio, by cieszyć się ze Scudetto. O 15:12 wynik otworzył Christian Vieri i wszystko zdawało się iść zgodnie z planem. Później do roboty wzięli się jednak biancocelesti – dwa gole Karela Poborskiego oraz trafienia Simone Inzaghiego i Diego Simeone (tak, tego Diego) sprawiły, że mediolańczycy przegrali tytuł. W tym samym czasie Juve pokonało Udinese, Roma Torino i obie wyprzedziły ekipę Hectora Cupera.

Równie dramatyczny przebieg miała walka o prymat w Serie A podczas rozgrywek na przełomie XX i XXI wieku. Wówczas Mistrzem Włoch zostało Lazio, które na cztery kolejki przed końcem traciło do liderującego Juventusu aż pięć punktów. Strata ta została jednak zniwelowana do zaledwie dwóch „oczek” przed ostatnią kolejką. Juventus grał z niewalczącą już o nic Perugią, stołeczny klub podejmował porównywalny poziomem zespół – Regginę. Jednak o ile biancocelesti rozbili przeciwnika aż 3:0, Juventus zaskakująco poległ 0:1. Alessandro Calori może nie zrobił oszałamiającej kariery, może nie strzelił wielu goli, ale zawsze już będzie mógł mówić, że to właśnie on pozbawił bianconerich pewnego tytułu. Mógł poczuć się, najważniejszym człowiekiem w Italii – jednemu zabrał, by dać drugiemu. To drugie i ostatnie Mistrzostwo Włoch dla biancocelestich. Zdobyte w takich okolicznościach, smakuje jednak podwójnie.

TOMASZ URBAN (tylkopilka.pl):

Nawet gdybym chciał być oryginalny na siłę, to w przypadku Bundesligi nie jest to możliwe, bo wszyscy doskonale wiedzą, że najdramatyczniejszy finisz sezonu w historii miał miejsce w sezonie 2000/2001. Wszyscy jednak kojarzą go tylko z wydarzeniami ostatniej kolejki, tymczasem prawdziwy dramat Schalke zaczął się już kolejkę wcześniej. Tomasz Hajto i koledzy grali na wyjeździe ze Stuttgartem, a w równolegle rozgrywanym meczu Bayern podejmował Kaiserslautern. Do 90 minuty w obu meczach były remisy – w Stuttgarcie 0:0 a w Monachium 1:1. Układ taki był korzystny dla Schalke, bo przed ostatnią kolejką obie drużyny miałyby równą ilość punktów, a Schalke lepszy o trzy gole bilans bramkowy. Innymi słowy komfortowa sytuacja przed meczem z autsajderem z Unterhaching i to u siebie. Ale w doliczonym czasie praktycznie w tym samym czasie (różnica między oboma golami wynosiła 7 sekund) w Stuttgarcie trafił Krasimir Bałakow, a w Monachium wprowadzony na boisko minutę wcześniej Alexander Zickler i w jednej chwili zrobiły się trzy punkty przewagi Bayernu.

W ostatniej kolejce sezonu Schalke uporało się 5:3 z Unterhaching (mimo iż po 27. minutach przegrywało już 0:2, a pierwszego gola dla przyjezdnych zdobył obecny trener S04 – Andre Breitenreiter), ale kibice z radiami przy uszach bardziej skupiali się na tym, co dzieje się w Hamburgu, gdzie Bayern walczył z HSV. By Schalke po raz pierwszy w swej historii zostało mistrzem Bundesligi, Bayern musiał z HSV przegrać. I kiedy HSV w 90. minucie wyszło na prowadzenie po strzale głową Sergeja Barbareza, Parkstadion w Gelsenkirchen eksplodował z radości. Ktoś puścił plotkę, że mecz w Hamburgu właśnie się skończył i w Gelsenkirchen zaczął się festyn. Rudi Assauer skakał pod niebo, kibice padali sobie w ramiona, piłkarze tarzali się po sobie na murawie… Ale w Hamburgu mecz jeszcze trwał, a jego ostatnie sekundy postanowiono wyświetlić na stadionowym ekranie. Markus Merk doliczył dwie minuty do podstawowego czasu gry, a w tej drugiej Matthias Schober – bramkarz HSV a wychowanek Schalke (!) – zupełnie niepotrzebnie złapał piłkę we własnym polu karnym po zagraniu swojego obrońcy, mimo iż miał mnóstwo czasu, by wykopać ją wręcz ze stadionu. Rzut wolny z pola karnego, Stefan Effenberg zagrywa krótko do Patrika Anderssona a ten strzałem „na ślepo” i byle mocno umieszcza piłkę w bramce HSV. Bayern znowu mistrzem…

W internecie można znaleźć wiele materiałów z tego czasu. Nawet ostatnio oglądałem dokument „4 minuty mistrzostwa”. Warto wracać do tej historii, bo pokazuje ona pełnię futbolu – jego piękno i okrucieństwo zarazem. Schalke musiało się zadowolić tytułem „Mistrza Serc”, a na ten prawdziwy tytuł czeka po dziś dzień. Jeszcze nigdy S04 nie wygrała Bundeligi, a na tytuł mistrza Niemiec fani Królewsko-Niebieskich czekają od roku 1958. I wygląda na to, że jeszcze trochę przyjdzie im poczekać.

OBSERWUJ NAS NA INSTAGRAMIE!
POLUB NAS NA FACEBOOKU!

Redakcja
Jesteśmy niczym Corinthians - przesiąknięci romantycznym futbolem, który narodził się z czystej pasji i chęci rywalizacji, nie zysku. Kochamy piłkę nożną. To ona wypełnia nasze nozdrza, płuca i wszystkie komórki naszego ciała. To ona definiuje nas takimi, jakimi jesteśmy. Futbol nie jest naszym sposobem na życie. Jest jego częścią. Jeżeli myślisz podobnie to już znaleźliśmy wspólny język. Istniejemy od 2014 roku. e-mail: kontakt@rfbl.pl lub marketing@rfbl.pl