Mundial to więcej niż piłka – pięć obrazów z mistrzostw świata 2026

Czas czytania: 9 m.
5
(4)

Za nami ponad miesiąc pięknych piłkarskich emocji. Nigdy wcześniej nie było tak długiego mundialu i nigdy w mistrzostwach świata nie wzięła udziału tak duża liczba drużyn. W Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku przez sześć tygodni trwało futbolowe święto. W niniejszym tekście przedstawię pięć obrazów, które przy okazji tego turnieju najmocniej zapadły mi w pamięć. Nie zabraknie również nawiązań historycznych.

Aż 48 drużyn zagrało na amerykańskich, kanadyjskich i meksykańskich stadionach. Poszerzenie grona finalistów mundialu od dawna wzbudzało kontrowersje. Wielu uważało, że meczów będzie za dużo, a słabsze drużyny drastycznie obniżą poziom sportowy. Czy tak się stało? Zdania nadal są podzielone.

W mojej opinii taki format mistrzostw się sprawdził. Spotkań było wiele, w dodatku sporo odbywało się w porach utrudniających życie kibicom z Europy, ale przecież mundial to święto futbolu, odbywa się zaledwie raz na cztery lata, więc dobrze jest się nim solidnie nacieszyć.

Słabsze drużyny? Futbolowego piękna należy szukać nie tylko na boisku, lecz również w całej otoczce. Obecność na mistrzostwach takich reprezentacji jak Curacao, Uzbekistan, Republika Zielonego Przylądka czy Demokratyczna Republika Konga dodała imprezie kolorytu i była okazją do zgłębiania kolejnych, nie tylko piłkarskich historii.

Dlatego w moim podsumowaniu zajmiemy się nie tylko piłką nożną w sensie ścisłym, ale również tym, co działo się dookoła turnieju. Mundial to bowiem nie tylko sport (choć oczywiście on jest w tym przypadku najważniejszy), ale również polityka, historia, kultura czy społeczeństwo.

Zanim przejdę do opisu pięciu obrazów, które po mistrzostwach najmocniej utkwiły mi w pamięci, dodam tylko, że kolejność nie jest stopniowana. Najpierw przedstawię wątki społeczno-polityczne, których przy okazji tego turnieju było mnóstwo, później zaś opowieść będzie płynąć coraz bardziej w kierunku piłki jako takiej.

Polityczne rysy na sportowym turnieju

W niemal każdej opowieści pojawiają się postacie negatywne. W tej są nimi przewodniczący FIFA Gianni Infantino i prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump. Szczególną niechęć budzi szef międzynarodowej federacji piłkarskiej.

Infantino jest uosobieniem koniunkturalizmu, wyrachowania i zupełnego braku etyki. Szwajcarski działacz regularnie przekracza kolejne granice niesmaku. Najpierw łasił się do Putina i odbierał z rąk zbrodniarza medal przyjaźni. Później, przy okazji mistrzostw w Katarze, mizdrzył się do przedstawicieli kraju, w którym łamane były prawa człowieka.

Teraz przymilał się Trumpowi, a szczególne obrzydzenie kibiców wzbudził przed meczem USA z Belgią w 1/8 finału, gdy na prośbę prezydenta Stanów Zjednoczonych FIFA zawiesiła czerwoną kartkę, którą w starciu Amerykanów z Bośnią i Hercegowiną został ukarany Folarin Balogun.

Napastnik AS Monaco, wedle przepisów, musiał pauzować i nie mógł zagrać przeciwko Belgom. Wszyscy, którzy śledzili mundial, wiedzą, co wydarzyło się potem. Balogun zagrał, bo działacz ze Szwajcarii ugiął się pod sugestią prezydenta. Trump nawet nie ukrywał, że wykonał telefon do Infantino, jakby chciał w ten sposób podkreślić swoją siłę.

Turnieje o mistrzostwo świata wiele razy były naznaczone brudną polityką. Ci, którzy znają historię, wiedzą, co działo się w 1934 roku we Włoszech czy w 1978 w Argentynie. Teraz jednak w bezpośredni sposób polityk wpłynął na decyzję FIFA.

Na szczęście okazało się, że Trump zrobił amerykańskiej drużynie niedźwiedzią przysługę. Absurdalna decyzja o zawieszeniu kartki widocznie wyjątkowo zmotywowała Belgów, a całe zmieszanie negatywnie wpłynęło na Amerykanów.

Ku uciesze chyba większości kibiców drużyna z Beneluksu w efektownym stylu wygrała 4:1, wyrzucając współgospodarzy z rywalizacji. Warto było zarwać noc, by zobaczyć, jak sprawiedliwości stało się zadość.

Politycznych rys na tym turnieju było jednak zdecydowanie więcej. Sędzia z Somalii, który został wyznaczony do prowadzenia meczów mistrzostw świata, wyruszył do Ameryki, by spełniać marzenia, ale nie został tam wpuszczony. Reprezentacja Iranu rozgrywała spotkania w USA, ale mogła wjeżdżać do tego kraju tylko na mecze, stacjonowała zaś w Meksyku. Do tej pory mistrzowskie turnieje tego typu patologii nie widziały.

I na koniec tych przyprawiających o mdłości wątków coś, co z jednej strony wzbudza oburzenie, z drugiej powoduje śmiech. Gdy Hiszpanie odbierali z rąk Trumpa puchar po finałowym zwycięstwie nad Argentyną, prezydent USA znów chciał wystąpić w roli głównej, jakby zapominając, że to nie on biegał tego dnia po murawie. Stał na podium przeznaczonym dla mistrzów, nie zważając na to, że zupełnie tam nie pasował.

Rodri, kapitan nowych mistrzów świata, zanim uniósł trofeum, poczekał, aż polityk opuści to miejsce. Nieporadnie próbował interweniować Infantino. Ostatecznie Trump stanął z boku, ale nie odsunął się całkowicie od mistrzowskiej drużyny. Jak w końcu mogło zabraknąć go na zdjęciu?

Trudno jednak o lepszą puentę tej historii niż ironia. Tak jak z ironią celebrowali Belgowie ostatniego gola strzelonego Amerykanom, parodiując niegdysiejszy taniec prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Kibicowski koloryt na kosmicznych stadionach

Mundial nie miałby w sobie tyle kolorytu, gdyby nie kibice. To bowiem także oni, a nie tylko piłkarze, współtworzą klimat tego wyjątkowego wydarzenia. Podczas północnoamerykańskiego turnieju najmocniej w oczy rzucali się fani reprezentacji Norwegii. Zapamiętamy ich przede wszystkim z charakterystycznego wiosłowania.

Uderzenie w bęben, ruch imitujący wiosłowanie i wyskakujący z pełnej piersi okrzyk – hu! (przy okazji udało się zastosować w tekście sportowym onomatopeję). Ten rytuał Skandynawów stał się kibicowską wizytówką tego mundialu i przeniósł się również na inne areny.

Miałem okazję zobaczyć go na niedawno opisywanym przeze mnie meczu charytatywnym w Tychach. A tydzień po finale mistrzostw świata „wiosłowali” norwescy kibice kolarstwa, rozkładając flagi swego kraju blisko Pól Elizejskich, gdzie dopingowali cyklistów walczących na ostatnim etapie Tour de France.

Nie tylko Norwegowie dbali o atmosferę podczas mundialu. Na pewno wypada wyróżnić Szkotów, którzy wyróżniali się chóralnymi śpiewami. Barwni byli też fani z Ameryki Południowej czy Afryki.

Doping futbolowych sympatyków niósł się po pięknych stadionach, różniących się znacznie od europejskich obiektów. Oczywiście na Starym Kontynencie jest wiele efektownych piłkarskich aren, ale te, na których rozgrywano niedawno zakończone mistrzostwa, były całkiem inne.

Który z mundialowych stadionów robił największe wrażenie? Każdy w tej kwestii ma swoje zdanie. Dla mnie pod względem piękna wygrywał obiekt w Atlancie, jeśli zaś chodzi o klimat, na pierwszym miejscu postawiłbym Estadio Azteca w Meksyku, który szczególnie zachwycał swą aurą podczas spotkań gospodarzy.

Warto przypomnieć, że mistrzostwa świata gościły na nim już po raz trzeci. Wcześniej rozgrywano tam bowiem mundiale 1970 i 1986. Na drugim z tych turniejów rodziła się meksykańska fala, obecna po dziś dzień w każdym niemal zakątku globu. Przyszłość pokaże, czy wspomniane norweskie wiosłowanie również tak mocno wpisze się w kibicowski krajobraz.

Rywalizacja anielsko-argentyńska i jej didaskalia

Ponad dwie dekady piłkarski świat czekał na mecz Anglii z Argentyną. To bardzo długo, zwłaszcza że rywalizacja tych reprezentacji od dawna ma wyjątkowe miejsce w annałach futbolowej klasyki.

Nic więc dziwnego, że gdy 15 lipca drużyny prowadzone przez Thomasa Tuchela i Lionela Scaloniego stanęły naprzeciw siebie w półfinale, zarówno w publicznych dyskusjach, jak i w prywatnych rozmowach roiło się od historycznych wspomnień i politycznych wątków.

Rok 1966, ćwierćfinał mistrzostw świata w Anglii. Gospodarze, późniejsi triumfatorzy turnieju, zwyciężyli rywali z Ameryki Południowej 1:0. Antonio Rattin, kapitan pokonanych, chciał poskarżyć się sędziemu na zbyt ostrą grę rywali. Arbiter nie znał hiszpańskiego i nie rozumiał piłkarza, ale jego pretensje wydawały mu się tak ostre, że podjął decyzję o wyrzuceniu zawodnika z boiska.

Argentyńczyk, schodząc z murawy, usiadł na czerwonym dywanie przygotowanym dla królowej Elżbiety II, co wywołało ogromny gniew angielskiej publiczności. Złowroga atmosfera utrzymywała się przez cały mecz i nie opadła nawet po ostatnim gwizdku.

Rok 1986, ćwierćfinał mistrzostw świata w Meksyku. Tym razem, w być może najsłynniejszym meczu w dziejach futbolu, Argentyna pokonała Anglię. Tego spotkania nie będę w tym miejscu szczegółowo opisywał, odsyłam za to do monumentalnego tekstu Bartosza Dwernickiego.

Przypomnijmy tylko, że tego dnia padły dwie bramki, które na trwałe zapisały się w historii piłki nożnej. Obie zdobył Diego Maradona – pierwszą po uderzeniu ręką, co zapisało się w powszechnej świadomości jako „ręka Boga”, drugą po wspaniałej indywidualnej akcji, której oglądanie nawet po latach przyprawia o zachwyt.

Kontaktowa bramka dla Anglików niczego nie zmieniła. Wyspiarze pojechali do domu, Argentyńczycy rozegrali zaś jeszcze dwa mecze i sięgnęli po tytuł mistrzów świata. Zuchwała radość Maradony raniła angielskie serca, a otoczka wokół tego meczu na zawsze naznaczyła historię rywalizacji tych krajów.

Rok 1998, 1/8 finału mistrzostw świata we Francji. Anglia remisuje z Argentyną 2:2, jest początek drugiej połowy. Diego Simeone fauluje Davida Beckhama. Sędzia biegnie z zamiarem pokazania żółtej kartki Argentyńczykowi. Anglik, zanim się podniósł, kopnął przeciwnika, za co został ukarany czerwonym kartonikiem.

Anglicy musieli grać w osłabieniu, wynik się nie zmienił, a w rzutach karnych lepsi byli Argentyńczycy. Po mistrzostwach na Beckhama spadła w ojczyźnie fala krytyki, a w historii rywalizacji angielsko-argentyńskiej dopisany został kolejny znaczący rozdział.

Już cztery lata później „Becks” wziął rewanż na odwiecznych rywalach. Strzelił zwycięskiego gola w meczu fazy grupowej mundialu rozgrywanego w Korei Południowej i Japonii, co sprawiło, że Albiceleste nie wyszli z grupy.

W tle wszystkich meczów Anglii z Argentyną pobrzmiewają oczywiście echa wojny o Falklandy/Malwiny. Duch tego konfliktu unosił się najmocniej w 1986 roku, kiedy rany były jeszcze świeże. Ale nawet po latach pamięć o tamtych wydarzeniach wciąż jest obecna.

W półfinale mistrzostw świata 2026 Anglia prowadziła 1:0. Zaraz po golu Tuchel postanowił ustawić drużynę bardzo defensywnie, a jego taktyka spotkała się z krytyką angielskich kibiców. Zwłaszcza że w końcówce Argentyna strzeliła dwa gole i zapewniła sobie wejście do finału. Po końcowym gwizdku Argentyńczycy świętowali awans, trzymając transparent z napisem „Falklandy są argentyńskie”.

Szalony mecz o trzecie miejsce

Wielkie drużyny mają wielkie cele. Zanim Argentyna zamknęła Anglii drogę do finału, Wyspiarze marzyli o powtórce z 1966 roku, gdy jedyny raz w historii zdobyli mistrzostwo świata. Te same ambicje mieli Francuzi, którzy wracali z medalami, w tym jednym złotym, z poprzednich dwóch mundiali, lecz w USA zostali zatrzymani w półfinale przez Hiszpanów.

Zestaw półfinalistów tegorocznych mistrzostw świata był wyjątkowo mocny. W najlepszej czwórce zabrakło underdoga, czarnego konia, dla którego samo wejście do ½ finału stanowiłoby sukces. Nie może więc dziwić, że zespoły grające w meczu o trzecie miejsce przystąpiły do niego bez wielkiego entuzjazmu, za to z dużym rozczarowaniem wynikającym z niewykorzystanej szansy na złoto.

Anglicy i Francuzi zagrali bez hamulców, fundując kibicom prawdziwą jazdę bez trzymanki. To była naparzanka, w której gra defensywna praktycznie nie istniała. Napastnicy wjeżdżali w obronę jak w masło, co zaowocowało aż dziesięcioma golami!

Już do przerwy było 4:0 dla Anglii. W drugiej połowie Trójkolorowi zbliżyli się na jedną bramkę, ale w końcówce musieli przyjąć kolejny cios. W doliczonym czasie znów złapali kontakt, ale ich rywale jeszcze raz odpowiedzieli.

Skończyło się 6:4 dla drużyny angielskiej. Żal może być Didiera Deschampsa, dla którego był to ostatni turniej w roli selekcjonera Francji. Zdobył on w tej roli złoto w Rosji i srebro w Katarze, nie udało mu się jednak stanąć na podium po raz trzeci. Przypomnijmy, że w 1998 roku Deschamps wywalczył mistrzostwo świata jako piłkarz.

Po turnieju w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku na osłodę pozostał Francuzom tytuł króla strzelców dla Kyliana Mbappe. Napastnik Realu Madryt zdobył dziesięć bramek, sięgnął po mundialową koronę drugi raz z rzędu i został rekordzistą pod względem goli strzelonych w turniejach o mistrzostwo świata.  

A jaki był odbiór szalonego starcia o brąz? Niektórzy się zachwycali, dostali wszak kawał piłkarskiej rozrywki, inni byli wręcz oburzeni na niemal podwórkową grę zaprezentowaną przez obie ekipy.

Niezależnie od tego, jakie ma się zdanie na temat spotkania rozegranego 18 lipca w Miami, trzeba przyznać, że potyczka zostanie zapamiętana na długo i mocno zapisze się w historii mistrzostw świata.

Genialni Hiszpanie

Na koniec kilka zdań należy poświęcić mistrzom. Najlepsi na północno-amerykańskich boiskach okazali się Hiszpanie, którzy przystępowali do rywalizacji jako mistrzowie Europy i pod wodzą trenera Luisa de la Fuente wygrali kolejny turniej.

Byli bezdyskusyjnie najlepsi, chociaż zmagania zaczęli od wpadki, bezbramkowo remisując z Republiką Zielonego Przylądka. Później ogrywali Arabię Saudyjską i Urugwaj, a po wyjściu z grupy odsyłali do domu Austrię, Portugalię i Belgię.

Niemal perfekcyjny mecz rozegrali w półfinale, gdy pozbawili wszystkich atutów mocną Francję. Ich triumf nad srebrnymi medalistami poprzedniego mundialu był niepodważalny. W finale La Roja potrzebowała dogrywki, by pokonać broniącą tytułu Argentynę, ale jej dominacja była wyraźna. Piłkarze z Ameryki Południowej przez niemal dwie godziny nie zdołali oddać strzału. Dopiero w końcówce, gdy przegrywali, rzucili się do ataku, ale nie byli w stanie doprowadzić do rzutów karnych.

Zwycięstwo Hiszpanom zapewnił gol strzelony w 106. minucie przez Ferrana Torresa. Był to ich drugi mundialowy triumf. Został odniesiony szesnaście lat po tym, jak zespół z Xavim, Iniestą, Ramosem czy Casillasem okazał się najlepszy na boiskach Republiki Południowej Afryki.

Grają jak nigdy, przegrywają jak zawsze – tak przez lata mówiło się o Hiszpanach. Ich występy na dużych imprezach zaiste znaczone były rozczarowaniami. Poza mistrzostwem Europy wywalczonym w 1964 roku hiszpańska drużyna długo nie była w stanie osiągnąć niczego wielkiego.

Wszystko zmieniło się w XXI wieku, który jak na razie przyniósł hiszpańskiej kadrze trzy tytuły mistrza Europy i dwa złota mistrzostw świata. A ponieważ dwa lata temu olimpijska reprezentacja tego kraju wygrała igrzyska w Paryżu, Hiszpania obecnie dumnie dzierży trzy mistrzowskie tytuły.

Nagrody indywidualne również powędrowały do Hiszpanów. Najlepszym piłkarzem turnieju został wybrany Rodri, najlepszym bramkarzem Unai Simon, a najlepszym graczem młodego pokolenia Pau Cubarsi. La Roja zgarnęła pełną pulę!

Epilog

I tak dobrnęliśmy do końca opowieści o mistrzostwach świata rozgrywanych w Ameryce Północnej. Doskonale wiem, że mogłem napisać więcej. Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele pominąłem. Nie ma jednak sensu przypominać ze szczegółami tego, co jeszcze pobrzmiewa w naszych głowach. Od finału mundialu minęło wszak dopiero kilkanaście dni i nasze kibicowskie głowy pewnie jeszcze parują od emocji.

Hydration break, czyli przerwy na picie wody, a de facto na reklamy. Halftime Show, czyli koncert między połowami meczu finałowego, charakterystyczny dla amerykańskiego sportu, znany z Super Bowl, prawie dwukrotnie wydłużający przerwę w starciu Hiszpanii z Argentyną. Rewelacyjna gra Norwegów, którzy odesłali do domu Brazylię. Świetna postawa drużyn z Afryki i awans z grupy aż dziewięciu z dziesięciu przedstawicieli Czarnego Lądu.

Każdy z pewnością coś zapamiętał. W swoim wspomnieniu przedstawiłem pięć obrazów, które w mojej głowie zapisały się najmocniej, ale przede wszystkim chciałem za ich pomocą zbudować opowieść o mistrzostwach świata. Starałem się opisać nie tylko piłkarską stronę imprezy, ale również przybliżyć wątki polityczne, społeczne i kulturalne oraz nawiązać do wydarzeń historycznych.

Mundial rozegrany w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie i Meksyku także przeszedł już do historii. Gdy oglądałem półfinałowe starcie Hiszpanii z Francją na rzeszowskim rynku, pomyślałem o tym, jak niezwykłym zjawiskiem są piłkarskie mistrzostwa świata. Dookoła rozstawione były telewizory, z głośników wylewał się głos rozentuzjazmowanych komentatorów, a przy stolikach ludzie cieszyli się i wściekali. Wszyscy razem przeżywali emocje.

Obecnie trudno o poczucie wspólnoty płynącej z oglądania wydarzeń sportowych. Świat oferuje nam bowiem wiele rozrywek, występy sportowców mają więc wiele alternatyw. Minęły już czasy, gdy cała Polska oglądała skoki Adama Małysza i wstawała w środku nocy na pojedynki Andrzeja Gołoty. Są jednak zjawiska, które wciąż gromadzą ogromną publiczność i potrafią zawładnąć masową wyobraźnią.

Właśnie takim zjawiskiem jest piłkarski mundial. Mistrzostwa świata są nie tylko świętem kibiców. Gromadzą przed ekranem nawet tych, którzy na co dzień nie interesują się futbolem. I tak już pewnie pozostanie. Może to, co piszę, jest banalne, może naiwne, ale wierzę w to, że mundiale to coś znacznie więcej niż piłka, a radości z nich płynącej nie zniszczy żaden działacz ani polityk.     

Jak bardzo podobał Ci się ten artykuł?

Średnia ocena 5 / 5. Licznik głosów 4

Nikt jeszcze nie ocenił tego artykułu. Bądź pierwszy!

Cieszymy się, że tekst Ci się spodobał

Sprawdź nasze social media - znajdziesz tam codzienną dawkę ciekawostek.

Przykro nam, że ten tekst Ci się nie spodobał

Chcemy, aby nasze teksty były możliwie najlepsze.

Napisz, co moglibyśmy poprawić.

Grzegorz Zimny
Grzegorz Zimny
Absolwent pedagogiki na Uniwersytecie Rzeszowskim. Fan historii sportu, ze szczególnym uwzględnieniem piłki nożnej. Pisał teksty dla portalu pubsport.pl. Od 2017 roku autor artykułów na portalu Retro Futbol, gdzie zajmuje się zarówno światową piłką nożną, jak i historiami z lokalnego, podkarpackiego podwórka, najbliższego sercu. Fan muzyki rockowej i książek.

Więcej tego autora

Najnowsze

Budowa obiektów sportowych – od koncepcji do realizacji krok po kroku

Planując budowę hali, stadionu lub boiska, warto wiedzieć, jak wygląda cały proces inwestycyjny. Każdy etap ma wpływ na późniejsze użytkowanie obiektu, koszty realizacji oraz...

Piknik, sparing z Ruchem Lwów i prezentacja drużyny – Stal Rzeszów przystępuje do nowego sezonu

Tydzień przed inauguracją rozgrywek Betclic 1. Ligi piłkarze Stali Rzeszów rozegrali ostatni sparing. Na głównej płycie stadionu przy ulicy Hetmańskiej zmierzyli się z Ruchem...

„Brudne fragmenty gry”. Jak działacze i wielka polityka ukradły piłkę nożną?

Anulowanie czerwonej kartki piłkarza USA po interwencji Donalda Trumpa to najlepszy przykład na to, że futbol stał się dziś narzędziem w rękach polityków i...